12.07.2016

Rozdział 44

Cross POV:
Budzi mnie dziwny hałas. Jakby kwilenie, ciężki i głośny oddech. A może po prostu mi się to śni?
- Proszę - dobiega mnie cichy szept, uchylam powieki, mrugam kilka razy i wreszcie się rozbudzam. Ziewam przeciągle, siadam i orientuję się, że nadal jestem w szpitalnej sali - Z-zostaw mnie, to boli.
- Lena - zrywam się na równe nogi, siadam na brzegu łóżka i przykładam dłoń do jej policzka. Jest rozpalona, spocona i mówi przez sen. Jej oddech wręcz szaleje, a łzy cieką po policzkach - Obudź się, kochanie - ostrożnie poklepuję jej policzek, zaczynam panikować, bo kompletnie nie reaguje. Zaciska dłonie na pościeli, wierci się i naprawdę musi śnić o czymś strasznym - No dalej - potrząsam jej ciałem, budzi się natychmiast i patrzy na mnie zszokowana. Jej oczy są wielkie jak spodki, wstrzymuje oddech i zamiera. Jasna cholera! Nigdy wcześniej nie byłem w takiej sytuacji, nie wiem, co mam robić, jednak muszę ją uspokoić - Jestem przy tobie, aniołku. To był tylko zły sen - przytulam ją do swojego ciała, kołyszę na boki, a ona szlocha głośno, drży i wczepia się we mnie jak rzep - Ciii, jest po wszystkim. Jesteś bezpieczna, nikt nigdy cię już nie skrzywdzi. Przysięgam.
- B-boję się - szepcze przez płacz, a moje serce się zaciska. Wydaje mi się, że pierwszy szok po porwaniu minął i dopiero teraz dociera do niej to, co się wydarzyło. Tak swobodnie rozmawiała ze mną, kiedy się obudziła. Miałem nadzieję, że zniosła to całkiem dobrze, jednak Lena jest krucha.
- Nie bój się, nie ma czego - odchylam jej głowę, ocieram łzy i całuję w czoło - Jego już nie ma.
- W-wróci po mnie, zabierze znowu - co takiego?! Marszczę brwi i patrzę na nią zdezorientowany.
- Nic takiego nie będzie miało miejsca, rozumiesz? - ujmuję w dłonie jej twarz, nasze nosy dzielą milimetry i dopiero teraz nieco się uspokaja - On nigdy więcej nie pojawi się w twoim życiu.
- On zawsze będzie już w moim życiu. Jest moim najgorszym koszmarem, nienawidzę go.
- To nieprawda. Tym razem zniknął na zawsze, nie zobaczysz go już. Twoje rany się zagoją, zabiorę cię do domu i wszystko będzie jak dawniej. Znowu będziemy bardzo szczęśliwi. Obiecuję.
- C-co masz na myśli, że zniknął na zawsze? Gdzie on jest, Justin? Siedzi w więzieniu?
- Kochanie, dochodzi trzecia rano. Spróbuj jeszcze zasnąć, dobrze? Będę przy tobie, nie bój się.
- Nie zrobię tego, dopóki nie dowiem się, gdzie jest Theo - zaciska szczękę i wiem, że nie wygram.
- Tak, Theo jest w więzieniu - nie mówię prawy, jednak nie jestem pewny, jak by ją przyjęła.
- Miał przy sobie nóż, widziałam to. Nie zrobił nic głupiego, prawda? Nie pozwolili mu na to?
- Nie, nie pozwolili. Theo jest zamknięty, a teraz śpij - przytulam ją do siebie i głaszczę po włosach.
- Nie zostawiaj mnie samej, dobrze? - kurwa! Jej słowa oraz strach ranią mnie jak nic innego!
- Nie zostawię cię, kotku. Będę tutaj z tobą przez cały czas, możesz spać spokojnie.
- Dziękuję - wtula głowę w zagłębienie mojej szyi i całuje czule - Bardzo cię kocham, Justin.
- A ja kocham ciebie. Najmocniej na świecie, nigdy o tym nie zapominaj.


