31.05.2016

Rozdział 38

Wpatruję się w kobietę, z którą jeszcze niedawno łączył mnie wyuzdany, ostry seks i nie dowierzam, że pojawiła się w towarzystwie tego śmiecia. To wręcz niepojęte, że się z nim zadaje i zastanawiam się, po co to robi. Ledwo się znają, nie wierzę, że nagle połączyło ich płomienne uczucie, ponieważ Amanda nie nadaje się do miłości. Jest zbyt zimna, aby pokochać mężczyznę szczerze, bez żadnych oczekiwań i korzyści. W dodatku ten frajer to pieprzony gwałciciel, czy wspomniał jej o tym, co zrobił swojej ex dziewczynie? A jeśli tak, czy na Amanda nie powinna posłać go do diabła?
- Kochanie, musisz iść. Twoja kolej - Lena wyrywa mnie z transu - Śmiało, wierzę w ciebie.
- Czekaj tutaj na mnie - całuję ją w usta, mrugam okiem i wchodzę pod schodkach na podwyższenie. Oklaski milkną, światła oślepiają mnie, nieco onieśmielając - Witam Państwa serdecznie. 



Lena POV:
Obserwuję mojego narzeczonego, napawając się jego pewnością siebie. Bez zająknięcia wygłasza napisaną przez nas przemowę, rozgląda się po gościach i gestykuluje dłonią. Jestem oczarowana jego postawą, profesjonalnym podejściem do tematu, jak i wyglądem. Prezentuje się jak milion dolarów, a garnitur leży na nim idealnie! Jest niesamowicie przystojnym facetem, a myśl, że jest tylko mój napełnia moje serce ogromnym szczęściem. Nie mam pojęcia, czym sobie na niego zasłużyłam, ale nie śmiem narzekać. Po przejściach z Theo zwątpiłam w mężczyzn, związki, miłość. Unikałam ich jak ognia, nie chciałam się wiązać ze strachu, iż sytuacja ponownie się powtórzy i przeżyję ten koszmar po raz drugi. Teraz mam wrażenie, jakby Justin był moim przeznaczeniem i pojawił się na mojej drodze w odpowiednim momencie. Dał mi to, czego nigdy nie dał mi Theo.
- Witaj, Süsse - właśnie jego cichy głos zmusza mnie od odwrócenia wzroku od mojego ukochanego. Spoglądam na chłopaka, który stoi obok mnie i uśmiecha się uroczo - Znowu się spotykamy.
- Tak, to zadziwiające biorąc pod uwagę fakt, iż prosiłam cię, abyś trzymał się ode mnie z daleka.

- Przecież nie robię nic złego, prawda? Przyszedłem z Amandą, zaprosiła mnie. O co ci chodzi, huh?
- Skoro przyszedłeś z nią, dlaczego rozmawiasz ze mną? Powinieneś dotrzymać jej towarzystwa.
- Chciałem się z tobą przywitać. Nie rozumiem twojego oburzenia, znowu jesteś wkurzona?
- Raczej zmęczona tym, że znowu jesteś obecny w moim życiu. Nie chcę tego, mam już dość, Theo.
- Przykro mi, Lena. Nie mam zamiaru chować się po kątach, bo ty nie masz ochoty mnie widywać.
- Och, tutaj jesteś! - naszą rozmowę przerywa Amy. Na jej widok mam ochotę strzelić sobie w łeb!
- Tak, zobaczyłem Lenę i postanowiłem się z nią przywitać - chwyta jej dłoń i całuje wierzch.
- Witaj, Lena - kiwa do mnie głową, a ja przewracam oczami. Ponownie skupiam uwagę na Justinie, który powoli zbliża się do końca przemowy - Piękna sukienka, wyglądasz w niej cudownie!
- Dziękuję za komplement. Twoja sukienka również jest ładna. Do twarzy ci w czerwonym kolorze.
- Prawda? Theo również mi to powiedział - wsuwa dłoń pod jego ramię i patrzy mu w oczy. Zadziwia mnie to, że przyszli tutaj razem, skoro ledwo się znają. Czyżby chcieli zrobić nam na złość? - Więc! Czy Theo powiedział ci już, że jesteśmy razem? - marszczę brwi i spoglądam na mojego ex chłopaka. Wygląda na skrępowanego sytuacją, w przeciwieństwie do Amy - Nie masz nic przeciwko, prawda?
- Dlaczego miałabym mieć? Ten rozdział jest zamknięty, to już jest za mną. Pasujecie do siebie.
- Naprawdę tak uważasz? - chichocze beztrosko i poprawia długie, brązowe włosy - To bardzo miłe z twojej strony. Bałam się, że będziesz zła, w końcu byliście razem, macie wspólną przeszłość.
- Możesz być spokojna, nie interesuje mnie to. Nic nie łączy mnie z Theo, jestem z Justinem. Życzę wam szczęścia i nie obawiaj się, nie będę wtrącać się do waszego związku. Jak co niektórzy.
- Ach, masz na myśli moją chwilę czułości z twoim chłopakiem? - uśmiecha się chytrze, a ja staram się nie stracić nad sobą panowania. Przebiegła suka! - Trochę nas poniosło, ale było miło.
- Och, nie wątpię w to - prycham z kpiną, a w moim ciele pojawia się dziwna chęć, aby jej dogryźć - Bardzo zachłannie poruszałaś głową. Jaka szkoda, że nie udało ci się doprowadzić go do końca, prawda? Gdybym tylko wiedziała, na pewno przyszłabym ciut później, aby dać wam więcej czasu.
- Jezu, Lena. Naprawdę nie byłaś na niego zła? Jakim cudem wybaczyłaś mu coś takiego?
- Wybaczyłam, ponieważ doskonale wiem, że jesteś zwykłą suką spragnioną kutasa! Chyba nadajesz się jedynie do obciągania, jednak nie licz na to, że ta sytuacja kiedykolwiek się powtórzy.
- Nie znasz mnie, nic o mnie nie wiesz! Nie życzę sobie, abyś mówiła do mnie w ten sposób.
- Mogę mówić tak, jak mi się podoba. Nie zabronisz mi tego, więc oszczędź sobie tę gadkę.
- Jesteś strasznie pyskata, wiesz? Ciekawa jestem, czy wobec Justina również jesteś taka śmiała.
- A dlaczego miałabym nie być? Nie mam zamiaru siedzieć przy nim cicho, jestem przy nim sobą.
- To bardzo ciekawe. Ja również byłam sobą, a kiedy odpyskowałam boleśnie za to obrywałam.
- I to nas właśnie różni. Potrzebował cię jedynie do pieprzenia, wyżycia się. Ze mną dzieli życie.
- Czyżby? Przyjdzie dzień, w którym przekonasz się, jaki naprawdę jest twój chłopak. Zapewniam cię, będzie bardzo bolało i możesz nie znieść tego zbyt dobrze. Jesteś za słaba na jego wymagania.
- A co ty możesz o tym wiedzieć, Amy? Nie znasz mnie, nie wiesz, ile jestem w stanie znieść, więc proszę, nie wypowiadaj się na tematy, o których nie masz bladego pojęcia. A skoro jesteś taka ciekawa, Justin pokazał mi swoją twarz i wiesz co? Lubię te jego perwersyjne zabawy - mrugam okiem, Amy zaciska usta i patrzy na mnie ze złością. Ha! Mam jej powyżej uszu, nie będę więcej pozwalać się obrażać i postanawiam wytoczyć najcięższe działa - Justin nigdy mnie nie skrzywdzi, ponieważ bardzo mnie kocha. Ty byłaś mu obojętna, dobrze się z tobą bawił, ale nie obdarzył cię żadnym uczuciem. Dlatego lał cię ile wlezie, a ty mu na to pozwalałaś. Twój problem, nie mój.
- Pieprz się, mała dziwko - syczy przez zęby i dosłownie płonie - Jeszcze mi za to zapłacisz.
- Za co? Nie znam cię, ty nie znasz mnie i nie mam ochoty więcej widzieć cię na oczy. Zostaw nas w spokoju, raz na zawsze. Jesteś jak wrzut na tyłku, uczepiłaś się i żebrzesz o uwagę Justina.

- Hej, uspokójcie się, dziewczyny - Theo przerywa naszą rozmowę. Prawie zapomniałam, że nadal tutaj jest - To nie jest odpowiednie miejsce na taką sprzeczkę, tak? Po prostu wyluzujcie.
- Masz rację, Theo - uśmiecham się i jestem mu wdzięczna, że przerwał ten kiepski cyrk.
- Co się tutaj dzieje? - dołącza do nas Justin, władczo kładzie dłoń na mojej talii i przyciąga mnie do siebie. Nasza czwórka w jednym pomieszczeniu to wręcz tykająca bomba! - Amanda? Theo?
- Nie martw się, tylko rozmawialiśmy - Theo patrzy na niego niepewnie i obejmuje Amy.
- Właśnie taką mam nadzieję. Nie chcę żadnych skandali, zrozumiano? To dla mnie ważny dzień.
- Nie obawiaj się, skarbie. Będę grzeczna jak aniołek - Amy posyła mu seksowne spojrzenie i zmysłowo oblizuje usta. Mam ochotę wybuchnąć śmiechem na to żałosne przedstawienie.
- Cieszę się. A teraz wybaczcie, porywam Lenę - kiwa głową, prowadzi nas do naszego stolika i odsuwa dla mnie krzesło - O czym rozmawialiście? - pyta ostro, nalewa wina do mojego kieliszka, a ja myślę nad tym, cóż powinnam mu powiedzieć - Czekam na twoją odpowiedź, Lena.
- O niczym ważnym, nie masz się czym przejmować. Amanda i Theo są razem, wiesz o tym?
- Poważnie? - unosi głowę i patrzy na mnie zaskoczony - Niewiarygodne. Przecież ona nie bawi się w związki, co sama powiedziała. Na dodatek z twoim byłym? Co ta dziewczyna ma w głowie?
- Nie wiem, ale jestem prawie pewna, że robi to specjalnie. Chce wzbudzić w tobie zazdrość.
- To brzmi całkiem sensownie. Jaka szkoda, że mam to kompletnie w dupie. Niech robi, co chce.
- Co nie zmienia faktu, że Theo nie ma zamiaru zniknąć z mojego życia - wzdycham ciężko, schylam głowę i wpatruję się w pierścionek zaręczynowy. Nie podoba mi się, że wrócił. Było mi lżej na sercu, kiedy miałam pewność, że jest zamknięty, a kraty oddzielają nas od siebie. Byłam bezpieczna.
- Boisz się go? - unosi palcem moją głowę, marszczy czoło i wpatruje się we mnie uważnie, jakby w wyrazie mojej twarzy szukał odpowiedzi na własne pytanie. Wzruszam ramionami, bo już sama nie wiem, co czuję - Nie masz do tego powodu, Olivier cię ochrania, tak? - mam ochotę prychnąć z rozbawienia. Więc jakim cudem Theo tak łatwo zgarnął mnie sprzed jego nosa i zaciągnął do galerii? Ba! Nawet zdążył mnie wtedy pocałować, a Olivier dotarł do mnie dopiero po kilku minutach - Powiedz słowo, a zwiększę ochronę. Twoje bezpieczeństwo jest dla mnie na pierwszym miejscu.
- Wiem, ale nie trzeba - przykładam dłoń do jego policzka i patrzę w piękne, czekoladowe oczy.



Cross POV: 
Wracamy do domu o trzeciej nad ranem. Impreza udała się fantastycznie, prezentacja nowego programu zachwyciła gości, potencjalnych klientów, którzy zapowiedzieli, że koniecznie muszą mieć ten program we własnych firmach. Nie ukrywam, byłem zachwycony faktem, że moje obawy były bezpodstawne, a ludzie przyjęli nowość z tak ogromnym zainteresowaniem. Moje kolejne dzieło pójdzie w świat, zarobi dla mnie mnóstwo pieniędzy i będzie ułatwiać ludziom projektowanie stron internetowych. Jak tu się nie cieszyć, skoro wszystko idealnie się układa?
- Chyba dobrze się dzisiaj bawiłaś, prawda? - przepuszczam Lenę w drzwiach, przekręcam zamki i pozbywam się marynarki wraz z krawatem. Lena przytakuje głową, posyła mi uroczy, słodki uśmiech i zsuwa ze stóp koszmarnie wysokie szpilki. Przez cały wieczór nie mogłem oderwać od niej wzroku, musiałem się kontrolować, aby się na nią nie rzucić, a ona wcale mi w tym nie pomagała, wręcz przeciwnie, posyłała mi seksowne spojrzenia, oblizywała usta, zachęcała mnie. Byłem nabuzowany jak diabli i chociaż jest naprawdę późno, muszę rozładować to napięcie, które towarzyszyło mi przez cały, długi dzień - Kotku - przytulam się do niej od tyłu, owijam dłonie wokół jej brzucha i dociskam do swojego torsu - Co powiesz na to, abym się wreszcie tobą zaopiekował, hmm? Byłaś dzisiaj bardzo niegrzeczna, wiesz? Kusiłaś mnie i ledwo mogłem wytrzymać! Robiłaś to specjalnie.
- Ja? Ależ skąd! - chichocze rozbawiona i wpycha pupę w moje krocze - Nic nie zrobiłam, naprawdę.
- Mam zupełnie inne zdanie na ten temat. Doskonale widziałaś, co ze mną robisz i nie przestałaś.
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz, kochanie. Wydaje mi się, że zachowywałam się normalnie.
- Więc źle ci się wydaje - całuję ją w ramię, zsuwam ramiączko sukienki i to samo robię z drugim. Odsuwam ją w dół, chwytam piersi i bezlitośnie szczypię sutki. Jęk natychmiast opuszcza jej usta, opiera głowę o moje ramię i oddaje się przyjemności, którą właśnie jej sprawiam - Mam ochotę na coś bardzo przyjemnego - jednym ruchem pozbywam się jej sukienki, odwracam ją w swoją stronę i zachłannie całuję, prawie odbierając jej oddech. Wszystko przyśpiesza, jestem nabuzowany jak jasna cholera i nie mam zamiaru więcej czekać. Opieram jej ciało o ścianę, wsuwam dłoń w jej bieliznę i pieszczę, aż wyduszam z niej krzyk. Wije się, ściska palce na moich ramionach, a jej oddech szaleje. Obserwuję jej twarz, którą przepełnia podniecenie, pożądanie, przyjemność, a mój kutas błaga, abym wreszcie zanurzył się w jej ciasnym, mokrym wnętrzu - Chodź - zaprzestaję pieszczot, ciągnę ją za rękę i wchodzę do salonu. Opieram ją o tył kanapy, pozbywam się spodni, bokserek, jej majtek i wbijam się w nią jednym, mocnym ruchem. Ponownie krzyczy, ale ja nie potrafię się już zatrzymać. Biorę jej dłonie, przytrzymuję na plecach i posuwam ją jak szalony. Wiem, jak bardzo jej się to podoba, bo jej jęki mówią mi wszystko - Doprowadzasz mnie do szaleństwa, Lena. Jesteś moja, zapamiętaj to sobie na zawsze - syczę przez zęby, uderzam raz za razem, a jej ciało zaczyna drżeć.

