28.06.2016

Rozdział 42

Lena POV:
Biorę ciepły prysznic i próbuję się rozluźnić. Jest to koszmarnie trudne, biorąc pod uwagę sytuację, w jakiej obecnie się znajduję. Myję swoje obolałe ciało i przez cały czas główkuję, jak mam się stąd wydostać. Nie mogę siedzieć bezczynnie, muszę działać! Znam ten dom, okolicę, pozostaje mi jedynie przechytrzyć Theo. To będzie trudne, ale nie jestem już tą zagubioną osiemnastolatką, którą bez przerwy poniewierał. Zmieniłam się i jestem gotowa walczyć. To nie tak, że się go nie boję, bo boję się jak jasna cholera! Znam jego możliwości, wiem, że może skrzywdzić mnie bez mrugnięcia okiem, ale jeśli nie spróbuję uciec, będzie jeszcze gorzej. Wywiezie mnie stąd w cholerę, Justin mnie nie znajdzie, a moje życie zmieni się w piekło. Nie wyobrażam sobie z nim życia, nienawidzę go, jest chorym skurwielem i powinien wrócić do więzienia. To śmieszne, że ktoś w ogóle śmiał go z niego wypuścić, a on powtarza swoje błędy. To niesamowite, że niczego nie nauczył się przez te trzy lata.
- Lena! - wzdrygam się na jego donośny głos dochodzący zza drzwi - Co z tobą?! Długo jeszcze?!
- Przepraszam! Już wychodzę! - przekrzykuję wodę, spłukuję pianę i wychodzę z kabiny. Szybko się wycieram, zakładam czarną bieliznę, nowe ubrania, które pasują idealnie i szczotkuję mokre włosy. Wzdycham zrezygnowana na widok swojej twarzy, która wygląda jeszcze gorzej, a siniak przybrał chyba wszystkie możliwe kolory. Tuszuję go podkładem, robię co mogę i dzięki temu nie wygląda to tak fatalnie - Suka, obyś miała zarezerwowane miejsce w piekle - burczę pod nosem, wychodzę z łazienki i człapię do salonu, w którym zastaję Theo. Stoi przy oknie i wpatruje się w dal - Jestem.
- Świetnie. Chris niebawem przyjedzie. Droga zajmie nas sporo czasu, przygotuj się na to, kotku.
- Mogę trochę odpocząć? Jestem bardzo obolała - patrzę na niego smutno i widzę, że mięknie.
- Naprawdę przepraszam za zachowanie Amy - wzdycha ciężko, podchodzi i przygląda się mojej twarzy. Kiedy układa dłonie na moich ramionach spinam się, jednak staram się nie dać tego po sobie poznać. Patrząc na jego twarz nienawidzę samej siebie, za to, że byłam tak ślepo w niego wpatrzona. Wtedy zrobiłabym dla niego wszystko! Był nie tylko moim chłopakiem, ale i wsparciem, swego rodzaju autorytetem. Pracował w świetnej firmie, wciąż się kształcił, zarabiał dobre pieniądze. Chciałam być taka jak on, patrzyłam na niego z podziwem i obiecałam sobie, że pewnego dnia dojdę tak daleko jak Theo. A potem coś się spieprzyło, nasz związek zaczął się sypać, a jego zachowanie diametralnie zmieniać. Zaczęło się od przemocy psychicznej, która szybko zmieniła się na fizyczną. Wieczny strach, poniewieranie, wyzwiska. Znosiłam to zbyt długo, a kiedy postanowiłam odejść zatrzymał mnie perfidnym szantażem. Nie ma nic gorszego od strachu o swoich bliskich. Kochałam Karen jak siostrę i wierzyłam, że Theo skrzywdzi ją, jeśli będę nieposłuszna. Więc trwałam w tym koszmarze, zastraszana, bita. Nie potrafiłam normalnie funkcjonować, ale on i tak miał to gdzieś. Jakby wyłączył w głowie wszystkie uczucia - Lena, mówię do ciebie! - podnosi głos, aż podskakuję. Potrząsam głową, budzę się z transu i patrzę w jego rozgniewane spojrzenie - Chodź - chwyta moją dłoń, prowadzi do pokoju i kładzie się ze mną na łóżku. Mój oddech natychmiast przyśpiesza, jego bliskość mnie przeraża, ale nie walczę, bo wiem, że nie wygram. Muszę stworzyć pozory, aby myślał, że pogodziłam się z losem. Uśpię jego czujność - Rozluźnij się, jesteś strasznie spięta - okrywa nas kocem, przytula do swojego torsu i głaszcze po plecach. Zamykam oczy i wyobrażam sobie, że są to ramiona mojego męża, w których jestem bezpieczna, a Theo to jedynie koszmarny sen.



Cross POV:

W Nowym Jorku lądujemy kilka minut po szesnastej. Mamy dobry czas i ani chwili do stracenia. Liczę na to, że Connor oraz Taylor poczynili jakiekolwiek postępy i lepiej dla nich, żeby tak było. Inaczej wyjdę z siebie i stanę obok!  Dzwonię do tego pierwszego jak tylko wsiadam do samochodu.
- Niestety nie mam dobrych wiadomości, szefie - zaciskam dłonie na kierownicy, uruchamiam silnik i przełączam go na tryb głośnomówiący. Ruszam z piskiem opon, próbując opanować złość - Nie mogę namierzyć telefonu Leny, musi być wyłączony, a karta zniszczona. Co do Oliviera, wyłapuję sygnał, jednak jest słaby. Właśnie ruszamy w drogę, może kiedy będziemy bliżej sygnał będzie mocniejszy.
- Za dziesięć minut będę w firmie, nie ruszaj się beze mnie. Jadę z wami - kończę połączenie i wykręcam numer do Taylora - Masz być w firmie natychmiast. Jedziemy z Connorem i jego ekipą w stronę domków letniskowych. Czy wy w ogóle tam kurwa byliście? Mieliście trzy godziny!
- Oczywiście, że byliśmy! Wróciliśmy niedawno, ale to spory teren. Nic nie znaleźliśmy.
- Bądź gotowy. Do zobaczenia - wciskam czerwoną słuchawkę i mam ochotę wrzeszczeć!
Zarówno Connor jak i Taylor to fachowcy, ufam im, a brak wiadomości cholernie mnie dobija! Każda sekunda jest na wagę złota, Lena jest w niebezpieczeństwie i nie może przebywać blisko tego popaprańca! Modlę się w duchu, aby nie zrobił jej krzywdy, aby była cała i zdrowa.




Lena POV:
Budzi mnie dotyk na policzku. Mruczę pod nosem, poruszam ramionami, a ból wykrzywia moją twarz. Boże, jestem obolała, moje żebra niemiłosiernie kują, a plecy zesztywniały. I dopiero teraz dociera do mnie, co się wydarzyło oraz gdzie jestem. Gwałtownie otwieram oczy i wpatruję się w Theo, który posyła mi lekki uśmiech. A więc to nie był sen, to dzieje się naprawdę.
- Sporo śpisz od wczoraj, süsse. Niestety musisz wstać, zjeść coś, ponieważ trzeba przygotować się do drogi - odkrywa koc, bierze mnie na ręce i zanosi do kuchni. Jestem zmęczona, niewyspana, mimo, iż przespałam sporo godzin, a ból jest strasznie uciążliwy - Proszę - Theo stawia przede mną talerzyk z kanapkami oraz gorącą herbatę. Mój żołądek domaga się jedzenia, chociaż nie mam apetytu. Zżera mnie stres, jak mam cokolwiek przełknąć/ - No dalej, kochanie. Musisz być silna. Liczę na to, że będziesz również grzeczna - unosi brew i wlepia we mnie to poważne spojrzenie.
- Będę - szepczę cicho, biorę kubek i upijam kilka łyków gorącej herbaty z cytryną, która przyjemnie rozgrzewa mój żołądek. Co rusz zerkam na chłopaka, który siedzi obok, wymienia z kimś sms'y, a ja dyskretnie rozglądam się po kuchni w poszukiwaniu czegoś, czym mogłabym go znokautować. Broń Boże nie chcę go zabić, potrzebuję jedynie zrobić coś, aby nie ruszył za mną, jeśli cudem uda mi się uciec - J-jak się masz? - pytam niepewnie, podnosi głowę i marszczy brwi zdezorientowany.
- Jak się mam? - uśmiecha się, odgarnia kosmyk moich włosów i patrzy na mnie z rozczuleniem. Nie tego oczekiwałam, jednak muszę zachować pozory - W porządku, skarbie. Jestem bardzo szczęśliwy, że jesteś tutaj ze mną - przełykam ślinę, zaciskam usta, a moje wnętrzności kurczą się nieprzyjemnie. On jest szczęśliwy, ja cierpię - Niebawem odzyskamy spokój, obiecuję. Będziemy tylko we dwoje, ciocia ma uroczy domek pod miastem, będzie nam tam dobrze. Zobaczysz, polubisz to miejsce, zapomnisz o wszystkim i zaczniemy nowe życie. Będzie cudownie - kiedy tak słucham tego, o czym mówi dochodzę do wniosku, że wolałabym strzelić sobie w łeb, niż dzielić z nim wspólne życie.
- Czy ten wyjazd naprawdę jest konieczny? Nie chcę tego robić, przecież tutaj jest moja rodzina.
- Nie martw się, z czasem, kiedy wszystko przycichnie może pozwolę ci się z nimi zobaczyć?
- A moja praca? Bardzo ją lubię, walczyłam o tę posadę i teraz mam z niej ot tak zrezygnować?
- Po pierwsze; jesteś moją kobietą, nie musisz pracować. Po drugie; on nigdy cię już nie dotknie.
- Justin jest moim mężem, Theo. Zdajesz sobie z tego sprawę? Nie przeszkadza ci ten fakt?
- Pieprzę to, Lena! Ważne jest to, z kim będziesz dzielić swoje życie, a tym kimś będę ja, nie on! - złości się, zaciska dłoń w pięść i patrzy na mnie spod byka. Wiem, że stąpam po cienkim lodzie i muszę odrobinę przyhamować - Masz być posłuszna, tylko tego od ciebie wymagam - burczy wkurzony, ponownie skupia uwagę na telefonie i ignoruje mnie. Już mam sięgać po jedną z kanapek, kiedy rozlega się dzwonek jego telefonu, marszczy brwi i kręci głową - Muszę odebrać, zaraz wracam - zrywa się na równe nogi, wychodzi z kuchni i zapada cisza. Nie tracę czasu, zeskakuję z krzesełka, przeczesuję wzrokiem pomieszczenie i szukam czegoś do obrony. Jak na złość niewiele się tutaj znajduje. Przecież nie obronię się pieprzonym tosterem! A może gdybym mu nim solidnie przyłożyła, zyskałabym kilka cennych sekund? - Lena? - wraca szybciej, niż się tego spodziewałam, wpatruje się we mnie i zakłada ręce na piersiach. Dopiero teraz widzę leżący obok czajnika nóż, po który natychmiast sięgam i wystawiam przed siebie - Co ty wyprawiasz? Żartujesz sobie?
- A wyglądam na taką, która by żartowała? Nie zbliżaj się do mnie! Chcę stąd wyjść, teraz!
- Zwariowałaś? Nie pozwolę ci na to! Nie denerwuj mnie, odłóż to, bo zrobisz sobie krzywdę.
- Co?! Przecież to tobie chcę ją zrobić, nie sobie! Na twoim miejscu radziłabym ci się odsunąć.
- Naprawdę sądzisz, że mogłabyś mi dać radę? Ty? Taka słodka, maleńka, drobna dziewczynka? Niby jakim cudem chcesz to zrobić, hmm? - prycha rozbawiony, moja dłoń drży, ale nie poddam się!
- Poradzę sobie, jestem silniejsza niż ci się wydaje. Jestem inną Leną, niż trzy lata temu.
- To prawda, przyznam ci rację - oblizuje usta, przesuwa wzrok na moje piersi i uśmiecha się chytrze - Zmieniłaś się, twoje ciało również. Nie mogę nadziwić się, jaka jesteś piękna. Podobasz mi się.
- Skończ, Theo! Nie mam zamiaru cię słuchać. Nie pozwolę ci, abyś ponownie zniszczył mi życie, rozumiesz?! Jesteś chory, nic do ciebie nie dociera, a twoje miejsce jest za kratkami! Powinieneś gnić w nim przez całe życie!! - wydzieram się, łzy napływają mi do oczu, a postawa Theo się zmienia. Opuszcza ramiona wzdłuż ciała, zwija dłonie w pięści, zaciska szczękę i morduje mnie spojrzeniem. Moje ciało trzęsie się jak tężejąca galaretka, ale teraz już nie ma odwrotu - Musisz tam wrócić.
- Nie powinnaś była tego mówić, kochanie - jego głos tnie powietrze, aż mam ciarki na plecach. Jeśli stracę zimną krew, Theo mnie pokona - Chyba muszę przypomnieć ci, kto tutaj rządzi - rusza w moją stronę, serce chce wyskoczyć mi z piersi i odruchowo zaczynam wywijać przed sobą nożem. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, nie wiem, jak się obronić i obiecuję sobie, że jeśli wyjdę z tego cało zapiszę się na pieprzony kurs samoobrony! - Wyglądasz całkiem seksownie, kiedy jesteś tak bojowo nastawiona - prycha rozbawiony, nie wiem jakim cudem, ale niespodziewanie unieruchamia mój nadgarstek, brutalnie odwraca mnie do siebie tyłem i dociska moje plecy do swojego umięśnionego, twardego torsu. Dyszę jak lokomotywa, wiję się w jego ramionach próbując się uwolnić, chociaż wiem, że już jestem na straconej pozycji. Zakleszcza mnie w swoich ramionach, jedną dłoń wciąż trzyma nadgarstek, a drugą zaciska na szyi - Uspokój się, do chuja - jego szept prawie ścina mnie z nóg, a włoski stają dęba. Tym tonem mówił do mnie wiele razy, a potem wstępował w niego diabeł. Jeśli teraz się poddam, będzie po wszystkim - Oddaj mi nóż, a nie ukarzę cię tak surowo, jakbym chciał. Wybór należy do ciebie - wykorzystuję jego chwilową nieuwagę, podnoszę nogę i z całej siły następuję na jego stopę - Kurwa mać! Przetrzepię ci za to skórę! - jego wrzask rani moje uszy, poluźnia uścisk na moim nadgarstku i natychmiast to wykorzystuję. Odchylam dłoń, robię zamach i wbijam nóż prosto w jego udo. Przysięgam, że nigdy w całym swoim życiu nie słyszałam tak przerażającego, przepełnionego bólem krzyku. Odbija się echem w mojej głowie, paraliżuje, dziwnie omamia. Theo puszcza mnie, upada na kolana i dyszy ciężko. Odskakuję jak poparzona, gapię się na niego i wciąż nie wierzę, że naprawdę to zrobiłam. Boże! Moje biedne, wrażliwe serce dopadają wyrzuty sumienia, ale rozum karci je i każe się zamknąć. Walczę o własne życie! - Ty cholerna dziwko - spluwa z pogardą, unosi głowę i posyła mi wyprane z wszelkich uczuć spojrzenie. Wygląda fatalnie! Jest blady jak ściana, a kropelki potu pokrywają jego twarz - I tak mi nie uciekniesz.
Dopiero po jego słowach budzę się z dziwnego transu i wracam na ziemię. Ucieczka! Muszę uciekać! Odwracam się, robię kilka kroków, jednak przypominam sobie o telefonie. Nie mam pojęcia, gdzie jest mój, ale w tym momencie jest to mało ważne. Nie mam czasu na poszukiwania, a Theo ma jeden przy sobie. Ponownie odwracam się w jego stronę, patrzy na mnie zaskoczony, a krew z jego rany zalewa białe płytki. Robi mi się niedobrze, żółć podchodzi mi do gardła i jeśli stąd nie zwieję, zarzygam całą kuchnię. Widok krwi zdecydowanie nie należy do moich ulubionych widoków.

