05.07.2016

Rozdział 43

Lena POV:
Siedzę pod drzewem, cala spocona, zmarnowana, zmęczona i wpatruję się w Amy, która zatrzymuje samochód, wychodzi z niego i kręci głową z niedowierzaniem. Dlaczego mam takiego pecha?
- To są chyba jakieś jaja! Jakim cudem uciekłaś, ty mała dziwko? - syczy przez zęby, szarpnięciem stawia mnie na nogi, chociaż są jak z waty - Ten idiota do niczego się nie nadaje! - prycha wkurzona, wlecze mnie do samochodu i wciska na miejsce pasażera - Na nikim już nie można polegać.
- P-proszę, zostaw mnie, pozwól mi odejść - patrzy na mnie jak na wariatkę i uruchamia silnik.
- Możesz o tym jedynie pomarzyć. Nie zepsujesz mojego planu, rozumiesz? Zbyt długo czekałam na to, abyś wreszcie zniknęła, a Theo cię pragnie. Ja chcę jedynie odzyskać Justina i to stanie się jeszcze dzisiaj - posyła mi pewny siebie uśmieszek, wrzuca bieg i rusza do miejsca, które jest piekłem.

Kiedy tylko wchodzimy do domu, w oczy rzuca mi się Theo. Zdążył owinąć ranę bandażem, który i tak przesiąka krwią. Nie sądziłam, że jeden cios potrafi wyrządzić aż tak wielką krzywdę.
- Podejdź do mnie - rozkazuje surowo, zaciska szczękę i patrzy mi prosto w oczy. Za mną stoi Amanda, blokuje wyjście z domu, więc i tak nie mam wyjścia. Ruszam w paszczę lwa, zatrzymuję się przed nim, a jego dłoń ląduje na moim policzku. Cios jest tak potwornie mocny, aż powala mnie na podłogę. Zapowietrzam się, walczę o oddech, a Theo nie poprzestaje na jednym razie. Brutalnie podnosi mnie za włosy, policzkuje po raz drugi, ale nie pozwala upaść. Bezlitośnie wbija palce w moje ramiona, rani skórę, a ja skupiam się na bólu, który falą ciepła rozchodzi się po obu policzkach - Pożałujesz tego, co zrobiłaś - syczy w moją twarz, chwyta nóż i bez wahania wbija go w moje udo. Wrzeszczę, aż zdzieram sobie gardło, przed oczami robi mi się czarno, a ból paraliżuje każdy nerw w moim ciele. Teraz rozumiem jego krzyk, kiedy robiłam mu dokładnie to samo - Prosiłem, abyś była grzeczna, a ty nie posłuchałaś. Dawniej byłaś bardziej posłuszna - ledwo docierają do mnie jego słowa, krztuszę się łzami i gdyby nie wbijał palców w moje ramiona, już dawno leżałabym jak długa. Przechyla głowę wpatruje się w moją wykrzywioną bólem twarz i upaja się tym widokiem - Spójrz na mnie - przenosi dłoń na moją szczękę, zmusza, abym uniosła głowę i nasze oczy się spotykają - Boli, prawda? Bardzo dobrze. Będziesz cierpiała każdego dnia, kochanie. Koniec z litością.
- Theo, nie mamy czasu na pogawędki. Justin na pewno już wrócił, musimy stąd spieprzać.
- Masz rację, zbierajmy się - zmusza mnie do ruchu, ale brak mi sił i potykam się o własne nogi. Theo szarpie mnie w górę, krzyczę z bólu i mam wrażenie, że zaraz zedrze skórę z moich ramion - Musisz sobie poradzić, Lena. Przecież jesteś taka dzielna i odważna - kpi ze mnie, popycha brutalnie, ale to jest ten moment, w którym prawie odlatuję. Osuwam się po ścianie, zamykam oczy, a parzące ciepło rozchodzi się po moim ciele. Czuję nóż tkwiący w moim udzie i myślę, czy przy każdym ruchu nie rozrywa czegoś w środku - To nie czas na odpoczynek. Chciałem byś dla ciebie dobry, ale miałaś to w dupie, więc ja mam w dupie to, że teraz cierpisz - podnosi mnie, wlecze za sobą, aż muszę przytrzymać się jego ramienia. Dlaczego do cholery nie mogę zemdleć, aby nie czuć tego koszmarnego bólu, kompletnie się odciąć? Czy los musi się tak ze mną bawić? - Wsiadaj - Theo otwiera drzwi od czarnego SUV'a, sadza mnie na miejscu pasażera i zapina pasami - Idę po walizki, zaraz wracam - wystawia palec na znak groźby, zamyka drzwi i dodatkowo blokuje zamki.
Jak przez mgłę obserwuję wchodzącego do domu chłopaka, a razem z nim Amandę. Jestem na granicy świadomości, po omacku chwytam za rączkę noża i próbuję wyciągnąć. Niestety nie mam aż tyle siły, krew jest dosłownie wszędzie i brudzi moje spodnie oraz siedzenie. Nie jestem pewna, czy Theo zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji, w jakiej właśnie jestem. Jeśli nie zatamuje krwawienia nigdzie mnie nie wywiezie. No chyba, że zadowoli go moje martw ciało, w co szczerze wątpię.
