29.04.2016

Rozdział 32

Przy obiedzie postanawiam porozmawiać z Justinem o mojej pracy. Chciałam to zrobić u niego w firmie, niestety Amanda nam w tym przeszkodziła, a po jej wyjściu pożądanie wzięło nad nami górę.
- Podjęłam decyzję - zaczynam pewnie, Justin unosi głowę i patrzy na mnie zdezorientowany - No wiesz, co do twojej propozycji pracy. Skoro tobie nie przeszkadza brak papierka, mi również.
- Naprawdę? - uśmiecha się szeroko, bierze moją dłoń i całuje wierzch - Nie masz pojęcia, jak bardzo się cieszę. Wiele razy mówiłem ci, że ten głupi papierek nie ma dla mnie znaczenia. Poznałem twoje możliwości i to zdecydowanie mi wystarczy. Jesteś zdolna, a ja potrzebuję takich ludzi.
- Dziękuję, jesteś kochany, ale pamiętaj, że nadal się uczę i jeszcze wiele pracy przede mną.
- Wiem. Mimo tego, iż jesteś bardzo młoda naprawdę masz ogromną wiedzę i umiejętności. Wierz mi, miałem do czynienia z mnóstwem ludzi, którzy składali cv w mojej firmie. Jedni bardziej zdolni, inni miej, a byli i tacy, który chcieli w swoje cv wpisać w jak świetniej firmie pracowali. Ty jesteś inna i co najważniejsze, uwielbiasz to, co robisz. Zupełnie tak jak ja! Więc? Kiedy zaczynasz?
- O rany! Nie mam pojęcia! To zależy od ciebie, prawda? W końcu to Pan jest tutaj szefem.
- Ach, tak? No dobrze, w takim razie dam ci jeszcze kilka dni wolnego, abyś odetchnęła po sesji.
- Aww, mam najlepszego szefa na świecie! - pochylam się, całuję go w usta czym go rozpraszam.
- Hmm, i jak mi się za to odwdzięczysz? - porywa mnie na swoje kolana, sunie nosem po mojej szyi, a ten gest natychmiast na mnie działa, wysyłając przyjemne dreszcze wzdłuż kręgosłupa - Zdajesz sobie sprawę, że torturowałaś mnie przez dwa, cholernie długie tygodnie? - odchyla głowę, mruży oczy i seksownie oblizuje usta - Oczywiście tylko żartuję, wiem, że byłaś obolała po tym incydencie z rowerzystą, no ale teraz jesteś zdrowa jak ryba, więc teraz możesz mi to odrobinę wynagrodzić. Nie pogniewam się - przenosi dłoń w dół i bez wahania wsuwa ją pod moją bieliznę. Może to dziwnie zabrzmi, ale sama tęskniłam za nim przez ten czas. Brakowało mi jego dotyku, pieszczot, tego znajomego pożądania, które gościło w naszych ciałach - Masz ochotę na drugą rundę? - przytakuję głową, wbijam zęby w wargę i oddaję się przyjemności, którą sprawiają mi jego sprawne palce - To miało oznaczać "tak"? - unosi brew, ponownie przytakuję i wszystko znika. Już nie czuję jego palców, a przyjemność stygnie - Przenieśmy się, aniołku - bierze mnie na ręce, owijam nogi wokół jego bioder, a po chwili wchodzimy do jego ulubionego pokoju. W życiu nie spodziewałam się, że w swoim domu ma prawie taki sam pokój, jak w apartamencie w Miami. Cóż, kocha władzę.

Wieczorem biorę się za składanie prania. Wkładam do szafy bieliznę, sweterki, niestety głos Justina przerywa moją pracę. Schodzę na dół i jak zawsze znajduję go wpatrzonego w ekran laptopa.
- Och, jesteś - uśmiecha się, klepie miejsce obok siebie, a kiedy je zajmuję, bierze moją dłoń i układa na swoim udzie - Mam dla ciebie propozycję. Chciałabyś pójść dzisiaj ze mną na przyjęcie?
- Na przyjęcie? - zaskakuje mnie, ale nie to jest ważne, bo jak na zawołanie przypominam sobie jego dzisiejszą rozmowę a Amandą - Chcesz mi powiedzieć, że to sama impreza, na której będzie Amy?
- Właściwie tak - chrząka i drapie się w kark - Nie chodzi o nią, kochanie. Absolutnie! To prestiżowa impreza, którą poprowadzi jej ojciec. Już dawno dostałem zaproszenie, bardzo cenię jego osobę. Jeśli jednak nie chcę tam pójść, zrozumiem to. Możemy zostać w domu, nie ma żadnego problemu.
- Hej, spokojnie - przewracam oczami, przytulam się do jego ramienia i skradam mu buziaka - Jeśli to przyjęcie jest dla ciebie ważne i chcesz mnie na nie zabrać, pójdę tam razem z tobą.
- Naprawdę? Byłoby super, kotku! Jednak musisz wiedzieć, że Amanda również tam będzie.
- Wiem, domyślam się, ale nie mam zamiaru wiecznie przed nią uciekać, Justin. Mam ją gdzieś.
- I słusznie. Nie będziemy z nią rozmawiać, po prostu będą tam ważni ludzie z branży, którzy liczą na wspólny interes. Liczy się tylko moja firma, nic więcej. Dlatego chcę tam w ogóle iść.
- Wcale nie musisz mi się tłumaczyć, skarbie. Ja naprawdę to wszystko rozumiem i popieram cię.
- Jesteś wspaniała - ujmuje moją twarz w dłonie i całuje zachłannie, namiętnie tak, jak lubię.


Nie mija nawet trzydzieści minut, a po domu roznosi się dzwonek. W drzwiach stoi kurier, wręcza Justinowi granatowy pokrowiec oraz dużą, papierową torbę z logo Saint Laurent. Patrzę na niego z niedowierzaniem i próbuję wymyślić, jak udało mu się zrobić to tak szybko?! On tylko puszcza mi oczko, chwyta mnie za rękę i prowadzi na górę. Rozwiązuje sznureczki przy moim szlafroku i zsuwa go, uważając na fryzurę, którą zrobiłam zaledwie chwilę temu. Nic wielkiego, po prostu zwykłe upięcie i trochę loków, a jednak fryzura bardzo podoba się mojemu ukochanemu.
Justin odsuwa pokrowiec, a moim oczom ukazuje się sukienka. Jest przepiękna i jestem nią wręcz zachwycona! W czerwono krwistym kolorze, długa aż po samą ziemię i bardzo dopasowana, o czym przekonuję się jak tylko wkładam ją na swoje ciało. Dopiero teraz orientuję się, że ma odkryte całe plecy, z kilkoma przecinającymi się w poprzek paseczkami, a dekolt kończy się tuż nad pupą. Niepewnie spoglądam na Justina, który kręci głową i patrzy na mnie jak zahipnotyzowany.
- Przepiękna i piekielnie seksowna - przesuwa dłońmi po moich ramionach, zjeżdża na pupę i odsuwa się, zostawiając niedosyt - Musimy się pośpieszyć - po kolei wyjmuje opakowania z torby, w tym piękne, srebrne sandałki z paseczkami. Obcas jest kosmiczny i powinnam zacząć się modlić, abym wyszła z tego przyjęcia w jednym kawałku - Biżuterię wybierz sama - kiwa głową na łóżko, które praktycznie całe pokryte jest kolorowymi pudełeczkami - Ja idę ułożyć włosy, zaraz wracam.
- Dobrze - wzdycham ciężko, kiedy Justin znika za drzwiami łazienki. Biorę do ręki piękny, delikatny łańcuszek, a kiedy widzę cenę szczęka opada mi do podłogi. Boże! To naprawdę warte jest dwa tysiące trzysta dziesięć dolarów?! Przecież ledwo czuję to w dłoniach! - Obłęd - szepczę do siebie, niestety nie znajduję nic w "normalnej" cenie. Decyduję się na ów łańcuszek, dobieram bransoletkę za jedyne tysiąc sześćset dolarów i kolczyki, za dwa tysiące sto. Czyste szaleństwo!


Na miejsce wiezie nas kierowca wynajęty przez Justina. Podjeżdża pod budynek, Justin podaje mi dłoń, pomaga wysiąść, a ja nerwowo przełykam ślinę na widok tego pałacu! Inaczej nie mogę tego nazwać. Budynek jest ogromny, w jego ścianach są fikuśne zdobienia, a po bokach zabytkowe kolumny podtrzymujące małe zadaszenie. Robi niesamowite wrażenie i myślę sobie, co ja tutaj właściwie robię? Wystawne przyjęcia nie leżą w mojej naturze, nie należę do tego typu grona ludzi, jestem na to zbyt skromna. Mimo wszystko przyklejam uśmiech na twarz i staram się nie dać po sobie poznać, jak dziwnie czuję się w gronie ludzi, dla których to chleb powszedni. Nawet mój ukochany czuje się jak ryba w wodzie, kiedy wchodzimy do środka. Wita się ze wszystkimi, ściska dłonie mężczyznom, a ja przyglądam mu się z rozmarzeniem i widzę go z tej drugiej, profesjonalnej strony. Jest właścicielem firmy, która mimo, iż jest na szczycie wciąż pnie się w górę.
Podziwiam jego pewność siebie, kulturę, opanowanie, znajomość tematów, o których opowiada z pasją i zaangażowaniem. Prezentuje się jak milion dolarów w czarnym, dopasowanym garniturze, czarnej koszuli i czarnym, połyskującym krawacie. Mam wrażenie, że jest jeszcze przystojniejszy!
- Masz ochotę na wino, kochanie? - spogląda na mnie, przytakuję głową i prowadzi mnie do baru, który ustawiony jest pod ścianą - Dwa razy czerwone wino - barman nalewa dla nas czerwony płyn, a kiedy upijam, na moim języku wybucha bomba smaków. Jest przepyszne! - Wyglądasz obłędnie - dotyka opuszkami palców mojego policzka, zsuwa na brodę, jednak omija usta, które pomalowałam czerwoną szminką - Wszyscy faceci nie mogą odwrócić od ciebie wzroku i wcale im się nie dziwię.
- Och, przestań. Nie lubię, kiedy to robisz - zawstydzam się i już czuję, jak ciepło pali moje policzki.
- A ja uwielbiam, kiedy się rumienisz. Wyglądasz wtedy cholernie uroczo - mruga okiem, upija łyk wina i marszczy brwi. Patrzy na coś ponad moją głową, a jego ciało się spina - Przyszła Amanda - wzdycha ciężko, odwracam się i podziwiam jej piękną, złotą, dopasowaną sukienkę. Naprawdę wygląda prześlicznie. Jaka szkoda, że nie starła tego chytrego uśmieszku z ust, prezentowałaby się znacznie przyjaźniej - Nie zwracaj na nią uwagi, dobrze? - Justin przekręca moją głowę i całuje w usta - Jesteś dla mnie najważniejsze i chcę, abyś się dzisiaj dobrze bawiła. Zrobisz to dla mnie?
- Zrobię - obejmuję go w pasie i wtulam w ramię. Nie chcę przejmować się tą suką, która chciała zniszczyć moje szczęście, nasz związek, zabrać mi mężczyznę, którego tak bardzo kocham.

Po krótkiej przemowie, jak się dowiaduję ojca Amandy, zaczyna się rozmowa. Każdy uśmiecha się do siebie, jest uprzejmy i aż bije sztucznością. Ci ludzie są tutaj tylko po to, aby podlizać się i zrobić dobry interes. Justin stoi obok mnie, ściska moją dłoń i rozmawia z młodym chłopakiem. Przyglądam się im, jak kłócą się w żartach o to, który program do obróbki zdjęć jest najlepszy. Prycham pod nosem przyznając w myślach rację Justinowi. Chłopak kompletnie się nie zna i nie wie, co traci.