- Daj mi swój telefon - trzęsę się, zbieram na odwagę i podchodzę do niego - Daj mi go, Theo.
- Zapomnij, nie pozwolę ci odejść, Lena - prycha z kpiną, kucam obok niego, a on natychmiast przyciąga mnie do swojego ciała. Jego uścisk jest o wiele słabszy, zaczynam się bać, że wykrwawi się i będę mieć go na sumieniu. To ostatnie, czego bym chciała - Jesteś moja, süsse. Na zawsze.
- Nigdy nie będziemy razem. Nie byłam twoja i nie będę - jednym ruchem wyjmuję telefon z kieszeni jego jeansów, próbuję wstać, a kiedy mi na to nie pozwala, posuwam się do ostateczności. Wciskam nóż jeszcze głębiej w jego udo, krzyczy niemiłosiernie i wreszcie mnie puszcza.
Zrywam się z miejsca, opuszczam kuchnię i po chwili wypadam z domu jak z procy. Moje serce bije jak szalone, obolałe ciało daje o sobie znać, jednak biegnę leśną dróżką mimo ciężkiego oddechu. Od głównej drogi dzieli mnie dobre pięć kilometrów, a w tej chwili to jak wejście na Mount Everest! Po ciosach Amandy ledwo żyję, ale poddanie się nie wchodzi w grę. Udało mi się uciec, muszę to wykorzystać! Nie mam pojęcia, czy Theo jest w stanie ruszyć za mną, ale po nim mogę spodziewać się wszystkiego. Jeśli mnie dogoni, boleśnie za to zapłacę.



Cross POV:
Dojeżdżamy w okolice domków letniskowych, których jest od cholery! Ciągną się prawie na dziesięć kilometrów, w dodatku są również w głębi lasu i odnalezienie Leny graniczy z cudem! Musiałbym sprawdzić każdy domek, a jestem pewny, że Theo ukrył Lenę doskonale. Skoro udało mu się ją zabrać, za nic świecie nie będzie chciał mi jej oddać. Czas mija, a my nadal jesteśmy w dupie!
- Mamy sygnał! - głos Connora przerywa ciszę w samochodzie, spoglądam na monitor laptopa i gapię się w małą, czerwoną kropeczkę, która raz się pojawia, a raz znika - Jesteśmy blisko Oliviera.
- Nareszcie! Przyśpiesz Taylor - natychmiast wciska gaz w podłogę, mkniemy ponad sto sześćdziesiąt kilometrów na godzinę, a sygnał robi się coraz wyraźniejszy. Nerwowo poruszam nogą, niecierpliwię się i boję. Jestem przerażony myślą, co zastanę na miejscu - Chyba powinniśmy powiadamiać policję - przecieram twarz rękami, Connor przytakuje głową, ale zanim ma okazję cokolwiek powiedzieć, rozlega się dzwonek mojego telefonu. Wyjmuję go z kieszeni kurtki, marszczę brwi na widniejący na ekranie nieznany numer i postanawiam odebrać - Halo? - cisza - Jest tam ktoś? - szelest i płacz.
- Justin! - kurwa, to Lena! Moja Lena! - U-uciekłam mu - szlocha głośno, a moje serce pęka.
- Mój Boże, kochanie! Jadę po ciebie, słyszysz? Jestem blisko! Gdzie dokładnie jesteś?
- Biegnę leśną drogą, w stronę głównej ulicy. N-nie mam już siły, wiesz? Wszystko mnie boli.
- Bądź dzielna, będziemy tam za kilka minut. Wykrzesaj z siebie trochę siły, rozmawiaj ze mną.
- Jestem taka zmęczona, Justin - dyszy ciężko i ledwo mogę usiedzieć na miejscu - Chce mi się spać.
- Wiem, skarbie, wiem! Za chwilę będę przy tobie i już nigdy cię nie opuszczę. Przysięgam!
- Tylko tego pragnę, niczego więcej. Nie masz pojęcia, jak bardzo cię potrzebuję. Jestem przerażona.
- Jestem z tobą, aniołku. Zobacz, jaka jesteś odważna. Poradziłaś sobie, uciekłaś mu! Jakim cudem?
- W-wbiłam mu nóż w udo - o, kurwa! Szokuje mnie tym - Nie miałam wyboru, Justin. Musiałam!
- Hej, nie zrobiłaś nic złego, rozumiesz? Broniłaś się, jestem z ciebie bardzo dumny, kochanie.
- Zabierz mnie stąd, chcę do domu - wybucha nową falą płaczu, a moje bebechy wywijają salto.
- Jeszcze chwila, daj z siebie wszystko, dobrze? Niedługo będziesz w moich ramionach, Lena.
- To będzie piękna chwila - szepcze cicho, coś szeleści w tle i stuka - Muszę na chwilę usiąść.
- Nie! Nie możesz, musisz iść. Theo mimo swojej rany może za tobą ruszyć. Wytrzymaj jeszcze.
- Staram się, ale to nie jest proste. Amanda mnie pobiła, palą mnie żebra, twarz pulsuje z bólu.

- Amanda?! - jej imię ledwo przechodzi mi przez gardło, szok strzela w moje żyły, a furia wylatuje mi uszami. Nie wierzę, że ta suka brała w tym udział! - Jakim cudem ona tam była?!
- Oni to zaplanowali, wiesz? Chcieli nas rozdzielić. Chyba nie wie, że wróciłeś wcześniej, ale wspominała, że jedzie zaopiekować się tobą. Zemściła się, bo należałeś do niej, a ja cię zabrałam.
- Nigdy nie należałem do niej, Lena. Nigdy! Należę tylko do ciebie, kochanie. Nie martw się, załatwię to później. Teraz najważniejsza jesteś ty, twoje bezpieczeństwo i powrót do domu, do mnie.
- Och, już jesteś. Co za szczęście - oddycha z ulgą, a ja spoglądam na monitor - Biały samochód.

- Biały? To nie ja, Lena. Jadę czarnym autem, kto to jest? - spinam się i mam złe przeczucia.
- O mój Boże - szepcze cicho, a od jej głosu ciarki przechodzą mi po plecach. Brzmi na przerażoną! - To Amanda. Zabije mnie - niech to kurwa wszystko szlag! - Bardzo cię kocham, skarbie.
- Nie rób tego, Lena! Nie żegnaj się ze mną, rozumiesz?!  - krzyczę jak opętany, jednak już jej nie słyszę. Połączenie zostaje zerwane, a moje serce roztrzaskuje się z hukiem. 






21.06.2016

Rozdział 41

Lena POV:
Budzę się gwałtownie. Uchylam powieki, mrugam kilka razy i krzywię się, na nieprzyjemny ból głowy. Przykładam palce do czoła, masuję skronie i rozglądam się po pomieszczeniu. Boże! Siadam, serce podchodzi mi do gardła, a włoski na skórze stają dęba. To wcale nie jest dom Justina, to nawet nie jest mój apartament, który wynajmuję z Karen. Doskonale rozpoznaję to wnętrze, ponieważ wiele razy tutaj bywałam, kiedy jeszcze chodziłam z Theo. To jego dom kawałek za miastem, nad pięknym jeziorem, które uwielbiałam, kiedy między nami jeszcze było dobrze. Często przywoził mnie tutaj w weekendy, aby odpocząć od zgiełku miasta, nacieszyć się sobą. A potem ten dom stał się miejscem, w którym Theo posunął się tak daleko i wziął moje ciało siłą. Nigdy nie sądziłam, że ponownie się tutaj znajdę. Prędzej dałabym odciąć sobie rękę! Jasna cholera, co ten chłopak znowu wymyślił?!