- Lena! - wzdrygam się, gwałtownie uchylam powieki i przekręcam głowę w stronę bocznej szyby, za którą stoi Justin. To sen? Umieram, a moja podświadomość podsuwa mi jego piękną twarz, aby łatwiej było mi odejść? Jeśli tak, jestem jej za to niezmiernie wdzięczna, bo jego widok natychmiast mnie uspokaja - Kochanie, wytrzymaj - przykłada dłonie do szyby, resztką sił robię to samo i zostawiam na niej czerwone ślady. Łzy ciekną po moich policzkach, wpatruję się w jego piękne, czekoladowe oczy i pragnę poczuć jego ramiona, które mocno mnie do siebie tulą - Proszę, nie płacz. Nie bój się, jestem tutaj - po tych słowach rozlega się huk tłuczonego szkła, marszczę brwi i przekręcam głowę w drugą stronę. Dostrzegam znajomą postać, lecz jestem zbyt słaba, aby ją rozpoznać - Taylor, daj apteczkę. Szybko! - Justin wsiada na miejsce kierowcy, pochyla się nade mną i ogarnia moje mokre włosy - Jestem przy tobie, aniołku. Przysięgam, że wszystko będzie dobrze. Zaufaj mi - całuje moje wyschnięte na wiór usta i dopiero teraz uświadamiam sobie, że on naprawdę tutaj jest. To mi się nie śni, Justin odnalazł mnie, zabierze do domu! - Bądź dzielna - rozrywa materiał jeansów, kręci głową i odbiera małe, czerwone pudełeczko od mężczyzny, który stoi po mojej prawej stronie - Niech to szlag, nie jest dobrze. Nie mogę wyjąć noża, wtedy nie zatamuję krwawienia - wyjmuje bandaż z apteczki, owija moją nogę powyżej rany i tamuje wypływającą krew - To musi na razie wystarczyć. Jedziemy do szpitala - opuszcza samochód, podchodzi z mojej strony i bierze mnie na ręce. Jęczę z bólu, który przepływa przez moje ciało niczym prąd. Twarz, plecy oraz żebra po uderzeniach Amandy dają mi niesamowicie w kość - Przepraszam, kochanie. Nie chciałem.
- Zostaw ją! - wzdrygam się na surowy głos Theo. Moja głowa bezwładnie opada do tyłu, ale brak mi już sił, aby utrzymać ją w pionie. Niech się dzieje, co chce - Ona należy do mnie. Zawsze należała!
- Czy ty się słyszysz, człowieku? Lena to moja żona, idioto! Naprawdę sądzisz, że należy do ciebie?! Jesteś szurnięty, jeszcze dzisiaj wrócisz do więzienia i nigdy już z niego nie wyjdziesz! Gwarantuję!
- Pieprz się, mam w dupie to, co mówisz! Nie zabierzesz mi jej, jeszcze dzisiaj wyjedziemy.
- Lecz się, Theo. Nie rozumiesz, że nigdy nie będziesz z Leną? Na to jest już za późno.
- Nieprawda! To da się jeszcze naprawić, da mi drugą szansę! Albo będzie ze mną albo z nikim!
- Wiesz, co? Nie mam czasu na twoje pierdolenie! Skrzywdziłeś ją, muszę zabrać żonę do szpitala. Nie wybaczę sobie tego, że pozwoliłem, abyś tak łatwo ją zabrał, ale zapewniam cię, że nigdy nic podobnego nie będzie miało miejsca. A ty... - zaciska szczękę, jego ciało napina się jak struna i wzmacnia uścisk wokół mojego ciała - Jesteś skończona, rozumiesz? Jestem potwornie rozczarowany twoim zachowaniem i nie dowierzam, że kiedyś byłaś moją przyjaciółką, kimś, na kim mi zależało. Zapłacisz za to, że położyłaś ręce na mojej żonie. Oboje tego pożałujecie - ledwo kończy mówić, a po okolicy roznosi się odgłos syren. Resztką siłą uchylam powieki, obok nas parkują cztery radiowozy, a z nich wychodzą policjanci, którzy wymierzają broń w Theo. Boże! Czy takie rzeczy nie dzieją się tylko w filmach? - Radzę się poddać. Jesteście otoczeni, to koniec wszystkiego.
- Unieście ręce i ulęknijcie! - głos policjanta brzmi surowo, a spluwa wymierzona w Theo i Amy.
- Nie wrócę do tego przeklętego miejsca! - Theo rzuca torbę na ziemię, jednak przed w tym wyjmuje z niej nóż - Lena, proszę, wyjedź ze mną - jego głos brzmi zupełnie inaczej, niż jeszcze kilka minut temu, kiedy bezlitośnie mnie ranił. Teraz jest wręcz błagalny, litościwy - Kocham cię, süsse!
- Taylor - obok nas zjawia się mężczyzna i dopiero teraz rozpoznaję w nim kierowcę Justina - Zabierz ją do samochodu i jak najszybciej zawieź do szpitala - och, nie! - Spokojnie, kochanie. Dołączę do ciebie za kilka minut, nie obawiaj się - uchylam usta, aby błagać go o to, żeby jechał ze mną, jednak całuje mnie czule i oddaje w ramiona innego mężczyzny. Musi mu ufać, inaczej nigdy by się na to nie zgodził. Taylor układa mnie na tylnym siedzeniu, okrywa kocem i po chwili rusza.