W końcu Justin porywa mnie na parkiet. Kołyszemy się do rytmu wolnej piosenki, czuję go blisko siebie, obejmuje mnie i splata palce na moich plecach, dociskają mnie do siebie jeszcze bliżej.
- Jak się bawisz, aniołku? Mam nadzieję, że nie nudzą cię te rozmowy i poklepywanie po plecach. 
- Nie, skąd. Jest naprawdę fajnie. Sądziłam, że to nie moja bajka, ale chyba się tutaj odnalazłam.
- Nie masz pojęcia, jak bardzo mnie to cieszy. To nie pierwsze i nie ostatnie nasze wspólne wyjście. Przyzwyczajaj się, kochanie - posyła mi pewny siebie uśmieszek, a w moim brzuchu coś przyjemnie się zaciska. "Przyzwyczajaj się", odbija się w mojej głowie niczym echo, a perspektywa wspólnej przyszłości napełnia mnie prze ogromnym szczęściem - Muszę przyznać, że pasuje ci ta kreacja.
- Och, serio? Komplementujesz mnie dzisiaj przez cały czas! Poza tym sam ją wybrałeś, mój drogi, więc to chyba oczywiste, że sukienka musiała ci się spodobać. Dlaczego akurat ta, hmm?
- To bardzo proste, mogę dotknąć twojej nagiej, delikatnej skóry - przesuwa opuszkami po plecach i natychmiast przelatuje przeze mnie dreszcz podniecenia - To niesamowicie przyjemne uczucie.
- Zgadzam się. Lubię, kiedy mnie dotykasz. Twój dotyk jest wyjątkowy, czuły, odprężający.
- Odprężający, tak? - unosi brew, a na jego ustach błąka się zadziorny uśmieszek - Cóż, w takim razie cieszę się, że mój dotyk cię odpręża, kochanie. Mógłbym to robić przez przerwy, aż sama błagałabyś, abym skończył - och! Karcę go spojrzeniem, ale to nie jest odpowiednie miejsce na taką rozmowę - Kocham cię, Lena. Jesteś dla mnie najważniejsza na świecie i zrobię dla ciebie wszystko. To wręcz niewiarygodne, że po tych wszystkich, przykrych zawirowaniach ty nadal jesteś przy mnie. Jesteś wyjątkowa, nigdy cię nikomu nie oddam - jego słowa zaciskają moja gardło ze wzruszenia.
- Nie oddawaj mnie. Pragnę tylko ciebie - układam dłoń na jego karku, przysuwam go do siebie i całuję. Delikatnie, ostrożnie, nieśpiesznie. Chrzanić wszystkich ludzi, którzy kręcą się wokół nas.
- Przepraszam - słyszymy obok siebie chrząknięcie, aż podskakuję - Mogę pożyczyć partnerkę?



Cross POV:

Z niedowierzaniem jak i niesamowitą furią, która rozlewa się po moim ciele ciepłem, niczym łyk whisky, wpatruję się w mężczyznę, który stoi przed nami. Mrugam kilka razy, myśląc, że to jakiś pieprzony omam, jednak Theo jak stał tak stoi, w dodatku uśmiecha się, jak gdyby nigdy nic, czym doprowadza mnie do czerwoności. Jakim prawem tutaj jest?! Skąd w ogóle miał zaproszenie?!
- Theo? - Lena pierwsza przerywa tę niezręczną, krępującą ciszę - Skąd się tutaj wziąłeś?
- Przyszedłem z przyjaciółką - jak na zawołanie dołącza do nas Amanda, zwijam dłonie w pięści i mam ochotę roześmiać się na głos. Ta wariatka postradała rozum! - Mogę prosić o taniec?
- Nie, nie możesz! - syczę przez zęby i wzmacniam uścisk na talii Leny - Zapomnij o tym.
- Wyluzuj, Justin. Nie robię nic złego, chcę jedynie raz zatańczyć z Leną. To aż tak wiele?
- To bardzo wiele! Powiedziałem ci, że masz trzymać się od niej z daleka. Co ty odpierdalasz?
- Kochanie - Lena układa dłonie na moim torsie i zmusza, abym na nią spojrzał. Płonę w środku, coś roznosi moje wnętrzności i jeszcze chwila, a wyjdę z siebie i stanę obok! - Zachowaj spokój.
- Jak mam to zrobić, huh? Ten człowiek wyprowadza mnie z równowagi i nic nie rozumie.
- Proszę, nie denerwuj się, nie tutaj. Obiecaliśmy sobie, że będziemy się dobrze bawić, prawda? - posyła mi niepewny uśmiech, czule głaszcze po policzku i chcąc nie chcąc nieco się uspokajam - Zatańczę z Theo tylko jeden raz i zaraz do ciebie wrócę, dobrze? Nie rób nic głupiego, proszę.
- Mam cię na oku - burczę pod nosem, całuję ja w usta i podchodzę do baru. Siadam na wysokim krzesełku i zamawiam podwójną whisky. Wypijam jednym haustem i próbuję opanować nerwy. Niestety widok Leny w ramionach tego złamasa za cholerę mi nie pomaga. Jakby tego było mało, Amanda przysiada się do mnie, a ja mam ochotę strzelić sobie w łeb! - Barman, proszę to samo.
- Pijesz z nerwów, to nigdy nie wróżyło nic dobrego - prycham na jej słowa i ociągam łyk płynu, który rozchodzi się po moim ciele - Nawet nie raczysz ze mną porozmawiać? Co się z tobą dzieje?
- Nic, nie mam ochoty na rozmowę. Zresztą, nawet nie wiem, cóż takiego miałbym ci powiedzieć.
- Miło, że nasza przyjaźń poszła się pieprzyć. Sądziłam, że jest stabilna. Widocznie się myliłam.
- Widocznie tak - wzruszam ramionami, jednak w tej chwili mało mnie to obchodzi - To samo!
- Nie pij tyle, stracisz nad sobą kontrolę, Justin. Nie chcesz tego w tym miejscu, wyluzuj.
- Daj mi spokój, Amy. Będę robił to, na co mam ochotę. Szkoda twojego czasu na tą gadaninę.

- Jesteś takim upartym skurczybykiem, wiesz? - och, serio? Powiedz mi coś, czego nie wiem!
- Bo chcę pić, a ty jak mamusia mi tego zabraniasz? - uśmiecham się z kpiną, a Amy mruży oczy.
- Tak! Ktoś musi cię pilnować, skoro twoja dziewczyna woli bawić się ze swoim ex chłopakiem.
- Nie wkurwiaj mnie, to nie skończy się dobrze. Wiesz, na co mnie stać, kiedy jestem zły.
- Aż za bardzo wiem, ale tylko na nich spójrz - przekręca głowę w stronę Leny i Theo, robię to samo i zaciskam palce na szklance. Jestem wściekły, a uśmiech na twarzy mojej ukochany wręcz napełnia mnie furią. Mam ogromną ochotę podejść do nich i po prostu ją zabrać. W mojej głowie pojawia się głupia myśl, aby ukarać ją za to, co odwala. Przelecieć tak, jak lubię kompletnie się nie hamując, żeby miała porządną nauczkę, że nie zostawia się mnie ot tak, i nie leci do ex, żeby z nim zatańczyć. Dlaczego to zrobiła? Przecież ją kurwa zgwałcił! - Ładnie razem wyglądają, prawda?
- Wręcz przeciwnie, ten złamas w ogóle do niej nie pasuje. Przestań pieprzyć takie głupoty.
- Theo wspominał mi, że chce odzyskać Lenę. Zmienił się po wyjściu z więzienia. Co ty na to?
- Gówno. Mam to kompletnie w dupie, Amy. Lena należy do mnie, ten chłystek tego nie zmieni.
- To się dopiero okaże. Łączy ich przeszłość, Justin. Theo chce naprawić wyrządzone krzywdy.
- Czy możesz się kurwa wreszcie zamknąć? - mówię nieco głośniej, aż barman przekręca głowę - Mam cię po dziurki w nosie, więc daruj sobie to pierdolenie - dopijam drinka, podnoszę tyłek z krzesła i idę po moją dziewczynę. Nie podoba mi się widok ich razem, zwijam dłonie w pięści i za cholerę nie pozwolę, aby dotknął ją jeszcze kiedykolwiek. Kiedy jednak przytula ją do siebie, a jego dłonie lądują na jej nagich plecach, resztka mojej cierpliwości idzie się pieprzyć - Rozpierdolę go - szepczę do siebie i dochodzę do nich. Lena gwałtownie podnosi głowę, a w jej oczach czai się strach.




Lena POV:
- Wyglądasz przepięknie, Lena. Czerwony kolor bardzo do ciebie pasuje - Theo uśmiecha się, jednak ja jestem spięta i czuję się nieswojo będąc tak blisko niego. Zgodziłam się z nim zatańczyć, żeby Justin nie wpadł w szał - Dlaczego nie chciałaś się ze mną spotkać? Byłem zaskoczony, kiedy na wzgórzu zobaczyłem Justina. Byłem przekonany, że to ty wysłałaś wiadomość. Rozczarowałem się.
- Przykro mi. Uparł się, że musi z tobą porozmawiać i nie udało mi się wybić mu tego pomysłu z głowy. Mimo wszystko nie powinniśmy się widywać, Theo. Nie chcę tym drażnić Justina.
- Więc robisz to tylko ze względu na niego? Przecież masz prawo do własnego życia, Süsse!
- Wiem, i nie robię tego dla niego, a dla siebie. Wybacz, ale nie czuję się przy tobie dobrze.
- Dlaczego? Wiesz, że nie zrobię ci krzywdy, Lena. Zmieniłem się, zrozumiałem swoje błędy.
- Cieszy mnie to, naprawdę, ale to niczego między nami nie zmienia. Jestem szczęśliwa z Justinem.
- Widzę to, chociaż ten facet jest dziwny. Wciąż cię kontroluje, ma nad tobą dziwną władzę.
- Taki już jest, a nie mam mam zamiaru tego zmieniać. Kocham go i musisz to zrozumieć.
- W porządku, więc mogę liczyć chociaż na przyjaźń? Zobaczyć cię od czasu do czasu, pogadać?
- Wątpię. Ja wciąż nie zapomniałam tego, co się między nami wydarzyło. Skrzywdziłeś mnie.
- Żałuję tego i bardzo chcę to naprawić. Wymazać wszystkie złe wspomnienia z twojej głowy.
- Tak się nie da, to na zawsze pozostanie gdzieś we mnie. Twoja obecność mi nie pomaga.
- Daj mi szansę, proszę. Przekonasz się, że między nami może być tak, jak dawniej, Lena.
- Nie chcę tego. Każde z nas powinno pójść w swoją stronę. Wyszedłeś z więzienia, możesz zacząć nowe, lepsze życie. Skup się na ważnych dla siebie rzeczach, znajdź dziewczynę, zakochaj się.
- Nie chcę nikogo innego, pragnę ciebie. Kocham cię, skarbie! Pogubiłem się, prochy zawładnęły moim życiem i niestety straciłem nad nim kontrolę. Wiesz, że nie chciałem cię skrzywdzić, prawda?
- Teraz to nie ma już znaczenia. Było minęło. Staram się żyć normalnie i nie wracać do tego.
- Więc nie wracaj, zapomnijmy o tym i zacznijmy z czystą kartą. Co ty na to? To dobry układ.
- Theo, zacznij mnie słuchać. Przed chwilą powiedziałam, że nie chcę się z tobą widywać.
- Bardzo zależy mi na tym, aby mieć z tobą kontakt. Proszę, zgódź się! Nie pożałujesz tego.
- Nie - kręcę głową, Theo oddycha głęboko i zaciska szczękę. Nie ugnę się, nie chcę mieć z nim nic wspólnego, a widok jego oczu przypomina mi krzywdę, jakiej się dopuścił - Skąd znasz Amy?
- Poznałem ją przypadkiem. Kiedy pewnego dnia byłem w firmie twojego chłopaka, spławiłaś mnie, a ona akurat była tego świadkiem. Zagadała do mnie, zaprosiła na kawę i od tego się zaczęło.
- Rozumiem - więc mój ex chłopak skumał sie z ex przyjaciółką mojego faceta. Bosko!
- Ona nic dla mnie nie znaczy, Lena. Pozwól mi być blisko ciebie, skarbie - odgarnia kosmyk moich włosów, a drugą dłoń układa na moich nagich plecach. Moje ciało odruchowo sztywnieje, a jego wzrok przewierca mnie na wylot - Tęskniłem za tobą, brakowało mi twojego uśmiechu.
- Nie mów mi takich rzeczy, to niewłaściwe - puszczam jego ramiona, mam dość tej bliskości, która potwornie mnie przytłacza i pragnę wycofać się z jego uścisku. Jak na zawołanie robi mi się gorąco, czuję na sobie czyjś wzrok, a kiedy przekręcam głowę, spotykam wściekłe spojrzenie mojego chłopaka. Natychmiast oblatuje mnie strach.