Odsypiamy przyjęcie aż do południa. Po zjedzeniu późnego śniadania zabieram Lenę do parafii, niedaleko naszego domu. Chciałem zrobić jej niespodziankę i widocznie mi się to udało, bo kiedy zorientowała się, co planuję, próbowała uciec! Ma pecha, że jestem takim upartym skurczybykiem i kiedy coś postanowię, to nie ma przebacz. Tak było i tym razem, i nie zamierzałem ustąpić. Lena była dla mnie wszystkim, liczyła się tylko ona, żyłem dla niej! Upieram się, jednak podświadomie wiedziałem, że robię to z pieprzonego strachu. Jestem twardym gościem, niczego się nie boję, ale Lena ma nade mną ogromną władzę. Może ona sama tego nie wie, ale jestem od niej uzależniony. Znikąd pojawił się Theo, a nasze poukładane życie nieco się zachwiało. Boję się, że coś się stanie i Lena postanowi do niego wrócić. Może to głupie myślenie, które pcha mnie do tego, co właśnie robię. Nie dam jej sobie odebrać, będę walczył i chcę mieć pewność, że będzie złączona ze mną przysięgą, którą złoży przed Bogiem. Tylko wtedy będę w stanie nieco odetchnąć, chociaż wciąż będę miał na nią oko. Gdzieś z tyłu mojej głowy cichutki głosik szeptał, że ją ograniczam, wywieram presję, niestety nic nie mogłem na to poradzić. Taki jestem, kocham władzę nie tylko w łóżku, a Lena musi mi to wybaczyć. Robię to wszystko z miłości, od której solidnie mi odpierdoliło.

Opuszczamy parafię, idziemy do samochodu, a między nami panuje cisza. Lena chętnie rozmawiała z proboszczem, zachowywała się swobodnie, a pod stołem bezlitośnie wbijała palce w moje udo.
- Jesteś szczęśliwy? - przerywa ciszę, opiera plecy o drzwi auta i unosi brew - Dopiąłeś swego.
- Jestem bardzo szczęśliwy, kochanie. Proszę, nie złość się na mnie. Nie chcesz za mnie wyjść?
- Oczywiście, że chcę. Po prostu wszystko dzieje się za szybko, Justin. To tylko miesiąc!

- Wiem, zdaję sobie z tego sprawę. Nie bój się, Lena. Jestem przy tobie, damy sobie radę.
- Jesteś nieznośny jak dziecko, przysięgam - burczy pod nosem i dąsa się uroczo. Złość minęła.
- Wiem, ale cholernie mocno cię kocham, aniołku - porywam ją w swoje ramiona, okręcam dookoła, i jeszcze nie dowierzam, że to dzieje się naprawdę! Za miesiąc zostanie moją żoną! Cholera! - Jesteś najcudowniejszą, najpiękniejszą i najbardziej wyjątkową kobietą, jaką w życiu poznałem - patrzy na mnie z rozczuleniem, ujmuje moją głowę w dłonie i czule całuje w usta - Zrobię dla ciebie wszystko.  Powiedz słowo, a dam ci to, czego tylko zapragniesz. Jacht, samolot, nowy dom, samochód.
- Jezu, Justin! Zwariowałeś? - przewraca oczami i prycha rozbawiona - Niczego nie chcę, pragnę jedynie ciebie. Przecież doskonale wiesz, że jesteś dla mnie najważniejszy. Liczysz się tylko ty.
- Masz mnie, kochanie. Na zawsze - opieram czoło o jej, zamykam oczy i oddycham głęboko - Wybacz mi, że jestem taki uparty i nalegam na ten ślub. Po prostu boję się, że ktoś mi ciebie zabierze, a ja jestem od ciebie potwornie uzależniony. Kiedy odejdziesz, moje serce rozpadnie się na kawałki.
- Hej, ja nigdzie się nie wybieram, jasne? - wsuwa palce w moje włosy, pociąga mocniej i odchyla moją głowę, aby spojrzeć mi w oczy. Cholera, jest zła - Kiedy wreszcie do ciebie dotrze, jak bardzo cię kocham, hmm? Jestem od ciebie uzależniona równie mocno, jak ty jesteś uzależniony ode mnie. Inaczej w życiu nie zgodziłabym się na ślub, Justin. Zrobiłam to z miłości, którą cię darzę.
- Wiem, że mnie kochasz, aniołku, czuję to. Mimo wszystko czuję się fatalnie z myślą, że wywieram na ciebie presję, ale boję się, po prostu się boję, a ten strach mnie paraliżuje! Jestem beznadziejny!
- Absolutnie nie jesteś, jasne? Proszę, nie myśl o tym, dobrze? Zgodziłam się na ślub, a gdybym tego nie chciała, nie dałabym się tutaj zaciągnąć, aby ustalić konkretną datę. Ślub się odbędzie i jest to moja decyzja. Kocham cię, pragnę być twoją żoną. Po prostu to wszystko dzieje się tak szybko i przez to mam obawy, czy się nie śpieszymy, ale to nie zmienia moich uczuć do ciebie. Rozumiesz?
- Rozumiem, aniołku. Jestem w tobie bezwarunkowo i nieodwracalnie zakochany - szepczę wprost w jej kuszące usta, Lena gwałtownie wciąga powietrze i patrzy na mnie zaskoczona - Przysięgam, że będziesz najszczęśliwszą żoną na kuli ziemskiej. Nigdy ci niczego nie zabraknie, zaopiekuję się tobą.
- Och, Justin. Jesteś wyjątkowy, wiesz? - uśmiecha się, wtula głowę w zagłębienie mojej szyi i chowa się przede mną - Dziękuję za to, że jesteś. Za to, że o mnie dbasz. Kocham cię, mój przyszły mężu.
- Jak to pięknie brzmi. Mów mi to codziennie, dobrze? Uwielbiam słyszeć te słowa z twoich ust, moja przyszła żono - dociskam ją do siebie mocno i zamykam oczy. Nigdy nie byłem szczęśliwszy, niż w tej chwili. Spotkałem kobietę, która jest dla mnie najważniejsza i przewróciła moje życie do góry nogami. I chociaż nie zawsze będzie między nami kolorowo, dam z siebie wszystko, aby była przy mnie szczęśliwa, uśmiechnięta i bezpieczna.

Wieczorem Lena upiera się, aby jednak wyjść do klubu z Karen. Zgadzam się, bo jakież mam inne wyjście? Nie mam prawa jej tego zabronić, chociaż gdybym tylko odrobinę się postarał, mógłbym zatrzymać ją w domu. Na szczęście zgadza się pójść do Red Devil, do klubu, który należy do mnie. Przynajmniej będę miał pewność, że jest bezpieczna i pod obserwacją. Nie spodobałoby jej się to, co planuję, ale chrzanić to. Wcale nie musi o tym wiedzieć, a ja będę spokojny.
- Naprawdę masz zamiar pójść tak ubrana, aniołku? - opieram się o futrynę i wlepiam w nią wzrok.
- Mhm, a co? Coś nie tak z moim strojem? - unosi brew, okręca się dookoła, a jej krótka, czarna spódniczka wiruje wokół jej zgranych nóg. Jest zbyt krótka i zbyt seksowna! - Wyglądam grubo?
- Oszalałaś? Wyglądasz zdecydowanie zbyt podniecająco jak na samotny wypad do klubu.
- Przecież nie będę sama, Justin. Idę z Karen, zapomniałeś? - mruga okiem i przeczesuje włosy.
- Nie uspokaja mnie to, doskonale o tym wiesz. Będziecie tam same, a obie jesteście zbyt gorące.
- Nie masz powodu do obaw - podchodzi do mnie, zarzuca dłonie na moją szyję i uśmiecha się szeroko. Kiedy składa na moich ustach pocałunek, wyczuwam gorzki smak whisky. Zdążyła wypić dwa drinki, a jej humor diametralnie się zmienił - Nie tęsknij zbyt mocno, dobrze? Wrócę niedługo.
- To będzie trudne. Może jednak zostaniesz? - szepczę seksownie i pieszczę językiem jej szyję.
- N-nie - jąka się, przechyla głowę, czym daje mi lepszy dostęp. Gdybym chciał, już byłaby moja.
- W porządku - odsuwam się od niej, patrzy na mnie lekko zaskoczona i próbuje uspokoić szalejący oddech. Jej policzki pokrywają rumieńce, oblizuje spierzchnięte usta, a mój kutas reaguje na ten widok. Mam ochotę podsunąć tę krótką spódniczkę w górę, oprzeć ją o ścianę i wbić się w jej ciasne wnętrze. Opcja z przywiązaną, unieruchomioną Leną pobudza mnie jeszcze bardziej - Jeśli zaraz nie wyjdziesz, gwarantuję ci, że zostaniesz dzisiaj w domu - mrugam okiem, Lena kręci głową i wreszcie wyrywa się z transu - Masz na siebie uważać, zrozumiano? - chwytam jej szczękę, wbijam palce w policzki, a jej usta tworzą uroczy dzióbek - Nie odłączam się od Karen, nie pij drinków od żadnego faceta i masz zakaz całkowitego podrywu, jasne? Jesteś zaręczona, pamiętaj o tym, kwiatuszku.
- Pamiętam, zazdrośniku. Przecież idę tylko na drinka, tak? Nie martw się, bo niedługo osiwiejesz!
- Tak, to jest całkiem możliwe - wzdycham ciężko, ale to nie moja wina, że mam na punkcie jej bezpieczeństwa pieprzonego pierdolca. Szczególnie, kiedy jej ex wylazł na wolność - Uciekaj.
- Do zobaczenia później - całuje mnie namiętnie, a po dwóch drinkach nabiera dziwnej odwagi.

Dziewczyny do klubu odwozi Taylor, mój kierowca. Kiedy Lena wychodzi, przebieram się raz dwa, biorę dokumenty od samochodu i po dwudziestu minutach docieram na miejsce. Czmycham tylnym wejściem, otwieram kluczem swoje biuro i zamykam się w środku. Moją głowę natychmiast zalewają przyjemne wspomnienia związane z tym miejscem. To właśnie tutaj pieprzyłem ją, zaraz po tym, jak dwukrotnie zrobiłem to samo we własnym domu. Uśmiecham się na tę myśl, podchodzę do szklanej szyby i obserwuję tłum. To miłe uczucie widzieć, jak w dole bawią się młodzi ludzie, ale nie mają bladego pojęcia o tym, że ich obserwuję. Mój klub to prestiżowe, drogie miejsce, dlatego dbam o bezpieczeństwo gości. Mają się tutaj świetnie czuć, bawić, zostawić mnóstwo forsy i wrócić.
Rozglądam się w poszukiwaniu mojej narzeczonej. Wcześniej zadzwoniłem do Taylora, aby barman przygotował dla nich najlepszą lożę VIP, dlatego szybko odnajduję ją spojrzeniem. Rozmawia z Karen, gestykuluje rękami, a na jej twarzy widnieje szeroki, promienny uśmiech. Jest przepiękna, taka radosna i szczęśliwa, a ja dopilnuję, aby tak pozostało. Cieszę się, że może spędzić trochę czasu z przyjaciółką, a na pewno ostatnio jej tego brakowało. Pochłonąłem cały jej czas, zażądałem, aby u mnie zamieszkała i jej życie bardzo się zmieniło. Niech się zabawi, zasłużyła na to. 


Nie tracę czasu, w międzyczasie piszę e-maila odnośnie organizacji naszego ślubu oraz wesela. Nie ma lepszej osoby niż Rita Donovan, kobieta, która jest na szczycie jeśli chodzi o tego typu imprezy. Wszystko musi wyglądać oszałamiająco, aby Lenie odebrało dech. Robię to wszystko właśnie dla niej, ponieważ zasługuje na ślub jak a bajki. Spełnię każdą jej zachciankę.