- Och, obudziłaś się - przekręcam głowę i wpatruję się w niego z mordem w oczach. Pieprzony dupek, co on sobie do cholery wyobraża? - Spałaś prawie dwie godziny. Miałaś słodkie sny, skarbie?
- N-nic z tego nie rozumiem, Theo. Dlaczego mnie tutaj przywiozłeś? To twój dom za miastem.
- Zgadza się, swego czasu lubiłaś to miejsce. Wspominałem ci, że jeszcze się zobaczymy, prawda? - przysiada na łóżku, chce dotknąć mojej twarzy, jednak odchylam się. Nie chcę, aby mnie dotykał - Czekałem na ten moment odkąd wypuścili mnie z więzienia. Zaplanowałem każdy detal, aby nie popełnić błędu. Wyjazd twojego męża idealnie zgrał się w czasie, powinienem mu podziękować. Oczywiście tego nie zrobię - puszcza mi oczko, gapię się na niego z niedowierzaniem i bardzo powoli dociera do mnie fakt, że Theo zaplanował sobie, aby mnie zabrać! Boże, to nie dzieje się naprawdę! - Nareszcie jesteś ze mną, kwiatuszku. Wyjedziemy daleko stąd, nic nas już nie rozdzieli.
- O czym ty mówisz? Nie zostanę z tobą, Theo, mam męża! Chcę wrócić do domu, natychmiast!
- Niestety nie wrócisz, od tej chwili jesteś ze mną. Czekałem zbyt długo, teraz nareszcie cię mam.
- Mój Boże, nie wiesz co mówisz! Zrobiłeś coś bardzo złego, przekroczyłeś kolejną granicę! Dopiero wyszedłeś z więzienia, a szybko zmierzasz ku powrotowi. Wracam do domu, czy ci się to podoba, czy nie - prycham wkurzona, odkrywam kołdrę i wychodzę z pokoju. Doskonale znam ten dom, każdy zakamarek, pokój, okolicę. Muszę stąd uciec, wspomnienia uderzają we mnie niczym tona cegieł i przyganiają mnie swoją mocą. Niestety mój ex ma inne plany, obejmuje mnie do tyłu, unosi i dociska do swojego ciała - Puść mnie, w tej chwili. Mówię poważnie! Nie dotykaj mnie!
- Nie krzycz, nie stawaj oporu, Lena. Wiesz, że to nie ma sensu, prawda? Nie wygrasz ze mną, nigdy nie wygrałaś, kruszyno. Daj sobie spokój - unosi mnie, moje nogi odrywają się od podłogi, ale to i tak nie powstrzymuje mnie przed walką, szarpaniem, wiciem się. Boże, co Theo chce ze mną zrobić? Czy ponownie mnie zgwałci? Po raz drugi nie dałabym rady podnieść się z samego dna - Uspokój się! - podnosi głos, aż się wzdrygam. Doskonale znam ten ostry jak brzytwa ton, słyszałam go setki razy i za każdym razem nie kończyło się to dla mnie dobrze - Masz zachowywać się poprawnie, zrozumiano? - stawia mnie na nogach, gwałtownie odwraca w swoją stronę i zaciska palce na moich ramionach - Nie mam najmniejszego zamiaru się z tobą szarpać. Zostaniesz ze mną, bo tego właśnie chcę, więc radzę ci być grzeczną dziewczynką - uśmiecha się w dobrze znany mi sposób, przykłada dłoń do mojego policzka i głaszcze go kciukiem - Nie mogę doczekać się tej pięknej chwili, aż ponownie będziesz moja - więc jednak. Chce to zrobić, znowu chce mnie skrzywdzić. Zamykam oczy, czuję łzy na policzkach i mam już pewność, że będę cierpieć. Naprawdę wierzyłam, że Theo się zmienił, że pobyt w więzieniu czegoś go nauczył, jednak tak bardzo się pomyliłam. Tacy ludzie jak on nigdy się nie zmieniają. To nie jest możliwe - Nie płacz, nie chcę się skrzywdzić, kochanie. Pragnę się z tobą kochać, czule, delikatnie, doprowadzić cię do orgazmu, słyszeć twoje seksowne jęki - szepcze cicho, a ja mam ochotę zwymiotować. Nie dopuszczam do siebie myśli, aby być z nim tak blisko. Nie zniosę tego! Jak po czymś takim Justin mógłby mnie dotknąć? Jestem jego żoną! Patrząc mi w oczy będzie świadom tego, że pieprzył mnie mój szurnięty ex! Tak bardzo go kocham, a Theo znowu wszystko niszczy! - Liczę na to, że tym razem nie będziesz taka oporna - schylam głowę, wpatruję się w swoje bose stopy, a łzy kapią po moich policzkach. Moje serce rozdziera ogromna siła, nikt nie wie, że tutaj jestem więc nie mogę liczyć na ratunek. Theo może zrobić ze mną co zechce, i zrobi - Napisałem wiadomość do twojego męża, zapewniłem go, że wszystko w porządku i przez ból głowy położyłaś się wcześniej spać. Twój ochroniarz również jest unieszkodliwiony - wstrząsa mną szloch, cała się trzęsę, beczę jak małe dziecko, a świadomość, że mogę nie wyjść z tego cało przeraża mnie do szpiku kości. Boję się, po prostu się boję! - Powinnaś jeszcze odpocząć - bierze mnie na ręce, z powrotem zanosi do pokoju i kładzie na łóżku. Przytula mnie do swojego ciała, nie pozwala się odsunąć, a ja tak bardzo nie chcę jego dotyku na moim ciele.

Budzi mnie hałas. Uchylam powieki i wbijam się w szok, na widok stojącej obok łóżka Amandy. Wpatruje się we mnie z nienawiścią i to ostatnie, czego potrzebuję. Właściwie co ta suka tutaj robi?
- Nareszcie sam na sam - zakłada ręce na piersiach, patrzy na mnie z góry i posyła mi pewny siebie uśmieszek - Teraz zapłacisz mi za wszystko, ty mała suko! Za każde słowo, za to, że odebrałaś mi Justina. Myślisz, że możesz ot tak pojawiać się i przywłaszczać to, co należy do mnie? Mylisz się! - krzyczy niemiłosiernie, mój oddech przyśpiesza i mam ochotę zniknąć. Być gdziekolwiek, byle nie tutaj - Nigdy nie powinnaś była tego robić, a teraz przekonasz się, z kim tak naprawdę zadarłaś - to, co dzieje się chwilę później szokuje mnie nie mniej, niż jej obecność w tym domu. Wsuwa palce w moje włosy, z brutalnością stawia mnie na nogach i policzkuje. Wkłada w uderzenie całą siłę, czuję to aż nazbyt dobrze, ale na tym nie poprzestaje. Jest wściekła jak diabli - Nikt cię nie uratuje, jesteś cała moja. Czas zapłacić - uśmiecha się chytrze i dopiero teraz zaczyna się mój koszmar. Zadaje cios za ciosem, powala mnie na podłogę, a jej nogi spotykają się z moim brzuchem, żebrami, plecami. Nie ma dla mnie za grosz litości, krzyczę, aby przestała, błagam ją, jednak moje słowa ma za nic. Ból jest koszmarny, krztuszę się, zapowietrzam, jednak na niej nie robi to najmniejszego wrażenia - Jesteś tylko dziwką, którą Justin potrzebował do pieprzenia! - krzyczy w moją twarz, oddycham ciężko i próbuję utrzymać otwarte powieki. Tak bardzo chciałabym wykrzyczeć jej, jak bardzo się myli. Jak bardzo Justin mnie kocha, dba o mnie i jest wspaniałym mężem. Nie robię tego, ponieważ to pogorszyłoby sytuację - Mam ochotę cię kurwa zabić, rozumiesz?! - siada na mnie, przygniata moje dłonie kolanami, przez co nie mam się czym bronić. I tak ledwo kontaktuję, moje ciało jest potwornie obolałe i nie czuję pleców - Już nie jesteś taka cwana, huh? - śmieje się głośno, ponownie uderza mnie w twarz i robi to raz, za razem. Moje dłonie są uwięzione, więc pozwalam jej na to, bo jest o wiele silniejsza ode mnie. Wystarczą cztery ciosy, a czuję na twarzy coś ciepłego, spływającego.
- Boże, Amanda!! - rozdzierający krzyk Theo wypełnia pokój, aż mam ochotę zasłonić sobie uszy. To dziwne, ale czuję niesamowitą ulgę wiedząc, że tutaj jest. Natychmiast odpycha ode mnie Amandę, jęczę z bólu i przykładam dłoń do brzucha - Czyś ty zwariowała, idiotko?! Kompletnie cię pojebało?!
- Pieprz się! Zrobiłam to, co chciałam zrobić już dawno temu! Nie myśl, że to koniec, to początek.
- Wybij to sobie z głowy, rozumiesz?! Nie dotkniesz jej nigdy więcej, ona jest tylko moja!
- Jesteś kurwa taki głupi, Theo. Jest twoja?! Możesz o tym pomarzyć. Justin poruszy niebo i ziemię, aby ją odnaleźć. Radzę ci spieprzać jak najdalej, bo udusi cię gołymi rękoma. Gwarantuję ci to.
- Wynoś się stąd, zejdź mi z oczu - zaciska szczękę, Amy prycha z kpiną i wychodzi. Theo unosi mnie lekko, przyciska do swojego ciała, a ja mam ochotę krzyczeć z koszmarnego bólu - Tylko nie zasypiaj, dobrze? - wpatruje się we mnie, odgarnia moje włosy i chyba pierwszy raz widzę strach w jego oczach - Lena, skarbie? - szepcze przestraszony, jednak jest za późno. Zasypiam i ból znika.