25.04.2016

Rozdział 31

Cross POV:
Przekraczam wszystkie możliwe ograniczenia prędkości, zapierdalam prawie sto sześćdziesiąt kilometrów, a moje serce szaleje z niepokoju. Brzuch ściśnięty jest na supeł, panika wręcz mnie nie opuszcza i główkuję, co się kurwa wydarzyło. Jakim cudem Lena miała wypadek? Jaki to rodzaj wypadku? Poważny czy lekki? Jakie ma obrażenia? Byłem pewny, że dzisiaj została w domu, nie miała żadnych planów i wspominała, że będzie się uczyć! Gdzie się podziewała?!

Wbiegam do szpitala niczym przeciąg, wjeżdżam na podane przez Paula piętro i przebiegam długi, jasny korytarz. Dopiero na jego końcu dostrzegam mojego przyjaciela oraz Karen.
- Co się stało? - pytam spanikowany, podpieram dłonie na biodrach i próbuję złapać oddech.
- Chodź, pogadamy - Paul podnosi się z krzesełka, odchodzimy kawałek od blondynki i przystajemy przy automacie z kawą - Przede wszystkim uspokój się, dobrze? Nie wpadnij w szał po tym, co powiem - marszczę brwi, gapię się na niego, a mój niepokój się pogłębia - Karen wyciągnęła Lenę na miasto, wiesz, babski wypad. Kawa, ploteczki i tak dalej. Wybrały się do kawiarni, ale po drodze natknęły się na Theo - zwijam dłonie w pięści, zaciskam szczękę, a mój złość właśnie wylatuje mi z uszu. Robi mi się czerwono przed oczami i tak kurewsko pragnę sprać tego frajera na miazgę! Pieprzona szuja! - Chciał porozmawiać z Leną, jednak ona nie miała na to ochoty. Wywiązała się kłótnia, Karen wkroczyła do akcji, zwyzywała go i zrobił się agresywny. Chciał zabrać Lenę, wyszarpnęła się z jego uścisku i wpadła pod pędzonego rowerzystę. Przywalił w nią z dość dużą siłą.
- Niech to szlag - wypuszczam wstrzymywanie powietrze, przecieram twarz rękami i chodzę tam i z powrotem. Staram się nie popaść w obłęd, chociaż mało brakuje - Co z Leną? Jak się czuje?
- Właściwie jest cała i zdrowa. No, prawie! Jest poobijana, ale jeszcze dzisiaj stąd wyjdzie.
- Ja pierdolę, Paul! Nie mogłeś mi tego powiedzieć przez telefon? Prawie dostałem zawału, chłopie!
- Wybacz, po prostu chciałem jak najszybciej cię tutaj sprowadzić, a i ty nie zapytałeś o jej stan.
- Dobra, teraz to jest mało ważne. Muszę się z nią zobaczyć - mijam go, podchodzę pod drzwi z numerem pięć i po cichu wchodzę do środka. Lena leży na łóżku, oddycha spokojnie i dostrzegam siniaka na jej ramieniu. Mam ochotę się rozpłakać, ponieważ jej nie ochroniłem! Zatrudniłem ochronę, a Olivier nie zdążył. Na myśl o tym skurwielu moja złość się potęguje, biorę głęboki oddech i wypuszczam go ze świstem. Lena uchyla powieki, przekręca głowę, a nasze oczy się spotykają - Przepraszam, aniołku. Nie chciałem cię obudzić - wysilam się na uśmiech, siadam na krzesełku obok łóżka i biorę jej dłoń, po czym całuję wierzch - Jak się masz, kochanie? Czy coś cię boli?
- Nie, teraz nie. Nie jest źle, chyba mam wybity bark i jestem poobijana. Dobrze, że jesteś.
- Zawsze będę, Lena. Zawsze - zaciskam usta, przykładam dłoń do jej policzka i głaszczę czule - Nie martw się, zabiorę cię do domu i zaopiekuje się tobą. Będziesz odpoczywać i dochodzić do siebie.
- Ale mi nic mi dolega, kochanie. To tylko kilka stłuczeń, tak? Proszę, nie panikuj. Dobrze?
- Jak mam nie panikować, huh? Theo przekroczył granicę, posunął się zbyt daleko. Załatwiłem dzisiaj ochronę, miałaś o tym nie wiedzieć, ale spóźniłem się i teraz nie ma to już żadnego znaczenia. Przysięgam, że nie spuszczę z ciebie oka. Przepraszam, aniołku. Powinienem być bardziej czujny.
- Nie musisz przepraszać, to nie twoja wina, Justin. Poza tym nie chcę ochrony, mówiłam ci o tym.
- A ja mówiłem, że ten temat nie podlega dyskusji. Ten skurwiel gra mi na nerwach i mam zamiar załatwić zakaz zbliżania się. Jeśli to go nie powstrzyma, wpakuję go tam, skąd wyszedł.
- Dzień dobry - naszą rozmowę przerywa wchodzący do sali lekarz - Jak się ma moja pacjentka?
- Dobrze. Naprawdę nic mi nie jest, Panie doktorze. To tylko kilka siniaków, kiedy mogę wyjść?
- Właściwie dzisiaj. Badania wyszły dobrze, nie masz wstrząśnienia mózgu. Jesteś jedynie poobijana no i musisz uważać na ten bark. Zaraz przygotuję wypis, możesz powoli się zbierać.
- Super, dziękuję - uśmiecha się szeroko, a ja kręcę głową. Strasznie niecierpliwa z niej kobieta.

Kiedy tylko przekraczamy próg domu, ciszę przerywa telefon Leny. Wyjmuje go z kieszeni bluzy i wzdycha ciężko. Odwraca telefon, a na wyświetlaczu ukazuje się zdjęcie jej mamy. Ouć, zacznie się!
- Dziecko! Co się stało? - krzyczy, jak tylko Lena wciska zieloną słuchawkę i przełącza na tryb głośnomówiący - Karen do mnie zadzwoniła i powiedziała, że jesteś w szpitalu. Dlaczego?!
- Jezu, mamo! Nie krzycz - przewraca oczami, opada na kanapę i podsuwa nogi pod pupę - Nic mi nie jest, nie panikuj. Jestem już w domu, Theo mnie szarpnął i wpadłam pod koła rowerzyście.
- Theo? Co ten człowiek sobie wyobraża, do cholery? Nachodzi cię, Lena? Musisz iść do policję!
- Mamo, nie mam siły teraz rozmawiać, wiesz? Jestem zmęczona i marzę, aby trochę odpocząć.
- W porządku, uważaj na siebie. Pozdrów Justina - cmoka w słuchawkę i kończy połączenie.
- Nienawidzę, kiedy matka traktuje mnie jak dziecko - burczy niezadowolona i opada na poduszki - Wiedziałam, że będzie chciała mnie niańczyć, a ja jestem dorosła. Nie wiem, kiedy ona to zrozumie.
- Nie złość się, aniołku. Nie ma sensu. Jesteś u mnie i nie pozwolę, aby ktokolwiek mi ciebie zabrał, to ja będę cię niańczył - mrugam okiem, a Lena przewraca oczami i cmoka mnie w usta - Powinnaś coś zjeść, a potem możemy poleniuchować i obejrzeć jakiś film. Odpowiada Pani takie rozwiązanie?
- Odpowiada, proszę Pana. Chociaż zastanawiam się, czy przypadkiem nie powinieneś być w firmie?
- Są rzeczy ważne i ważniejsze, skarbie. Ty jesteś na pierwszy miejscu, firma nie ucieknie.
- Wow! Niesamowite - prycha rozbawiona, zakłada ręce na piersiach, ale natychmiast się krzywi.
- Boli cię ramię? - przytakuje, masuje je i głośno wypuszcza powietrze - Lekarz przepisał ci proszki.
- Całe szczęście! Dość mocno upadłam na beton, aż zobaczyłam gwiazdy. Ja to mam pecha, wiesz?
- Nie mów tak, to wyłącznie wina tego idioty! Opowiesz mi, czego on dokładnie od ciebie chciał?
- Porozmawiać, jak zawsze! Odkąd wyszedł z więzienia wciąż chce rozmawiać, odkupić swoje winy. Nie rozumie słowa "nie", dokładnie tak samo jak Amanda - przerywa jej dźwięk przychodzącej wiadomości. Marszczy brwi, odblokowuje ekran i niepewnie na mnie spogląda - O wilku mowa.
- Poważnie? - złoszczę się, jednak z całych sił próbuję pohamować furię - Mogę? - wystawiam dłoń, Lena podaje mi swój telefon, a ja przesuwam wzorkiem po długiej wiadomości. Ma tupet, skurwiel.

Witaj, Süsse. 
Chciałem przeprosić cię za to, co miało miejsce. To nie powinno się wydarzyć. Jest mi naprawdę przykro, Lena. Byłem w szpitalu, ale dowiedziałem się, że już wyszłaś. Jak się czujesz? Mam nadzieję, że nie ucierpiałaś bardzo.
Musisz przestać ze mną walczyć, maleńka. Po prostu daj mi wszystko na spokojnie wyjaśnić, dobrze? To chyba nic wielkiego, prawda? Chwila rozmowy, niczego więcej od ciebie nie oczekuję. Nie chcę cię skrzywdzić, przecież byłaś (i mam nadzieję, że będziesz) moją dziewczyną! Ja wciąż coś do ciebie czuję, daj mi szansę. Możemy się spotkać? Nie zajmę ci zbyt dużo czasu, proszę? Tęskniłem za tobą przez te trzy, długie lata. 

Czytam tę wiadomość dwa razy, a moje opanowanie oraz cierpliwość do tego człowieka właśnie idzie się pieprzyć. Znosiłem go, trzymałem się z daleka, ale granica została przekroczona po razy kolejny. Tak wiele razy chciałem obić mu mordę, dobitnie pokazać, że nie może pojawiać się znikąd i beztrosko mieszać w życiu kobiety, której wyrządził krzywdę. Przyszedł czas na męską rozmowę.
- Czy łaskawie możesz wyjaśnić mi, co to kurwa znaczy Süsse? Dlaczego tak do ciebie mówi?
- To coś w stylu "słodziaku". Theo ma niemieckie korzenie, nazywa mnie tak odkąd pamiętam.
- Och, jak ambitnie - prycham wkurwiony, Lena schyla głowę i bawi się palcami. Nie chcę, aby czuła się winna, jednak w tym momencie potrzebuję wyładować swoją złość. Piszę więc sms'a do tego złamasa, umawiając się z nim natychmiast, a to, że robię to z jej telefonu działa na moją korzyść.
- Co robisz, Justin? Chyba do niego nie napisałeś, prawda? - próbuje wyrwać mi telefon, na co jej nie pozwalam - Proszę, odpuść sobie, dobrze? Naprawdę nie warto zawracać sobie nim głowy!
- Mylisz się, ten idiota wciąż mi się narzuca, więc muszę z nim zrobić porządek. Już pora.
- Poważnie? Masz firmę, jesteś rozpoznawalnym człowiekiem chcesz narobić sobie problemów?
- Mam to w dupie, Lena. Nikt nie będzie kręcił się obok mojej kobiety, a już na pewno nie on! - odkładam telefon na stolik, oddycham głęboko i ściskam jej dłoń - Będę musiał na chwilę wyjść.
- Nie! Nie pójdziesz się z nim spotkać! Nie wyrażam na to zgody! Nie wtrącaj się, Justin!
- Czy ty mówisz kurwa poważnie? - podnoszę się, patrzę na nią z niedowierzaniem, a w moim ciele dosłownie szaleje pieprzone tornado, które zaraz rozpierdoli mi bebechy! - Jak mam się nie wtrącać, huh?! Jesteś moją dziewczyną, twoje życie to moje życie i zrobię wszystko, aby ten złamas się od ciebie odpieprzył! Ucierpiałaś przez niego, a czegoś takiego na pewno mu nie podaruję - przeczesuję włosy, chodzę tam i z powrotem, a Lena nie spuszcza ze mnie wzroku. Kurwa, nie powinienem na nią krzyczeć, jednak wkurza mnie fakt, że lekceważy tego skurwiela, a nie powinna tego robić!
- Cześć, wam! - do domu wchodzi Paul wraz z Karen. Mój przyjaciel marszczy brwi, patrzy wprost na mnie i w tej samej chwili wie już, że coś nie gra - Nie przeszkadzamy? Chyba coś się kroi, nie?
- Dobrze, że jesteś. Skoczysz ze mną w jedno miejsce. Karen, zostaniesz ze swoją przyjaciółką?
- Oczywiście - uśmiecha się lekko, siada obok Leny i chwyta jej słoń - Jak się czujesz?
- W porządku, żyję - klepie ją po udzie, jednak wygląda na bardzo zmęczoną - Fajnie, że przyszłaś.
- Ja też się cieszę. Pogadajcie sobie, zabieram Paula ze mną - cmokam Lenę w czoło i wychodzimy.