O dziewiątej Lenę odwiedza lekarz. Kręci głową i długo wpisuje coś w jej kartę. Niecierpliwię się, a po wyrazie jego twarzy widzę, że coś musi być na rzeczy. Zleca podanie kolejnej kroplówki i leków.
- Pani Lena gorączkuje. Niepokoi mnie rana, ponieważ jest zaczerwieniona, lekka opuchnięta, a to wskazuje na infekcję. Będziemy podawać kroplówki na wzmocnienie i leki. Musimy dać pacjentce trochę czasu, będziemy działać i obserwować. Na razie to wszystko, co możemy zrobić.
- Dziękuję, Panie doktorze - mężczyzna posyła mi niepewny uśmiech i opuszcza salę. Przysiadam obok łóżka, wpatruję się w jej spokojną twarz i nasłuchuję miarowego oddechu. Śpi i wygląda jak słodki aniołek - Musisz być dzielna, skarbie, wiesz? - szepczę cichutko, ledwo słyszalnie i ostrożnie biorę jej dłoń - Jesteś bardzo silna, a ja jestem z ciebie taki dumny - muszę przełknąć ślinę i łzy, które zbierają się pod powiekami - Walczyłaś z tym złamasem, poradziłaś sobie i teraz też to zrobisz. Dla siebie, dla mnie, dla nas. Przysięgam, że wszystko będzie dobrze. Tylko się nie poddawaj.
- Justin? - mój monolog przerywa wchodzący do środka Olivier. Zostawiam Lenę, podchodzę do niego i ściskam jego dłoń - Przyszedłem tylko na chwilę, nie chcę przeszkadzać. Jak ona się czuje?
- Gorączkuje, do rany wdała się jakaś infekcja, jednak lekarze mają na nią oko i podają leki.
- Wierzę w nią, to dzielna dziewczyna. Chciałem cię przeprosić - wzdycha ciężko, wsuwa palce we włosy i widzę, jak bardzo jest na siebie wściekły - Nawaliłem, a miałem ją chronić kosztem własnego życia. Przysięgam, robiłem to, byłem czujny. Chodziłem za nią jak cień, czekałem pod firmą aż skończy pracę, a tu nagle wszystko się spierdoliło - zrezygnowany kręci głową, wpatruje się w Lenę i zwija dłonie w pięści - Poszedłem tylko po kawę, a kiedy wracałem z kawiarni ktoś zaszedł mnie od tyłu i po prostu walnął w łeb. Straciłem przytomność, a potem wszystko pamiętam jak przez mgłę. Odzyskiwałem świadomość, traciłem ją i tak w kółko. Nie kontaktowałem i nie miałem pojęcia, co się tak naprawdę dzieje - przekręca głowę, patrzy mi w oczy i dostrzegam w nich poczucie winy - Nigdy, odkąd pracuję w ochronie nie przydarzyło mi się coś podobnego. Dawałem z siebie wszystko, chroniłem wiele osób, a oni obdarzyli mnie zaufaniem. Nie wybaczę sobie, że ona leży tutaj przeze mnie. To moja wina, tak łatwo dałem się podejść. Wyrzuty sumienia zżerają mnie od środka.
- No już, uspokój się - układam dłoń na jego ramieniu i ściskam mocno - Nie winię cię za to, co się stało - marszczy brwi i patrzy na mnie jak na wariata - Theo i Amanda planowali to od bardzo dawna, tak czy siak doszłoby do tego, a ty nic nie mógłbyś zrobić. Nikt się tego nie spodziewał, uderzyli z zaskoczenia. Sam mogłem domyślić się, że coś nie gra, ale ani Amy, ani Theo nie odezwali się do nas przez dobry miesiąc. To był plan idealny, zrealizowany w odpowiednim momencie.
- Niech ich szlag! Żałuję, że ten pojeb się zabił, powinien zgnić w najgorszym możliwym więzieniu.
- W tej kwestii się z tobą zgodzę, ale jest po wszystkim. Jego już nie ma, a Amy jest w areszcie.
- Całe szczęście. Mam nadzieję, że Lena dojdzie do siebie i ta sytuacja nie odbije się na jej psychice.
- Zatrudnię najlepszych lekarzy na świecie, aby postawili ją na nogi. Zapewniam cię.