Nie wiem ile czasu mija, i ile śpię. Budzi mnie Theo, który bierze mnie na ręce, zanosi do łazienki i sadza na blacie obok umywalki. Oddycham głęboko, krzywię się z bólu, a po chwili czuję na twarzy mokry ręcznik. Theo bardzo ostrożnie oczyszcza moją twarz, a biały materiał szybko pokrywa się krwią. Czuję pieczenie na czole, wyczuwam językiem rozciętą wargę, a kiedy przekręcam głowę i widzę swoje odbicie w lustrze, mam ochotę rzewnie się rozpłakać. Te kilka ciosów wyrządziło mi wielką krzywdę, bo moja twarz jest opuchnięta, pod okiem widnieje siniec i kilka zadrapań od jej paznokci. Pieprzona suka! Już wcześniej jej nienawidziłam, teraz moja nienawiść wybija skalę.
- No, wyglądasz ciut lepiej - uśmiecha się, namacza ręcznik w ciepłej wodzie i wyciera policzek - Przepraszam, popełniłem ogromny błąd zostawiając cię z Amandą. Jest strasznie wściekła i cięta na ciebie - przewraca oczami, wyciera moje usta, aż syczę. Jasna cholera, dlaczego tak boli? - Nie martw się, nigdy więcej tego nie zrobi. Obiecuję - mam ochotę roześmiać mu się w twarz, chyba sam nie wie, co mówi. Ta suka jest w stanie posunąć się o wiele dalej i jeśli tutaj zostanę, na pewno się o tym przekonam - Skończyłem, a teraz pójdziemy coś zjeść. Twój chłoptaś napisał kilka wiadomości, dzwonił więc musisz z nim porozmawiać i uspokoić go - och! Moje serce podskakuje na myśl o moim ukochanym, a tęsknota zalewa moje ciało. Czy czuje, że coś jest nie tak? - Jeśli piśniesz o tym, gdzie jesteś marny twój los. Wiesz, do czego jestem zdolny, kochanie. Nie chcesz tego, prawda? - kręcę przecząco głową, ale wcale nie chcę cierpieć bardziej, niż teraz - Grzeczna dziewczynka, tak trzymaj - rozchyla moje nogi, wchodzi między nie, a moje serce zamiera. Nie lubię, kiedy jest tak blisko mnie - Nie masz pojęcia, jak bardzo jestem szczęśliwy mając cię obok siebie, tak, jak dawniej. Naprawię wszystko, Lena, będziesz ze mną szczęśliwa. Przysięgam - patrzę mu w oczy i nie dowierzam w jego słowa. Czy on zwariował, skoro mówi takie rzeczy? Nie dociera do niego, jak wielką krzywdę wyrządził mi ponad trzy lata temu? - Będzie nam razem dobrze, postaram się o to - pochyla się i niespodziewanie muska moje usta. Natychmiast odskakuję i przykładam palce do rozciętej wargi - Och, wybacz. Zapomniałem - marszczy brwi, patrzy na mnie z rozczuleniem i układa dłonie na moich biodrach, stawiając mnie na podłodze. Idziemy do kuchni, sadza mnie na krzesełku, a w moją głowę ponownie uderzają bolesne wspomnienia. Pamiętam, jak całował mnie tutaj, przytulał, a potem bił bez grama współczucia. Zezłościł się, kiedy powiedziałam mu, że nasz związek to kpina. Wpadł w szał i szybko pożałowałam swoich słów - Lena, odleciałaś! - pstryka palcami przed moją twarzą i budzę się z transu - Pytałem, co chciałabyś zjeść? Kanapki, tosty?
- Obojętnie - odpowiadam cicho, schylam głowę i bawię się palcami. I tak nie jestem głodna.
- W porządku, więc zrobię ci pyszne tosty. Lubisz je - mruga okiem i zabiera się do pracy.
- Och, jest i nasza księżniczka - spinam się, kiedy do kuchni wchodzi Amy - Wracam do miasta, Theo. Justin powinien wrócić za cztery, maksymalnie pięć godzin. Mam zamiar się nim zaopiekować - o, Boże! Co ta zdzira ma przez to na myśli? - Ty masz to, czego chciałeś. Teraz moja kolej - patrzy na mnie z chytrym uśmieszkiem i odgarnia długie włosy. Wiem, że mówi to wszystko specjalnie, aby mi dogryźć - Baw się dobrze, Lena. Liczę na to, że Theo porządnie cię zerżnie. Ot tak, za karę.
- Idź już, grasz mi na nerwach - Theo karci ją spojrzeniem, Amy prycha rozbawiona i opuszcza kuchnię - Nie przejmuj się jej głupim gadaniem, jest zraniona i pragnie zemsty. Nie mam zamiaru cię skrzywdzić - przewracam oczami, ponieważ ani trochę mu nie wierzę. Znam jego możliwości. Opieram łokcie na stole, chowam twarz w dłoniach i myślę o Justinie. Bardzo za nim tęsknię i chciałabym być teraz obok niego. Pytanie, czy w ogóle będzie mi to jeszcze dane? - W międzyczasie zadzwonimy do twojego mężusia - och! Gwałtownie podnoszę głowę, a w dłoni Theo dostrzegam mój telefon. To moja jedyna szansa na ratunek, drugiej mogę nie mieć - Pamiętaj o tym, co ci powiedziałem. Jeśli mnie nie posłuchasz spotka cię za to surowa kara, zrozumiałaś? - przytakuję, jednak i tak mam zamiar zaryzykować. Jeśli nie teraz to kiedy? - Obiecałem, że cię nie skrzywdzę, ale jeśli nie pozostawisz mi wyboru, będę zmuszony cię utemperować - mruży oczy, siada obok i wręcza mi telefon. Moje serce tłucze się w piersi, dłonie pocą, a nerwy zjadają. Zaraz usłyszę miłość mojego życia i myślę, jak rozegrać naszą rozmowę, aby domyślił się, co zrobił Theo - Będę tutaj.
- W porządku - przełykam ślinę, odbieram od niego telefon i szybko wybieram numer Justina. Widzę kilkanaście nieodbieranych od niego połączeń i wiem już, że się martwił - Halo, kochanie?
- Lena, na Boga! - zaciska usta na dźwięk jego głosu i próbuję zahamować napływające do oczu łzy - Martwiłem się o ciebie, maleńka. Dlaczego nie odzywałaś się do mnie, hmm? Wszystko dobrze?
- T-tak, jest okej. Ostatnio bolała mnie głowa i odpoczywałam. Co u ciebie? Kiedy wracasz?
- O czternastej mam samolot, wracam trochę wcześniej. Koszmarnie za tobą tęsknię, wiesz? Chcę być już obok ciebie, mam dla ciebie małą niespodziankę. Mam nadzieję, że spodoba ci się prezent.
- Na pewno, skarbie - kończy mi się czas, a Theo nie spuszcza ze mnie wzroku - O której będziesz?
- Myślę, że kilka minut po siedemnastej. Lot trwa nie całe trzy godziny, więc będę w domu raz dwa.
- Bardzo się cieszę. Nie zostawiaj mnie już, dobrze? - załamuje mi się głos, a Theo kręci głową.
- Nie zostawię cię, przysięgam, aniołku. Co się dzieje? Jesteś smutna, prawda? Przeze mnie?
- N-nie, to z tęsknoty, kochanie. Nie martw się - przykładam dłoń do ust i zduszam w sobie szloch.
- Ten wyjazd to był fatalny pomysł, mogłaś lecieć ze mną. Już nigdzie się bez ciebie nie ruszę.
- Nie zadręczaj się tym teraz - dźwięk opiekacza, który sygnalizuje, że jego praca dobiegła końca, przerywa naszą rozmowę. Theo wystawia palec na znak groźby, podnosi się i podchodzi do blatu, aby wyjąć moje tosty. Dzieli nas zaledwie kilkanaście kroków, ale postanawiam działać - Justin, Theo mnie porwał jestem w domku letniskowym za miastem! Błagam, pomóż mi! Tak bardzo się boję!
- Boże, Lena! - jego głos przepełnia przerażenie, Theo wyrwa mi telefon i kończy połączenie.
- Coś ty kurwa zrobiła?! - wrzeszczy niemiłosiernie, wybucham płaczem i chowam twarz w dłoniach. Trzęsę się cała, boję się tego, co teraz ze mną zrobi, ale mimo wszystko niczego nie żałuję. Musiałam spróbować! - Jak mogłaś, huh?! Chciałem być dla ciebie dobry, zaopiekować się tobą! - szarpie moje ramię, stawia mnie na nogach i morduje spojrzeniem. Widziałam go w takim stanie wiele razy, a potem było tylko gorzej - Jesteś nieposłuszną suką, wiesz? - zaciska szczękę, wlecze mnie za sobą i siłą wpycha do pokoju - Przemyśl sobie swoje zachowanie! - zamyka mnie na klucz, a ja oddycham z ulgą. Jakim cudem mnie nie sponiewierał? Dawniej nic go przed tym nie powstrzymało.
Układam się w łóżku, okrywam po samą szyję i zamykam oczy. Myślę o Justinie, a moje serce zaciska się z żalu. Teraz przynajmniej wie, jak wygląda sytuacja, która zbyt kolorowa niestety nie jest. Liczę na to, że jakimś cudem znajdzie mnie tutaj, uratuje i zabierze do naszego domu, nim będzie za późno. Tak bardzo mnie kocha, ma obsesję na punkcie mojego bezpieczeństwa i wierzę, że zrobi wszystko, aby mi pomóc. Nie chcę dopuścić do siebie myśli, że mu się nie uda.


Cross POV:

Serce chce wyskoczyć mi z piersi. Stoję na środku hotelowego pokoju, gapię się w ekran telefonu i mam wrażenie, jakby mnie sparaliżowało. Nie dowierzam w to, co przed chwilą powiedziała. Theo ją porwał. Porwał! Te słowa odbijają się w mojej głowie niczym zacięta płyta, a mózg pracuje na najwyższych obrotach próbując zrozumieć, jak do tego kurwa doszło?! Przecież Lena ma ochronę, więc gdzie u licha podziewa się Olivier? Przytomnieję nagle, wybieram jego numer i dzwonię. Jeden raz, drugi, trzeci. Nie odpowiada, telefon jest poza zasięgiem i mam złe przeczucia. Postanawiam zadzwonić do Taylora, który na szczęście odbiera po trzecim sygnale.
- Czy możesz łaskawie wyjaśnić mi, co dzieje się z Olivierem? Dlaczego nie odbiera telefonu?
- Niestety sam chciałbym to wiedzieć. Próbuje się z nim skontaktować od wczoraj, ale na marne.
- Masz go odszukać, Taylor. Dzwoniłem również do Leny. Wiesz, że Theo ją zabrał? Porwał?
- C-co? - jąka się zszokowany, a ja wzdycham ciężko. Bosko! - Jak to się stało?! Co mam robić?
- Masz zebrać wszystkich najlepszych ludzi, jakich masz pod ręką i przeszukać teren. Lena wspomniała, że jest gdzieś za miastem, w domku letniskowym. Jedyne miejsce, jakie przychodzi mi do głowy to to nad jeziorem. Zaraz wsiadam w samolot, niestety będę w Nowym Jorku dopiero za trzy godziny - kiedy dociera do mnie ta myśl, mój żołądek wywija salto. Trzy,pieprzone,godziny! Jakim cudem mam nie sfiksować z niepokoju? - Do tego czasu macie ją znaleźć, zrozumiano?
- Oczywiście, zrobimy wszystko co w naszej mocy. Zabieram się do pracy, do zobaczenia, szefie.
Kończę połączenie, dzwonię również do Connora, który ochrania budynek mojej firmy. Mam nadzieję, że uda mu się namierzyć telefon Oliviera i Leny. W moim ciele szaleje tornado złości, strachu, tęsknoty i myślę, co poszło nie tak. Jak mogłem dopuścić do sytuacji, w której Theo kładzie na niej swoje brudne łapska?! Co się tam wydarzyło?! Gdzie popełniłem ten cholerny błąd?! Boże, a jeśli ten popapraniec zrobi jej krzywdę? Jeśli posunie się dalej i ponownie ją zgwałci? Już raz to zrobił, co powstrzyma go przed drugim razem? Ta myśl napawa mnie przerażeniem, bo doskonale wiem, że Lena nie zniosłaby powtórki. Nigdy nie będę w stanie wybaczyć sobie, jeśli faktycznie do tego dojdzie. To wszystko zmieni, Lena już nigdy nie będzie taka sama, ja nie będę taki sam, nasze małżeństwo nie będzie takie samo. Będziemy zniszczeni. Theo odbierze nam nasze szczęście.

Biorę torbę, zakładam na siebie skórzaną kurtkę i opuszczam pokój. Przed chwilą dałem znać pilotowi, że musimy startować natychmiast. Na szczęście był już gotowy, samolot również i bez problemów właśnie wzbijamy się w powietrze. Patrzę przez małe okno, a w mojej głowie panuje kompletny mętlik. Jestem wściekły, mam ochotę wszystko rozpieprzyć i zacisnąć dłonie wokół szyi tego śmiecia. Moja mała Lena, moje wszystko w łapach tego skurwiela! Jakim prawem posunął się tak daleko? Ostrzegałem go tak wiele razy, nie posłuchał i zrobił coś, czego nigdy nie powinien. Mam ochotę go zabić i lepiej, żeby nikt mi w tym kurwa nie przeszkodził. 




Lena POV:
Mój sen przerywa wchodzący do pokoju Theo. Szarpie moje ramię i nie robi tego delikatnie.
- Wstawaj - burczy pod nosem, przecieram oczy palcami i ziewam - Niebawem stąd wyjeżdżamy.
- Wyjeżdżamy? Dokąd? - marszczę brwi, a moje serce przyśpiesza. Cholera, to będzie koniec!
- Na razie do Kanady - o, kurwa! - Mieszka tam moja ciocia, później pomyślę, co robić dalej.
- Dlaczego chcesz wyjechać, Theo? Po co? - patrzy na mnie jak na idiotkę i pomaga mi wstać.

- To oczywiste. Po to, aby twój mężuś nas nie znalazł. Nie oddam cię, może o tym zapomnieć.
- Jak ty to sobie wyobrażasz? Justin będzie mnie szukał, nie odpuści. Zgłosi moje zaginięcie na policję i narobisz sobie tylko kłopotów. Wyszedłeś z więzienia, naprawdę znowu chcesz tam wrócić?
- Nie mam takiego zamiaru, nie martw się. Wyjedziemy stąd i ślad po nas zaginie. Zatrzymamy się u cioci na jakiś czas, a potem zabiorę cię jeszcze dalej. Może do Europy? Hiszpania lub Paryż?
- I masz zamiar więzić mnie do końca życia? Poważnie? Właśnie tego dla mnie chcesz?
- Chcę ciebie dla siebie, tylko to się dla mnie liczy! Z czasem zapomnisz o Justinie, pokochasz mnie i wszystko będzie tak, jak powinno być dawno temu, zanim wylądowałem przez ciebie w więzieniu.
- To się nie uda, nie wyjadę stąd. Tutaj jest mój dom, nie ruszę się z miejsca. Zapomnij.
- Masz gówno do powiedzenia, ponieważ ja tutaj rządzę. Wyjeżdżamy, czy ci się to podoba, czy nie. A jeśli będziesz niegrzeczna i pyskata, na pewno coś na to poradzimy. Mało ci po ciosach Amy?
- Więc, co? Będziesz mnie bił tak samo, jak ona? Mówiłeś mi, że się zmieniłeś, zrozumiałeś swoje błędy. Nie widzę tego, jednak prawda okazuje się być zupełnie inna. Jesteś dokładnie taki sam, Theo. 