Zapierdalam prawie sto pięćdziesiąt na godzinę, a Paul siedzący obok mnie uśmiecha się chytrze.
- Mogę wiedzieć, co znowu kombinujesz? Jesteś wkurwiony jak diabli, stary! O co poszło?
- Wciąż o to samo; Theo - zaciskam dłonie na kierownicy, zwalniam, skręcam w prawo i wjeżdżam na piaskową drogę prowadzącą do wzgórza, na którym całkiem niedawno spotkałem się z Amandą. Co za ironia - Muszę rozmówić się z ex mojej dziewczyny, bo nie daje jej spokoju.
- Role się odwróciły, co? - przekręcam głowę i posyłam mu spojrzenie mówiące; "chyba sobie kurwa kpisz", a Paul wybucha śmiechem - Oj, żartowałem! Jesteś nabuzowany, rozniesiesz go, bracie!
- Postaram się zachować klasę, ale nie wykluczam tego. Już od dawna mam na to kurewską ochotę. Zasłużył sobie - burczę pod nosem, parkuję i wysiadam z samochodu. Pierwszy raz od dawna Paul częstuje mnie fajką, a dym, który wypełnia moje płuca nieco studzi mój zapał do bitki.
- Nie daj się wyprowadzić z równowagi, okej? Pokaż mu, że nie ma nad tobą przewagi.
- Żeby to było takie proste - wypuszczam dym, a na horyzoncie pojawia się białe volvo, które parkuje tuż przy moim mercedesie. Wychodzi z niego Theo, który na widok mnie i Paula marszczy brwi.
- Justin? - pyta zaskoczony i wciąga dłoń, aby się ze mną przywitać. Ignoruję ją. Chrząka niezręcznie i próbuje zamaskować zakłopotanie - Sądziłem, że to Lena napisała. Zaskoczyłeś mnie.
- O to chodziło. Gdybym zaproponował spotkanie zapewne byś się na to nie zgodził. Prawda?
- Myślisz się, zgodziłbym się, bo niby dlaczego miałbym tego nie zrobić? Czego ode mnie chcesz?
- To proste, Theo. Nie życzę sobie, abyś kręcił się obok mojej kobiety, jak i tego, żebyś pisał do niej ckliwe wiadomości, które natychmiast kasuje - zaciska szczękę, opiera plecy o drzwi samochodu i zakłada ręce na piersiach. Doskonale widzę, jak wkurzyła go wzmianka o usuwaniu sms'ów - To, co łączyło was trzy lata temu to przeszłość, Lena ruszyła do przodu i ty również powinieneś. Nie chcę, żebyś był w jej życiu. Powiedziała ci jasno, że również sobie tego nie życzy, czego nie zrozumiałeś?
- Muszę z nią porozmawiać, przeprosić i wyjaśnić pewnego sprawy. To "nasze" sprawy, stary.
- Po pierwsze; już nie macie żadnych spraw. Po drugie; za co chcesz przepraszać? Za gwałt?! - podnoszę głos, a moja chęć do obicia mu mordy bardzo mnie kusi i katuje obrazami tego mięczaka zwijającego się z bólu - Traktowałeś ją jak szmatę, wyżywałeś się na niej, biłeś! - Theo patrzy na mnie spod byka, jak małe, obrażone dziecko - Tak, Lena wszystko mi powiedziała, ponieważ łączy nas głębokie uczucie. Nie pozwolę, żebyś to spieprzył. Ona odżyła, jest szczęśliwa. Teraz ma mnie, więc jak możesz kurwa pisać, że chcesz, aby była twoją dziewczyną wiedząc, że jest ze mną?!
- Wiem, że jest z tobą, zdaję sobie z tego sprawę! To nie zmienia faktu, że będę o nią walczył - chwileczkę! Czy ja się właśnie przesłyszałem? Czy ten koleś wie, co wychodzi z jego ust?! - Jest cudowną dziewczyną i owszem, nasz związek faktycznie nie potoczył się najlepiej, ale chcę wszystko naprawić. Wynagrodzić jej to, co musiała przeze mnie wycierpieć. Wierzę, że jest szansa, aby to odbudować. Musi tylko ze mną pozmawiać, wysłuchać. I zrobi to, prędzej czy później.
- Ona nic nie musi, kapujesz?! Nie dopuszczę do tego, żebyś mącił jej w głowie! Zjawiasz się tak nagle, jak gdyby nigdy nic i myślisz, że wszystko będzie jak dawniej? Nie, nie będzie! W jakim ty kurwa świecie żyjesz, huh?! Spierdoliłeś sprawę, twoja szansa ulotniła się w momencie, w którym zgwałciłeś własną dziewczynę!! - wydzieram się niemiłosiernie, furia przejmuje nade mną całkowitą kontrolę i czuję uścisk na ramieniu. To Paul próbuje przekazać mi, abym całkowicie nie stracił nad sobą panowania - Jakim trzeba być skurwysynem, żeby zrobić coś takiego? Obdarzyła cię zaufaniem, a ty wziąłeś jej ciało siłą, bo nie oddała ci się dobrowolnie? Brawo, pogratulować mózgu!
- Nie zrozumiesz tego! - teraz to on wybucha, odkleja plecy od drzwi samochodu i wręcz morduje mnie spojrzeniem, które nie robi na mnie najmniejszego wrażenia. Nawet modlę się w duchu, aby to on rzucił się na mnie z pięściami. Miałbym idealny powód skopać mu dupę, nie narażając się przy tym Lenie - Miałem wtedy ciężki okres w życiu. Narkotyki zrobiły swoje, ale żałuję! Nie zrobiłbym tego nigdy więcej, poniosło mnie. Nie panowałem nad tym - prycha wkurzony i odpala papierosa.
- Och, bidulek! Jakoś wcale nie jest mi ciebie żal, wiesz? Dostałeś to, na co sobie zasłużyłeś.
- Chrzań się, nie potrzebuję twojej litości! Zależy mi tylko na Lenie, na niczym więcej!
- Jesteś głupi! Do ciebie nadal nie dociera, jak wielką wyrządziłeś jej krzywdę. I skoro myślisz, że ona kiedykolwiek ci to wybaczy, jesteś w błędzie. Miałeś obok siebie wspaniałą, wartościową kobietę, a spierdoliłeś to koncertowo. Twoja strata, teraz ja ją mam i ochronię ją przed tobą.
- Ochronisz? Przecież nie chcę jej skrzywdzić! Chcę z nią jedynie porozmawiać. To tak dużo?
- To bardzo dużo, stary. Lena przez ciebie cierpi, ponownie! Miała wypadek z twojego powodu!
- Wiem, nie chciałem tego. Wyszarpnęła się, ten debil nadjechał dosłownie znikąd i stało się!
- Gdybyś się tam nie pojawił nic takiego nie miałoby miejsca. Nikt oprócz ciebie nie jest winien!
- Właśnie dlatego chcę z nią pogadać, przeprosić ją. O co ci kurwa chodzi?! Masz zamiar izolować ją ode mnie?! Nie masz do tego prawa, ponieważ Lena jest wolną kobietą! Może robić, co chce!
- Tak się składa, że nie jest wolna. Jest moją kobietą i sama powiedziała, że nie chce cię widzieć. Skoro ona tego chce, właśnie tak będzie. To wszystko, co miałem ci do powiedzenia. Trzymaj się od niej z daleka albo zrobi się bardzo nieprzyjemnie - posyłam mu ostatnie, mordercze spojrzenie i kiwam głową do Paula, po czym wsiadamy do samochodu i ruszam z piskiem opon.
- Jestem z ciebie tak dumny, że zaraz się rozpłaczę - nabija się ze mnie i uderza w ramię.
Tsa! Sam jestem z siebie dumny i dziwię się, że ta rozmowa nie skończyła się latającymi pięściami.

Kiedy tylko wchodzimy do mojego domu, w oczy rzuca nam się Lena z Karen, które siedzą w salonie, pod kocem z kubkiem gorącej herbaty. Moja ukochana wpatruje się we mnie uważnie, jakby szukała potencjalnych obrażeń. Kiedy nic nie znajduje, wreszcie uśmiecha się lekko i wystawia dłoń.
- Jak poszło? - siadam obok niej, całuję w głowę i odgarniam kosmyk jej włosów - No powiedz.
- Normalnie? Mówiłem ci, że chcę z nim tylko porozmawiać, tak? Zrobiłem to i wróciłem do ciebie.
- Cieszę się, ale chętnie poznałabym szczegóły. Naprawdę udało wam się ze sobą wytrzymać?
- Nie ukrywam, było ciężko jednak dałem radę. Powiedziałem co mam do powiedzenia i koniec.
- Wow, niesamowite! I jak na te rewelacje zareagował Theo? raczej nie skakał ze szczęścia, co?
- Jasne, że nie! Był wkurwiony, że to nie ty się pojawiłaś, a ja. W dodatku jak zawsze bredził głupoty, aż nie mogłem tego słuchać. Dostał jasne instrukcje, lepiej dla niego, żeby się ich trzymał.
- Oboje wiemy, że to nie będzie łatwe. To Theo - wzdycha ciężko i wtula się w moje ciało.


 *** 

Dwa tygodnie później Lena zalicza całą sesję. Korzystając ze swojej chwilowej niedyspozycji w postaci wybitego barku poświęcała nauce całe dnie, a to przyniosło satysfakcjonujący ją efekt. Co dziwne, Theo przez ten czas w ogóle jej nie niepokoił. Byłem zdziwiony, że wziął sobie moje słowa do serca i po prostu odpuścił. Lena odżyła, uśmiechała się często i biło od niej szczęście. Cieszyłem się, że wszystko wraca do normy i mogliśmy się cieszyć sobą. Jedyne, o co wciąć robiła mi awantury to Olivier, który chodził za nią jak cień. Nie, nie zrezygnowałem z jego usług i nadal ochraniał Lenę. Nie miałem zamiaru ryzykować, a dzięki temu mogłem w spokoju pracować. Jej bezpieczeństwo było dla mnie na szczycie listy priorytetów.



Lena POV:
Mój dzisiejszy humor jest wyśmienity. Uśmiecham się do mijanych ludzi, lekki wiatr rozwiewa moje włosy, a wywnętrz czuję spokój. Tak dobrze mieć świadomość, że sesja dobrze mi poszła, zaliczyłam ją bez poprawek i od października będę mogła zacząć kolejny rok studiów. Justin wciąż nalega, abym dla niego pracowała i im dłużej mnie namawia, tym bardziej zaczynam ulegać. To dla mnie ogromna szansa, którą chcę wykorzystać. Firma mojego chłopaka jest na światowym poziomie, na szczycie, więc jak nie u niego, to u kogo? Nie ma lepszego miejsca, a to, że odbywałam tam staż pozwoliło wdrożyć mi się w pracę, poznać świetnych ludzi i zadomowić. Skoro on tego chce, ja nie powinnam mieć żadnych oporów. I właśnie po to zmierzam do firmy, aby mu o tym powiedzieć.