Popołudniu ponownie w odwiedziny wpadają moi rodzice, rodzeństwo oraz rodzice Leny. Dopytują o stan zdrowia mojej żony, więc opowiadam w skrócie o wizycie lekarza i jego rokowaniach.
- Niedawno podali jej antybiotyk na infekcję rany. Lekarz zapewnił, że będzie dobrze tylko potrzeba na to trochę więcej czasu. Poza tym Lena jest obolała, więc musi sporo odpoczywać.
- Wiedziałam, że pojawienie się Theo sprowadzi na Lenę kłopoty. Ten człowiek to wcielenie zła.
- Kochanie, uspokój się - tata Leny kręci głową i kładzie dłoń na ramieniu żony - Jego już nie ma.
- A szkoda. Powinien cierpieć za to, co zrobił, a on wybrał najłatwiejszą drogę i po prostu się zabił.
- Nasze dziecko będzie bezpieczne, już nigdy więcej jej nie dotknie. O tym powinnaś teraz myśleć.
- Boże, moja mała córeczka - zakrywa twarz rękami i wybucha rzewnym płaczem. Poczucie winy uderza we mnie niczym tona cegieł, czuję się potwornie i gdybym nie wyjechał, może nic by się kurwa nie wydarzyło! - W przeszłości tyle przez niego wycierpiała, zgwałcił ją, poniewierał, bił i jak gdyby nigdy nic ponownie wrócił do jej życia. To diabeł. Gdyby żył, sama bym go zabiła.
- Już dobrze. Wyjedziemy na chwilę - kiwa do mnie głową, obejmuje żonę i opuszczają salę.
Zapada cisza, oddycham głęboko i siadam na brzegu łóżka. Biorę jej ciepłą dłoń, całuję wierzch uważając na wbity wenflon. Śpi spokojnie wtulona w poduszkę, jej usta są lekko rozchylone, a oddech miarowy. Niczego bardziej nie pragnę, jak tego, aby już mogła wyjść do domu i wróciła do zdrowia. Wydobrzała, zapomniała o tym koszmarze i ponownie zaczęła żyć pełnią życia, zanim znowu pojawił się Theo. Wierzę, że uda nam się odbudować chwilowo utracone szczęście.

Wieczorem, kiedy skupiam uwagę na laptopie i sprawdzam, co w firmie, Lena się budzi. Ziewa słodko, porusza ramionami i rozgląda się po pokoju. Wyłapuje moje spojrzenie i oddycha z ulgą.
- Hej - uśmiecha się lekko, przeciera oczy palcami i wystawia dłoń, abym do niej podszedł.
- Hej, śliczna - odkładam laptop, podnoszę tyłek z fotela i siadam na łóżku - Jak się czujesz?
- Całkiem dobrze - krzywi się nieco, kiedy unosi ręce do góry i przeciąga się - Nadal jestem obolała.
- To normalne, daj sobie trochę więcej czasu. Musisz odpoczywać, aby całkowicie dojść do siebie.
- Nie mogę się tego doczekać - chichocze uroczo i bawi się moimi palcami - Wiesz, jestem głodna.
- Naprawdę? - unoszę brew, a Lena karci mnie spojrzeniem - Cieszy mnie to. Już coś organizuję.
- Mam nadzieję, że to będzie coś normalnego i smacznego. Nie tknę niczego rozgotowanego. Fuj.
- Postaram się, aby ci smakowało - mrugam okiem, wyjmuję telefon i dzwonię pod odpowiedni numer. Szybko składam zamówienie w mojej ulubionej restauracji z dowozem na miejsce - Gotowe!
- Dziękuję, jesteś kochany - robi dzióbek z ust i nadstawia je do pocałunku. Pochylam się i posłusznie składam na nich czułego buziaka - Co z moją nogą? - odkrywa kołdrę i patrzy na opatrunek.
- Goi się, nie ma powodu do obaw. Miałaś dość wysoką gorączkę, ale w ranę wdała się infekcja. Lekarze czuwali, podwali ci leki oraz kroplówki. Jesteś w najlepszych rękach, kochanie.
- Nie powinno mnie to dziwić, cały ty! - uśmiecha się i ściska moją dłoń - Co z Amandą?
- Lena - masuję skronie, a jej pytania mnie niepokoją. Mam świadomość, że będę musiał powiedzieć jej prawdę o Theo, ponieważ nie chcę tego przed nią ukrywać - Jest w areszcie i szybko nie wyjdzie.
- Wciąż nie wierzę, że pomogła Theo w jego chorym planie. Ma na twoim punkcie obsesję.
- To już nie ma żadnego znaczenia, liczysz się tylko ty. Amanda poniesie karę za to, co zrobiła.
- I dobrze. Theo popełnił błąd i ponownie wylądował za kratkami. Niedawno stamtąd wyszedł.