- Jeszcze słowo! - podnosi głos, wystawia palec na znak groźby, aż odskakuję - Zamilcz, jasne? Nie chcę wysłuchiwać tego, co mówisz. Nie chcesz mnie wkurwić, skarbie. Zapomniałaś już, czym to się przeważnie kończyło? - uśmiecha się chytrze, a moją głowę zalewają wspomnienia. Nigdy nie będę w stanie o tym zapomnieć i on doskonale o tym wie - Tak myślałem. Bądź cicho, weź prysznic i doprowadź się do porządku. Mój przyjaciel będzie tutaj o osiemnastej - brutalnie pociąga mnie za rękę, prowadzi do łazienki i kiwa głową na kabinę - Masz tutaj nowe ubrania, kosmetykami zasłoń siniaki. Zostawię cię, ale niech nie przychodzą ci do głowy głupie pomysły. Mam cię na oku.
- Nie musisz się denerwować, przecież nie zrobiłam nic złego, prawda? A ty mi grozisz!
- Muszę, bo zdecydowanie za dużo sobie pozwalasz - przypiera moje ciało do zimnej ściany, napiera na mnie, a serce podskakuje mi do gardła. Jest blisko, zbyt blisko, a jego oddech odbija się od mojego ucha - Wciąż czekam na tę chwilę, kiedy będziesz pode mną, 
Süsse - przełykam ślinę, a na samą myśl robi mi się niedobrze - Nie martw się, to będzie już niedługo, może jeszcze dzisiaj? Zmieniłaś się, jesteś przepiękną kobietą, a seks z tobą po trzech latach będzie niesamowity, czuję to. Pragnę cię - chwyta moją szczękę, wbija w nią palce aż się krzywię - Rozchyl usta, Lena - rozkazuje tonem nieznoszącym sprzeciwu, kręcę przecząco głową i zaciskam je jeszcze bardziej, ignorując uporczywe pieczenie - Zrób to! - syczy przez zęby, wzdrygam się przestraszona i tym razem również nie wykonuję jego polecenia. Tylko Justin ma prawo mnie całować - Uparta suka, to się nie zmieniło - patrzy na mnie ze złością, prycha pod nosem i mówi wprost w moje usta - Z tobą nie da się inaczej, jedynie siłą. Kiedy brałem twoje ciało krzyczałaś jak opętana, ale tak trzeba było - Boże! Jego słowa tną moje biedne, pokaleczone serce na pół, rozdzierają mnie, napełniają uczuciem obrzydzenia. Potwornie cierpiałam, bałam się, a on mówi, że tak trzeba było? - Nie chciałaś dobrowolnie, więc wziąłem sobie to, co mi się należało. Pamiętaj - wsuwa palce w moje włosy i zaciska pięści - Jeśli tym razem mi na to nie pozwolisz, również zrobię to siłą. Wybór należy tylko do ciebie - zamykam oczy, łzy płyną po moich policzkach, a koszmar powraca.





14.06.2016

Rozdział 40

Cross POV:
Dokładnie osuszam ciało mojej świeżo upieczonej żony, obserwuje mnie uważnie i miętosi wargę między zębami. Nie ma pojęcia, co dzisiaj dla niej zaplanowałem, ale skoro obiecałem coś "więcej", dostanie to. Oczywiście nie mam zamiaru pójść na całość, nie chcę jej przestraszyć, a wiele razy potrafiłem być dość surowy. Dominacja potwornie mnie kręci, ta władza nad kobietą, jej całkowite zaufanie, oddanie się w moje ręce. Lubię eksperymenty, próbowania nowych rzeczy, przekraczanie granic. Byłem sam, nie licząc przelotnej miłostki w wieku siedemnastu lat, ponieważ spotykałem się jedynie z kobietami, które preferowały dokładnie taki sam rodzaj seksu. Trzeba to lubić, a nie każda kobieta ma ochotę na wykonywanie poleceń bądź solidne lanie. Przekonałem się, że moja ukochana lubi mnie takiego, więc dzisiaj zademonstruję jej ciut więcej. Oby jej się spodobało.
- Chodźmy - biorę ją za rękę, opuszczamy łazienkę i docieramy do pokoju na końcu korytarza. To zwykły pokój z kilkoma niestandardowymi meblami, pomalowany na zmysłowy, bordowy kolor z czarnymi elementami. Wprowadza nutkę ekscytacji, niewiadomej, ale i erotycznej atmosfery - To nasza pierwsza, wspólna noc po ślubie. Chcę, aby była dla ciebie wyjątkowa. Chciałaś pójść krok dalej, więc dzisiaj pójdziemy - zostawiam ją stojącą na środku pokoju, podchodzę do komody i wyjmuję kilka zabawek, które mi się przydadzą. Mam zamiar ją zmęczyć i zafundować dwa, mocne, niesamowite orgazmy, które zapamięta na długo - Ufasz mi, kochanie? - marszczy brwi zaskoczona, bawi się palcami, jednak przytakuje głową - Powiedz to na głos. Chcę usłyszeć to z twoich ust.
- Tak, ufam ci - unosi brodę i patrzy na mnie pewna siebie - Przecież cię kocham, Justin.
- A ja kocham ciebie, moja piękna żono - wracam do niej, ujmuję jej twarz w dłonie i całuję. Mocno, zachłannie, pieszcząc i przygryzając jej język. Kiedy odsuwam się zbyt szybko, jęk niezadowolenia opuszcza jej usta - Nie tak prędko, moja droga. Dzisiaj będę dla ciebie ostry, ale zapewniam, że nie wyrządzę ci żadnej krzywdy. Wierzysz mi? - przytakuje głową, ściska moją dłoń i posyła mi uroczy uśmiech - Bardzo ładnie, ponieważ dzisiaj zafunduję ci dwa orgazmy. Jeden podczas przyjemności, drugi podczas bólu - uchyla usta zaskoczona, chce coś powiedzieć, ale żadne słowa nie przechodzą jej przez gardło - Jak wspomniałem przed chwilą, nie stanie ci się żadna krzywda, przysięgam. Poczujesz coś nowego, coś niesamowicie zmysłowego, erotycznego, podniecającego. Oddaj się temu, wyłącz myślenie i nie pozwól, aby strach przejął nad tobą kontrolę. Wszystko jest dla ciebie jasne?
- Tak, wszystko jest jasne - obejmuje mnie, staje na palcach i całuje w usta - Zaciekawiłeś mnie.
- Więc zaczynamy. Uklęknij na łóżku, tyłem do mnie - zawstydza się, posłusznie wykonuje moje polecenie i po chwili mam na widoku jej piękną, seksowną pupę. Uśmiecham się pod nosem, oblizuję usta i biorę z szafki kajdanki, które przygotowałem - Oprzyj policzek o łóżko, ręce na plecy - mój głos nie brzmi czule, wręcz przeciwnie, jest zimny, poważny, aby robił wrażenie powagi sytuacji. Przypinam nadgarstki na jej plecach, a pozycja, którą przyjmuje jest dla niej niezbyt wygodna. Tak właśnie ma być. Przyjemność zaraz zastąpi dyskomfort - Jesteś taka piękna, aniołku. I moja, tylko moja. Na zawsze - masuję pośladki, ugniatam jej i prześlizguję palcami po jej wrażliwych fałdkach. Zaczyna poruszać biodrami domagając się więcej, karcę ja uderzeniem w pupę, a ciszę w pokoju przerywa jej pisk - Masz być cicho, jedyne, co chcę słyszeć to twoje seksowne jęki - dyszy ciężko i zwija dłonie w pięści. Biorę do ręki spory wibrator, nawilżam go odpowiednio i wsuwam w jej ciasne, ciepłe wnętrze. Jęczy przeciągle, włączam wibracje i odsuwam się, podziwiając jej piękny widok - Idealnie. Dobrze ci? - słyszę cichutkie tak, uśmiecham się i staję tuż za nią - Cieszę się. Dojdziesz w ten sposób, kochanie. Ale do tego dojdzie to - moja dłoń ląduje na jej prawym pośladku, piszczy głośno i wzdryga się - Pamiętaj o ciszy, jeśli będziesz głośna nie skończymy zbyt szybko - ciosy spadają jeden za drugim, drugą dłonią poruszam wibratorem, a Lena wręcz nie może spokojnie uleżeć. Wije się, szarpie, próbuje uwolnić dłonie, jednak jest zdana na moją łaskę. Ten widok podnieca mnie do czerwoności, mój kutas chce przebić spodnie i pragnie zastąpić to wstrętne paskudztwo, które teraz sprawia jej przyjemność. Szczypie mnie dłoń od klapsów, w które wkładam sporą siłę, a jej skóra po chwili jest wściekle czerwona. Czuję, że jest bardzo blisko, jej uda drżą, oddech przyśpiesza, a biodra poruszają się, aby zabrać dla siebie jeszcze więcej i uciec przed moją dłonią. A ja nie mam dla niej litości, nie dzisiaj. Napawam się widokiem mojej pięknej, uległej żony i czerpię z tego niesamowitą przyjemność. Moja druga strona zostaje zaspokojona, długo czekała na tę chwilę i chcę dać jej jak najwięcej - Chcesz dojść? - nie odpowiada, piszczy głośno, kiedy kolejny klaps spada na jej pupę i próbuję się podnieść. Układam dłoń na jej plecach i dociskam do materaca. Nie tak szybko - Zapytałem, czy chcesz dojść? - napieram na jej ciało, opada na brzuch, a ja układam się na niej. Jest taka ciepła, rozpalona, seksowna! Wariuję przez nią - Więc jak, kochanie?
- Tak! Chcę dojść, proszę! - krzyczy, kiedy wsuwam dłoń pod jej brzuch i pieszczę słodki guziczek.
- Prosisz? Skoro tak - uśmiecham się, odsuwam i zwiększam wibrację. Jej ciało napina się jak struna, porusza biodrami i wije się pode mną. Nie mija dużo czasu, drży, wciska głowę w poduszkę i dochodzi. Jej jęki wypełniają moje uszy, wpatruję się w jej cipkę, która zaciska się na wibratorze i nie mogę doczekać się, aż będę w środku, aż poczuję jej wilgoć, ciepło, ciasnotę - Och, tak.
- J-Justin, o Boże - jąka się, oddycha szybko i przekręca głowę. Wyjmuję z niej wibrator, uwalniam nadgarstki i stawiam na nogi, przytulając do swojego ciała, które jeszcze drży - Dziękuję - och! Zaskakuje mnie tymi słowami, a moja druga strona dumnie wypina pierś. Tak cholernie kręci mnie jej posłuszeństwo, właśnie tego chciałem przez tyle czasu - Nigdy nie przeżyłam czegoś takiego.
- Wiem, a teraz ciii - przykładam palce do jej ust i kręcę głową - Teraz czas na orgazm numer dwa, jednak przed tym, uklęknij - oblizuje usta, pomagam jej i opada na kolana - Spodnie i bokserki w dół - wykonuje moje polecenie bez sprzeciwów i po chwili wsuwa mnie do ust. Odchylam głowę, zamykam oczy i delektuję się jej ciepłym językiem, który owija się wokół główki i pieści ją delikatnie. Jestem zbyt podniecony, aby długo wytrzymać, dlatego pozwalam jej na chwilową zabawę. Wiem, że ma ochotę na więcej, bo kiedy wysuwam się z jej ust, patrzy na mnie spod byka - Wstań - podchodzę do komody, wystawiam dłoń i czekam na nią - Mam nadzieję, że polubiłaś ławeczkę w Miami - mrugam okiem, zawstydza się i ostrożnie układa się na brzuchu. Głowa nieco w dole, pupa w górze. Idealnie! - W tym przypadku również poczujesz coś nowego, jednak będzie to coś, przez co przeżyjesz niesamowity orgazm. Gwarantuję - przypinam jej dłonie, kostki u stóp i wylewam na plecy rozgrzewający olejek o różanym zapachu. Masuję jej ramiona, pupę, nogi, Lena odpręża się i mruczy jak kotek - Przyjemnie, prawda? - uśmiecha się uroczo, kucam przed nią i unoszę palcem jej głowę - Nie masz pojęcia, jak bardzo cię kocham, skarbie. Oddałbym za ciebie własne życie - zaciska usta, patrzy na mnie zaskoczona i marszczy brwi - A teraz czas na rundę drugą, przygotuj się i nie obawiaj. Wiem, co robię - całuję ją w usta, zostawiam i przechodzę do tyłu. Ponownie pieszczę jej słodki guziczek, masuję obolałe pośladki i na nowo rozpalam podniecenie.
- To takie p-przyjemne - wypina pupę, uśmiecham się i nie wierzę, że jest taka zachłanna.
- Zaraz będzie jeszcze lepiej. Przygotuj się na ostre rżnięcie, żono - zrywa rękami, jakby chciała się uwolnić, przekręca głową i posyła mi przepełnione pożądaniem spojrzenie. Działa to na mnie jak jasna cholera, wylewam więcej olejku i wcieram w jej kobiecość oraz w drugą dziurkę, czym szczerze ją zaskakuję. Mam wobec niej mnóstwo planów, jednak do tego rodzaju seksu trzeba podejść bardzo ostrożnie. Jeszcze nie dzisiaj, może pewnego dnia, jak odpowiednio ją do tego przygotuję i rozciągnę - Odpręż się i nie bój - uspokajam ją, biorę małą zatyczką w kształcie stożka i powoli, delikatnie wciskam w jej ciasną dupkę. Spina się nieco, zwija dłonie w pięści i wypuszcza długi, przeciągły jęk. Zatyczka wskakuje na swoje miejsce bez żadnego problemu, jest mała, a i tak zrobi swoje. Wygląda obłędnie, podoba mi się ten widok - Jak się czujesz, kochanie?
- Dziwnie - sapie ciężko, poruszam zatyczką, aż krzyczy - Kurwa, t-to takie intensywne.
- Pokochasz to, aniołku - pieszczę ją palcami, wije się pod wpływem mojego dotyku i nie potrafi być cicho. Chcę słyszeć jej podniecające jęki, chcę widzieć, jak jest jej dobrze i to wszystko dzięki mnie. Pokażę jej mnóstwo nowych rzeczy, doprowadzę do granic wytrzymałości, a potem zaserwuję orgazm, od którego zakręci jej się w głowie. Jest gotowa, ten czas, który spędziliśmy razem pozwolił jej na oswojenie się z moją naturą, z tym, że lubię ten rodzaj seksu. Sama będzie go pragnąć - To jeszcze nie czas na drugi orgazm - zaprzestaję, oddycha głęboko, a ja sięgam po kolejną zabawkę. Podchodzę do niej, odpinam jej nadgarstki i nakazuję, aby się podniosła. Siada na piętach, zaciska usta z przyjemności dzięki zatyczce i patrzy mi w oczy. Uśmiecham się chytrze, pochylam i zasysam jeden sutek, a potem drugi. Lena wsuwa palce w moje włosy, pociąga mocno i wpycha piersi w moje usta. Wiem, jak bardzo są wrażliwe i jak bardzo uwielbia, kiedy je pieszczę - Są gotowe - odsuwam się, Lena marszczy brwi i obserwuje, jak zapinam na nich metalowe klamry - Jakie to uczucie?
- Dziwne, ale przyjemne - uśmiecha się, układa dłoń na udach i odgarnia kosmyk włosów z twarzy.
- Czas przejść dalej - cmokam jej kuszące usta, próbuje pogłębić pocałunek, jednak odrywam się od niej i karcę spojrzeniem - Też chcę coś dostać - mruczę do niej ucha, przechodzę do tyłu i przytulam się do jej pleców. Ustawiam się przy jej wejściu i wbijam się jednym, mocnym, zachłannym ruchem. Nie daję jej czasu na przyzwyczajenie się, wsuwam się raz za razem, dociskam zatyczkę mocniej i wyduszam z niej krzyk, jednak jest to tak niesamowity krzyk, aż ciarki przechodzą po moim ciele. Posuwam ją jak szalony, nie jestem delikatny, ostrożny, wręcz przeciwnie, to nie czas na słodki seks, to czas na pokazanie jej czegoś więcej, czego jeszcze nie doświadczyła - Zaciskasz się na mnie, jesteś blisko - gryzę płatek jej ucha, wciskam w nią zatyczkę, a drugą dłonią pociągam sznureczek od klamerek na sutkach. Bezlitośnie wbija paznokcie w moje uda, schyla głowę i dochodzi. W tym momencie zrywam klamerki, wzmagając jej orgazm czym zaszczyca mnie kolejnych okrzykiem rozkoszy. Nie musi minąć dużo czasu, aby orgazm spłynął i na mnie.