Cross POV:
Jestem wściekły, ponieważ zamiast użerać się z tym skurwielem, powinienem jechać z Leną do szpitala. Jestem spokojny, bo Taylor odpowiednio się nią zaopiekuje, a ja dokończę sprawę z Theo.
- I co chcesz zrobić, huh? - zakładam ręce na piersiach i patrzę mu w oczy - Zabijesz się?
- Żebyś wiedział! Nie wpakujesz mnie do więzienia, nie wrócę tam! To prawdziwe piekło!
- To nie ja chcę cię tam wpakować, sam to zrobiłeś zabierając Lenę. Porwałeś ją, stary. Naprawdę sądzisz, że to wszystko skończy się dobrze? Nie, niestety mam dla ciebie złą wiadomość - wzruszam ramionami, Theo patrzy na mnie z mordem w oczach i nerwowo ściska w dłoni nóż - Popełniłeś błąd, a za błędy się płaci. Tak to działa - spoglądam w bok i wyłapuję wzrok jednego z policjantów. Henry Blossom jest przyjacielem mojego ojca, znają się od przedszkola i traktują się wręcz jak bracia. Jest odpowiednim człowiekiem, w odpowiednim miejscu - Daj spokój, Theo! Bądź mężczyzną!
- Wolę umrzeć! Znowu zabrałeś mi Lenę! - przystawia nóż do swojego brzucha, jego dłoń drży i kiedy tak na niego patrzę, dostrzegam w wyrazie jego twarzy coś z szaleńca. Theo zwariował.
- Nie rób tego - Amanda kładzie dłoń na jego ramieniu i kręci głową. Co za głupia idiotka.