- Właściwie nie trafił za kratki - biorę głęboki oddech i przygotowuję się na to, aby powiedzieć ukochanej kobiecie, że jej psychiczny ex sam wymierzył sobie karę - Nie chciałem cię denerwować, dlatego nie powiedziałem ci prawdy - marszczy brwi, patrzy na mnie zdezorientowana jednak nie wie, co chcę powiedzieć - Byłaś zmęczona, osłabiona. Nie gniewaj się na mnie, dobrze?
- Nie gniewam się na ciebie, Justin. Proszę, powiedz mi, co się wydarzyło wtedy w jego domu.
- Theo się zabił - kiedy wypowiadam te słowa, Lena przykłada dłoń do ust, a jej oczy są wielkie jak spodki. Jest w szoku i właśnie tego chciałem jej oszczędzić - 
Kiedy Taylor zabrał Cię do samochodu, zostałem z Theo i policją. Mówił, że woli się zabić, niż wrócić do więzienia. Próbowałem przekonać go, aby zachował się jak mężczyzna i wziął odpowiedzialność za to, co zrobił, bo zrobił coś, czego nigdy nie powinien. Policja nie zdążyła zareagować, a on wbił nóż w swoje serce. Sam siebie ukarał.

- Boże - szepcze cicho i zamyka oczy - Więc zabił się przeze mnie? Chciał być tylko ze mną, on, on...
- Nie rób tego! - mój głos brzmi ostrzej, niż zamierzałem i karcę się za to w myślach - Spójrz na mnie, Lena - podsuwam palce pod jej brodę, opiera się, jednak w końcu podnosi głowę i patrzy mi w oczy - Ani mi się waż, zrozumiałaś? - posyłam jej surowe spojrzenie, ale musi coś zrozumieć - Nie ponosisz odpowiedzialność za to, że Theo odebrał sobie życie. Oboje wiemy, że działo się z nim coś dziwnego i miał na twoim punkcie obsesję. To nie twoja wina, skarbie. Porwał cię, zranił i Bóg wie, co by jeszcze zrobił, gdybym nie zdążył - wzdryga się na samą myśl, przytulam ją do siebie i głaszczę po plecach. Chcę dać jej tyle wsparcia ile tylko zdołam - Przykro mi, że tak się stało, chociaż wcale nie jest mi go żal. Zasłużył na karę, a skoro nie chciał trafić z powrotem za kratki, sam wybrał coś o wiele gorszego - Lena kiwa głową, wtula się w moje ciało i opiera brodę na moim ramieniu. Drży, a ja jestem wściekły, że płacze za tym złamasem. Mimo wszystko nie komentuję tego, ani nie robię jej wyrzutów. Widocznie tego właśnie potrzebuje, wyrzucić z siebie wszelkie emocje związane z Theo, aby móc ruszyć dalej i zapomnieć o nim - Jestem przy tobie, aniołku.



***
Lena opuściła szpital trzy tygodnie później. Jej stan psychiczny pozostawiał wiele do życzenia, lekarz zaproponował terapię u psychologa, więc znalazłem najlepszego. Odwiedzał ją w domu, dużo rozmawiali, otworzyła się i wyrzucała z siebie wszystko jak z karabinu, jakby chciała mieć to szybko za sobą. Bywały dni, kiedy podczas wizyt płakała, innym razem była wściekła, a jeszcze kiedy indziej przeklinała Theo. Jednak przede wszystkim zaczynała być sobą. Z każdym mijającym dniem wracał jej dobry humor oraz uśmiech, za którym tak bardzo tęskniłem. Moje serce zaciskało się ze szczęścia, kiedy chichotała z Karen po jej opowieściach o nowej sąsiadce, która ma trzynaście kotów! Jej przyjaciółka narzekała, że nie przestają miauczeć, co doprowadzało ją do granicy wytrzymałości. Niby banalny temat, a moja ukochana żona nie mogła przestać się śmiać. Wymyśliły chyba milion sposobów na to, jak pozbyć się kotów, a potem doszły do wniosku, że kotki są urocze i nie można robić im krzywdy. Słuchając tego wciąż przewracałem oczami, a Paul wzdychał ciężko. Kobiety i ich humorki. W jednej chwili planują morderstwo, a w drugiej przytulają nas do piersi.
Rana na udzie również ładnie się goiła. Dokuczał jej ból, nie mogła nadwyrężać nogi, więc sporo leżała, co oczywiście doprowadzało ją do szaleństwa. Lena nie usiedzi na tyłku zbyt długo, więc musiałem stawać na głowie, aby odpowiednio zając jej czas. Obejrzeliśmy chyba z czterdzieści seriali, na których śmiała się, płakała albo przeklinała. Wiele razy nosiłem ją na rękach, spacerując po ogrodzie ciesząc się piękną pogodą. Jej powrót do zdrowia cieszył mnie jak nic innego, a jej szeroki uśmiech wynagradzał mi wiele bezsennych nocy oraz całkowite zaniedbanie pracy. To nie do pomyślenia, ale przez prawie dwa miesiące zajrzałem tam jedynie trzy razy. Czasami miałem o to do siebie żal, jednak widok przestraszonej, zapłakanej Leny po kolejnym koszmarze szybko rozmywał wizję siedzenia w biurze. Ona była dla mnie najważniejsza, a firmę zostawiłem w rękach Ryana i Chaza, którzy jak zawsze świetnie sobie radzili. Odwalali kawał niesamowicie dobrej roboty.