Zabieram Lenę do naszej sypialni, okrywam kołdrą i odsuwam włosy z jej twarzy. Patrzy na mi w oczy, przesuwa opuszką palca po policzku i kreśli na nim różne wzroki. Wygląda na zmęczoną.
- Jak się czujesz, kochanie? Mam nadzieję, że nie przesadziłem i nie zrobiłem ci krzywdy?
- Nie zrobiłeś, wręcz przeciwnie, to było coś niesamowitego. Nie spodziewałam się tego, wiesz?
- Domyślam się, skoro nigdy wcześniej tego nie doświadczyłaś. Więc? Podobało ci się?
- Bardzo - wbija zęby w wargę i zawstydza się uroczo - Lubię cię w takiej ostrej wersji, mężu.
- Och, serio? - mrużę oczy, układam dłoń na jej karku i całuję zachłannie - Świetnie sobie poradziłaś.
- Starałam się sprostać, ale nie było trudno. Oba orgazmy były nieziemskie. Zrobimy to jeszcze?
- Jeśli tylko będziesz chciała, oczywiście. A teraz powinnaś się przespać i trochę odpocząć.
- Chętnie - uśmiecha się, cmoka mnie w brodę i ciasno opala dłońmi mój pas - Kocham cię.
- A ja kocham ciebie - wtulam nos w jej włosy i zaciągam się ich zapachem. Tak wygląda szczęście.

Przesypiamy całe przedpołudnie, budzimy się przed czternastą. Jemy obiad, który wyjątkowo zrobiła moja gosposia, jednak w moim brzuchu pojawia się nieprzyjemny uścisk. Nie podoba mi się to, iż dzisiaj muszę polecieć do Chicago w interesach. Wrócę we wtorek, ale te dwa dni bez Leny to dla mnie wieczność! Zaledwie wczoraj wzięliśmy ślub, powinienem spędzić ten czas w domu i kochać się z nią dzień i noc. Niestety ów spotkanie jest bardzo ważne i chociaż chcę, nie mogę go odwołać.
- Skarbie? - Lena przerywa ciszę i układa łokcie na stole - Jesteś niespokojny. Co się dzieje, hmm?
- Nic, po prostu muszę dzisiaj wyjechać, a wcale nie chcę tego robić. Chciałbym zostać z tobą.
- Ja też bym chciała, ale to tylko dwa dni, tak? Zanim się obejrzysz, już będziesz z powrotem.
- Wiesz, jak bardzo nienawidzę zostawiać cię samej - burczę pod nosem, a wizja wyjazdu tak daleko zaczyna mnie lekko przerażać - Olivier będzie tutaj przez cały czas, zrozumiano? Nie spuści z ciebie wzroku i proszę, abyś się go trzymała, kiedy tylko opuścisz dom. Bądź grzeczna, dobrze?
- Tak, będę bardzo grzeczna, kochanie. Nie martw się tyle, przecież jestem bezpieczna.
- W domu owszem, ale poza nim niekoniecznie. Może pod moją nieobecność zostaniesz tutaj?
- Zwariowałeś? Nie mam zamiaru siedzieć w domu bez przerwy. Chcę iść jutro do pracy.
- Do pracy? Po co? Przecież dopiero wżęliśmy ślub, tak? Daj sobie spokój z pracą.
- Nie ma opcji, będę się niemiłosiernie nudzić, a w pracy czas zleci mi o wiele szybciej.
- Okej, ale pamiętaj, że masz wszędzie chodzić z Olivierem. Żebym się nie zdenerwował.
- Dobrze, mężu - mruga okiem, uśmiecha się i próbuje rozładować napiętą atmosferę.
- Lena - wzdycham ciężko, przecieram twarz rękami i już za nią tęsknię. Co się ze mną dzieje?!
- Och, daj spokój! Zachowujesz się jak mały chłopiec - przewraca oczami, odkłada widelec i siada na moich kolanach. Przytulam ją do siebie, głaszczę po plecach, a jej bliskość mnie uspokaja - Wiem, że nie chcesz się teraz ze mną rozstawać, mam dokładnie tak samo, ale pamiętaj, że masz pracę. Musisz się na niej skupić, a to spotkanie jest naprawdę ważne. Zobaczysz, jak szybko miną te dwa dni i ponownie będziemy razem. Będę tutaj na ciebie czekać, tęsknić, jednak musisz wziąć się w garść, dobrze? Nie myśl o mnie w Chicago, tylko o pracy, nowym kliencie. Obiecaj mi to.
- To będzie kurewsko trudne, ale postaram się. Przepraszam, że zachowuję się jak rozkapryszony gówniarz, ale naprawdę wolałbym zostać z tobą i nacieszyć się świeżo upieczoną żoną.
- Ja również, ale są rzeczy ważne i ważniejsze. Aż boję się pomyśleć, gdybyś wyjechał na miesiąc.
- Nie ma opcji, Lena! Na pewno zabrałbym cię ze sobą, nie mógłbym być z dala od ciebie tak długo.
- Wiem - pociera nosem o mój i uśmiecha się chytrze - Wiesz, że mój tyłek jest bardzo obolały?
- Domyślam się. Byłaś bardzo dzielna, kiedy okładałem twoje seksowne pośladki. Wkładałem w to sporo siły i przez chwilę sądziłem, że każesz mi przestać. Chciałem dać ci coś więcej.
- I dałeś. Nigdy wcześniej nie przeżyłam tak intensywnego orgazmu! Momentami naprawdę bolało, a potem czułam ogromną przyjemność, która mieszała się z bólem i dosłownie wariowałam.

- Właśnie o to chodziło, abyś szczytowała czując ból. Mówiłem, że to niesamowite doznania.
- Bardzo mi się podobało, chciałabym więcej - och! Mała, zachłanna bestia! - Byłeś taki seksowny!
- Czyżby? - przesuwam dłonie, wsuwam je pod jej koszulkę i układam na piersiach - Skoro chcesz więcej, zaraz to dostaniesz. Muszę się tobą nacieszyć przed wyjazdem. Podaruję ci kilka orgazmów.



Lena POV: 
Justin wyjeżdża o dziewiętnastej. Macham mu na pożegnanie, kiedy wsiada do samochodu, a Taylor wiezie go na lotnisko. Mimo tego, iż sama niedawno go pocieszałam i kazałam mu być dzielnym, sama czuję w środku dziwną pustkę. Odkąd go poznałam, to nasze pierwsze tak długie rozstanie, a to przecież tylko dwa dni. Uzależniliśmy się od siebie i czasami ta myśl mnie przeraża. 

W poniedziałek rano pojawiam się w pracy. Chłopcy witają mnie uśmiechem, całują i jeszcze raz gratulują. Wszyscy byli zaproszeni, bawili się świetnie i nieźle dali czadu. Uwielbiam tych ludzi.
- Lena? Dlaczego przyszłaś dzisiaj do pracy? - Gloria zakłada ręce na piersiach i unosi brew.
- A dlaczego nie? Justin wyjechał do Chicago, a ja nie mam ochoty siedzieć w domu sama.
- No tak, wyjazd. Mam nadzieję, że szefowi uda się nawiązać współpracę. To cenny klient.
- To samo powiedział. Wierzę w niego, ma swój urok i dar przekonywania. Jak nie on to kto?
- Masz rację, nie może się nie udać. Nie ma takiej opcji - mruga okiem i ucieka do swojej pracy.

Czas w pracy wyjątkowo się dłuży. Po napisaniu kodów do nowego programu za bardzo nie ma co robić, więc serfuję po internecie w poszukiwaniu nowych butów i postanawiam napisać do Justina.

Cześć, skarbie.
Właśnie siedzę w firmie, ale dzisiaj jest strasznie nudno! Nie wiem jak to możliwe, ale nie mam nic do roboty! Chyba się nie gniewasz, szefie?
Jak się masz? Co porabiasz? Wszystko u ciebie w porządku?

Kocham cię, twoja stęskniona żona. 

Witaj, żono.
Właśnie wróciłem ze spotkania i mam ich w garści.
To było naprawdę proste ;)
Jesteś stęskniona? Hmm, musimy coś temu zaradzić, prawda? Nie masz pojęcia, jak bardzo chciałbym być teraz obok ciebie i wtulić się w twoje ciepłe ciało.

Twój wiecznie napalony, mąż.
 
Chichoczę pod nosem, ale ogarniam się, bo William posyła mi rozbawione spojrzenie.


Jesteś taki zabawy, kochanie ;)
Uważaj z tym podnieceniem, jeśli zbyt długo nie wyładujesz napięcia ze swojego ciała, może być szkodliwe :P 


- Lena - prawie dostaję zawału, kiedy podchodzi do mnie Lou - Wybierzesz się z nami na szybkiego drinka? Wiesz, ślub był zajebisty, ale chcielibyśmy jeszcze trochę go oblać. Co Ty na to?
- Jasne, chętnie - uśmiecham się szeroko, ale dlaczego nie? I tak mi się nudzi - To świetny pomysł.
- Super, to lecę powiedzieć reszcie i możemy się zbierać - mruga zadziornie i ponownie zostaję sama.

Nabijasz się ze mnie, kotku?
Masz szczęście, że nie ma mnie teraz obok ciebie, uwierz mi
...
zabrałbym cię o wiele wyżej, niż ostatniej nocy.

O cholera! Moje wnętrzności przyjemnie się zaciskają, ale wczoraj było naprawdę cudownie! Nigdy nie spodziewałabym się, że Justin ma tego typu doświadczenia. Jednak sam wspominał, że spróbował chyba wszystkiego. Mimo, iż to było dla mnie nowe doświadczenie, podobało mi się. Ten seks był inny, niż wszystkie poprzednie. Był o wiele bardziej intensywny, zmysłowy, ale ufam Justinowi i wiem, że nie zrobiłby mi krzywdy. Jest bardzo ostrożny, bo wie, przez co musiałam przejść.