Dochodzi czwarta rano, a dziewczyny wciąż się bawią i piją. Stoję przy szybie, zakładam ręce na piersiach i zrezygnowany kiwam głową. Lena jest wstawiona, a jej stan zaczyna mnie poważnie niepokoić. Dlaczego do cholery wlała w siebie aż tyle alkoholu? Po prostu chce pić, czy może martwi ją coś i chwilowo chce o tym zapomnieć? Mam nadzieję, że jest to ta pierwsza opcja, jednak nie czas się nad tym rozwodzić. Kiedy praktycznie spada ze schodów, zrywam się z miejsca i wybiegam z biura. Raz dwa pokonuję dzielącą nad odległość, wchodzę do schodach i chwytam jej ramię. Śmieje się głośno, a na mój widok marszczy brwi. Miałem pozostać w ukryciu, a plan właśnie się walnął.
- Justin? Co ty tutaj robisz? - patrzy na mnie zaskoczona i próbuje się uwolnić, zataczając się.
- Co ty wyprawiasz, huh?! Dlaczego wypiłaś aż tyle? - wydzieram się i ledwo nad sobą panuję.
- Bo chciałam? To moja sprawa, okej? Jestem dorosła! Po co tutaj jesteś? Śledziłeś mnie, tak?
- To nie jest teraz ważne, wracamy do domu - burczę pod nosem i pomagam zejść jej ze schodów.
- Hej, ale ja nie chcę jeszcze wracać do domu. Chcę się bawić, pić, tańczyć, szaleć! Prawda, Karen?
- Och, poważnie? Ledwo trzymasz się na nogach, dziewczyno! - ciągnę ją za sobą, jednak nie byłaby sobą, gdyby nie stawiała oporu - Przestań, skarbie! Wychodzimy, czy tego chcesz, czy nie.
- Jest jeszcze wcześnie, a muzyka w tym klubie to sztos! Tak samo jak pyszne drinki, chcę pić!
- Nie wypijesz już ani kropelki. Karen - zwracam się do blondynki, która idzie obok nas i wygląda zdecydowanie lepiej, niż moja narzeczona - Mój kierowca na ciebie czeka. Leć, odwiezie cię.
- Dzięki, Justin. Pa, mała! To był naprawdę zajebisty wieczór - mruga okiem i całuję ją w policzek.
- H-hej, dlaczego poszła? - tupie nogą, patrzy na mnie spod byka i wygląda jak mała, naburmuszona dziewczynka, która nie dostała lizaka. Prycham rozbawiony, jednym ruchem przerzucam ją przez ramię i opuszczam klub - Puszczaj mnie! - wydziera się, a jej głos roznosi się echem.
- Cicho! - zaciskam usta, idę w stronę samochodu, a podmuch wiatru unosi jej krótką spódniczkę - Przesadziłaś, skarbie. Zdajesz sobie z tego sprawę? - klikam guzik na pilocie, drzwi samochodu otwierają się, a moja dłoń spotyka się z jej pośladkiem. Piszczy zaskoczona, powtarzam ten ruch trzy razy i muszę przyznać, że uwielbiam to uczucie - Miałaś być grzeczną dziewczynką, prawda?
- Och, wal się! Nie rób tego, to boli dupku! - próbuje się podnieść, ale słabo jej to wychodzi.
- Ma boleć - otwieram drzwi, wsiadam na tylne siedzenie i układam Lenę tak, że jej słodki tyłek jest na moich kolanach - Mówisz, że jestem dupkiem, huh? Ja? - śmieję się, a moja dłoń ponownie ląduje na jej pośladku. Pisk roznosi się po samochodzie, ale to dopiero początek - To będzie twoja kara. Zaufałem ci, a ty wlewałaś w siebie alkohol jak w studnię! - mówię surowo, ponownie uderzam w pupę, a ona walczy ze mną, chociaż jej siły są marne - Mogła stać ci się krzywda, kotku. Byłaś łatwym celem - wracam do przerwanej czynności, po kilku razach skóra zaczyna się czerwienić, a jej oddech szaleje - Wiesz, że źle zrobiłaś? - przenosi ręce do tyłu, aby odepchnąć moje. Unieruchamiam je i wykonuję karę. Ciosy nie są zbyt mocne, to zaledwie minimum moich możliwości - Odpowiedz.
- T-tak wiem - sapie ciężko i przekręca głowę - Proszę, wystarczy. Boli mnie tyłek, Justin.
- Możemy wrócić do domu - podnoszę ją, sadzam na kolanach i odgarniam jej włosy. Jest zgrzana, czerwona, tak cholernie seksowna i ku mojemu zaskoczeniu, gwałtownie wpija się w moje usta. Wsuwa palce w moje włosy, zaciska pięści i zaczyna poruszać biodrami. Niech to szlag! - Co robisz?
- Chcę się z tobą pieprzyć. Tutaj, teraz - jej głos przepełnia podniecenie, odchyla się, zrywa z siebie bluzkę i oblizuje usta, nie spuszczając ze mnie wzroku. Gapię się na nią jak zahipnotyzowany i chociaż wiem, że jest pijana, wcale mi to nie przeszkadza. W końcu jest moją narzeczoną, nie przypadkową laską zabraną z klubu - Podnieciło mnie to, co ze mną zrobiłeś - och, czy to nie była przypadkiem kara? Nie miała jej podniecić, miała ją nauczyć, aby nie wyprawiała głupstw! - Teraz będziesz musiał zaspokoić moje podniecenie - unosi pupę, rozsuwa zamek w moich jeansach, zsuwa je razem z bokserkami, a mój kutas wyskakuje na wolność, jakby żył swoim własnym życiem - Uwielbiam go - jasna cholera! Przełykam ślinę, a jej słowa doprowadzają mnie na skraj. Nigdy nie była tak odważna, więc mam zamiar wydusić z jej jeszcze więcej. Kiedy opada na mnie, z naszych ust jednocześnie wydostają się jęki przyjemności. Zmysłowo porusza biodrami, nabija się na mnie i patrzy wprost w moje oczy, tak bezwstydnie, jakby chciała mnie pożreć samym spojrzeniem. Kto by pomyślał, że moja mała, słodka Lena po alkoholu zmienia się w diablicę.


W tamtym momencie moje szczęście sięgało zenitu, niestety wtedy jeszcze nie wiedziałem, że najgorsze było dopiero przed nami.





24.05.2016

Rozdział 37

Cross POV:
Taylor mknie przez miasto, dziesięć minut później parkuje pod budynkiem i wypadam z samochodu jak z procy. Szybko wjeżdżam na górę, pokonuję korytarz i pukam do drzwi. Niecierpliwię się, kiedy nikt nie otwiera i korci mnie, aby użyć dorobionych kluczy. Nie robię tego, bo Karen by mnie zabiła.
- Masz tempo, przyjacielu - w progu stoi Paul i kręci głową rozbawiony - Wchodź, co tym razem?
- Sam chciałbym to wiedzieć. Byłem w pracy, wracam, a Leny nie ma. Nie wiem, co się dzieje.
- Och, pojawił się królewicz - do salonu wchodzi Karen, która morduje mnie spojrzeniem - Naprawdę liczyłam, że po ostatnim wybryku zmądrzałeś, ale ty nadal zachowujesz się jak gówniarz. Brawo!
- Możesz przestać ze mnie kpić? Lepiej powiedz, co się wydarzyło, bo nie mam o tym pojęcia!
- Nie, ja nic ci nie powiem, bo to sprawa między tobą, a Leną. Radź sobie sam, cwaniaczku.
- Wspaniale! - prycham wkurzony, zostawiam ich w salonie i idę do pokoju Leny. Po cichu otwieram drzwi, wchodzę do środka i kucam przy łóżku. Lena jak zawsze opatulona jest po samą szyję, śpi spokojnie, a na jej policzkach dostrzegam zaschnięte łzy. Musiała naprawdę sporo płakać, a ta myśl nie jest przyjemna. Przecieram twarz rękami, rozbieram się i wchodzę do łazienki. Obywam twarz wodą, myję zęby szczoteczką, którą kupiła dla mnie Lena i wracam. Ostrożnie wślizguję się tuż za nią, przytulam do jej ciała i całuję w ramię - Kocham cię, aniołku - szepczę cicho i zamykam oczy.

Budzą mnie niemiłosiernie hałasy dochodzące z zewnątrz. Uchylam powieki, mrugam kilka razy i ziewam. Niestety Leny nie ma obok mnie, już mam podnosić tyłek z łóżka, kiedy drzwi się uchylają, a moja narzeczona wchodzi do środka. Niesie tacę ze śniadaniem i wygląda dzisiaj o wiele lepiej.
- Och, obudziłeś się - posyła mi lekki uśmiech i stawia tacę na moich kolanach - Zrobiłam śniadanie.
- Poczeka - odkładam tacę na stolik, przyciągam ją do siebie i układam przy sobie - Co się stało?
- Nic, jest okej - opiera głowę na moim torsie, ryjąc paznokciami różne wzroki - Było mi po prostu smutno. Nie pojawiłeś się w domu, a ja nie chciałam być tam sama. Dlatego przyjechałam tutaj.
- Przepraszam, Lena. Zachowałem się jak idiota - unosi głowę, podpiera ją na dłoni i wpatruje się we mnie lekko zaskoczona - Nie chciałem się wczoraj tak zachować, powinien był wrócić po pracy do domu, ale Ryan i Chaz wyciągnęli mnie na piwo. Nie wiem, kiedy czas minął i wybiła północ.
- Nic się nie stało, nie mam ci tego za złe, wiesz? Masz prawo spotykać się z przyjaciółmi.
- Wiem, ale mogłem cię uprzedzić lub zabrać ze sobą. Płakałaś, kochanie? Przeze mnie, prawda?
- Bałam się, że się na mnie pogniewałeś - oddycha głęboko i zaciska usta. Nie ukrywam, jestem zdziwiony jej słowami. Ja miałbym się na nią pogniewać? Chyba ona na mnie! - Gniewasz się?
- Ja na ciebie? Za co, maleńka? Nie mam żadnego powodu, o co chodzi? Wyjaśnij mi, proszę.
- Chodzi o ten pocałunek Theo. Ja naprawdę tego nie chciałam, zaskoczył mnie! Bałam się go.
- Wiem - wsuwam palce w jej włosy, przyciągam do siebie i całuję w głowę - Dlatego właśnie jestem tak bardzo przeczulony na jego punkcie, wiesz? Przekracza granice, posuwa się coraz dalej i nie ma zamiaru odpuścić. On naprawdę może wpaść na jakiś głupi pomysł, skarbie. Nie pozwolę na to.
- Wierzę - uśmiecha się i cmoka mnie w usta - Olivier już nie spuści mnie z oka nawet na chwilę.
- To na pewno - prycham pod nosem, a Lena przewraca oczami - Przepraszam za mój wybuch, Lena. Tak bardzo cię przepraszam. Ponosiło mnie, zapomniałem się, straciłem nad sobą kontrolę. Ten sms wyprowadził mnie z równowagi, a myśl, że cię pocałował dobiła. Wiedz, że nigdy nie mógłbym pójść w ślady tego złamasa, nie skrzywdzę cię. Nawet wtedy, kiedy jestem zły. Wierzysz mi?
- Wierzę. Przecież jesteś moim narzeczonym, prawda? Ufam ci jak nikomu innemu, Justin.
- Nie masz pojęcia, jak bardzo się cieszę. Przez chwilę bałem się, że przez to odejdziesz, zostawisz mnie. Kiedy wczoraj wróciłem do pustego domu, byłem przerażony! Myślałem, że to koniec!
- Nie odejdę - przysuwa się, patrzy mi w oczy i czule przesuwa opuszką palca po policzku - Wiesz, co do ciebie czuję, kocham cię. Fakt, przestraszyłeś mnie wczoraj, bałam się ciebie, ale potrafiłeś się opanować. Mam tylko nadzieję, że nigdy więcej nie pokażesz mi tej strony siebie. Obiecujesz?
- Obiecuję, kotku. To nigdy więcej nie będzie miało miejsca. Wiedz, że czułem się z tym potwornie, nie spałem całą noc, a w pracy nie kontaktowałem. Miałem do siebie ogromny żal, nadal mam.
- Więc przestań, proszę. Nic wielkiego się nie stało, nie zrobiłeś mi krzywdy. Zapomnijmy o tym.
- Marzę o tym, uwierz mi. Wciąż przed oczami miałem twoją przestraszoną, zapłakaną twarz. Bałaś się mnie, dlatego chciałem wyjść. Powinnaś była mi na to pozwolić, nie zatrzymywać.
- Nie chciałam być sama. Nie uciekaj ode mnie, kiedy wydarzy się co złego. Potrzebuję cię wtedy sto razy bardziej, aby mieć pewność, że między nami wszystko w porządku. Wczoraj nie wróciłeś do domu, a ja miałam czarne myśli, że to wydarzenie zostawiło jakiś ślad na naszym związku.
- Nie obawiaj się, nic nie zostawiło. Jest tak, jak było, kochanie. Jestem przy tobie i będę zawsze.
- Tylko tego pragnę. Pamiętaj, że już nie jestem tą zagubioną dziewczynką. Jestem silniejsza.
- To prawda, jesteś bardzo silna - uśmiecham się i skradam jej czułego buziaka - Podziwiam cię, ponieważ tak wiele przeszłaś, a jesteś dzielna i walczysz do samego końca. Moja mała wojowniczka.
- Staram się, szczególnie, że teraz mam dla kogo walczyć. Bardzo za tobą tęskniłam, wiesz?
- Och, skarbie! Ja za tobą też! - przekręcam się na bok, chowam ją w swoich ramionach i tulę mocno. Dopiero w ty m momencie mam dziwne wrażenie, jakby wszystko wracało na swoje miejsce. Mam ją w swoich ramionach i tylko to się liczy - Bardzo cię kocham, maleńka. Jesteś dla wszystkim.