Sprawdzam najnowsze zamówienie dla LogiMaster, a do mojego domowego biura wchodzi Lena. Podnoszę głowę, oblizuję usta i podziwiam jej krótką koszulkę oraz białe spodenki. Wygląda bardzo seksownie, a muszę zaznaczyć, że nasze życie seksualne zostało ograniczone do minimum. Lena była zbyt obolała, przygnębiona i smutna, aby myśleć o seksie. Nie miałem zamiaru jej tym zadręczać, jednak teraz, kiedy doszła do siebie wizja jej w łóżku prześladowała mnie niemal non stop.
- Dlaczego tak na mnie patrzysz? - zawstydza się, bawi palcami i wbija zęby w wargę. Staram się ignorować bliznę na jej udzie, która już się wygoiła, ale zawsze będzie przypominać mi o Theo.
- Patrzę, ponieważ mam najpiękniejszą żonę na świecie - mrugam okiem, wyciągam dłoń, a Lena podchodzi i siada na moich kolanach - Jak się czujesz, kochanie? Potrzebujesz czegoś?
- Nie, wszystko jest w porządku. Czuję się dzisiaj cudownie, nic mnie nie boli i jestem pełna energii - sunie opuszką palca po moim ramieniu, śledzi jego ruch, a jej policzki pokrywają urocze rumieńce. Coś się kroi - A skoro moje samopoczucie jest tak dobre, może masz ochotę, no wiesz...
- Mam rozumieć, że moja żona ma ochotę na seks, ale nie wie, jak mi to powiedzieć? - unoszę brew, a Lena robi się czerwona jak burak! Nie łapię tego, przecież jest moją żoną! - Jesteś pewna, że czujesz się na siłach? Nie mam zamiaru zrobić ci tym krzywdy, wiesz? - przytakuje głową, pochyla się i zaskakuje mnie zachłannym, mocnym pocałunkiem, który działa na mnie niemal natychmiast. Nie przerywając tej pieszczoty unoszę ją, zanoszę do naszej sypialni i układam w łóżku - Skoro moja żona chce seksu, zaraz go dostanie - przygryzam jej wargę, uśmiecham się, a ona nagradza mnie seksownym jak diabli jękiem. Ależ mi tego brakowało! - Wiedz, że to będzie super delikatny seks, kochanie. Jeśli masz w głowie jakieś brudne fantazje, radzę ci je stamtąd szybko wyrzucić.
- Przekonajmy się, czy taki będzie - wsuwa dłonie pod mój t-shrit i zdejmuje go jednym ruchem.
- Chcesz być niegrzeczną dziewczynką? - mrużę oczy, Lena niewinnie wzrusza ramionami i odpina guzik w moich jeansach. Zaskakują mnie jej śmiałe ruchy - Kocham cię, jesteś dla mnie wszystkim.
- A ty jesteś wszystkim dla mnie. A teraz przestań mówić, twoja żona jest bardzo spragniona.

- Mówisz masz - wsuwam palce w jej włosy, a w moim sercu roznosi się ciepło. Mój anioł.