Jak mogłabym się z ciebie nabijać? No wiesz! Ja tylko ostrzegam :P
Hmm... jeszcze wyżej?! O rany! Poproszę!

Ps. Wychodzę dzisiaj po pracy na drinka z zespołem. Uprzedzam, abyś nie był zły. Nie martw się, dobrze? 

Zakładam na ramiona cienki sweterek, układam papiery w kostkę i spoglądam na zegarek. Jest czternasta trzydzieści jeden i cieszę się, że ten jakże nudny dzień w pracy wreszcie dobiegł końca. 

Uważaj! Uwielbiam, kiedy prosisz :>

Drink? O tej godzinie? Niech będzie *wzdycham ciężko*, ale uważaj na siebie, jasne? Zabierz ze sobą Oliviera i daj mi znać, jak będziesz w domu.
Kocham cię, aniołku.

Przewracam oczami i muszę przyznać, że jestem zaskoczona, że tak łatwo się na to zgodził. Wow!

Tak, chłopcy chcą jeszcze raz wypić za nasze zdrowie. Nie obawiaj się, zabiorę Oliviera i napiszę, jak będę w domu.
Kocham cię, skarbie.


***
Czas z chłopakami jak zawsze mija świetnie. Dobrze się poznaliśmy i uwielbiam spędzać z nimi czas. Oprócz mnie w naszym zespole są tylko dwie dziewczyny. Gloria i Kate. To zadziwiające, bo przewaga chłopców jest ogromna! Jednak wcale mi to nie przeszkadza, bo bardzo ich lubię. 

Kilka minut po dziewiętnastej zbieram się do domu. Wyjmuję telefon, aby zadzwonić po Oliviera, ale ku mojemu zaskoczeniu, mam od niego wiadomość. Marszczę czoło, ale jestem zdziwiona.


Lena, wróć dzisiaj sama, dobrze? Wybacz, wypadło mi coś pilnego. Mama źle się czuje, musiałem zawieść ją na pogotowie.

Mam ochotę zadzwonić do niego, martwię się, jednak postanawiam zrobić to jak będę już w domu. Żegnam się z towarzystwem, opuszczam pub i człapię na przystanek autobusowy, który jest zaraz za rogiem. Mam szczęście, bo za siedem minut powinien przyjechać. Ależ mam farta! Uśmiecham się pod nosem, przyglądam się wystawie pobliskiego sklepu i piszę szybkiego sms'a do Justina, że już jestem w drodze. Obiecuję, że dzwonię do niego przed snem, aby usłyszeć jego głos.
- Hej, Süsse - gwałtownie przekręcam głowę i z niedowierzaniem wpatruję się w stojącego przede mną Theo. Jestem zaskoczona jego widokiem i za cholerę się go tutaj nie spodziewałam!
- A co ty tutaj robisz? - zaciskam palce na pasku torebki i co dziwne, mam złe przeczucia.
- Jestem? - odpowiada pytająco, wzrusza ramionami i niespodziewanie przyciąga mnie do siebie. Strach paraliżuje każdą komórkę mojego ciała, a jego bliskość mnie przeraża - Tęskniłem za tobą, kochanie - muska nosem moją szyję, próbuję się odsunąć, jednak Theo mi na to nie pozwala - Już czas, Lena. Przyszedł odpowiedni moment - Boże! Co on znowu bredzi?! - Zabieram cię ze sobą.
- Co?! - podnoszę głos, odchylam głowę i wybałuszam oczy - Nigdzie z tobą nie pójdę, zapomnij.
- Wcale nie musisz. Nie masz nic do powiedzenia - kręcę głową, prycham wkurzona i wręcz nie dowierzam, że człowiek, którego dawniej obdarzyłam uczuciem ponownie odwala jakieś chore akcje. Mam ochotę walnąć go w twarz, odchylam dłoń, jednak nie pozwala mi na to. Blokuje nadgarstek, zaciska na nim palce i karci mnie spojrzeniem - Nie waż się, Lena - pieprzę go! Odpycham się od jego ciała, walczę, z całych sił i pragnę się od niego odsunąć, ale moje wysiłki idą na marne. Theo ma o wiele więcej siły, wzdycha znudzony i wyjmuje z kieszeni szmatkę. którą zasłania mój nos. Nie mogę pozwolić mu na to, aby mnie zabrał, wstrzymuję oddech tak długo, jak tylko mogę, niestety muszę w końcu odetchnąć, jeśli nie chcę się udusić - Nie walcz ze mną, nigdy nie wygrasz. Powinnaś o tym wiedzieć, prawda? - szepcze do mojego usta, przyciąga mnie do siebie i mocno obejmuje. Wdycham to paskudztwo, kręci mi się w głowie i wcale nie musi minąć dużo czasu, a zaczyna dziać się coś dziwnego. Robię się senna, moje mięśnie odprężają się, aż nogi uginają się pod ciężarem mojego ciała. Boże, co się ze mną dzieje?! - Śpij, kruszyno - Theo zabiera chusteczkę, bierze mnie na ręce, ale nie wiem, co dzieje się dalej. Szybko odpływam.





07.06.2016

Rozdział 39

Cross POV:
Czas mijał zdecydowanie zbyt szybko. Pochłonęła mnie praca, Lena wróciła do mojej firmy i wszystko było na swoim miejscu. Cieszyliśmy się wspólnymi chwilami i swoją obecnością. Było cholernie dobrze, a moje szczęście sięgało zdecydowanie wyżej, niż mógłbym sobie kiedykolwiek zamarzyć. Moja narzeczona uszczęśliwiała mnie dosłownie wszystkim! Uśmiechem, gestem, głupią miną, a nawet uroczym zaspaniem z samego rana. Z dnia na dzień kochałem ją jeszcze mocniej, chociaż nie jestem pewny czy to możliwe. Jednak chyba tak, bo czułem tę miłość w całym ciele.

Przygotowania do ślubu również szły pełną parą. Rita Donovan zaangażowała do pracy mnóstwo ludzi, ale wszystko nabierało kształtu i wyglądało tak, jak chciała Lena. Na początku opierała się, stawiała na kameralny ślub i przyjęcie tylko dla najbliższych osób. Szybko przekonałem ją, że powinniśmy to zrobić z hukiem, żeby każdy na świecie wiedział, jak piękną mam żonę. Śmiała się ze mnie i mówiła, że jestem niemożliwy. Pewnie tak było, ale wszystko robiłem z myślą o niej. Chciałem dać jej wszystko, bo zasługiwała na to. Mimo to była zbyt skromna, aby wziąć cokolwiek.

Dzień przed ślubem zaprosiłem do siebie Paula. Nie czułem potrzeby urządzać wystawnego wieczoru kawalerskiego, ponieważ towarzystwo przyjaciela i whisky w zupełności mi wystarczyło.
- Stresujesz się? - Paul porusza brwiami i uśmiecha się chytrze - Wyglądasz jakoś blado, stary!
- Serio? Poczekaj, pogadamy jak ty będziesz brał ślub. Założę się, że będziesz wyglądał gorzej!
- Nie wierzę, że to już jutro. Cholera! Mój najlepszy ziomek bierze ślub, to niewiarygodne!
- Aj, tam! Przesadzasz. Jestem dorosłym facetem, tak? Pora się ustatkować, ożenić. A ty?
- A ja mam czas, chociaż bardzo zależy mi na Karen. Mimo to, nie chcę się zbytnio śpieszyć.
- Ja wręcz przeciwnie. Nie mogłem się doczekać i cieszę się, że już jutro Lena zostanie moją żoną.
- To dziwne, wiesz? - marszczę czoło i posyłam mu zaskoczone spojrzenie - Bardzo się zmieniłeś, odkąd pojawiła się w twoim życiu. Dawniej byłeś typem, który lubi się dobrze zabawić i to bez żadnych zobowiązań. Jestem zaskoczony, że tak poważnie podchodzisz do ślubu. To chyba baby zawsze pragną go bardziej niż faceci, prawda? W waszym przypadku jest raczej odwrotnie.

- Nie jest, Paul. Lena również się cieszy, ale nie podoba jej się fakt, iż dzieje się to tak szybko. Ja nie mam z tym żadnego problemu i doskonale wiem, że ona też nie będzie miała. W końcu się kochamy.
- Życzę wam jak najlepiej, naprawdę. Cieszę się, że nareszcie ułożyłeś sobie życie. Zasługujesz na to.
- Dzięki - przybijamy żółwika i stukamy się szkłem - Mam nadzieję, że zawsze będzie tak dobrze.
- Amanda kontaktowała się z Tobą ostatnio? Wie, że bierzesz ślub? Ciekawe, jak zareagowała.

- Na szczęście nie odezwała się odkąd widziałem ją na przyjęciu. Czy wie? Na pewno, nie czytasz gazet? Przecież trąbią tylko o tym, jakby nie mieli nic ważniejszego do napisania. To obłęd!
- Dziwisz się? Młody, szalenie bogaty i całkiem przystojny - och, świetnie! - Jesteś dobrą partią na męża, aż nagle pojawia się obok ciebie taka słodka Lena i BUM! Cztery miesiące i ślub z pompą. 

- Wow, jestem pod wrażeniem, ale dziękuję za komplementy - śmieję się i klepię go po plecach. 
- Dochodzi trzecia rano, nie powinieneś iść spać? Przecież na ślubie będziesz ledwo żywy!
- Powinienem, ale chyba nie zasnę. Mam nadzieję, że u Leny wszystko w porządku i ma się dobrze.
- Wyluzuj, spędza noc we własnym mieszkaniu, z przyjaciółką. Na pewno świetnie się bawią.
- Och, serio? Liczę na to, że już dawno śpi - wzdycham, ale cholernie za nią tęsknię.



Lana POV:
Dzień naszego ślubu nadchodzi zbyt szybko. Sądziłam, że ten miesiąc pozwoli mi przygotować się na to psychicznie, ale nawet nie zdążyłam tego zrobić, ponieważ praca zajęła cały mój czas. Nim się obejrzałam, stoję w przepięknej białej sukni, a obok mnie biega mama oraz Karen i Jazzy. Gapię się w swoje odbicie, a wszystko w moim brzuchu przewraca się na drugą stronę. Jak to możliwe, że od bycia mężatką dzieli mnie zaledwie godzina?! Jak do tego doszło?! Przecież poznałam Justina cztery miesiące temu, na dodatek przeleciał mnie w drugi dzień od mojego pojawienia się w firmie, a teraz biorę z nim ślub? Czy takie rzeczy dzieją się w prawdziwym życiu? To kompletne szaleństwo! 

- Kochanie? Jesteś blada jak ściana! - głos mamy wyrywa mnie z moich myśli i wracam na ziemię.
- To nic takiego, jestem zestresowana - posyłam jej słaby uśmiech i oddycham głęboko. Niestety jest to koszmarnie trudne, ponieważ gorset jest dopasowany, ciasno związany i ledwo zipię! 

- Musimy się zbierać, trzeba być w kościele trochę wcześniej - Karen zarządza i podaje mi bukiet.
- Do dzieła - dopinguję samą siebie i dodaję sobie odwagi. Żegnaj Leno Benson, witaj Leno Cross.


W kościele jesteśmy kilka minut później. Mama panikuje, że zabraknie nam czasu, ale nie mam zamiaru się tym przejmować, bo ledwo mogę wysiąść z samochodu. Dlaczego musiałam wybrać tak wielką suknię? Czy Karen, Jazzy oraz mama nie mogły doradzić mi czegoś skromniejszego?!
- Bądź dzielna i nie jąkaj się przy przysiędze - Karen mruga zadziornie i wchodzi do kościoła.
- Wszystko będzie dobrze, córeczko - mama patrzy na mnie z czułością i znika za moją przyjaciółką.
- Wyglądasz przepięknie - Jazzy łamie się głos, przytula mnie do siebie i zostaję tylko z tatą.
- Cóż mogę powiedzieć - chrząka, ale przemowy to nie jest jego mocna strona - Cieszę się, że jesteś szczęśliwa, kochanie. Po wszystkim, co musiałaś przejść należy ci się to - uśmiecham się do niego szeroko, głaszcze mnie po plecach i widzę rozczulenie w jego oczach - Chodźmy, nie zostało nam zbyt wiele czasu - chwytam go pod ramię, wchodzimy po schodach i czekamy na godzinę "zero". 