Po śniadaniu, które jemy wspólnie z Karen i Paulem zabieram Lenę na zakupy. Była zaskoczona, kiedy wspomniałem jej o dzisiejszym przyjęciu z okazji premiery nowego programu, na szczęście chętnie zgodziła się na nie pójść. Chciałem, aby tam była ponieważ brała udział w tworzeniu go, więc to nasz wspólny sukces. Liczę na to, że wiele razy stworzymy coś razem. Podoba mi się ta myśl.
- Wiesz, że nie potrzebuję nowej sukienki? - wysiada z samochodu, poprawia torebkę na ramieniu i chwyta moją dłoń - Mam ich całkiem sporo w szafie, na pewno znajdę coś na dzisiejszy wieczór.
- Możliwe, ale dzisiejsza impreza jest bardzo wyjątkowa i pragnę, abyś czuła się tak samo, kochanie - wciągam ją do ulubionego butiku mojej matki, który prowadzi jej przyjaciółka i po chwili Monica prezentuje Lenie całą kolekcję sukienek wieczorowych - Dziękuję, Monico. Lena coś wybierze.
- Zaraz wracam - soczyście całuje mój policzek, chowa się w przymierzalni, a ja zajmuję wygodną kanapę naprzeciwko. Sprawdzam pocztę w telefonie i piszę do Ryan'a, że niebawem zajrzę do firmy - Jeszcze momencik, prawie jestem gotowa! - uśmiecham się na jej słodki głos dobiegający zza kotary, chowam telefon do kieszeni kurtki, a po chwili Lena ukazuje się w białej, krótkiej sukience. Moje szczęka opada na czarne, wypolerowane kafelki, przełykam ślinę i wręcz nie mogę się na nią napatrzeć! - I jak? - uśmiecha się niewinnie, zagryza wargę i odwraca, eksponując odkryte plecy.
- Jasna cholera - chrząkam i wpatruję się w nią jak ciele w malowane wrota. Wygląda obłędnie, a sukienka przylega do jej ciała jakby była drugą skórą - Wyglądasz obłędnie, aniołku. Bierzemy!
- Hmm, myślisz? - przegląda się w lustrze i specjalnie wypina pupę w moją stronę - Może być?
- Oczywiście! Przebieraj się - mrużę oczy, Lena sunie dłońmi po swoim idealnym ciele i zerka na mnie przed ramię. Wiem, co robi i wiem, że ona ma świadomość, jak bardzo to na mnie działa - Jeśli nie zrobisz tego teraz, zaciągnę cię do przymierzalni i przelecę - podnoszę się, podchodzę do niej i przytulam od tyłu, chwytając w dłonie jej cycki - Chcesz tego? Tutaj, w butiku przyjaciółki mojej matki? - kręci głową, a mimo to i tak wpycha piersi w moje dłonie - Więc uciekaj, inaczej nie będę w stanie się powstrzymać - odsuwam się od niej, uderzam w pupę, a Lena karci mnie spojrzeniem. Kiedy znika za zasłoną, przykładam dłoń do kutasa i krzywię się, bo zdążył obudzić się do życia.

Pół godziny później jesteśmy w firmie. Mimo wolnego dnia, chcę pogadać z przyjacielem.
- Cześć wam! - Ryan ściska moją dłoń i całuje Lenę w policzek - Znowu wolne? Obijasz się!
- Och, serio? Przez ostatnie kilka lat pracowałem bez przerwy, chyba należy mi się odpoczynek, huh?
- No jasne, przecież żartowałem - Ryan przewraca oczami i uderza mnie w ramię - Gotowi na dzisiaj?
- Oczywiście! Właśnie wracamy z małych zakupów. A ty? Mam nadzieję, że będziesz z Chloe?
- Się wie! Już nie może się doczekać. Zaprosiłem mnóstwo osób, będzie dobre dwieście gości.
- O cholera, ale zaszalałeś, przyjacielu! Najważniejsze, aby byli wszyscy ludzie z branży, Ryan.
- No i będą. To nasz nowy program, coś, na co długo pracowaliśmy. Ludzie z branży do podstawa, ale i rodzina również. Będą twoi rodzice, a nawet Paul i Amanda! Chętnie przyjęli zaproszenie.
- Amanda?! - podnoszę głos i niepewnie spoglądam na Lenę, która z nerwów zaciska szczękę.
- A cóż cię tak dziwi? Przecież przyjaźnicie się, tak? Wiele razy towarzyszyła ci na przyjęciach.
- Owszem, ale to było bardzo dawno temu. Teraz nasze stosunki są fatalne, wręcz tragiczne!
Niech to szlag, nie wiedziałem! Wybacz, gdybyś tylko mi powiedział, nie zaprosiłbym jej.
- Spokojnie, wiem o tym. Mówi się trudno, nie mam zamiaru ukrywać się przed nią. Przeżyję. 
- Cieszę się. Proszę, nie spóźnij się, okej? Mam nadzieję, że przygotowałeś sobie jakąś przemowę?
- Przemowę?! Zwariowałeś? Za cholerę nie pomyślałem o jakiejś tam przemowie. Co teraz?
- Nie wiem? - odpowiada pytająco i wzrusza ramionami - Ty jesteś tutaj szefem, tak? Wymyśl coś.
- Och, świetnie - burczę pod nosem i przeczesuję włosy - Okej, coś napiszę, a teraz spadamy. Nara! - kiwam głową, biorę Lenę za rękę i opuszczamy gabinet mojego przyjaciela - Przemowa, huh?

- Nie martw się, wspólnymi siłami coś napiszemy - obejmuje mnie w pasie i uśmiecha się uroczo.
- Właśnie to chciałem usłyszeć, aniołku - przyciągam ją do siebie i całuję jej pulchne, kuszące usta.


Po obiedzie przenosimy się do salonu. Słucham wiadomości, a po chwili Lena zaczyna się wiercić, wciąż zmienia pozycję i nerwowo bawi się palcami. Wyczuwam, że coś jest nie tak.
- Kochanie - zaczyna nieśmiało, przekręcam głowę i unoszę brew. Wiedziałem, że coś ją gryzie - Chciałabym wyjść jutro z Karen do klubu - och! Czy ona pyta mnie o zgodę? - Co ty na to?
- Szczerze? Biorąc po uwagę twojego ex chłopaka, myślę, że klub to fatalny pomysł, kotku.
- Mam go w nosie, Justin. Przecież nie zaszyję się w domu, bo Theo jest na wolności. Zapomnij.
- Nie oczekuję, że to zrobisz. Jednak to dziwne, że on pojawia się tam, gdzie ty jesteś. Nie uważasz?
- Nie chcę się o niego teraz kłócić, wiesz? Chciałam spotkać się z przyjaciółką, potańczyć, wypić coś.
- I mam spuścić cię z oka na całą noc? Na dodatek w klubie, gdzie będą pijani, napaleni faceci?
- Jestem dorosła - kręci głową i patrzy na mnie pewna siebie - Rozumiem, że się o mnie martwisz, doceniam twoją troskę, jednak jestem dużą dziewczynką. Zacznij mnie właśnie trak traktować.
- Traktuję cię tak - no, może tylko czasami - Ale nie chcę ryzykować, że stanie ci się krzywda.
- Krzywda? A któż miałby mnie skrzywdzić? Chyba nie masz na myśli Theo, prawda?
- Właściwie mam. Pamiętasz, pocałował cię, a nie życzyłaś sobie tego. On nie pyta cię o zgodę, Lena. Skąd wiesz, że następnym razem nie posunie się dalej i również nie zapyta? To w jego stylu.
- Kochanie, ograniczasz mnie, wiesz? - wzdycha ciężko, przykłada palce do czoła i masuje je.
- Ograniczam? Więc teraz tak nazywa się troskę o ukochaną osobę? No proszę, nie wiedziałem.
- Troska, a ograniczanie to dwie różne sprawy. Nie mogę za siebie decydować, bo ty to robisz.
- Co mam ci powiedzieć? Taki już jestem, nie mogę się zmienić. Taki mam charakter, aniołku.
- Wiem, ale mógłbyś chociaż trochę wyluzować, odpuścić mi. To tylko wypad do klubu!
- Dzisiaj idziemy na przyjęcie, tak? Poważnie będziesz miała siłę iść jutro znowu imprezować?
- Nie wiem, mam nadzieję, że tak. Przecież nie zaliczę zgona na tak ważnej imprezie, Justin.
- Porozmawiamy o tym jutro - burczę pod nosem, ale ten pomysł ani trochę mi się nie podoba.
- Mogę pójść bez twojej zgody - co takiego?! Marszczę brwi, Lena siada na moich kolanach i sunie nosem po mojej szyi - Uprzedzam cię o moich planach, a dobrze wiesz, że wcale nie muszę tego robić. Mimo wszystko jesteś moim narzeczonym i chciałam, abyś wiedział. Doceń to.
- D-doceniam - wbijam palce w jej biodra, kiedy zaczyna nimi poruszać i ocierać się o mnie. Jasna cholera, po tych cholernych zakupach nadal jestem nakręcony, a jej ruchy budzą mojego fiuta, który domaga się zanurzenia w jej ciepłym, mokrym wnętrzu - Co robisz, hmm?
- A jak myślisz? - gryzie mnie w płatek ucha, aż syczę z bólu - Jeśli nie chcesz, powiedz mi.
- Chcę, oczywiście, że chcę! Mam jednak wrażenie, że właśnie próbujesz mnie udobruchać seksem.
- Skąd - chichocze jak słodka dziewczynka i zsuwa ze mnie t-shirt - Po prostu mam na ciebie ochotę.
Jej słowa działają na mnie natychmiast. Rzadko mam okazję je słyszeć, a kiedy już je mówi, moim ciałem wstrząsają dziwne dreszcze, a kutas chce przebić spodnie. Gwałtownie wpijam się w jej usta, wślizguję język do środka i ściskam w dłoniach jej tyłek. Pragnę się z nią kochać i nie jestem w stanie myśleć o niczym innym. Biorę ją na ręce i zanoszę do naszej sypialni.

Po namiętnym seksie zabieramy się za napisanie tej nieszczęsnej przemowy. Idzie nam to całkiem sprawnie, a Lena zaskakuje mnie po raz kolejny. Jest w tym niesamowicie dobra i muszę przyznać, że praktycznie to jej dzieło. Zdolna z niej bestia i odkrywam u niej kolejny talent. Mogę przemawiać, nie mam z tym żadnego problemu, jednak do pisania ów przemów kompletnie się nie nadaję. Przeważnie robi to moja sekretarka, jednak z okazji dzisiejszej imprezy Roma dostała wolne, więc musiałem poradzić sobie sam. Może powinienem zlecić to Lenie? Jest naprawdę świetna!
- Widzisz? Chyba nie poszło tak źle, prawda? - odkłada długopis i przytula się do mojego ramienia.
- Nie wiedziałem, że tak dobrze się na tym znasz. Od dzisiaj będziesz pisać moje przemowy, kotku.
- Nie ma sprawy. To dla mnie czysta przyjemność - mruga okiem i wypija resztkę zimnej kawy.
- Aniołku, mam nadzieję, że damy sobie radę z Amandą. Nie wiedziałam, Ryan ją zaprosił.

- Daj spokój. Stało się i teraz już nic z tym nie zrobimy. Przecież nie będziemy się przed nią chować.
- Nie mam najmniejszego zamiaru tego robić, chociaż jestem zaskoczony, że nadal jest w Nowym Jorku. Na co dzień mieszka w Miami, nie wróciła do domu i dziwię się, że ojciec jej na to pozwala.
- Ojciec? Mówisz poważnie? Amanda jest dorosła, czemu ojciec miałby sterować jej życiem?
- Cóż, ponieważ robi to odkąd się urodziła. Amy to panienka z dobrego domu, nigdy nie musiała pracować, wszystko miała na skinienie palca. Straszliwie rozpuszczona, wręcz uważa, że wszystko jej się należy. Pewnego dnia ojciec chciał, aby dla niego pracowała. Nie masz pojęcia, jak bardzo była oburzona - prycham na to wspomnienie, bo doskonale pamiętam ten dzień. Prawie wyszła z siebie i stanęła obok! - Kategorycznie odmówiła, więc ojciec postanowił utrzeć jej nosa. Przestał dawać jej pieniądze i zrobiło się piekło. Amanda wciąż się z nim kłóciła, groziła mu, szantażowała, ale jej ojciec to twarda sztuka, nie dał się - mrugam okiem, a Lena uważnie słucha - Pewnego dnia miała dość i po prostu zawinęła mu sporo kasy. Do tej pory nie wie, że to ona. A gdyby wiedział, auć!
- Raczej nie byłby zadowolony, co? Nie dziwię się, kto na Boga okrada własnego ojca? To szalone!
- Zgadzam się, a ona w dodatku nie miała wyrzutów sumienia. Nie miała zamiaru pracować, skoro ojciec ma firmę na szczycie i mnóstwo forsy. Amanda to wymagająca kobieta, uwielbiająca drogie ubrania, buty kosmetyki, a jak oboje wiemy, to wszystko kosztuje. Sam nie wiedziałem, że to ona ukradła mu te pieniądze, ale pewnego dnia zwierzyła mi się, że zabrała z jego sejfu ponad dwieście tysięcy - Lena uchyla usta w szoku i patrzy na mnie z niedowierzaniem - Tak, właśnie taka jest Amy. Gdyby jej tata o tym wiedział, nie jestem pewny, do czego byłby w stanie się posunąć. O jednym jestem przekonany, bardzo by go to zabolało, bo mimo, iż bardzo kocha swoją córkę, nie znosi oszustwa, kłamstwa i pazerności. Jego mała księżniczka ma dwadzieścia trzy lata, a jej ręce nie widziały żadnej pracy. Nawet biurowej, a to nic wielkiego. Dama, która uwielbia leżeć i pachnieć.