Idę prosto do jego gabinetu, jednak kiedy Roma mnie widzi zrywa się i przytula do siebie.
- Miło cię widzieć, kochanie! To prawda, że do nas wracasz? - och, plotki szybko się rozchodzą.
- Tak, wracam. Justin chce mnie zatrudnić, chociaż nie skończyłam jeszcze studiów. Cały on!
- Och, daj spokój. On ma nosa do ludzi, a skoro chce ciebie musi być pewny, że jesteś zdolna.
- Wciąż mi to powtarza, więc nie wypada mi nie wierzyć. Czy jest teraz wolny? Ma chwilkę?
- Nie ma żadnego ważnego spotkania, ale ma teraz gościa. To jego przyjaciółka, Pani Amanda.
- Och! - zaskakuje mnie tym jak diabli! Amy, tak samo jak i Paul, nie pojawiła się na horyzoncie od pewnego czasu. Cieszyłam się tym spokojem, każdą spędzoną z Justinem chwilą, niestety oboje są jak burza z piorunami, która nadciąga w najmniej spodziewanym momencie - Zajmę się tym, niczym się nie przejmuj - posyłam jej lekki uśmiech, mijam jej biurko i delikatnie uchylam drzwi. Tak jak ostatnim razem, mam zamiar podsłuchać, chociaż nie powinnam tego robić. Charznić to!
- Nic nie powiesz? - jej pewny siebie, wkurzony głos dociera do moich uszu. Wsuwam nos w małą szczelinę i dostrzegam jej krągły tyłek odziany w krótką, obcisłą, granatową spódniczkę. Biała bluzka również pozostawia wiele do życzenia, jest zbyt obcisła i ma za duży dekolt. Mimo jej ubioru nic mnie nie zadziwia, a liczyłam na kłótnię, a co gorsza, na dwuznaczną sytuację - Justin, no!
- A co mam powiedzieć? Nie dowierzam, że przyszłaś z tym akurat do mnie? Po tym wszystkim?
- Cóż, myślałam, że wciąż jesteśmy przyjaciółmi? A przyjaciele sobie pomagają, mam rację?
- Owszem. Jednak zapomniałaś, że nie spotykamy się tak, jak dawniej, a nasz kontakt się zmienił.
- Więc to oznacza, że nie chcesz mi pomóc? No proszę! Nie sądziłam, że tak mnie potratujesz.
- Wybacz, nie mogę ci pomóc. Znając ciebie jestem pewny, że świetnie sobie poradzisz, prawda?
- Nie będę miała innego wyjścia, ale bardzo żałuję. Wiesz, jak bardzo mój tata cię lubi, kotku - co takiego? O czym ona mówi? Zna jej ojca?! - To przyjęcie jest dla niego bardzo ważne. Będzie tam mnóstwo ważnych ludzi z branży. Może ci się to opłaci, hmm? Pomyśl o tym, o nowych klientach.
- Nie narzekam, Amy. Dziękuję za propozycję, nie skorzystam. To byłoby nie fair wobec Leny.
- Och! A więc tak naprawdę chodzi o nią? Nie chcę iść ze mną, bo ona byłaby na ciebie zła?
- Tak, cóż cię tak dziwi? Jest moją dziewczyną, którą bardzo kocham. Poczułaby się z tym źle.
- Rany! Ależ zrobił się z ciebie pantofel, Justin! Czegoś takiego się nie spodziewałam! Ale jaja!
- Nie jestem pantoflem, Amy. Jestem zakochany - wzrusza ramionami, a moje serce wywija koziołka.
- Zakochany? Nigdy wcześniej nie byłeś zakochany! Miłość jest przereklamowana, ja nie bawię się w takie ckliwe dyrdymały. To dla mięczaków - przewraca oczami, odrzuca swoje długie włosy na plecy i oblizuje usta - Za to chętnie pobawiłabym się w coś zupełnie innego - uśmiecha się seksownie, a ja wzdycham ciężko. Co za pieprzona, wiecznie napalona zdzira! Czy ona nigdy nie ma dość? - Jesteś spragniony, widzę to po tobie - och, serio?! Wygląda normalnie, a jego spodnie nie są ciasne.
- Nawet nie zaczynaj tematu, ta gadka już na mnie nie działa. Daj sobie spokój, mam tego dość.
- Mogę zrobić coś, przez co poczujesz się wspaniale. Może użyjemy twoich zabawek, hmm?
- Nic takiego nie będzie miało miejsca, Amy. Ani teraz ani nigdy! - podnosi głos i odsuwa się..
- Cześć, kochanie! - wchodzę do środka, a w oczach Justina widzę czyste przerażenie i strach. Słusznie! Mimo, iż nic nie zrobił, ta suka ponownie tutaj jest! - Wpadłam na chwilkę, przeszkadzam?
- Tak, przeszkadzasz! - Amanda burczy pod nosem i patrzy na mnie spod byka - Nie wchodzi się bez pukania, tak? A gdyby miał ważne spotkanie, też wpadłabyś tutaj taka roześmiana?
- Hej, nie pozwalaj sobie! - Justin mruży oczy i karci ją spojrzeniem - Lena to moja dziewczyna i może sobie wchodzić kiedy chce, jak chce i bez pukania. To nie jest twoja sprawa, Amy - owija mnie ramionami, posyła lekki uśmiech i czule całuje w usta - Wszystko w porządku, kwiatuszku?
- Mhm. Chciałam porozmawiać w pewnej sprawie, ale jeśli nie masz czasu mogę poczekać.
- Dla ciebie zawsze mam czas - mruga okiem i pstryka mnie w nos - Amy, skończyliśmy.
- Jesteś kiepskim przyjacielem. Lepiej zadzwonię do tego prawdziwego, Paul się zgodzi.
- Szczerze wątpię. Paul jest chłopakiem mojej przyjaciółki i zapewniam cię, że się nie zgodzi.
- C- co takiego? - jąka się, a jej oczy są wielkie jak spodki - On też?! Jak to kurwa możliwe?!
- Normalnie? Zakochał się w Karen i są razem. Właśnie tak działa miłość, Amy. Spróbuj.
- Ani mi się śni. Obaj zrobiliście się tacy miękcy, aż chce się rzygać! Idę stąd, żegnam!
- Ja również - Justin prycha rozbawiony, Amy zarzuca włosami i wychodzi - Przepraszam za nią, aniołku. Nie mam pojęcia, kto ją wpuścił. Wydałem rozkaz, ale widocznie ktoś to przeoczył. Sprawdzę to jutro - pochyla się, muska moje usta, a ja pogłębiam pocałunek. Zarzucam dłonie na jego szyję, staję na palcach i wpycham język do środka. Jęczy cichutko, a ten dźwięk wypełnia moje ciało tym znajomym pożądaniem, które czuję za każdym razem - Pragnę cię, kotku. Tak dawno się nie kochaliśmy - och! Z powodu mojego małego upadku, którego skutkiem było kilka siniaków i wybity bark, Justin dozował nam przyjemności do minimum. Bark bolał, a ja potrzebowałam odpoczynku - Wracamy do domu? - przytakuję głową, całuję linię jego szczęki, przegryzam skórę, a jego dłonie zaciskają się na mojej pupie - Chodźmy, bo zaraz przelecę cię na moim burku.
Rumienię się na te słowa, w mojej głowie migają wspomnienia z klubu, w którym pieprzył mnie na drewnianym biurku. to było nasze trzecie spotkanie, od którego tak naprawdę wszystko się zaczęło.

Przez całą drogę do domu czuć między nami napięci. Czuję jego dłoń na moim nagim udzie, przesuwa je czule z góry na dół i kreśli wzorki. Mimo tego, iż robił to wcześniej milion razy teraz jest inaczej, bardziej podniecająco. Dreszcz przebiega wzdłuż mojego kręgosłupa, czekam aż posunie się dalej, jednak nic takiego się nie dzieje. Pragnę poczuć jego dłoń między moimi nogami, jest tak blisko, a po chwili cofa się w dół. Moja irytacja sięga zenitu, wariuję z podniecenia, a on katuje mnie i mam przeczucie, że robi to specjalnie! To cały on, uwielbia mnie przetrzymywać.
Łamie się dopiero w domu, tuż za progiem. Trzaska drzwiami, odkłada torbę, a moje plecy zderzają się ze ścianą. Wszystko przyśpiesza jak po włączeniu przycisku przewijania. Zrywamy z siebie ubrania, jesteśmy nadzy, podnieceni, a nasze głośne oddechy wypełniają ciszę, która panuje w domu.
- Zostaw szpilki, podobają mi się - spogląda na nie, seksownie oblizuje usta, aż miękną mi nogi. Zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego słabość, skoro nie pierwszy raz każe zostawić je na stopach - Chodź - pociąga mnie za dłoń, wchodzimy do salonu, a moje ciało ląduje na szerokim oparciu kanapy. Głowa w dole, reszta do jego dyspozycji. Przesuwa palcami po mojej kobiecości, przez cały czas patrzy mi w oczy i funduje dawkę przyjemności, za którą tak bardzo tęskniłam przez te kilka dni. Byłam szczerze zdziwiona, że Justin jest w stanie wytrzymać bez seksu aż tak długo! Pozytywnie mnie zaskoczył, jednak bardzo zmienił się od naszego pierwszego spotkania - Włóż ręce pod kolana i nie waż się zsuwać nóg - przełykam ślinę na dobrze znany mi ostry, pewny siebie ton. Wykonuję jego polecenie bez zająknięcia, podsuwa moją pupę na krawędź i wciska się w moje wnętrze. Odchylam głowę, kiedy wypełnia mnie całą i chcąc nie chcą próbuję zacisnąć nogi. Taki odruch, aby wziąć dla siebie jeszcze więcej - Powiedziałem, żebyś tego nie robiła - karci mnie uderzeniem w wewnętrzną część uda, co potęguje moje podniecenie do granic możliwości. Porusza się we mnie wolno, a jego tempo jest zbyt mozolne, abym była w stanie dojść. Niestety taki jest Justin, to on tutaj decyduje, a ja muszę się dostosować - Bardzo ładnie - chwali mnie i w nagrodę przyśpiesza. W dodatku dociska kciuk do tego wrażliwego, cudownego guziczka, a ja zaciskam mięśnie pragnąc czuć go jeszcze głębiej - Jasna cholera - syczy przez zęby, zaciska dłonie na moich biodrach i już się nie hamuje. Jego ruchy są mocne, gwałtownie, zachłanne. Wsuwa się we mnie raz za razem, wbijam zęby w wargę prawie rozcinając skórę zębami - Nie zaciskaj ust, Lena. Pokaż mi, jak jest ci dobrze - nie wiem jak, ale po tych słowach moim ciałem wstrząsa orgazm. 








 *************************************************** 
 Hello! :) 
Nie podoba mi się końcówka, ale już trudno. Nie mam weny na zmianę, niestety! :P

 Przepraszam was, że nie dodałam wczoraj rozdziału na nowym opowiadaniu. Tyle osób pisało to w komentarzach i tak chciałam dodać, że aż mi głupio :(
Jednak wczoraj miałam urodziny i był tak zabiegany dzień, goście, impreza, że po prostu nie znalazłam na to czasu. Mam nadzieję, że nie pogniewacie się za to na mnie. Obiecuję, że rozdział pojawi się w środę i może znowu w weekend? :)

 Ściskam was mocno!
Kasia ♥




22.04.2016

Rozdział 30

Cross POV:
Lena znika na górze, nalewam whisky do szklaneczki i pochłaniam jednym haustem. Nienawidzę, kiedy kłóci się ze mną o ważne rzeczy, a ta jest kurewsko ważna! Dlaczego nie chce tej pieprzonej ochrony? Czy nie zdaje sobie sprawy z tego, że może być w niebezpieczeństwie? Za cholerę nie ufam temu kolesiowi, zrobił jej ogromną krzywdę i nie mamy pewności, że ponownie nie posunie się dalej. Zadziwia mnie fakt, że Lena podchodzi do tego zupełnie inaczej jak ja. Jakby ufała mu, że drugi raz nie zdobędzie się na ten sam krok. Mam inne zdanie na ten temat i na własne oczy widziałem jego zachowanie wobec mojej ukochanej. To pewne, że chcę ją odzyskać, a ja na to nie pozwolę.
Opuszczam salon, idę do swojego domowego biura i szukam wizytówki odpowiedniego człowieka, który pracuje dla mnie od lat i ochrania budynek mojej firmy. Connor to odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. Jest stworzony do ochrony i ufam mu jak nikomu innemu. Na pewno poleci mi kogoś, przy kim Lena będzie bezpieczna, a ja będę mógł spać spokojnie.