Cross POV:
Stres zżera mnie od środka, dłonie się pocą i mam wrażenie, że zaraz zwymiotuję. Chyba nigdy w swoim życiu nie stresowałem się tak, jak dzisiaj. Stoję przed ołtarzem, wystrojony w czarny, skrojony na miarę garnitur, a wszystkie spojrzenia skierowane są na mnie. Sądziłem, że ślub to prosta sprawa, jednak bardzo się pomyliłem. Dociera do mnie, że zaraz będziemy małżeństwem, a w moim sercu pojawia się ciepło. Czekałem na ten dzień z niecierpliwością i wreszcie się doczekałem. 

Moje rozmyślenia przerywa piękna melodia. Roznosi się po kościele, a wszyscy wstają ze swoich miejsc. Gości jest mnóstwo, prawie dwieście. Odwracają się w stronę wejścia i ja również robię to samo. Drzwi się otwierają, pojawia się w nich Lena razem ze swoim ojcem, który ją prowadzi, a serce podchodzi mi do gardła! Wygląda zjawiskowo! Uchylam usta i chociaż próbowałem ją sobie wyobrazić tysiąc razy, nie spodziewałem się czegoś takiego. Jej wygląd zapiera dech w piersi i przerósł moje oczekiwania. Zapamiętam ten widok do końca swojego życia. Jest piękna!
- Opiekuj się nią i kochaj - tata Leny przekazuje mi jej dłoń, ściska moją i mruga do mnie okiem.
- Obiecuję - spoglądam na moją narzeczoną, która zawstydza się i patrzy na mnie z rozczuleniem.
- Możemy zaczynać? - odwracamy się w stronę księdza i oboje przytakujemy głowami - Zebraliśmy się tutaj, aby połączyć węzłem małżeńskim Lenę oraz Justina - po tych słowach serce podskakuje mi do gardła i już nie ma odwrotu. Za parę chwil będziemy małżeństwem.


Ceremonia przebiega szybko, jednak bardzo wzruszająco. Słyszę pochlipywanie cioć z tyłu i Lena również ma łzy w oczach. Zaciska szczękę i stara się grać twardą, ale kiedy wypowiada słowa przysięgi kilka łez spływa po jej policzkach. Uśmiecham się, ocieram je palcami i mocno trzymam jej dłoń. Kiedy przychodzi moja kolej, mój głos brzmi twardo. Jestem pewny swoich słów oraz tego, co czuję do dziewczyny która stoi przede mną. Wsuwamy na palce obrączki, które kupiliśmy kilka dni temu i ksiądz wreszcie pozwala nam się pocałować. Obejmuję ją, wpijam się w jej usta i przechylam do tyłu. Po kościele roznoszą się oklaski, a ja całuję ją tak, jakby jutro miał się skończyć świat.
Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że poniekąd dla mnie właśnie się skończy
...

Przed kościołem spływają na nas płatki róż i ziarenka ryżu. Uśmiechamy się szeroko i spoglądamy na siebie. Zaczynają się życzenia, przytulanie, całusy. Każdy życzy nam dużo szczęścia, miłości i dzieci. Kręcę głową, ale kto wie, może i to na przyjdzie odpowiednia pora? Sam nie wiem, czy byłbym w stanie odnaleźć się w tej roli. Nigdy nie miałem do czynienia z dziećmi, ale Lena wspominała, że bardzo chciałaby je mieć. Wiem, że zrobiłbym to dla niej, jej szczęście jest dla mnie najważniejsze.

Kiedy docieramy na salę, dostrzegam w spojrzeniu Leny ogromne podekscytowanie. Rita zajęła się przygotowaniami, wysłuchała Leny i zastosowała się do wszystkich wskazówek, które jej przekazała. Jednak Lena widziała salę tylko raz, chciałem zrobić jej niespodziankę, a ona chętnie na to przystała. Teraz zobaczy ją w pełnej okazałości, udekorowaną, odpicowaną i po cichu liczę, że Rita spisała się na medal, a moja żona będzie zachwycona. I kiedy tylko wchodzimy do środka, moja piękna żona rozgląda się dookoła, przykłada dłoń do ust, a jej oczy są wielkie jak spodki. Sam jestem pod wrażeniem, bo Rita naprawdę odwaliła kawał dobrej roboty. Już wiem, dlaczego jest najlepsza.
- Boże, tutaj jest przepięknie, skarbie! - uśmiecha się szeroko, patrzy na mnie i ściska moją dłoń.
- Zgadzam się. To wszystko dla ciebie - mrugam okiem, ciągnę ją na nasze miejsce i odsuwam dla niej krzesło. Mam ochotę na mocnego drinka od tych emocji - Jak się czujesz, moja piękna żono?
- Cudownie, mój wspaniały mężu. Jestem bardzo szczęśliwa, a to wszystko dzięki tobie.
- Nie masz pojęcia, jak bardzo mnie to cieszy, aniołku - dotykam palcami jej ust, które pomalowała na krwistoczerwony kolor i napawam się jej widokiem - Teraz jesteś moja już na zawsze.
- A ty jesteś mój - przysuwa się, pociera nosem o mój i składa na moich ustach pocałunek.



Lena POV:
Zabawa trwa w najlepsze. Tańczę z tyloma osobami, że trudno byłoby mi zapamiętać ich imiona. Są to wujkowie Justina, znajomi, współpracownicy. Jest również moja rodzina, kuzyni, kuzynki. Ludzi jest mnóstwo, ale Justin nawet nie chciał słyszeć o kameralnym ślubie. Może to, że jest znany w swojej branży zdecydowało? Sama nie wiem. Dla mnie mógłby być to maleńki kościółek w samym środku lasu, a i tak byłabym najszczęśliwsza na świecie. Wciąż nie wierzę, że to dzieje się naprawdę. Justin jest niesamowitym mężczyzną, tak bardzo mnie kocha i troszczy się o mnie. I chociaż na początku miałam mnóstwo wątpliwości, teraz odchodzą w siną dal, a zastępuje je szczęście.
- Chodź ze mną - Jazzy chwyta mnie za rękę i prowadzi w stronę wyjścia - Ktoś poprosił mnie, abym na momencik porwała cię na zewnątrz - mruga okiem, a ja zastanawiam się, o co chodzi.
- Ktoś? To znaczy kto? - dopytuję, podnoszę sukienkę, a kiedy Jazzy otwiera drzwi i wychodzimy na zewnątrz, moim oczom ukazuje się Theo. Jasna cholera! - Co ty tutaj robisz?
- Witaj, Lena - uśmiecha się, Jazzy zostawia nas samych, co wcale mi się nie podoba -
Przyszedłem pogratulować ci i życzyć wszystkiego najlepszego - uśmiecha się i odsuwa kosmyk włosów z mojej twarzy - Twój widok zapiera dech. Wyglądasz obłędnie, Süsse. Bardzo żałuję, że nie jestem na jego miejscu - wpatruję się w jego oczy i nie potrafię wyobrazić sobie nas razem. Dawniej, kiedy jeszcze byłam w nim zauroczona czasami myślałam o naszej przyszłości, jednak nasza sielanka szybko poszła się pieprzyć - Mam nadzieję, że będziesz z nim szczęśliwa, kochanie. Zasługujesz na to.
- D-dziękuję, Theo - chrząkam niezręcznie, jednak to dziwna sytuacja - Wszystko w porządku?
- Tak, chciałem cię tylko przez chwilę zobaczyć. Mam nadzieję, że będę mógł zobaczyć cię od czasu do czasu. Wiesz, porozmawiać. Nie chcę się od ciebie odcinać, Lena. Spędziliśmy ze sobą trochę czasu, a potem wszystko spierdoliłem. Jednak wierzę, że to można jeszcze naprawić i mam zamiar udowodnić ci, że możemy być przyjaciółmi - zastanawiam się nad sensem jego słów, chociaż przez krążący w moich żyłach alkohol ciężko dojść mi do jakichkolwiek wniosków. Pewne jest to, że Theo nie zrozumiał nic z tego, co wciąż mu powtarzam - No dobrze, uciekaj do swojego męża. Niebawem się spotkamy - całuje mnie w czoło, potem w nos i odchodzi, zostawiając mnie samą.
Wpatruję się w jego oddalającą się sylwetkę i dochodzę do wniosku, że ta rozmowa była dziwna. Theo nie odezwał się do mnie przez miesiąc, tak samo, jak Amanda. Sądziłam, że oboje są ze sobą szczęśliwi i po prostu dali nam spokój. Dlaczego więc Theo pojawił się dzisiaj i w dodatku życzył mi wszystkiego dobrego? Czy to były szczerze życzenia? Czy możne zwyczajna ściema?

Chwilę później tulę się do Justina i kołyszemy się w do rytmu wolnej, romantycznej piosenki. 

- Kotku - zaczyna cicho, unoszę głowę i patrzę w jego piękne oczy - Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że muszę wyjechać na te dwa dni, hmm? Naprawdę chciałbym to odwołać, ale to spotkanie zostało umówione ponad miesiąc temu i jest ważne. Bardzo zależ mi mi na tym kliencie.
- Kochanie, nie mam ci tego za złe. Jakże bym mogła? To tylko dwa dni, prawda? Damy radę.
- Wiem, ale męczy mnie fakt, że muszę wyjechać jutro wieczorem. Wolałbym się tobą nacieszyć.
- Jak wrócisz zaszyjemy się w domu i nie wystawimy z niego nosa. Podoba ci się taki plan?
- Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo - porusza brwiami, przytula mnie do siebie mocniej i pociera nosem o mój - Pamiętaj, że obiecałaś mi noc poślubną - och! Zawstydzam się na tę myśl, ponieważ mój świeżo upieczony mąż zapowiedział, że to będzie wyjątkowa noc. Jestem niezmiernie ciekawa, co zaplanował, jednak oświadczył, że pójdziemy krok dalej - Będziesz miała na to siłę?
- Oczywiście! Zapowiada się ciekawie, więc jak mogłabym nie mieć siły? Nie martw się.
- Cieszę się, nie pożałujesz - mruga okiem, a moje wnętrze przyjemnie zaciska się na samą myśl.

Przyjęcie weselne kończy się o piątej rano. Kiedy tylko wchodzimy do domu, dopada mnie ogromne zmęczenie, wreszcie opada cały stres i pojawia się senność. Marzę o ciepłym prysznicu, pozbyciu się tej ciężkiej, ogromnej sukni i śnie. To był długi, emocjonujący i jakże piękny dzień. Na moim placu widnieje prześliczna obrączka, z wygrawerowaną datą oraz imieniem mojego męża. Będę codziennie się na nią gapić i napawać się myślą, iż jestem mężatką.
- Okej, trzeba to z ciebie zdjąć, kochanie - Justin staje za mną, rozwiązuje tasiemkę i zabiera się na rozpinanie maleńkich guziczków od gorsetu. W międzyczasie zsuwam ze stóp szpilki, poruszam ramionami, a Justin nadal się grzebie - Jasna cholera, tych guzików jest chyba ze czterdzieści, Lena! Spędzę przy tym chyba cały dzień! - burczy pod nosem, a ja chichoczę - Och, bawi cię to?
- Mhm. Karen i twoja siostra też marudziły, kiedy musiały je zapinać. Chyba wam współczuję.
- Bestia! Nie dziwię im się wcale, małe cholerstwo, które najchętniej rozerwałbym jednym ruchem.
- Hej, nie niszcz tego dzieła, dobrze? Suknia jest piękna i droga. Pośpiesz się, jestem zmęczona.
- Poważnie? Więc jakim cudem chcesz podołać nocy poślubnej, hmm? Chcę cię zmęczyć.
- W porządku, nie mam nic przeciwko. Poradzę sobie, pozostało mi jeszcze sporo sił, mój drogi.
- Przekonamy się - prycha rozbawiony i nareszcie rozpina ostatni guzik, zsuwa sukienkę w dół i opada na podłogę. Justin pomaga mi z niej wyjść, a kiedy staję przed nim w seksownej, białej bieliźnie gwałtownie wciąga powietrze - Wow, nie byłem przygotowany na taki widok, wiesz? Muszę przyznać, że kurewsko mi się podoba - ujmuje moją głowę w dłonie i całuje tak, aż kręci mi się w głowie - Wyglądasz obłędne - porywa mnie w ramiona, przerzuca przez ramię i niesie na górę. Stawia mnie dopiero w łazience, rozbiera się raz dwa, pozbywa się mojej bielizny i ciągnie do kabiny prysznicowej. Odprężam się, kiedy gorąco woda spływa po moim ciele i rozluźnia napięte mięśnie.