- Nie sądzę. Z damą nie ma za wiele wspólnego. Okradła własnego ojca! W dodatku rzuciła się na mnie z łapami i na moich oczach zrobiła ci laskę! Ona naprawdę nie jest normalna, wiesz?
- Skarbie - przecieram twarz rękami i spoglądam na nią - Wiesz, jak cholernie tego żałuję i będę to robił jeszcze przez długi czas. Wciąż mi nie wybaczyłaś, skoro wracasz do tego ponownie?
- Wybaczyłam, Justin. Było minęło, naprawdę. Wiesz, jakie postawiłam ci warunki, prawda? - mruży oczy i patrzy na mnie niby poważnie, chociaż uśmiech błąka się na jej ustach - Drugiej szansy nie będzie, Cross i lepiej, żebyś miał tego świadomość. Po prostu ta dziewczyna działa na mnie jak płachta na byka i nienawidzę, kiedy wtrąca się w cudzy związek. Już dość namieszała, prawda?
- Zdecydowanie, więcej jej na to nie pozwolę. Nie obawiaj się - obejmuję ją ramieniem, całuję w czoło, a Lena zarzuca dłonie na moją szyję i wskakuje na moje kolana - Ty jesteś zupełnie inna, aniołku. Chyba właśnie to mnie w tobie urzekło. Amanda wciąż potrzebuje uwagi, jest zaborcza, czasami niesamowicie męcząca. A ty? Ty jesteś spokojna, cichutka, słodka i taka kochana - uśmiecha się, odchyla głowę i czule całuje mnie w usta - Dlatego tak bardzo cię uwielbiam. Jesteś wyjątkowa, i moja. Tylko moja. Zostaniesz taka na zawsze, prawda? Nigdy się nie zmienisz? Obiecasz mi to?
- Oczywiście, skarbie. Nie mam najmniejszego zamiaru się zmieniać. Lubię siebie taką, jaką jestem.
- To świetnie, więc jest nas dwójka - pocieram nosem o jej i delektuję się tą uroczą chwilą - A dzisiaj będziemy świętować nasz sukces i liczę na to, że nie skończy się tak, jak poprzednio. Przysięgam, że wypiję jedną lampkę wina, nie więcej. Nigdy więcej już cię nie przestraszę.
- Mam taką nadzieję. Naprawdę się wtedy bałam, Justin. Wyglądałeś na potwornie wściekłego.
- Nie myśl o tym teraz, dobrze? Wiem, popełniłem błąd i nie powinienem do tego dopuścić. Czasami, jak się upiję i dojdzie do tego złość wychodzi ze mnie diabeł. To fatalne połączenie, którego wolę unikać jak ognia - wzdycham ciężko i chociaż nie chcę, moją głowę zalewają wspomnienia. Wiele razy bywałem taki przy Amy, ale to twarda sztuka i jakoś sobie poradziła. Aż nie chcę myśleć, jak zareagowałaby na to Lena. Mam świadomość, że mógłbym ją tym złamać, a czegoś takiego z pewnością by mi nie wybaczyła. Nie po tym, co musiała przejść przez tego popaprańca - Nie chcę, żebyś się mnie bała, skarbie. To najgorsze uczucie jakiego doświadczyłem.
- A ja nie chcę się ciebie bać, ponieważ jesteś najważniejszą osobą w moim życiu, Justin. Pragnę czuć się przy tobie bezpieczna i nigdy więcej nie przechodzić tego, co zafundował mi Theo.
- Wiem, kotku. Nie skrzywdzę cię w ten sposób, przysięgam na wszystko. Nie bój się tego.


Zakładam mój najlepszy, skrojony na miarę czarny garnitur. Poprawiam mankiety koszuli oraz krawat, który jak zwykle mnie uwiera. Nie jestem wielkim fanem tego cholerstwa, jednak jak mus to mus. Kiedy poprawiam włosy, do pokoju wchodzi Lena, a na jej widok zatrzymuję dłonie w połowie ruchu. I ponowie wbija mnie w ziemię, zaskakuje i odbiera oddech. Sukienka, którą ma na sobie opina jej idealne kształty, uwypuklając piersi oraz pośladki, które mam ochotę ścisnąć. Jej odkryte plecy pobudzają moją wyobraźnię i jeszcze chwila, a zrobi mi się ciasno w spodniach.
- Zawsze jesteś taki skupiony, kiedy poprawiasz włosy - uśmiecha się i zakłada seksowne szpilki.
- Wyglądasz obłędnie, zdajesz sobie z tego sprawę? - podchodzi do mnie, poprawia krawat i oblizuje kusząco usta - Nie wiem, jakim cudem mam utrzymać ręce przy sobie. Mam na ciebie ochotę.
- Musisz wytrzymać. A może jak będziesz grzeczny wynagrodzę ci to? Muszę się zastanowić.
- Och, serio? Bawisz się ze mną? - mrużę oczy, wzrusza ramionami i sięga po torebkę, nie mieszkając wypiąć tą seksowną pupę, aby jeszcze bardziej mnie nakręcić. Zaraz ją zerżnę!
- Ja? Skąd? - mruga okiem, odrzuca włosy i wystawia dłoń - Idziemy? Nie wypada się spóźnić.
- Rób tak dalej, a możesz być pewna, że przelecę cię po drodze. Uważaj, kogo nakręcasz, aniołku.


Tak jak wspominał Ryan, ludzi jest mnóstwo! Sala robi ogromne wrażenie, jest pięknie udekorowana, w tle gra cicha muzyka, którą zagłuszają głośne rozmowy jak i śmiechy gości. To ważny dla mnie dzień, ponieważ wypuszczam na rynek nowy program o nazwie Xara Web Designer. Mimo tego, iż jestem na rynku od kilku lat, zawsze mam mnóstwo obaw, czy nowy program sprzeda się tak, jak tego oczekuję. Po cichu liczę, że to będzie mój kolejny, wielki sukces. Program jest dopracowany w każdym calu, moi ludzie ciężko pracowali i pragnę, aby nam się udało.
- Synku! - przede mną pojawiają się rodzice, a mama tuli mnie do siebie - Jesteśmy tacy dumni!
- Cieszę się, mamo - uśmiecham się do niej i czuję się jak dawniej, kiedy miałem jakieś pięć lat.
- Czuję, że ten program zrobi furorę, synu! Masz głowę na karku, wierzę, że dobrze się sprzeda.
- Cóż, ja również, tato. Niebawem się przekonamy, od jutra można będzie go kupić. Zobaczymy.
- Ustaliliście datę ślubu? - mama zmienia temat, a Lena wzmacnia uścisk na mojej dłoni. Cholera!
- Jeszcze nie, ale na pewno będzie to na początku lipca. Myślę, że jutro uda nam się zaklepać datę.
- Och, tak szybko? To ledwie za miesiąc, syneczku. Nadal jestem zaskoczona tym pośpiechem.
- Domyślam się, ale ja naprawdę kocham Lenę i nie chcę czekać ani dnia dłużej - niepewnie na nią spoglądam, posyła mi wymuszony uśmiech, jednak w jej oczach dostrzegam coś, od czego przelatuje mnie zimny dreszcz. Wiem, że jest na mnie wściekła, jednak w sprawie ślubu nie odpuszczę.
- To będzie piękny ślub - mama przytula do siebie Lenę i czule głaszcze ją po plecach.

Kilka minut później przygotowuję się do wygłoszenia mowy. Rozkładam kartkę, wygładzam ją, a Lena poprawia mój krawat oraz włosy. Nie ukrywam, dopada mnie lekki stres, a dłonie się pocą.
- Spokojnie, kochanie. Wierzę w to, że świetnie sobie poradzisz. Robiłeś to już wcześniej, prawda?
- Tak, jednak po dłużej przerwie wypuszczam coś własnego i ten fakt mnie lekko przeraża.
- Trzymam za ciebie mocno kciuki - uśmiecha się i czule całuje mnie w usta - To na szczęście.
- No teraz na pewno dam z siebie wszystko - obejmuję ją w talii, gwałtownie przyciągam do siebie i pogłębiam pocałunek. Jest krótki, zmysłowy, a cichutki jęk opuszcza jej usta. Kiedy odsuwam się od niej z głośnym mlaśnięciem, w progu sali pojawia się Amanda, razem z Theo - Kurwa - szepczę pod nosem, zaciskam szczękę, a moje ciśnienie natychmiast idzie w górę. Przedstawienie czas zacząć.







17.05.2016

Rozdział 36

Lena POV:
Panuje idealna cisza. Patrzę mu w oczy, które przepełnione są furią i zastanawiam się, jakim cudem tak nagle wszystko się spieprzyło. Naprawdę chciałam powiedzieć mu o pocałunku Theo, ale po zaręczynach już nie miałam do tego głowy. Niestety Theo wybrał sobie fatalny moment na napisanie tego pieprzonego sms'a, nie mówiąc już o tym, że sobie tego nie podarował. Nie powinnam być zaskoczona. Może nawet liczył na to, że przeczyta to Justin i tym samym ponownie wyprowadzi go z równowagi. Udało mu się, Justin jest wściekły jak diabli, a w jego spojrzeniu dostrzegam tylko mrok. Jest zazdrosny, do czego będzie w stanie się posunąć? Nie wierzę, że mógłby mnie skrzywdzić.
- Nie masz pojęcia, co chciałbym teraz z tobą zrobić - jego głos tnie powietrze i przerywa panującą w pokoju ciszę. Zaciskam dłonie na pościeli, próbuję opanować szalejący oddech i nie potrafię oderwać od niego wzroku. Jestem sparaliżowana strachem, a jego spojrzenie mnie hipnotyzuje - Związać cię i sprać, aż nie mogłabyś siedzieć na tyłku. Uwierz mi, nie czerpałabyś z tego żadnej przyjemności - zamyka oczy, jego szczęka napięta jest jak struna i próbuje się hamować. Serce chce wyskoczyć mi z piersi, ponieważ wiem, że jest do tego zdolny - Pieprzyłaś się z nim? - jego głos jest lodowaty, bez krzty uczucia. Moja warga drży i staram się nie rozbeczeć - Pytałem o coś! Odpowiadaj, Lena!- N-nie, nie pieprzyłam się z nim. Nic nie zrobiłam - przełykam ślinę, a strach wręcz mnie przydusza.
- Och, czyżby? Masz problem, bo ci nie wierzę. Pocałowałaś go! Kiedy, gdzie? Jakim prawem?!

- T-to nie j-a - jąkam się i zaraz dostanę pieprzonego zawału! - Nie chciałam tego, przysięgam!
- Spuściłem cię z oka tylko na chwilę, i proszę! Spotkałaś się z nim bez mojej wiedzy! Dlaczego?
- Zaczepił mnie, kiedy wracałam z kawiarni. Proszę, uspokój się. Wszystko ci wyjaśnię, skarbie.
- Chrzanisz!! - wydziera się wprost w moją twarz, chwyta moje nadgarstki i układa nad głową. Wbija w nie palce, morduje mnie spojrzeniem, a ja się kurczę - Dotknął twoich ust! Należysz do mnie!
- Wiem - szepczę cicho i staram się unormować oddech - Nie powinien tego robić, zaskoczył mnie.
- Ten incydent to dla mnie zbyt wiele, rozumiesz? - płonie ze złości, widzę w jego oczach jak bardzo jest wkurzony i ledwo zachowuje nad sobą panowanie. Nie ukrywam, boję się i mam okazję stanąć twarzą w twarz z jego ciemniejszą stroną, której nigdy wcześniej mi nie pokazał - Od dzisiaj będziesz pod moją kontrolą. Nie spotkasz się z nim nigdy więcej, po moim, kurwa, trupie! - syczy przez zęby, a jego oddech odbija się od moich ust - A teraz czas dokończyć to, co zostało nam przerwane - och! Patrzę na niego z niedowierzaniem i mam ochotę spieprzać w cholerę. Nie mogę mu pozwolić!
- Justin, proszę. Nie chcę - marszczy brwi i przechyla głowę - Jesteś zły, to jest fatalny pomysł.
- Wręcz przeciwnie, to jest zajebisty pomysł, aniołku. Wkurzyłaś mnie i muszę się rozluźnić.
- Boję się - mówię tak cicho, że nie jestem pewna czy w ogóle mnie usłyszał. Zaciskam powieki i z całych sił próbuję zablokować bolesne wspomnienia. Ciężkie ciało Theo, które przygniatało mnie do materaca, jego mocny uścisk, każde pchnięcie rozrywające moje ciało, mój wrzask bólu, jego jęk rozkoszy. Nie był czuły, delikatny. Nie całował mnie, nie pieścił. Wziął mnie siłą, brutalnie, a po wszystkim zasnął, zostawiając mnie rozbiją, zapłakaną, przerażają, skrzywdzoną. Wręcz nie mieści mi się w głowie, aby człowiek, którego tak bardzo teraz kocham mógłby zachować się tak samo, jak ten bydlak! Po drugim razie nigdy nie byłabym w stanie się pozbierać - B-błagam, nie rób tego - nie potrafię dłużej wytrzymać, wybucham płaczem, a mokre łzy spływają po moich policzkach.
- Lena - kręcę głową, moim ciałem wstrząsa szloch i wreszcie mogę wylać z siebie cały strach - Kochanie, spójrz na mnie. Proszę - och, jego głos ponownie jest czuły, cichy, delikatny. Uchylam powieki, patrzę na niego przez łzy i widzę szczery szok na jego twarzy. Patrzy na mnie zaskoczony, zdezorientowany, jakby zaledwie chwilę temu wybudził się z dziwnego transu - Nic ci nie zrobię, przysięgam na wszystko! - panikuje, zrywa się na równe nogi i szarpie za włosy - Muszę stąd wyjść!
- Nie!! - zaskakuje mnie mój własny, piskliwy głos. Justin nie reaguje, już trzyma dłoń na klamce, a ja podbiegam do niego i przytulam się do jego pleców - Proszę, nie zostawiaj mnie samej. Potrzebuję cię - pociągam nosem, zaciągam się jego zapachem i natychmiast się uspokajam. To mój Justin.
- Nie powinienem być teraz obok ciebie, Lena. Muszę ochłonąć. Proszę, idź się do łózka. Dobrze?
- Nie pójdę bez ciebie. Nie możesz być sam, Justin. Po prostu zostań ze mną, przytul mnie. Proszę!
- W porządku - kapituluje, rozluźnia się i odwraca. W jego oczach nie ma śladu po furii, która przejęła nad nim kontrolę chwilę temu. Układa dłoń w dole moich pleców, prowadzi mnie do łóżka, ale zanim okrywa mnie kołdrą, podaje mi koszulkę, którą wciągam przez głowę. Dopiero teraz kładzie się obok, opatula po samą szyję i ostrożnie, delikatnie głaszcze mnie po plecach. Przyciskam się do niego najbliżej, jak to tylko możliwe, jednak mój strach rozpłynął się niczym zły sen - Śpij, aniołku - wzdycha ciężko, całuje mnie w głowę, a sen przychodzi chwilę później.