- Pieprz się! - krzyczy wprost w jej twarz i obawiam się, że być może wyrządzi jej krzywdę.
- Amy - przekręca głowę, spogląda na mnie zaskoczona, a ja samym spojrzeniem daję jej znak, aby się od niego odsunęła. Na szczęście załapuje, o co mi chodzi - Wyluzuj, stary. Musisz zachować się jak dorosły facet. Skoro narozrabiałeś, musisz wziąć to na klatę i odpowiedzieć za swoje czyny - obserwuję Amy, która przesuwa się i oddala od Theo - Porwałeś Lenę, zrobiłeś coś bardzo złego, za co należy się kara - nawijam jak nakręcony, aby Amanda miała czas. Nie chcę, aby ucierpiała przez tego skurwiela. Wyrządził już wystarczającą ilość krzywd. Oddycham z ulgą, kiedy przejmuje ją jeden z policjantów i los Theo jest mi już obojętny - Wiesz, co? Rób co chcesz, mnie to nie obchodzi. Dla mnie najważniejsza jest moja żona, która jest z dala od ciebie. Jest wasz, panowie.
Odsuwam się do tylu, robię im miejsce i wreszcie wchodzą do akcji. Podchodzą do Theo, wciąż celują do niego z broni, ale on jest szybszy i po prostu wbija nóż prosto w swoje serce. Kurwa! Uchylam usta, gapię się na jego upadające ciało i szczerze mówiąc nie sądziłem, że będzie w stanie się do tego posunąć. Przecieram twarz rękami, oddycham głęboko i odwracam wzrok. Nie chciałem dla niego tak drastycznego końca, jednak sam o tym zdecydował.

Spoglądam przez okno, wpatruję się w zachodzące powoli słońce, a w mojej głowie szaleje tornado przeróżnych myśli. Analizuję to, co wydarzyło się w przeciągu kilku ostatnich godzin, staram się pojąć, w którym momencie nawaliłem i jakim cudem do tego doszło. Powinienem był to przewidzieć, a jednak ochraniający ją Olivier pozwolił mi być spokojnym. Ten człowiek to zawodowiec, jednak każdy popełnia błędy, on również. Nie wiem, co się dokładnie wydarzyło, ale mam zamiar się tego dowiedzieć. Świadomość, że Theo z Amandą planowali to zapewne nie od wczoraj, dodatkowo potęguje moją złość. Niestety mój wyjazd idealnie zgrał się w czasie, pomógł im w tym, a ja byłem daleko stąd. Niech to szlag! Mam pieprzoną obsesję na punkcie jej bezpieczeństwa, a i tak nie zdążyłem jej dostatecznie ochronić. Co ze mnie za mąż? Czy Lena będzie w stanie mi to wybaczyć?
- Justin? - cichy głos Connora wyrywa mnie z moich myśli, odwracam się i kiwam głową, abym wszedł do środka - Mam kilka wiadomości, chcesz usłyszeć je teraz? To może poczekać.
- Daj spokój, chcę wiedzieć wszystko ze szczegółami. Moment jest idealny, co tam masz?
- Pierwsza sprawa; Amanda. Zabrała ją policja, zostanie przesłuchana i wtedy dowiem się więcej. Lena wspominała, że ją pobiła, brała udział w porwaniu więc zapewne trafi za kratki - no proszę! Moja przyjaciółka, kobieta, z którą kilka miesięcy temu świetnie się bawiłem trafi do pudła. Czegoś takiego w życiu bym się nie spodziewał. Jej ojciec dosłownie wyjdzie ze skóry! - Druga sprawa; Olivier - och, tego akurat jestem bardzo ciekawy - Załatwili go - kurwa! Mój oddech przyśpiesza, gapię się na niego zdezorientowany, a w mojej głowie pojawiają się brzydkie obrazy - Nie, spokojnie. Żyje, ma się całkiem dobrze i pewnie jutro go wypiszą. Wiesz, że związali go, trzymali w piwnicy i faszerowali jakimś gównem? - przecieram twarz rękami, ze świstem wypuszczam powietrze i wręcz nie wierzę, że ta dwójka była w stanie posunąć się aż tak daleko. Nawet nie chcę myśleć, co by się stało gdybym nie zdążył i nie zabrał Leny - Naprawdę zajebiście to sobie zaplanowali, przemyśleli detale i prawie im się to wszystko udało. Lena nie miała żadnych szans. Jak ona się czuje?
- Jej narządy wewnętrzne są w porządku, chociaż po pobiciu przez Amy jest nieźle poturbowana. Rana to gorsza sprawa, straciła sporo krwi, na szczęście nie doszło do uszkodzenia mięśni. 