Po rozmowie z Connorem idę do Leny. Otwieram drzwi naszej sypialni, staram się przygotować na kazanie, wybuch złości, ale nic takiego nie ma miejsca. Lena siedzi na łóżku, zwrócona do mnie plecami i szczotkuje swoje długie, wilgotne włosy. Ma na sobie jedynie bordowy stanik i do kompletu majtki. Opieram ramię o futrynę, przyglądam jej się w milczeniu i podziwiam piękno, które mam przed sobą. Jej drobne plecy, szczupłe ramiona, urocze dołeczki w dole kręgosłupa. Jest idealna.
- Kochanie? - odwraca głowę na dźwięk mojego głosu, patrzy na mnie tymi dużymi, ciemnymi oczyma, jednak nie dostrzegam w nich złości. Podchodzę do niej, kucam i układam dłonie na jej udach - Przepraszam, nie powinienem był na ciebie krzyczeć. Jak zwykle mnie poniosło.
- Nie przepraszaj, ja również straciłam nad sobą panowanie. Nie lubię się z tobą kłócić, Justin.
- Wiem, to nic przyjemnego. Sęk w tym, że bardzo się martwię i chcę, żebyś była bezpieczna.
- Wiem i dziękuję ci za tę troskę. Naprawdę to doceniam, jesteś taki kochany - odkłada szczotkę, zarzuca dłonie na moją szyję i przytula do siebie - Po prostu jestem zła, że to znowu wraca.
- Ciii, wiem. Nie obawiaj się, poradzimy sobie z tym. Najważniejsze, że jesteśmy razem - kołyszę ją w ramionach, a ona mruczy cicho jak kotek. Uśmiecham się i muszę przyznać, że to cholernie słodkie! - Co to za mruczenie, hmm? - sunę nosem po jej szyi, składam lekkie pocałunki i zaciągam się jej cudownym zapachem. Lena mocniej się we mnie wtula i trwamy tak przez chwilę, dopóki nie próbuję się odsunąć - Hej, co się dzieje? - walczę z jej dłońmi, które nie chcą mnie puścić, a kiedy się uwalniam, nasze oczy się spotykają. Och, jej policzki pokrywają rumieńce - Powiesz mi?

- Kochaj się ze mną - mówi czule, przygryza wargę, a w moim brzuchu wszystko się zaciska. 
- Czyżby moja mała dziewczynka miała ochotę na seks, ale wstydzi się o tym powiedzieć? - unoszę brew, Lena przytakuje głową i patrzy na mnie spod rzęs. Pożądanie wybucha w moim ciele niczym fajerwerki, jej nieśmiałość jest tak urocza, pociągająca, aż miałbym ochotę się z nią podroczyć - A więc to twój nowy zakup - kiwam głową na stanik, odchylam jej dłonie i podziwiam to cudo - Pochwalam, pięknie wyglądasz - układam dłonie na jej piersiach, pieszczę czule, a Lena zamyka oczy i odchyla głowę w tył. Włosy opadają na plecy, rozchyla usta, a widok jej takiej doprowadza mnie do szaleństwa! Jeszcze nic nie zrobiła, a moje ciało pragnie jej jak nic innego na świecie. Jest przepiękna i moja - Pokaż, jak bardzo mnie pragniesz, kochanie - patrzy na mnie zaskoczona, a jej policzki dosłownie są czerwone. Zmieniam pozycję, układam się na łóżku i raz dwa pozbywam się ciuchów. Lena podnosi się, staje na nogach i gapi na mnie tym spojrzeniem, od którego robi mi się gorąco - No dalej, aniołku. Zrzuć te seksowne ciuszki i chodź do mnie - puszczam jej oczko, zagryza wargę i posłusznie rozpina stanik oraz zsuwa majtki. Opieram plecy o wezgłowie łózka, wystawiam dłoń, a Lena chwyta ją i siada na mnie. Jej piersi lądują przed moją twarzą, chowam sutek do ust, a drugi ściskam między palcami. Jej jęki wypełniają pokój, wierci się niespokojnie i ociera o mojego kutasa. Och, ależ pragnę się w niej zanurzyć - Jesteś gotowa? - pytam zadziornie, bierze moją dłoń i sama wsuwa między swoje nogi, czym mnie zaskakuje. Jasna cholera, podoba mi się jej śmiałość. To podniecające - Mmm, jesteś więcej niż gotowa - ustawiam penisa przy jej rozkosznym wejściu, a ona sama osuwa się na mnie patrząc mi w oczy. 

Wkładam naczynia do zmywarki, sprzątam ze stołu i zaparzam wodę na ulubioną herbatę Leny. Wchodzi do kuchni, wskakuje na blat tuż obok mnie i wsuwa dłonie pod uda. Jest urocza.
- Wiesz, Theo wspomniał o sms'ie, który mi przysłał - kurwa mać! Właśnie wpadłem! - Twierdzi, że na pewno go dostałam, a jego nie ma. Nie podejrzewam cię, ale czy przeglądałeś mój telefon?
- Właściwie tak - chrząkam i spoglądam na nią niepewnie. Oddycha głęboko, kręci głową i karci mnie spojrzeniem - Nie chciałem tego robić, ponieważ szanuję twoją prywatność. Akurat byłem w kuchni, telefon leżał obok mnie na blacie i zaniepokoił mnie widok nieznanego numeru, więc przeczytałem. Kiedy zorientowałem się, że to od niego po prostu usunąłem wiadomość.
- Dlaczego, hmm? Nie gniewam się, że go przeczytałeś, ale powinieneś był mi o nim powiedzieć.
- Po co? To był nasz weekend, Lena. Nie chciałem, żebyś się tym przejmowała czy zamartwiała.
- Doceniam twoją troskę, kochanie. Wiedz jednak, że jestem twardsza niż ci się wydaje. Naprawdę.
- Wiem o tym, Lena. Pokazałaś mi to nie jeden raz. Przepraszam za tego sms'a. Wybaczysz mi?
- Wybaczę - rozchyla nogi, wchodzę między nie i odgarniam jej włosy na plecy - Dałam mu jasno do zrozumienia, co o tym wszystkim myślę. Znam Theo i doskonale wiem, że słowa i tak do niego nie trafiają. Jest upartym skurczybykiem, dokładnie tak samo jak Amy. Dobrali się, nie powiem.
- Zapomnijmy o nich, dobrze? Nie mam zamiaru wciąż wracać do ich tematu, to męczące. Mam dla ciebie małą niespodziankę. Rodzice zaprosili nas do siebie. Masz ochotę ich odwiedzić?
- Pytanie! No pewnie! Dawno u nich nie byłam, a bardzo ich polubiłam. Kiedy jedziemy?
Gdybym wiedział, że tak bardzo się ucieszysz, zdecydowanie wcześniej bym Cię do nich zabrał.


Godzinę później wchodzimy do domu moich rodziców. W moje nozdrza natychmiast wdziera się zapach świeżo zaparzonej kawy oraz mojego ulubionego cynamonowego ciasta z rodzynkami.
- Och, jesteście! - mama wita nas uśmiechem, całuje w policzki i prowadzi do ogrodu.
- Lena, Justin - tata klepie mnie po plecach, a Lenę tuli do siebie - Jak miło was widzieć, dzieci.
- Tak, was również. A gdzie moja szalona siostrzyczka i wiecznie roztrzepany braciszek, hmm?
- Jazzy u swojej przyjaciółki, a Jaxo Bóg wie gdzie! A co u was? Jak twój staż, kochanie?
- Właśnie go skończyłam. Teraz mam dwa tygodnie na przygotowanie się do sesji. Sporo nauki.
- Domyślam się, jak to na studiach. Justin wspominał, że chce zatrzymać cię w swojej firmie.
- Oczywiście, że chcę! Jednak Lena jest uparta i twierdzi, że to niewłaściwe. Wciąż powtarza, że nie ukończyła studiów, nie ma kwalifikacji bla, bla, bla. Jest zdolna jak diabli, to mi wystarczy.

- Och, Lena! Nie wygaduj bzdur, skarbie! - mama przewraca oczami i siada obok taty - To dla ciebie ogromna szansa, firma Justina jest na światowym poziomie. Rozwiniesz się u niego.
- Tak, wiem. To dla mnie szansa, jednak wolałabym skończyć studia. Czułabym się z tym lepiej.

- Daj spokój, maleńka. Doskonale wiesz, że to moja firma i mogę robić wszystko, co tylko chcę. A ja pragnę cię w swojej firmie i uwierz mi, zrobię wszystko, abyś dla mnie pracowała.
- Musisz być naprawdę dobra, Lena - ojciec mruga do niej, a ona zawstydza się i urocze rumieńce pojawiają się na jej policzkach - Justin ma najlepszych pracowników, jesteś dla niego cenna.
- Nie masz pojęcia jak bardzo, tato - obejmuję ją ramieniem, przyciągam do siebie i całuję.

Nazajutrz w pracy kocioł od samego rana. Za mną dwa spotkania, jedno przede mną, a dochodzi dopiero południe. Jestem niewyspany, mam małego kaca i zdążyłem pochłonąć dwie butelki wody. Wizyta u rodziców skończyła się małą libacją, kiedy dołączył do nas Jaxo z Jazzy. Byłem w takim stanie, że musieliśmy wezwać taksówkę, a teraz muszę za to płacić! Nigdy więcej picia z moim rodzeństwem, to koszmar! Nie mam pojęcia, po kim oni mają aż tak mocne głowy.
- Witaj, przyjacielu - moją pracę przerywa wchodzący do biura Connor - Mam coś dla ciebie.
- Super, siadaj - wskazuję na fotel naprzeciwko mnie, a Connor wygodnie się na nim rozsiada.
- Znalazłem odpowiedniego faceta do ochrony Leny. To Olivier, ma dwadzieścia dziewięć lat, były wojskowy. Pracuje ze mną od lat, jest naprawdę dobry - podaje mi teczkę, z której wyjmuję zdjęcie.
- Na takiego mi wygląda. Potrzebuję zaufanego człowieka, który się na tym zna i będzie czuwał.
- Możesz mu zaufać, ręczę za niego. Ma doświadczenie, ochraniał wielu ludzi w tym jedną gwiazdę.
- Gwiazdę, powiadasz? No proszę, faktycznie musi się na tym znać. Może być mu nieco trudniej, ponieważ to tajemnica, a Lena nie może dowiedzieć się, że ma ogon. Olivier musi być ostrożny.
- Spokojnie, Lena nawet nie zauważy jego obecności. Będzie tam gdzie ona, nie martw się.
- Świetnie, właśnie to chciałem usłyszeć. No dobrze, kiedy może zacząć? Zależy mi na czasie.
- Kiedy chcesz, jest do twojej dyspozycji. O wszystkim wie i czeka na dalsze instrukcje.
- Niech zacznie od jutra. Dzisiaj Lena została w domu, więc nie ma sensu go ściągać.
- Nie ma sprawy. Dam ci jego numer, zdzwonicie się i dogadacie szczegóły. Pasuje ci?
- Jak najbardziej, zadzwonię jeszcze dzisiaj. Dzięki, Connor. Zawsze mogę na ciebie liczyć.


O czternastej zbieram się do domu. Wyłączam laptopa, chowam go do torby i zakładam marynarkę. Marzę o gorącej, przyjemnej kąpieli z moją ukochaną i wygodniejszych ciuchach. Nie ukrywam, nie łatwo było przyzwyczaić się do eleganckich garniturów i krawatów, które są niewygodne i wiecznie mnie uwierają. Jednak praca to praca, trzeba się prezentować i wyglądać profesjonalnie.