Cross POV:
Dochodzi trzecia rano, siedzę w salonie, piję piwo i nie mogę zasnąć. Na szczęście Lena szybko zasnęła, mocno we mnie wtulona czego za cholerę nie potrafię zrozumieć. Nie powinna chcieć mnie obok siebie, nie po moim wybuchu. Na samą myśl o tym, iż pozwoliłem złości wyjść na wierzch, mam ochotę strzelić sobie w twarz. To nigdy nie powinno mieć miejsca, nie chciałem stracić nad sobą kontroli i zobaczyć w jej pięknych oczach tego cholernego przerażenia! Kocham ją, ona kocha mnie i nie chcę, aby się mnie bała. Niestety wiadomość od tego złamasa dolała oliwy do ognia. Poniosło mnie, a świadomość, że ją pocałował wręcz przytłoczyła. Już wcześniej przechodził samego siebie, teraz wkurwił mnie całkowicie. Pozostaje już tylko jedno wyjście i mam zamiar zająć się tym natychmiast. Zrywam się na równe nogi, idę do biura i siadam przed laptopem. Piszę e-maila do Romy, aby z samego rana przygotowała wniosek o zakaz zbliżania się. Zrobię wszystko, aby Lena była bezpieczna, aby ten frajer trzymał się od niej z daleka. Skoro odważył się ją pocałować, nie mam pewności, że nie posunie się dalej. Już raz ją skrzywdził, drugiego razu nie wykluczam.
Opieram łokcie na biurku i chowam twarz w dłonie. Dręczy mnie wyraz jej twarzy, przerażonych oczu, płaczu. Została zgwałcona, a ja chciałem ją ostro pieprzyć, ukarać za to, że zagrała mi na nosie. Kurwa mać! Nie mogę odpieprzać takich akcji, to moja dziewczyna, narzeczona! Kobieta, która zawładnęła moim życiem, która jest dla mnie najważniejsza na świecie! Myśl, że przestraszyła się tego, iż mógłbym postąpić jak Theo napełnia mnie nienawiścią do samego siebie.



Rano wychodzę wcześnie, nim Lena się budzi. Nie jestem gotowy na rozmowę po wczorajszym wieczorze, a należą jej się przeprosiny. Wciąż czuję się winny, przez co moje samopoczucie jest do bani. W nocy nie zmrużyłem oka, jestem ledwo żywy, a dzisiejszy dzień z pewnością będzie udręką! Spoglądam na zegarek, kręcąc głową zrezygnowany. Dochodzi jedenasta trzydzieści, a ja oprócz podpisania wniosku do sądu nie zrobiłem dosłownie nic! Nie nadaję się dzisiaj do pracy.
- Siema, bracie! - do biura wchodzi Ryan i przybija żółwika - U, la, la. Coś marnie wyglądasz.
- A jeszcze gorzej się czuję - przecieram twarz rękami i ziewam - Co tam? Byłeś na spotkaniu?
- Byłem, nie martw się. Poszło sprawnie i bez problemów. Mamy nowe zamówienie oraz przelew za poprzednie. Dostałem rozliczenie od księgowej, jesteśmy na plusie prawie osiemset tysięcy.
- Piękna sumka, nie powiem. Za dobry sprzęt trzeba płacić, takie życie. A jak idzie promocja?
- Świetnie, wszystko jest już gotowe. Wiesz, że jutro odbywa się przyjęcie na którym musisz być? Zaprosiłem najważniejszych ludzi z branży, odbędzie się profesjonalna prezentacja. To będzie sztos!
- Na to właśnie liczę. Musisz mi podać szczegóły przyjęcia. Dobra robota, Ryan. Dzięki za pomoc.
- Nie ma sprawy, od tego ma się przyjaciół - mruga okiem i szturcha mnie w ramię - A co u Leny?

- W porządku. Niebawem zacznie dla mnie pracować, wreszcie się zgodziła. Jest bardzo zdolna.
- Potwierdzam, sam widziałem. Przyda nam się w zespole taka osoba. Ma niesamowite pomysły.
- To prawda. Poza tym - przerywam, a Ryan patrzy na mnie zaciekawiony - Poprosiłem ją o rękę.
- Że co zrobiłeś?! - wydziera się i zrywa na równe nogi. Mam ochotę się roześmiać - Żenisz się?!
- A co cię tak dziwi, do cholery? Mam dwadzieścia sześć lat, tak? Chyba najwyższa pora.

- Niby tak, ale nigdy nie spodziewałbym się tego właśnie po tobie! Zaskoczyłeś mnie, gratulacje.
- Dzięki - uśmiecham się i liczę na to, że wczorajszym incydentem nie przekreśliłem niczego.
- Ustaliliście już datę ślubu? Hej, a może wyskoczymy dzisiaj na piwo z Chazem? Uczcimy to!
- Nie, jeszcze nie ustaliśmy, ale chcę, żeby to było dość szybko. Piwo? Brzmi świetnie, chętnie.
- Jak to szybko? A po co chcesz się tak śpieszyć, huh? No chyba, że Lena jest w ciąży, co?!
- Ryan na Boga, opanuj emocje - prycham rozbawiony, ale widok tak podekscytowanego przyjaciela jest naprawdę komiczny! - Lena nie jest w ciąży, po prostu chcę, aby była już moją żoną.
- Cały ty! Od małego byłeś kurewsko niecierpliwy i jak widać po latach nic się nie zmieniło.
- Och, goń się, frajerze - karcę go spojrzeniem, ale i tak nie ściera tego durnego uśmieszku z ust.

Do domu wracam przed północą. Mój kierowca podrzucił mnie do domu, jednak sporo wypiłem i nie byłem w stanie sam prowadzić. Dzięki kumplom mój humor się poprawił, wyrzuciłem z głowy dręczące mnie myśli i mogłem wreszcie wyluzować. Powinniśmy częściej robić takie wypady.
Zsuwam buty, poluźniam krawat i idę na górę. W domu panuje cisza, wszędzie jest ciemno, a kiedy zaglądam do sypialni, zastaję puste, idealne zaścielone łóżko. Jestem zaskoczony, zastanawiam się, gdzie podziała się moja ukochana, a przerażenie jej odejściem natychmiast stawia mnie w pionie. Przysięgam, rzeźwieję dosłownie w sekundę. Czy Lena naprawdę odeszła? Zostawiła mnie?!
- Kochanie?! - wydzieram się, biegam po domu i sprawdzam każde pomieszczenie, które niestety jest puste. Nie ma po niej nawet śladu! - Lena, gdzie jesteś?! - kręcę się w kółko, wsuwam palce we włosy i mam ochotę rozbeczeć się jak małe dziecko. W dodatku nie odezwałem się do niej przez cały dzień, a nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Wczoraj potraktowałem ją nieodpowiednio, ale to nie powód do tego, aby nie odezwać się do niej, nie zapytać, jak się czuje i czy czegoś nie potrzebuje - Kurwa mać, ty pieprzony idioto. Jesteś beznadziejny - psioczę sam na siebie, wyjmuję telefon i wykręcam numer do Paula. Odbiera dopiero po siódmym sygnale - Powiedz, że Lena jest u was.
- Lena jest u nas? - odpowiada pytająco, a ja oddycham z ulgą - Stary, jest północ. Co ty odwalasz?
- Nic. Powiedz mi, dlaczego Lena pojechała do was? Czy wszystko u niej w porządku? Jest cała?
- Tak, nie panikuj. Miała zły dzień, była przygnębiona i rozmawiała z Karen. Sporo płakała.
- Ja pierdolę - szepczę cicho i uderzam pięścią w ścianę - Zaraz u was będę, czekaj na mnie, Paul.
Zrywam połączenie, zrzucam z siebie garnitur i zakładam zwykłe jeansy, t-shirt i skórzaną kurtkę. Zbiegam na dół, wkładam na nogi pierwsze z brzegu buty i ponownie wzywam Taylora.

Przez całą drogę biję się z myślami i ledwo mogę usiedzieć w miejscu. Zastanawiam się, dlaczego Lena płakała, bo nigdy nie robi tego bez konkretnego powodu. Dlaczego jestem takim kutasem i tak bardzo ją dzisiaj zaniedbałem? Czuję się winny przez mój wybuch, ale powinienem był do niej zadzwonić, a ja ją olałem. Przecież nigdy tego nie robiłem, czemu akurat dzisiaj?! Jeśli coś jej się stało lub Theo znowu ją dorwał, przysięgam, że uduszę go własnymi rękoma!






13.05.2016

Rozdział 35

Lena POV:
Nie pozwalam Theo na rozkręcenie pocałunku, gwałtownie odpycham go od siebie i wycieram usta, aby pokazać mu, że ponownie przekroczył granicę. On zdaje się tym w ogóle nie przejmować, patrzy na mnie z determinacją i oblizuje usta, jakby zlizywał mój smak. Robi mi się niedobrze!
- Lena!! - wzdrygam się na donośny głos Oliviera, rozchodzący się po galerii. Podbiega do nas, oddziela mnie od Theo i staje między nami. Jaka szkoda, że się spóźnił - Wara od niej!
- Oto i on! Rycerz na białym koniu - Theo nabija się z niego, a Olivier aż dygocze ze złości - Muszę przyznać, że słabo się starasz, chłopie. Bez problemu zabrałem ją sprzed twoich oczu. Kiepściutko!
- Pierdol się, nigdy więcej tego nie zrobisz! Spróbuj tylko, a zastrzelę cię bez wahania.
- Daruj sobie te groźby, nie robią na mnie wrażenia. Lena zafundowała mi słodki pocałunek.
- Nie był słodki, był wbrew mojej woli! - podnoszę głos, wychodzę zza pleców Oliviera i odważnie patrzę mu w oczy - Wciąż próbujesz przekonać mnie, że się zmieniłeś, ale wiesz co? To nieprawda, jesteś dokładnie taki sam. Taki, jakim cię zapamiętałam - spluwam z pogardą, Theo mruży oczy i morduje mnie spojrzeniem - Ponownie zrobiłeś coś, czego nie chciałam. Ty się nigdy nie zmienisz, to niemożliwe - kręcę głową, chwytam Oliviera za ramię i opuszczamy galerię.

Kiedy wsiadam do samochodu i zapinam pas, emocje opadają. Opieram łokcie na kolanach, chowam twarz w dłonie i powstrzymuję napływające do oczu łzy. Ten pocałunek przypomniał mi złe czasy, które starałam się zamknąć głęboko w swojej głowie. Z całych sił nie pozwalając im wypłynąć i ponownie nie zalać mnie strachem. Teraz mam pewność, że Theo się nie zmienił, nigdy tego nie zrobi. Wraz z nim powrócił mój koszmar i mam dziwne wrażenie, że szybko nie dobiegnie końca.
- Mam przekazać to Justinowi, czy sama to zrobisz? - Olivier przerywa ciszę i uruchamia silnik.
- Szczerze mówiąc wolałabym zatrzymać ten incydent dla siebie. Może to zostać między nami?
- Gdyby o mnie chodziło, nie widzę problemu. Jednak Justin przekazał mi jasne instrukcje, Lena. Miałem nie spuszczać z ciebie oka, nawaliłem i zapewne mi się za to oberwie, ale on musi o tym wiedzieć. Nie mogę ukryć przed nim czegoś takiego, wybacz. Dlatego daję ci wybór.
- W porządku, rozumiem. Więc powiem mu sama, tak będzie najlepiej - oddycham głęboko, opieram głowę o zagłówek i wpatruję się w okno. Czuję w kościach, że wybuchnie niczym pieprzony wulkan!