- Jest silna, świetnie sobie poradziła. Nie sądziłem, że w tak drobnym ciele jest tak waleczna kobieta.
- Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo jestem tym zaskoczony - spoglądam na jej spokojną, pogrążoną w śnie twarz i wciąż się dziwię, że tak dzielnie walczyła, nie poddała się i nawet zraniła tego skurwiela! Chuchałem na nią i dmuchałem, a ona pokazała niesamowitą wolę walki - Cieszę się, że jest cała. Nigdy więcej nie pozwolę, aby ktokolwiek ją skrzywdził. I tak zżera mnie poczucie winy.
- Nie powinieneś się obwiniać, to nie była twoja wina. To splot nieszczęśliwych wydarzeń, Justin i nic więcej. Theo to planował, nikt z nas tego nie przewidział, a ten dupek nas zaskoczył.
- To prawda, zaskoczył jak diabli. Do tej pory nie pojmuję, jakim cudem mu się to udało.
- Ja też nie, ale to już za nami. Lenie nic już nie grozi, Theo nie żyje. Już nigdy jej nie skrzywdzi.
- Tak, ta myśl cholernie mnie pociesza - uśmiecham się smutno i przecieram zmęczoną twarz.

Lena wciąż śpi, jednak to nie powstrzymuje moich rodziców, którzy po cichutku wchodzą do środka, a za nimi Jazzy razem z Jaxonem. Szybko dołączają do nich Karen z Paulem oraz rodzice Leny. Rozmawiamy cicho, aby jej nie obudzić, a kiedy opowiadam o tym, co się stało, wszyscy zamierają zszokowani. Nikt z nas nie spodziewał się takich wydarzeń, jednak najważniejsze jest to, że Lena żyje. Czekam z niecierpliwością, aż się obudzi, aż spojrzy w moje oczy i zapewni, że wszystko z nią w porządku. Dopiero wtedy odetchnę z ulgą i zejdzie ze mnie ten cholerny stres.

Siedzę na fotelu obok łóżka, gapię się w telefon i czytam wiadomość od Connora. Dowiaduję się, że Amanda jest po wstępnym przesłuchaniu, przyznała się do wszystkiego i wyznała, że cały plan był pomysłem Theo. Nie wiem, czy wiedziała, że nie żyje, ale jeśli tak, łatwo zwalić winę na kogoś, kto już się nie obroni. Tak czy siak, grozi jej odsiadka. Należy jej się, może dorośnie. Najwyższy czas.
- Justin - gwałtownie podnoszę głowę i wpatruję się w moją żonę. Wysila się na słaby uśmiech, odkładam telefon i biorę jej drobną dłoń, po czym całuję wierzch. Wygląda na zmarnowaną, a kolor siniaka pod okiem przybrał paskudny, żółto siny odcień. Niech cię szlag, Amy! - Jesteś tutaj.
- Jestem i już zawsze będę, aniołku - przykładam dłoń do jej policzka, głaszczę czule, a ona mruczy pod nosem i mocniej się w nią wtula. Mimo siniaka nadal jest przepiękna - Jak się czujesz?
- Chyba dobrze - porusza ramiona, a grymas bólu wykrzywia jej twarz - Tylko wszystko mnie boli.
- Lekarz powiedział mi, że jesteś poobijana, ale to minie. Lekarze postawią cię na nogi, obiecuję.
- Nic mi nie będzie, nie martw się. Cieszę się, że tutaj jesteś. Tak bardzo za tobą tęskniłam, wiesz?
- Wiem, ja za tobą też. Nie masz pojęcia, jak bardzo. Przysięgam, że już nigdy cię nie opuszczę.
- Podoba mi się ten pomysł - uśmiecha się, a moje biedne serce zaciska niewidzialna pięść. Tak mało brakowało, a być może nie siedziałbym teraz tutaj i nie ściskał jej dłoni. Mógłbym opłakiwać jej stratę, ponieważ po tym chorym skurwielu wszystkiego można było się spodziewać - Co się stało, kiedy Taylor mnie zabrał? Gdzie jest Theo? - wpatruje się we mnie, a ja myślę nad odpowiedzią.
- To nie jest ważne, skarbie. Liczy się to, że jesteś bezpieczna, nie martw się o tego człowieka.
- Proszę, powiedz mi - patrzy na mnie oczami szczeniaka, jednak to fatalny moment na prawdę.
- Porozmawiamy o tym później, dobrze? Jesteś zmęczona, powinnaś odpoczywać. Prześpij się.
- Dopiero się obudziłam, głuptasie - przewraca oczami, uśmiecham się na ten zabawny gest, a moje serce szaleje z radości - Cieszę się, że dobry humor cię nie opuszcza - jak na zawołanie wzdycha ciężko, a ja mam ochotę przywalić sobie w twarz! - Hej, jest po wszystkim. Jesteś bezpieczna, nigdy więcej nie spuszczę z ciebie oka. Jestem idiotą! Jak mogłem tego nie przewiedzieć?
- Nie rozpędzaj się, Justin. Nie pozwalam ci tak myśleć, jasne? To nie jest twoja wina, on to planował od bardzo dawna, rozumiesz? Theo chciał mnie, a Amanda chciała ciebie. To i tak by się stało, nie ważne czy teraz, czy później. Po prostu znaleźli idealną okazję i rozdzielili nas. Stało się i już się nie odstanie. Żyję, walczyłam i dzięki temu mogę ujrzeć twoją piękną twarz. Tylko to jest ważne.
- Boże, aniołku - jej słowa rozpieprzają moje biedne serce. Przytulam się do niej brzucha, Lena wsuwa palce w moje włosy, a jej dotyk mnie uspokaja - Jesteś taka dzielna! Traktowałem cię jak dziecko, taką kruchą istotkę, którą trzeba się opiekować, a ty tak potwornie mnie zaskoczyłaś.
- Trochę więcej wiary we własną żonę, skarbie - podnoszę głowę, a ona uroczo się zawstydza - Wiele razy mówiłam ci, że jestem silniejsza, niż ci się wydaje. Już nie jestem tą zagubioną osiemnastolatką, która dawała się poniewierać i krzywdzić. Kiedy Theo mnie zabrał wiedziałam, że jeśli się poddam, mogę już nigdy więcej cię nie zobaczyć. Cóż innego miałam zrobić? Walczyłam do samego końca, bo tylko to mi pozostało. Poddałam się dopiero wtedy, kiedy Theo wbił nóż w moje udo.
- Jesteś niesamowita, wiesz? Obiecuję ci, że będziesz szczęśliwa, kochanie. Wierzysz mi, prawda?
- Wierzę, ponieważ właśnie w tym momencie jestem szczęśliwa. Siedzisz obok mnie, trzymasz moją dłoń i patrzysz mi w oczy. Jesteś dla mnie najważniejszy na świecie - po tych słowach wszystkie emocje opuszczają moje ciało niczym wartki strumień i nim się orientuję, płaczę jak małe dziecko. 