Żegnam się z Romą, zmierzam do windy przy której rozdzwania się mój telefon. Wyjmuję go z kieszeni, a na wyświetlaczu ukazuje się zdjęcie mojego przyjaciela. Czyżby się stęsknił?
- No witam cię, stary. Przypomniałeś sobie o przyjacielu? - uśmiecham się i wciskam guzik windy.
- Zawsze o tobie pamiętam, jednak to nie jest czas na taką rozmowę. Musisz przyjechać do szpitala, Justin. Lena miała wypadek - kurwa! Krew odpływa mi z twarzy, a serce wywija koziołka.





18.04.2016

Rozdział 29

Lena POV:
Wszystko co dobre niestety zbyt szybko się kończy. Weekend przeleciał w mgnieniu oka i trzeba było powrócić do szarej codzienności. Mój staż dobiegł końca, teraz dwa tygodnie wolnego i początek sesji. Muszę solidnie wziąć się za naukę, bo mam sporo materiału do ogarnięcia.
Justin oczywiście męczył mnie, abym została w firmie. Chciał mnie zatrudnić mimo tego, iż nie ukończyłam studiów. Ten argument jednak do niego nie trafiał, wciąż powtarzał, że jestem zdolna i bez papierka i chce mnie mieć u siebie. Oczywiście to była dla mnie ogromna szansa, chciałam u niego pracować, a i tak miałam obawy. Co pomyślą sobie ludzie w firmie?
- Lena, zawiesiłaś się - Karen szturcha mnie w ramię i przewraca oczami - Co cię martwi, hmm?
- Nic, nic, po prostu się zamyśliłam. Za dwa tygodnie sesja i szczerze mówiąc zaczynam świrować!
- Powiedz mi coś, czego nie wiem! Nauki jest od groma, a ja wcale nie mam ochoty tego zakuwać.
- No to jest nas dwie - chichoczę i upijam łyk pysznej, karmelowej herbaty - A gdzie twój chłopak?
- Ach, od kilku dni jest zabiegany. Otwiera filię tutaj, w Nowym Jorku i ma pełne ręce roboty.
- Nigdy w życiu nie spodziewałabym się, że wasza znajomość tak szybko się rozwinie. Randki randkami, ale on przenosi filię swojej firmy, helloł! Ten chłopak kompletnie stracił dla ciebie głowę!
- Nic nie mów, sama wpadłam po uszy! Na początku wcale nie chciałam pchać się w nowy związek zaledwie trzy miesiące po zakończeniu poprzedniego, no ale stało się! Jestem szczęśliwa.
- I to jest najważniejsze, Karen. Widać, że Paulowi naprawdę na tobie zależy, to nie Cody.
- Zdecydowanie nie! Powiedział, że przenosi firmę z miłości. Chce mnie mieć obok siebie.
- Wow, ten facet naprawdę się stara. Oby zawsze tak było, zasługujesz na szczęście.


Popołudniu wybieram się na małe zakupy. Niestety Karen zabrał mi Paul, więc samotnie chodzę po sklepach w poszukiwaniu odpowiedniego stanika. Przymierzam ponad dziesięć sztuk, wybieram dwa, które na pewno spodobają się Justinowi. Są seksowne, lekko prześwitujące, z uroczą koronką. Faceci to wzrokowcy, wystarczy odstrzelić się w coś wyzywającego, a już są zwarci i gotowi. Z drugiej strony myśl, że tak bardzo na niego działam jest niesamowicie przyjemna. Nie jestem idealna, mam kompleksy i najchętniej zmieniłabym w sobie co nieco. Tutaj odjęła, tam dodała i może wtedy byłabym w stu procentach z siebie zadowolona. Mimo to on patrzy na mnie jak na przepyszny kąsek, któremu nie może się oprzeć i nie zwraca uwagi na moje niedoskonałości. 
- Hej, Süsse - zamieram na głos tuż przy uchu, przekręcam głowę i z niedowierzaniem wpatruję się w Theo, który uśmiecha się i wygląda na rozbawionego - Co za spotkanie! To chyba przeznaczenie.
- Co ty tutaj robisz, do cholery? Jeśli mnie śledzisz, przysięgam, że nie zostawię tak tego.
- Zwariowałaś? To miejsce publiczne. Chciałem kupić kwiaty dla mamy, a tutaj jest jej ulubiona kwiaciarnia - to fakt, pamiętam, że zamawia tutaj kwiaty do swojego pięknego domu - Pomożesz?
- Niestety nie mam czasu, muszę wracać do domu - mijam go, jednak zatrzymuje mnie uściskiem.
- Proszę? To zajmie tylko kilka minut, Lena. Nie znam się na kwiatach, a ty jesteś kobietą.
- Nie odpuścisz, co? - kręci głową i posyła mi lekki uśmiech - Dobra, ale streszczaj się.
- Dziękuję, jesteś kochana! - odbijamy w prawo, mijamy sklep dziecięcy, KFC, a na horyzoncie pojawia się mała kwiaciarnia. Theo obejmuje mnie ramieniem, a moje ciało napina się jak struna. Jakby doskonale wyczuwało, że to właśnie ten człowiek wyrządził mu krzywdę - Nie bój się.
- Nie boję się, po prostu nie czuję się komfortowo, kiedy mnie do siebie przytulasz.
- Niepotrzebnie, nie skrzywdzę cię, przysięgam! Dlaczego nie odpisałaś mi na sms'a? Czekałem.
- Na jakiego znowu sms'a? Nic nie dostałam - wyjmuję telefon i z ciekawości sprawdzam skrzynkę.
- Naprawdę? Wysłałem go w sobotę i jestem pewny, że doszedł. A może to twój chłopak przeczytał?
- Justin? Nie, na pewno nie. Telefon to moja osobista rzecz, nie zrobiłby tego. Co napisałeś?
- Pokażę ci - wyjmuje swój telefon i po chwili czytam wiadomość. Mam mu ochotę przywalić!
- Okej, wyjaśnijmy coś sobie, Theo - oddaję mu ten cholerny telefon, odsuwam się i odważnie patrzę mu w oczy - Powiem to tylko raz i nigdy więcej nie powtórzę, więc radzę ci uważnie słuchać. Daj.mi.spokój, jasne? Naprawdę nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, tak ciężko to pojąć? - wyrzucam ręce w górę, stoi przede mną i nawet nie mruga. Nie wygląda na zaskoczonego, raczej na wkurzonego - Zrobiłeś mi potworną krzywdę, boję się ciebie i nie chcę, żebyś był w pobliżu. Nie wierzę również, że cokolwiek możesz do mnie czuć, ponieważ nigdy mnie nie kochałeś - napina szczękę, zwija dłonie w pięści i wręcz morduje mnie spojrzeniem. Moja odwaga ulatnia się, ale mimo wszystko chcę mu wygarnąć to raz na zawsze - Nie nachodź mnie, zostaw w spokoju - nie daję dość mu do słowa, odwracam się na pięcie i po prostu odchodzę. Na szczęście mi na to pozwala.

Docieram do firmy Justina. Umówiłam się z nim na odebranie zaświadczenia o ukończeniu stażu, chociaż równie dobrze mógłby mi je przekazać w domu. Jednak Justin to Justin, chciał żebym wpadła, a ja chętnie odwiedzę cały zespół, z którym tak świetnie mi się pracowało. I kiedy tylko widzę tych ludzi, uśmiecham sam wkrada się na moje usta. Cholera! Chcę tu wrócić, chcę z nimi pracować, przyczynić się do rozwoju firmy. Skoro Justinowi nie przeszkadza fakt, że nie skończyłam studiów, to dlaczego mi miałoby to przeszkadzać? W końcu to jego firma, to on tutaj rządzi.
- Lena! - głos Glorii roznosi się po sali, podbiega i miażdży mnie w uścisku - Jak dobrze cię widzieć!
- Ciebie również! Jak zawsze piękna - mrugam okiem, a Gloria się zawstydza - Justin jest u siebie?
- Tak, powinien być. Niedawno miał spotkanie, więc jeśli nigdzie nie wyskoczył to go zastaniesz.
- Dziękuję, to lecę - cmokam ją w policzek, przemierzam dobrze znany mi korytarz i docieram do biura Justina. Rozglądam się za Romą, jednak jej biurko jest puste. Wzruszam ramionami, już unoszę dłoń aby zapukać do drzwi, ale zatrzymuje mnie podniesiony głos Justina. Naciskam klamkę, chcę wejść i staję jak wryta. Widzę Amy, a to mi wystarcza, aby zrobić krok w tył. Pieprzona suka!
- Jesteś kurewsko uparta, a ja mam tego po dziurki w nosie! - głos Justina tnie powietrze, jest wściekły i chociaż nie powinnam tego robić, podsłuchuję - Miałaś tutaj nie przychodzić, prawda?
- Daj spokój! Boli mnie twoje zachowanie, Justin! Całkowicie się ode mnie odsunąłeś i to przez dziewczynę, która wzięła się dosłownie znikąd! Dlaczego?! Jestem twoją przyjaciółką, znamy się przeszło trzy lata! Co się z tobą stało? Kompletnie cię zaślepiła! - prycha wkurzona, zakłada ręce na piersiach i patrzy przed siebie. W zasięgu wzroku niestety nie dostrzegam mojego chłopaka.
- Nie mam najmniejszego zamiaru ci się spowiadać, ponieważ nie muszę tego robić. Jestem wolnym człowiekiem i nie będę ci się tłumaczył ze swojego życia. Mogę robić to, na co mam ochotę, a ty musisz to zaakceptować! Co do naszej przyjaźni, spierdoliłaś to na własne życzenie.
- Zmieniłeś się, nie poznaję cię. To nie jest ten sam Justin, który lubił dobrą i ostrą zabawę.
- Mylisz się. Jestem dokładnie tym samym człowiekiem, który lubi dobrą i ostrą zabawę. Zmienił się jedynie fakt, że poznałem najwspanialszą kobietę pod słońcem, którą bardzo kocham - o, Boże! Moje serce kurczy się przyjemnie, a uśmiech sam wypełza na usta. Cieszę się, że powiedział jej to prosto w oczy - Nie zrobię nic, aby ponownie ją skrzywdzić, bo już raz wywinąłem jej numer. Miej pewność, że nigdy więcej ci się to nie uda, Amy. Przejrzałem na oczy, jesteś podstępna i podła.
- Och, daj spokój. Bredzisz - kręci głową, znika z zasięgu mojego wzroku i nieco bardziej uchylam drzwi, aby zobaczyć jak podchodzi do Justina i układa dłoń na jego torsie - Nie chciałam cię zdenerwować. Przyszłam wyjaśnić sytuację między nami, dojść do porozumienia. Jeśli chcesz, pomogę ci się zrelaksować - uśmiecha się kokieteryjnie i bezwstydnie układa dłoń na jego kutasie. Nie odwracam wzroku, to dla niego ogromna próba i jestem ciekawa, jak zachowa się w tej sytuacji. Jeśli ponownie jej ulegnie, nigdy więcej nie zobaczy mnie na oczy - Co ty na to? Chcesz tego?
- Jesteś popierdolona, Amy  - syczy przez zęby, odpycha ją od siebie i podchodzi do biurka, z którego bierze filiżankę i upija kilka łyków. Zuch chłopak! - Widocznie nic z tego, co mówię do ciebie nie dociera, trudno. Wyjdź z mojego gabinetu, od dzisiaj masz zakaz wstępu do firmy. Przy wejściu zatrzyma się ochrona. Mówię to, abyś nie była zaskoczona - jej mina jest bezcenna. Płonie ze złości, jest cała czerwona i morduje go spojrzeniem. Ha! Dobrze ci tak, karma to suka! - Coś jeszcze?
- No proszę! Naprawdę jesteś w stanie pójść tak daleko? Chcesz mnie odseparować na dobre, tak?
- Alleluja, nareszcie to zrozumiałaś! Już kilka razy starałem ci się to wbić go głowy. To koniec, Amy!
- Koniec? Żartujesz sobie?! - prycha wściekła, mam dość i postanawiam wreszcie wejść do środka.
- Cześć, kochanie - mój uśmiech jest ogromny, gdyby nie uszy okręciłby się dookoła głowy. Justin gwałtownie zrywa się na nogi, przytula mnie do siebie, a Amanda teatralnie przewraca oczami.
- Przysięgam, nie spodziewałem jej się tutaj - szepcze do mojego ucha i wsuwa palce w moje włosy. 