Nie zastaję Justina w domu, co akurat bardzo mnie cieszy. Mam czas na przygotowanie się do tej rozmowy, ale najpierw wciskam w siebie przygotowany na szybko makaron z tuńczykiem, siadam w salonie i delektuję się kawą. Za cholerę nie wiem, jak zacząć temat Theo. Justin jest przeczulony na jego punkcie, a jeśli dowie się, że poszedł o krok dalej i mnie pocałował, wpadnie w szał. Czasami jest taki narwany i boję się, że coś głupiego wpadnie mu do głowy. Nie potrzebuje kłopotów.
- Kotku, wróciłem! - jego radosny głos zagłusza spikerkę od pogody, a moje ciało napina się jak struna. Wchodzi do salonu, uśmiecha się szeroko i kuca przede mną - Hej, piękna. Tęskniłaś?
- Bardzo - zarzucam dłonie na jego szyję, podnosi się i przytula mnie do siebie - A ty?
- Oczywiście, że tak! - całuje mnie w bok głowy, próbuje odstawić na podłogę, jednak nie pozwalam mu na to i owijam nogi wokół jego bioder - Wszystko w porządku, aniołku? Coś cię martwi?
- Nie, jest okej. Po prostu brakowało mi ciebie - odchylam głowę i cmokam czubek jego nosa.
- Lubię wracać do domu, bo wiem, że ty w nim na mnie czekasz. To bardzo przyjemne uczucie.
- To prawda, też to lubię. Zrobiłam pyszny makaron, odgrzeję ci, a ty powiedz, jak minął ci dzień.
- Całkiem pracowicie - biorę go za rękę, prowadzę do kuchni i sadzam na krzesełku. Zabieram się za podgrzanie makaronu, a temat mojego szurniętego ex na razie postanawiam sobie darować. Nie chcę popsuć jego wyśmienitego humoru - Dostałem zamówienie na nowy procesor i wpadnie za to spora kasa. Poza tym kody zostały skończone i niebawem rusza nowy program. Nie mogę się doczekać!
- Ja również - uśmiecham się na myśl, że również pisałam te kody - Myślisz, że się sprzeda?
- Musi, to będzie prawdziwa bomba, aniołku! - porusza brwiami, a jego ekscytacja udziela się i mnie. Fajnie przyczynić się do rozwoju czegoś nowego - Jesteś dzisiaj przygnębiona, Lana. Co się dzieje?
- Nic, chyba mam dzisiaj gorszy dzień i trochę boli mnie głowa. Nie martw się, to nic wielkiego.
- Może odrobinkę poprawię ci humor, hmm? Rodzice zaprosili nas dzisiaj na obiad. Chcesz jechać?
- Bardzo chętnie, miło z ich strony - stawiam przed nim talerz i wręczam widelec - Moich rodziców również powinniśmy odwiedzić. Mama napisała dzisiaj sms'a, że dawno u nich nie byliśmy.
- Więc upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu. Najpierw moi, potem twoi. Pasuje? - przytakuję głową, całuję go w czubek głowy i siadam naprzeciwko. Sprawa z Theo nie daje mi spokoju. 




Cross POV:
Kilka minut po piętnastej jesteśmy gotowi. Poprosiłem Lenę, aby założyła sukienkę, a kiedy zeszła na dół prawie udławiłem się własnym językiem. Wyglądała obłędnie, w krótkiej sukience w kolorze delikatnego różu i grubym warkoczu przerzuconym przez lewe ramię. Dzięki wysokim szpilkom sięgała mi do ramienia, co wykorzystywała, aby skraść mi buziaka.
- Och, nareszcie jesteście! - mama krzyczy radośnie i ściska nas na powitanie - Miło was widzieć, dzieci. Wyglądasz przepięknie, kochanie - ogląda Lenę i cmoka z uznaniem. Cieszę się, że tak bardzo mama polubiła moją ukochaną - Justin przekazał nam dobrą wiadomość - Lena marszczy brwi i niepewnie na mnie spogląda - Będziecie razem pracować! Wspaniale! Rozwiniesz skrzydła.
- Ach, to. Tak, ja również bardzo się z tego cieszę. Czeka na mnie mnóstwo nowych wyzwań.
- Razem stworzycie coś wielkiego, czuję to nosem. Dwie zdolne osoby równa się sukces!
- Dokładnie tak, mamo. Mamy zamiar rozwinąć firmę jeszcze bardziej, o ile to w ogóle możliwe.
- Pamiętaj, synku. Jesteś na szczycie, ale możesz być jeszcze wyżej. Oboje sięgniecie chmur.
- Oby, mamo, oby! - uśmiecham się, obejmuję je obie i idziemy do jadalni, gdzie czeka reszta.

Obiad mija w świetnej atmosferze. Tata żartuje bez przerwy, mama opowiada Lenie o najnowszych zakupach, a Jaxo śmieje się ze mnie. Nienawidzę, kiedy to robi. Już ja wiem, cóż sobie myśli. Nie spodziewał się, ze moja znajomość z Leną tak szybko się rozwinie, i co najważniejsze, że obdarzę ją tak głębokim uczuciem. Zawsze nabijał się ze mnie, że nie mogę znaleźć sobie stałej dziewczyny, bo jest nią moja praca. I kiedy on przyprowadzał do domu co rusz nową dziewczynę, ja nie miałem do tego głowy. Stały związek nie był dla mnie. Wolałem się dobrze bawić, bez żadnych zobowiązań, ryzyka. Aż nagle w moim życiu pojawia się słodka brunetka, która wywraca je do góry nogami. Zmieniła mnie i doskonale to widziałem. Owszem, seks nadal był dla mnie ważny, ale to Lena była najważniejsza. Jej szczęście, uśmiech, zadowolenie. To dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że nigdy nie dbałem tak o żadną kobietę. Jeszcze niedawno pieprzyłem Amandę, teraz jestem zakochany po uszy, w dodatku w kobiecie, która jest zupełnie inna niż ja. Nie ma takich samych potrzeb, jest wrażliwa, urocza, kochana i sporo młodsza. Jakim cudem nam się udało? To wygląda jak piękny sen.
- Korzystając z tego, że jesteśmy w komplecie - chrząkam, przerywam rozmowy, a wszyscy skupiają na mnie uwagę - Chciałbym coś ogłosić - Lena upija łyk wina, oblizuje usta i widzę zaciekawienie na jej ślicznej buźce - To dla mnie bardzo ważne i dowiecie się o tym jako pierwsi - podnoszę tyłek z krzesła, sięgam do wnętrza marynarki i wyjmuję czarne pudełeczko - Kochanie? - podaję dłoń Lenie, chwyta ją i wstaje na nogi. Nie ma pojęcia o tym, co się zaraz wydarzy i liczę na to, że nie oberwę za to w pysk - Wiesz, jak ogromnym uczuciem cię darzę, prawda? - marszczy brwi, przytakuję głową i mocniej ściska moją dłoń, jakby chciała przez dotyk powiedzieć mi, że ona czuje to samo - Jesteś najwspanialszą kobietą, jaką dane było mi spotkać, chcę dzielić swoje życie tylko z tobą, kotku - zamiera, uchyla usta i robi się blada jak ściana. Właśnie dociera do niej sens moich słów, bez wahania klękam na jedno kolano i podnoszę głowę, aby spojrzeć w jej piękne oczy - Czy zostaniesz moją żoną? - pytam pewnie, nie spuszcza ze mnie wzroku i mam wrażenie, że wstrzymuje oddech. Działam dalej, wyjmuję pierścionek i wsuwam na jej drobny palec. W nocy, kiedy spała poszperałem w jej biżuterii i tak oto pierścionek pasuje wręcz idealnie! - Powiesz coś? 




Lena POV:
W salonie panuje cisza jak makiem zasiał. Czuję na sobie spojrzenia wszystkich obecnych w jadalni, spoglądam na nich niepewnie, a wewnątrz mnie szaleje tornado niepokoju. Jaxo puszcza mi oczko i wystawia kciuk ku górze, Jazzy prawie płacze, a jego tata kiwa głową, jakby dawał nam swoje błogosławieństwo. Kiedy jednak spoglądam na mamę Justina, moje serce zaciska niewidzialna pięść. Jest wzruszona, patrzy na nas z ogromnym rozczuleniem i przykłada dłoń do serca. Boże! Widok jego rodziny w niczym mi nie pomaga, co mam zrobić?! Jestem na niego wściekła, przesadził i cholernie mnie tym zaskoczył. Co on ma w tej swojej głowie, skoro wpadają mu tak pochrzanione pomysły? Byłam pewna, że tylko sobie żartował, kiedy wracaliśmy z przyjęcia i nie będzie tego pamiętał, a jednak się myliłam. Bardzo szybko wprowadził swój plan w życie i nie dowierzam, że właśnie prosi mnie o rękę! Przecież jesteśmy ze sobą trzy miesiące! Kto bierze ślub po takim czasie?!
- Kochanie, zaczynam się niecierpliwić i bać, wiesz? Proszę, powiedz cokolwiek - jego głos wyrywa mnie z moich myśli, schylam głowę i patrzę w jego piękne oczy. Widzę w jego spojrzeniu miłość, niepewność i oczekiwanie - Kocham cię, Lena. Proszę, zgódź się. Będzie wspaniale, zobaczysz.
- D-dobrze - jąkam się i sama ledwo słyszę swój własny głos. Obym tego nie żałowała.
- Jestem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem! Dziękuję, aniołku! - krzyczy radośnie, podnosi się i porywa mnie w swoje ramiona, po czym okręca dookoła i soczyście całuje w usta.
- Och, syneczku! Wspaniała wiadomość, tak się cieszę! - jego mama podchodzi do nas, ściska nas i gratuluje. Szybko ląduję w ramionach pozostałych członków rodziny - Więc? Kiedy ślub?
- Jak najszybciej, mamo - och! Wbijam paznokcie w jego dłoń, uśmiech nie schodzi mu z twarzy, a we mnie rodzi się złość - Znajdę odpowiednią osobę, która zorganizuje nam piękny ślub.
- Cudownie! Twoja narzeczona zasługuje na wszystko, co najlepsze! Czy spodziewacie się dziecka?
- Co?! - piszczę zaskoczona, a Jaxo wybucha śmiechem - Nie, skąd! Nie jestem w ciąży, spokojnie.
- Już myślałam! Zaskoczył mnie ten pośpiech, a przeważnie jest on spowodowany potomkiem.
- Nie, mamo, Lena nie jest w ciąży. Na dziecko przyjdzie odpowiednia pora, mamy jeszcze czas.
- Racja. Wciąż nie dowierzam, że bierzecie ślub! - klaszcze w dłonie, patrzy na nas rozmarzona, a ja staram się zachować spokój. Mimo tego, iż powinnam być prze szczęśliwa, mnie zbiera się na płacz. To dzieje się zdecydowanie za szybko, nie jestem gotowa, więc dlaczego nie zapyta, czego ja chcę?