22 komentarze:

  1. Chociaż Lea jest wykończona i tak próbuje wyrwać się Amy, kiedy prowadzi ją do samochodu. Odwozi ją z powrotem do domku nad jeziorem.
    Theo opatrzył już swoją ranę i po kilku uderzeniach wbija ten sam nóż w udo byłej narzeczonej.

    Już nie udaje kochającego chłopaka, którego zmienił pobyt w więzieniu. Nie myśli teraz o niej w ten sposób, tylko pakuje ją do samochodu i zamyka w środku, by znowu nie uciekła. Jest wykończona, wszystkie rany ją bolą, ale wtedy przy szybie pojawia się Justin. Przechodzi jej strach, bo przy nim zawsze czuje się bezpiecznie. Taylor rozbija szybę, by mogli otworzyć drzwi i wreszcie mąż może jej pomóc. Zajmuje się raną na nodze i wyciąga z samochodu. Żeby nie było tak słodko, podszedł Theo, który zaczął rościć sobie jakieś chore prawa do Leny i Amanda, zdziwiona widokiem Justina. Po przyjeździe policji ten psychol ma jeszcze nadzieję, że jednak wyjadą razem i będą żyć długo i szczęśliwie jak sobie zaplanował. Na polecenie szefa, Taylor zabiera Lenę dalej, by zaczekała na męża, który zostaje jeszcze na miejscu.

    Justin zostaje i próbuje jeszcze zagadać Theo, wyjaśnia, że sam jest sobie winien. Daje też sygnał Amandzie, by odsunęła się, bo co prawda jest suką po tym co zrobiła, ale nie chce żeby ten wariat coś jej zrobił. Zanim policja zdążyła zadziałać, nieoczekiwanie Theo zabił się przy wszystkich. Justin wraca do swojego samochodu, gdzie czeka na niego przysypiająca Lena. Bierze ją na kolana i martwi się tym, co jeszcze mógł jej zrobić Theo.