******************************************************
Hello! :)
Nie wiem, czy rozdział przypadnie wam do gustu, bo za bardzo nic się w nim nie dzieje.
Musiałam jednak wyjaśnić pewne sprawy, aby wszystko było jasne :)
Dodam tylko, że pozostał już tylko epilog :)

Buuziam!
Kasia




18 komentarzy:

  1. Super rozdział ale szkoda że został jeszcze tylko epilog ;(

    OdpowiedzUsuń
  2. Juz sie kończy to opowiadanie? :( szkoda...
    One jest niesamowite ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciesze się że wszystko dobrze się skończyło. Szkoda że to już koniec :-( mam tylko nadzieje ze nie jest to twoje ostatnie opowiadania. Uwielbiam twój styl pisania ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział cudowny :)) szkoda ze przed nami zastał juz tylko epilog :( Mam pytanie będziesz pisać drugą część tego opowaiadania , czy zaczynasz może cos nowego? Masz jakiś pomysł??? Życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie mam jedno opowiadanie, już trochę rozdziałów napisałam, ale na razie nie jestem do niego przekonana :)

      Co do drugiej części, nie planuję.

      Usuń
  5. Cudowny rozdział ;-) Jak ja przetrwan wtorki bez mojego ulubionego opowiadania :-(
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  6. Tylko epilog zostaje nieee :(
    Rozdział wcale nie jest nudny o bardzo mi się podoba <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Potrzebuje dzieci😂😭 czekam jeju😱 Jak to szybko zleciało!

    OdpowiedzUsuń
  8. Lenę męczą koszmary, a Justin próbuje pomóc jej się uspokoić. Ona nadal boi się Theo, ale mąż nie mówi jej teraz prawdy, co się z nim stało. Przekonuje jedynie, że teraz jest bezpieczna i nic jej nie grozi.

    Rana na nodze nie goi się najlepiej i konieczne są dodatkowe leki. Przychodzi też Olivier, który za całe to zdarzenie obwinia tylko siebie. Czuje, że nawalił i chciał robił wszystko jak należy, dał się zaskoczyć. Już po porwaniu tym bardziej niewiele mógł zrobić, bo był wciąż czymś odurzany. Justin wyjaśnia mu, ze to była planowana akcja Theo i Amandy i nikt z nich nie mógł się tego spodziewać.

    W szpitalu pojawiają się ich najbliżsi. Mama Leny jest wstrząśnięta tym, że jej córka musiała znów cierpieć przez Theo. Justin bierze to do siebie, chociaż nikt go nie obwinia. Uważa, że jako mąż powinien chronić ją, by nic jej nie zagrażało. Teraz najważniejsze jest by odzyskała siły i znów była szczęśliwa.

    Wieczorem Lena budzi się głodna i Justin od razu organizuje zamówienie z restauracji. Dziewczyna znów zaczyna temat swoich porywaczy i tym razem słyszy prawdę, co stało się przed domkiem nad jeziorem. Justin musi jej wyjaśniać, że nie jest odpowiedzialna za śmierć Theo i nie ma w tym jej winy.

    Spotkania z psychologiem pomogły dojść jej do siebie psychicznie. Po wyjściu ze szpitala, fizycznie też było nie najgorzej. Jedno się nie zmieniło, Lena dalej ma trudności z przyznaniem się, że ma ochotę na seks i zawstydza się przy tym. Zupełnie niepotrzebnie, bo Justin to szaleńczo w niej zakochany mąż, który zrobi wszystko by była szczęśliwa.


    ***
    Nie wiem czemu miałoby nam się nie podobać? Twoje teksty zawsze się podobają i trochę szkoda, że to już będzie koniec tego opowiadania.
    Ale wiesz, zawsze możesz jeszcze walnąć złe zakończenie ;) (Tylko proszę, nie gniewaj się na mnie za to ostatnie zdanie 🙏)

    OdpowiedzUsuń
  9. No i fajnie. ;)
    Tylko szkoda, że to już koniec...
    Czekam na epilog! ;) ;*

    OdpowiedzUsuń
  10. Mi się podobal 😍

    Szkoda że to już koniec strasznie polubiłam Crossa i jego historię z lena "! ❤❤

    OdpowiedzUsuń
  11. Coooo tak szybko?
    Szkoda bardzo polubiłam te opowiadanie:)
    Mam nadzieje ze będą żyli długo i szczęśliwie z gromadką dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciesze sie ze wszystyko dobrze sie skonczylo! Szkoda ze tak szybko koniec 😥 kasia twoje opowiadania WSZYSTKIE sa cudowne wiec ty sie nie masz nad czym zastanawiac, tylko publikuj! Nie moge sie doczekac❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  13. Cieszę się że wszystko dobrze się skończyło

    OdpowiedzUsuń