Dom rodziców Justina opuszczamy kilka minut po osiemnastej. Wychodzę z niego już nie jako dziewczyna, ale narzeczona z przepięknym pierścionkiem na palcu. Nawet nie chcę zgadywać jaka jest jego cena, jednak musiał kosztować majątek! Brylant mieni się na wszystkie strony i robi ogromne wrażenie. Jazzy nie mogła nachwalić się swojego brata, twierdząc, że ma bardzo dobry gust. Cóż, potwierdzam jej słowa, szkoda tylko, że cała reszta przeraża mnie o wiele bardziej. O ile pierścionek wygląda dość niewinnie, plany Justina już takie nie są. Czuję się przytłoczona i nie jestem pewna, czy dobrze zrobiłam zgadzając się na zaręczyny. Kocham go, tego jestem pewna jak niczego innego na świecie, ale naprawdę na ślub jest o wiele za wcześnie. Czy on tego nie widzi?
- Aniołku? - przerywa ciszę w samochodzie i układa dłoń na moim udzie - Nie odezwałaś się do mnie od ponad dwudziestu minut i zastanawiam się, czy wszystko w porządku. O co chodzi, Lena?
- O nic, jest okej - burczę pod nosem i wbijam wzrok w boczną szybę - Chcę wrócić do domu.
- Dlaczego? Dzwoniłaś do rodziców, czekają na nas. Na pewno bardzo się za tobą stęsknili.
- Trudno, jakoś będą musieli to przeżyć - odwiedziny to ostatnie, na co mam w tej chwili ochotę.
- Czy to z mojego powodu jesteś taka zła? - och, brawo geniuszu! - Jeśli tak, powiedz mi o tym.
- To oczywiste, prawda? Skąd ten pomysł z zaręczynami, huh? Dlaczego mnie nie uprzedziłeś?
- Mówisz poważnie? A kto uprzedza przed oświadczeniem się? - śmieje się, i chociaż nie chcę, muszę przyznać mu rację - To miała być niespodzianka, Lena. Nie mogłem ci o tym powiedzieć.
- Nie rozumiem, skąd ten pośpiech. Znamy się krótko, a ty wyskakujesz z czymś takim?
- Znamy się wystarczająco długo, żebym miał pewność, że chcę cię przy sobie na zawsze.
- Naprawdę? A co będzie, jeśli odmieni ci się na przykład za pół roku? Rozwiedziemy się?
- Nic takiego nie będzie miało miejsca. Zapewniam cię - zaciska palce na kierownicy i poważnieje - Gdybym nie był pewny tego, co do ciebie czuję, nigdy w życiu nie poprosiłbym cię o rękę.
- Wiesz, że jesteś szalony? - przekręcam głowę i wlepiam wzrok w jego profil - Oszalałeś!
- To wszystko z miłości do ciebie, skarbie. Mówiłem ci wczoraj, że chcę, abyś była moją żoną.
- Tak, ale byłeś pijany! Byłam pewna, że dzisiaj nawet nie będziesz tego pamiętał!
- Daj spokój, nie byłem aż tak pijany, Lena. To tylko kilka drinków, nawet nie urwał mi się film.
- A szkoda! Zdajesz sobie sprawę z tego, że to bardzo poważna decyzja? To nie byle co!
- Oczywiście, że wiem! Jestem dorosłym facetem, tak? Pragnę tylko ciebie, na zawsze!
- Rozumiem to, Justin. Cieszę się! Ale ja nie jestem gotowa na ślub. Mam studia, pracę!
- A cóż ma jedno do drugiego, hmm? Przecież nie zrezygnuję z pracy, bo będę żonaty, prawda?
- Masz dwadzieścia sześć lat, jestem od ciebie sporo młodsza i mam prawo się bać. I boję się!
- Nie masz się czego bać, aniołku. Jestem przy tobie, zawsze ci we wszystkim pomogę, przysięgam!
- Wiem o tym, co nie zmienia faktu, że to dzieje się na szybko. Ślub za rok brzmi rozsądnie.
- Co?! - podnosi głos aż podskakuję i przykładam dłoń do serca - Za rok?! Zwariowałaś, Lena?
- Nie, nie zwariowałam. Po prostu myślę, w porównaniu do ciebie. Poznamy się, dotrzemy.
- Wybij to sobie z głowy. Nie mam zamiaru czekać pieprzonego roku! Ślub odbędzie się za miesiąc.
- Chyba ci odbiło! W życiu! - teraz to ja krzyczę i patrzę na niego z niedowierzaniem - Nie zgadzam się! Mówię Ci, że nie jestem gotowa, ale masz to w nosie. Dlaczego nie zapytasz, czego ja chcę?
- Nie mam tego w nosie, jak mógłbym mieć?! Twoje szczęście jest dla mnie na pierwszym miejscu, Lena. Zależy mi na ślubie i chociaż cię zaskoczyłem, w tym temacie nie odpuszczę.
- A co, jeśli się nie zgodzę? - zakładam ręce na piersiach i unoszę brew. Gwałtownie skręca w prawo, parkuje samochód w zatoczce przy lesie i gasi silnik - Co robisz? dlaczego się zatrzymałeś?
- Ponieważ nie mogę prowadzić i kłócić się z tobą - jednym ruchem odpina mój pas, wciąga mnie na swoje kolana, a nasze oczy się spotykają. Jest zły - Proszę, nie rób tego, Lena. Wiesz, jaki jestem, jak bardzo lubię mieć kontrolę - przełykam ślinę na jego poważny, ostry ton. Nie boję się go, jedynie wiem, że ten ton nie zwiastuje nic dobrego - Zgodzisz się wyjść za mnie, ponieważ mnie kochasz.
- Oczywiście, że cię kocham, Justin. Ale to nie powód to tego, aby za miesiąc brać ślub. Mamy na to mnóstwo czasu, skarbie, nigdzie nam się przecież nie śpieszy. Zwolnij odrobinę, okej?
- Przyjęłaś oświadczyny, a to oznacza, że będziesz moją żoną za miesiąc. Bez dyskusji, kotku.
- Zgodziłam się, bo nie wiedziałam, jakie masz plany! - prycham wkurzona i mam chęć zrobić mu na złość. Nikt nie będzie podejmował za mnie decyzji, jestem dorosła! - Przykro mi, ale nie zgadzam się. Będziesz musiał wziąć moje zdanie po uwagę, ponieważ ślub dotyczy również mnie.
- Serio? - uśmiecha się chytrze, przyciąga mnie do siebie i szepcze na ucho - Zgodzisz się.
- Już się zgodziłam, Justin. Ale nie na ślub za miesiąc, może za rok, jak będę na to gotowa.
- Postawię na swoim, niebawem będziesz moją żoną. Radzę ci już zacząć szukać sukienki.
- Och, wydaje mi się, że w rok na pewno uda mi się znaleźć tą jedyną, wymarzoną. Prawda?
- Nie pogrywaj ze mną, maleńka. Wiesz, jak bardzo tego nie lubię - ściska moją pupę, gryzie w płatek ucha i ciasno oplata ramieniem - Należysz do mnie, nikt tego nie zmieni. Za miesiąc o tej porze będziemy już szczęśliwym małżeństwem. Zaufaj mi - czemu mam wrażenie, że i tak dopnie swego?

Justin oczywiście mnie nie słucha i dziesięć minut później parkuje pod domem moich rodziców. Posyłam mu wkurzone spojrzenie, opuszczam samochód i trzaskam drzwiami. Mam żal do samej siebie, ponieważ pozwoliłam mu przejąć nad sobą całkowitą kontrolę, a nawet nie wiem, kiedy to się właściwie stało! Gdybym sprzeciwiła się do samego początku, może nasza relacja wyglądałaby inaczej? Prycham w myślach. Justin to pewny siebie człowiek, kocha dominować nie tylko w łóżku o czym przekonuję się każdego dnia. Ma mocny charakter, zawsze wygrywa i nic, co powiem nie zrobi na nim wrażenia. I mimo tego, iż sprzeciwiam się, walczę, zapieram on ma ostatnie słowo.

Wiadomość o zaręczynach rodzice przyjmują z jeszcze większym entuzjazmem niż rodzice Justina. Mama piszczy radośnie, ściska nas i gratuluje. Puszcza mi porozumiewawcze oczko, ale doskonale wiem, jak bardzo jest z tego powodu szczęśliwa. Od zawsze pozycja była dla niej niezmiernie ważna, powtarzała, że powinnam znaleźć odpowiedniego mężczyznę, który zapewni mi byt. Cóż, bardzo się od niej różniłam, i o ile ona upolowała bogatego męża, ja byłam na tyle ambitna, aby do wszystkiego dojść własną pracą. Matka nigdy tego nie rozumiała, według niej kobieta nie była stworzona do pracy, ale żeby "leżeć i pachnieć", co nie mieściło mi się w głowie.

Kiedy przekraczamy próg domu, Justin pomaga zdjąć mi płaszczyk, zsuwam buty i masuję kark.
- Jesteś zmęczona, kochanie? - przytula się do mnie od tyłu, owija ramionami i opiera brodę na moim ramieniu. Odsuwam się od niego, idę do kuchni i nalewam soku do szklanki - Co to za zachowanie?
- Nie rozumiem, o co ci chodzi - odpowiadam obojętnie, a jego spojrzenie się zmienia.
- Naprawdę? Będziesz zachowywała się teraz jak mała, rozkapryszona dziewczynka?
- Wcale się tak nie zachowuję, Justin. Nie wiem, co skłania cię, aby tak właśnie myśleć.
- To, że jesteś zła, ponieważ oświadczyłem ci się z zaskoczenia. Nie powinnaś być szczęśliwa?
- Jestem szczęśliwa. Chcę być twoją narzeczoną, to miłe uczucie. Szkoda, że decydujesz za mnie.
- Och, daj spokój. Dobrze wiesz, że sama tego chcesz. Kochasz mnie, a ja kocham ciebie, Lena.
- Wiesz, co? Nie mam siły na tą rozmowę. Przed chwilą odbyliśmy podobną i mam dość na dzisiaj - mijam go, wchodzę na górę i szybko przebieram się w różową, satynową koszulkę. Rozwiązuję włosy z warkocza, rozczesuję je i wyjmuję telefon z torebki. Piszę sms'a do Karen, czy wszystko u niej w porządku, a do sypialni wchodzi Justin. Nonszalancko opiera się o futrynę i wlepia we mnie wzrok, który zaczyna mnie krępować - Co znowu? Masz dla mnie jeszcze jakąś niespodziankę?
- Jeśli chcesz, coś na pewno się znajdzie - uśmiecha się chytrze, podchodzi do mnie i sunie ustami po mojej szyi - Wiesz, że jesteś dzisiaj bardzo niegrzeczna? Marudzisz, zamiast się cieszyć, że twój cudowny chłopak chce porwać cię przed ołtarz - patrzy na mnie w odbiciu lustra, zsuwa dłoń niżej i układa na mojej piersi, po czym zaciska palce na sutku - Zapomnijmy o tym, dobrze? Mam w planach coś zupełnie innego - pieści moje piersi, i chociaż bardzo chcę się odsunąć, jest już za późno. Jego dotyk rozpala moje ciało, przez które przelatuje to przyjemne ciepło, które tak lubię - Mam ochotę doprowadzić cię do szaleństwa, kotku. Słyszeć twoje podniecające jęki, widzieć wyraz twojej twarzy - o, kurde! Nie wiem, jak on to robi, jednak potrafi uwieść mnie samym, zachrypniętym głosem, który trafia w każdy nerw mojego ciała. Podnosi mnie, prowadzi do łóżka po czym mnie na nie rzuca i pozbywa się mojej koszulki. Patrzy na mnie z góry, oblizuje usta i napawa się widokiem mojego nagiego ciała. Mój oddech przyśpiesza, mimo tego dziwnego dnia pragnę go i o niczym innym nie jestem w stanie teraz myśleć - Wiem, co ci się spodoba - siada na brzegu łóżka, dotyka wrażliwego guziczka, aż muszę zacisnąć usta pod wpływem tego uczucia - Mmm, idealnie. Nie zsuwaj nóg - rozkazuje i wsuwa we mnie palec, nie przestając pieścić wrażliwego punkciku. Nie mija wiele czasu, a już jestem rozpalona, gotowa i spragniona. Zastanawia mnie, jak on wytrzymuje, nie domagając się pieszczot. W dodatku wciąż ma na sobie bokserki i wygląda na opanowanego, kiedy ja ledwo mogę uleżeć - Strasznie się wiercisz, aniołku. Jestem podniecona, a wiesz, jak bardzo to na mnie działa. Wtedy wstępuje we mnie diabeł - o, jezusie! Przełykam ślinę na jego zaskakujące słowa, zmienia pozycję i układa się na moim ciele. Natychmiast czuję jego erekcję, która wbija się w moją kobiecość. Jaka szkoda, że dzielą nas jego bokserki - Spróbujemy nowych rzeczy? Zwiąże cię, zaknebluję i ostro przelecę - kurwa mać! Serce podskakuje mi do gardła, a podniecenie nieco stygnie. W innych okolicznościach nie miałabym nic przeciwko, jednak Justin wciąż jest zły, a jego złość nie wróży nic dobrego. W połączeniu z seksem sprowadzi na mnie wyłącznie kłopoty - Nie masz pojęcia, jak bardzo tego pragnę, kochanie - muska moje usta, przygryza wargę i podpiera łokcie po bokach mojej głowy - Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy. Przysiągłem ci to pewnego dnia, prawda?
- T-tak - chcę brzmieć pewnie, jednak mój głos się załamuje - Ufam ci, Justin. Kocham cię.
- A ja kocham ciebie, gwiazdeczko - zachłannie wpija się w moje usta, wślizguje język do środka i jeszcze mocniej napiera na mnie swoim podnieceniem. Jęk opuszcza moje usta, obejmuję go nogami, jednak wszystko znika, a Justin gwałtownie się podnosi - Nie tak szybko - puszcza mi oczko, sięga do szuflady i wyjmuje czarną, cienką linkę. O, cholercia! On naprawdę chce mnie związać? - Bez obaw, to tylko zabawa. Wystaw nadgarstki - przełykam ślinę, nie jestem pewna tego, czy faktycznie się na to zgodzić, a sytuację ratuje przychodząca wiadomość. Justin marszczy brwi, spogląda na szafkę nocną, a potem na mnie. Nie mam pojęcia, kto napisał, ale wydaje mi się, że to Karen - Spięłaś się, Lena. Czekasz na sms'a? - unosi brew, a jego oczy wwiercają się we mnie na wylot.
- N-nie. Przed chwilą napisałam do Karen, to pewnie ona odpisała. To raczej nic ważnego.
- Sprawdźmy, twoja przyjaciółka nie powinna czekać - och! Bierze mój telefon i odblokowuje ekran.
- Nie rób tego. To moja osobista rzecz, skarbie - brzmię jak przestraszone pisklę, nie robię na nim najmniejszego wrażenia, a on bez wahania czyta wiadomość. Jego twarz natychmiast tężeje, oddech przyśpiesza i mam wrażenie, że zmiażdży mój telefon uściskiem palców. Kurwa, co przeczytał?! - Hej, kto to? - podsuwa telefon do moich oczu, a na treść sms'a moje serce zamiera. Boże!


Witaj, Kruszyno. 
Nie masz pojęcia, jak cudownie było znowu poczuć twoje usta na moich. Wciąż o tym myślę i pragnę więcej, więcej ciebie! Smakujesz tak samo jak dawniej, a ja kocham ten smak, odkąd pocałowałem cię po raz pierwszy.

Do zobaczenia niebawem, Süsse. 

- Pocałował Cię? Kiedy? Gdzie? - od jego zimnego tonu po moim ciele przelatuje zimny dreszcz. Odrzuca telefon, wgniata moje ciało w materac i dosłownie płonie! Niech cię szlag, Theo!




**********************************************
Hi :)
Przypominam o zmianie dodawania rozdziałów. Cross będzie we wtorki, SAUS w soboty.
Nowy rozkład obowiązuje od poniedziałku :)

Buźki
Kasia