    Justin jest przy niej w szpitalu i zadręcza się, że to całe porwanie to jego wina, bo mógł to przewidzieć, bardziej się postarać, a nawalił. Przychodzi do niego szef ochrony i mówi czego dowiedział się w tej sprawie. Amy składa zeznania, Oliviera nafaszerowali czymś i przetrzymywali w piwnicy, a Theo nie pożył długo po wbiciu sobie noża w serce. Nawet Connor nie pozwala mu się obwiniać o całe zdarzenie.

    W szpitalu pojawiają się też ich rodziny i przyjaciele. Justin nadal się o nią martwi i uspokaja się słysząc jej głos. Lena wygląda marnie, ale świadomość, że mógł jej już nigdy nie zobaczyć, przeraża go na nowo. Zaczyna ją przepraszać i znowu obwiniać się o wszystko, ale żona mu na to nie pozwala i opowiada o planie Theo i Amy. Lena zmieniła się przez ostatnie lata, w czasie porwania wiedziała, że musi być silna, musi wytrzymać i być dzielna, bo ma męża, którego kocha i nie mogła go zostawić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Omg... Nie sądziłam, że tak to się potoczy. W końcu Justin odzyskał Lene uff. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że musze wydarzyć się coś podobnego. Lubisz zaskakiwać Kasiu ^.^ Nie mogę się już doczekać nexta *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. Supi! Rozdzial pelen emocji. Prawie jak dobry film akcji :P. Jestem dumna z Leny! I ciesze sie, ze Justin wkoncu ja uratowal i wszystko sie dobrze skonczylo :D. Mam nadzieje, ze w ich zyciu bedzie juz tylko lepiej! Czekam na nowy ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Supi! Rozdzial pelen emocji. Prawie jak dobry film akcji :P. Jestem dumna z Leny! I ciesze sie, ze Justin wkoncu ja uratowal i wszystko sie dobrze skonczylo :D. Mam nadzieje, ze w ich zyciu bedzie juz tylko lepiej! Czekam na nowy ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Co za emocje! Mam nadzieję, że już teraz czeka ich tylko spokojne życie.
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny!!! Na szczęście wszystko się dobrze skończyło bardzo mnie to cieszy :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak dobrze ze wszystko szczęśliwie się zakończyło :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak dobrze ze wszystko się szczęśliwie zakończyło :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak dobrze ze wszystko się szczęśliwie zakończyło :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Woah, Theo to prawdziwy psychol.. Nawet mi go nie szkoda! A Amanda powinna dostać z żelazka w pysk i tyle :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Jejku ten rozdział był takim "emocjonujący " na początku jestem przerażona później zaskoczona że Theo popełnił samobójstwo, płacze bo Justin to robi.Mam nadziej ze bd szczęśliwi razem i może coś zaowocuje w ich świeżym małżeństwie i pojawi się bobasek ?? Cudowny

    OdpowiedzUsuń
  12. wow ale sie działo ! już koniec <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Przez chwilę myślałam że nie zdąży. I jeszcze ta końcówka...😢😢😢😢

    OdpowiedzUsuń
  14. Boże cudowny rozdział całe szczęście wszystko skończyło sie dobrze mam nadzieje ze zaniedlugo pojawi sie wieść o jakimś bobasku tylko nie kończ za szybko tego opowiadania

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeju!!! Rozdział emocjonujący w chuj😍 Tyle sie działo ze omg😱 Jejj idealne

    OdpowiedzUsuń
  16. 💎💞 cudowny!!! Tyle emocji 😁😇🔪💣😘

    OdpowiedzUsuń
  17. O boziuu jak ja sie o nią balam :D świetny

    OdpowiedzUsuń
  18. dobrze że Lena jest już bezpieczna <3

    OdpowiedzUsuń
  19. Jeju jak dobrze ze wszystyko dobrze sie skonczylo i lena juz jest bezpieczna! Biedny justin teraz ma wyrzuty sumienia chociaz to nie jego wina! I lena...boze ..ona jest taka dzielna! Pomimo wbitego noza, mocnego pobicia, trzyma sie dzirlnie i jest szczesliwa! Theo sie zabil a amanda w wiezieniu...no coz..jak dla mnie to dobre zakonczenie sprawy! ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie wiem co powiedzieć to jest takie piękne 😘 😘😊

    OdpowiedzUsuń