- Wiem, nie martw się. Słyszałam o czym rozmawialiście, chociaż nie powinnam podsłuchiwać.
- Cieszę się, że to zrobiłaś - odchyla głowę, puszcza mi oczko i całuje, w ogóle nie przejmując się stojącą pod oknem Amandą - Zapewne wpadłaś po zaświadczenie, hmm? Jest już gotowe.

- Świetnie! Masz jeszcze jakieś ważne spotkanie? Może zrobisz sobie już na dzisiaj wolne?
- Dobry pomysł, właściwie jestem po spotkaniu i na resztę dnia nic nie zaplanowałem. Możemy się zbierać - podchodzi do biura, chwyta marynarkę i zakłada na siebie - Amy, powinnaś już iść - kiwa głową na drzwi, dziewczyna kipi ze złości i patrzy wprost na mnie - Definitywnie kończyliśmy.
- To się jeszcze okaże - posyła mu pewny siebie uśmieszek, bierze torebkę i wychodzi. 


Wracamy do domu, w samochodzie panuje cisza która nie jest nieprzyjemna, po prostu wygodna. Wzdycham ciężko i myślę o tym wszystkim, co się ostatnio dzieje. Theo i Amanda wiszą nad nami niczym gradowe chmury, nie odpuszczają i wciąż próbują namieszać. Zmówili się czy jak?
- Spotkałam dzisiaj Theo w galerii handlowej - przerywam ciszę, kiedy Justin parkuje przed domem. Gwałtownie przekręca głowę, zaciska szczękę i patrzy mi w oczy - Szukałam nowego stanika i spotkałam go przypadkiem - wzruszam ramionami, odpinam pas i opuszczam samochód.
- Naprawdę wierzysz w takie rzeczy, kotku? - prycha rozbawiony i otwiera drzwi kluczem - Jestem pewny, ze wcale nie znalazł się tam przypadkiem. Mam nadzieję, że ten skurwiel cię nie śledzi.
- Wątpię. Po prostu chciał kupić kwiaty dla mamy i poprosił mnie o pomoc, która i tak nie wyszła.
- Wybacz, miałem zadzwonić do firmy ochroniarskiej już wcześniej. Zrobię to jeszcze dzisiaj.
- Nie chcę ochrony - burczę pod nosem, odkładam torebkę na szafkę przy drzwiach i zsuwam szpilki - Mówiłam ci, że użerałam się z ochroną przed długi czas, teraz jestem wolna i niech tak zostanie.
- Przykro mi, ta kwestia nie podlega żadnej dyskusji. Tu chodzi o twoje bezpieczeństwo, a nie wiemy, co może strzelić mu do głowy, prawda? Nie mam zamiaru podejmować takiego ryzyka, Lena.
- Wydaje mi się, że jeśli Theo naprawdę chciałby mnie skrzywdzić, to już by to zrobił. Czyż nie?
- Nie mów tak! - marszczy brwi i złości się - Martwię się o ciebie, do cholery. Proszę cię, abyś nie lekceważyła tego popaprańca. Może mieć jakiś chory plan, przecież cię kurwa zgwałcił!
- Wyobraź sobie, że nigdy nie będę w stanie o tym zapomnieć! - podnoszę głos, ale teraz i ja jestem wściekła - Mam dość, rozumiesz? Nie chcę rozmawiać o Theo, ani o pieprzonej ochronie - mijam go i wchodzę na górę. Raz dwa zrzucam z siebie ciuchy, odkręcam wodę i relaksuję się pod prysznicem. Próbuję opanować nerwy, opieram dłonie na płytkach i oddycham głęboko - Niech to szlag - szepczę cicho, a ciepłe łzy spływają po policzkach. Dlaczego przeszłość ponownie do mnie wraca?





15.04.2016

Rozdział 28

Cross POV:
W sobotę budzę się pierwszy. Dochodzi dopiero ósma czterdzieści pięć, jednak nie mogę spać. Ostrożnie, aby nie obudzić, Leny, czmycham z łóżka. Wkładam na tyłek bokserki, idę do salonu i wyjmuję z torby laptopa. Wiem, że to weekend bez pracy, ale muszę upewnić się, że w firmie wszystko w porządku, a chłopcy mnie nie potrzebują.
Kiedy tylko sprzęt się uruchamia, wchodzę w skrzynkę, a której czeka na mnie sporo wiadomości, w tym jedna od Ryana z dzisiejszego dnia. Napisał ją kilka minut przed ósmą i czytam natychmiast.


Siema, ziomek!
Mam nadzieję, że świetnie się bawisz i nie fiksujesz z powodu nieobecności w pracy ;)
Ciesz się weekendem ze swoją ukochaną, a resztę zostaw nam.
Pozdrów Lenę.

Uśmiecham się pod nosem, jednak Ryan doskonale mnie zna. Wie, że kiedy tylko jestem poza firmą, a przed poznaniem Leny praktycznie w ogóle się to nie zdarzało, czuję wewnątrz dziwny niepokój, jakbym zostawiał coś bardzo cennego. Ufam mu, tak samo jak i Chazowi, mam pewność, że firma jest w dobrych rękach, a mimo to zawsze czuwam. Chyba taka już rola szefa.
Przewijam w dół, czytam jeszcze kilka innych e-maili, a w moje oczy rzuca się dobrze znany adres. Wiadomość jest od Amandy i wręcz nie wierzę, że się odezwała. Milczała po tym, co się wydarzyło. Po cichu liczyłem, że po prostu dała sobie spokój i wyjechała. Czego chce tym razem?


Cześć, skarbie.
Piszę, bo cholernie za tobą tęsknię, wiesz? Jest mi przykro, że Lena była świadkiem naszej słodkiej przyjemności, ale to chyba nie moja wina? Wiem, że sprawy wymknęły się spod kontroli, ale chciałabym się z tobą zobaczyć.
Zrobisz to dla mnie? Proszę?

Kręcę głową, prycham wkurzony, ale ta dziewczyna przechodzi ludzkie pojęcie! Jak może pisać coś takiego, po tym, co zaszło?! Czego nie zrozumiała w zdaniu; "nie chcę cię więcej widzieć"?


Witaj, Amy.
Nie, nie spotkam się z tobą, ponieważ nie ma mnie w mieście przez weekend. Nie spotkam się z tobą również dlatego, ponieważ jak sama napisałaś, sprawy wymknęły się spod kontroli. Przykro mi, ale sama wiesz, że przekroczyłaś wszelkie granice. Wiem, do czego to wszystko zmierza i na pewno ci na to nie pozwolę. Jestem szczęśliwy z Leną, zakoduj to sobie wreszcie w głowie. Poprosiłem cię o przerwę, teraz żądam, abyś dała mi święty spokój. Nie chcę się z tobą spotykać, zrozum to! Byłaś moją przyjaciółką, ale zniszczyłaś to swoją zazdrością i podstępnymi sztuczkami. Przejrzałem na oczy i postanowiłem, że nasza przyjaźń musi się skończyć. Zapomnij o mnie, Amy. 

Idę do kuchni, zaparzam kawę i delektuję się jej pysznym aromatem. Nie mam zamiaru prowadzić bezsensownej dyskusji z moją byłą przyjaciółką, skoro i tak nic do niej nie dotrze. Czy nie jest podobna do Theo? Lena również tłucze mu do głowy, aby się odczepił, a on dalej swoje. Poważnie, powinni sobie kurwa przybić piątkę. Za cholerę nie rozumieją słowa "nie'.
Wzdrygam się na dźwięk przychodzącej wiadomości. Spoglądam na blat, na którym leży telefon Leny i chociaż nie powinienem tego robić, sięgam po niego i odblokowuję ekran. Marszczę brwi na widok nieznanego numeru, wchodzę w skrzynkę odbiorczą i czytam całkiem długi monolog. 



Hej, słodziutka. 
Przepraszam za najście w firmie, nie chciałem, abyś poczuła zagrożenie z mojej strony. Chciałem tylko zaprosić cię na kawę, porozmawiać, ale jak zwykle zareagowałaś gwałtownie na mój widok. Nie bój się mnie, przecież wiesz, że nie zrobię ci krzywdy. Chciałbym wszystko wyjaśnić, poprosić o wybaczenie. Wierzę, że jesteś w stanie o tym zapomnieć. Mimo wszystko jestem zaskoczony, że masz chłopaka! Jakim cudem, Lena? Naprawdę pozwalasz mu, aby cię dotykał? Czy robił to ktoś jeszcze? To ja Cię oznaczyłem, skarbie. Chcę znowu to zrobić. Czuć twoją ciepłą skórę, twoje jęki. Pragnę, abyś była moja, Lena.

Krew gotuje się w moich żyłach. Ściskam palce na telefonie, mam ochotę rozpierdolić go na ścianie i sam nie wiem, jakim cudem tego nie robię. Gapię się w wiadomość, a przed moimi oczami pojawia się jego twarz. Tak kurewsko chciałbym mu ją obić, żeby zapamiętał sobie, że Lena jest tylko i wyłącznie moja! Jego czas się skończył, a jeśli myśli, że może ze mną konkurować to się kurwa grubo myli. Lena mnie kocha, więc Theo nie jest dla mnie żadnym zagrożeniem. Poza tym skrzywdził ją w najgorszy możliwy dla kobiety sposób, nie powinien nawet otwierać ust i prosić o wybaczenie za coś tak okrutnego. Jeśli myśli inaczej, jest po prostu głupi!

Mija dobra godzina, zanim jestem w stanie się uspokoić. Lena budzi się w międzyczasie, zaprasza mnie na wspólny prysznic i chyba dopiero pod wpływem gorącej wody, która spływa po moim ciele, złość opuszcza mnie całkowicie. Nie daję po sobie poznać, że cokolwiek jest nie tak, ani nie wspominam o wiadomości. Nie mam zamiaru psuć jej humoru, który od rana jest bardzo dobry. Uśmiecha się uroczo, nawet nuci wesoło, a to zmiękcza moje serce. Jest wyjątkowa, jedyna.- Halo, ziemia do Justina - jej słodki głos wyrywa mnie z zamyślenia - Gdzie jesteś, hmm?
- Tutaj, z tobą - odgarniam jej włosy, pocieram nosem o jej i całuję czubek - Zamyśliłem się.
- Właśnie widzę. Wychodzimy? - biorę jej dłoń, opuszczamy kabinę i wycieramy się raz dwa.
- Idziemy coś zjeść, a potem zabiorę cię gdzieś - klaszcze w dłonie i soczyście całuje mnie w usta.

Popołudniu wybieramy się na długo spacer. Lena jest zachwycona tym miejscem, rozgląda się, wciąż komentuje, wzdycha rozmarzona i mocno ściska moją dłoń. Fakt, to miejsce naprawdę robi ogromne wrażenie, a najważniejsze jest to, iż jest tutaj tak cicho, spokojnie. Właśnie tego obojgu nam potrzeba. Chwili oddechu, odpoczynku od wszystkiego, co się ostatnio wydarzyło, z dala od miasta, problemów, trosk. Czasami mam ochotę wrócić do Miami, gdzie było wspaniale, bez tych cholernych dramatów. Byliśmy tylko my cieszący się sobą. Nie sądziłem, że po powrocie do miasta na nasz związek czeka tak ciężka próba. Nie sądziłem również, że ulegnę Amy i skrzywdzę Lenę.
- Kotku - przerywam ciszę, Lena unosi głowę i patrzy mi w oczy. Nie minęło dużo czasu, a jednak to pytanie wciąż krąży mi po głowie - Czy chociaż odrobię wybaczyłaś mi to, co zrobiłem? - zaciska usta, marszczy brwi i wygląda na zaskoczoną tym pytaniem - Wiem, że nadal jest ci z tym ciężko.
- Owszem, jest - oddycha głębiej, przenosi wzrok na plażę, a lekki wiatr rozwiewa jej długie włosy. Wygląda tak pięknie! - Nie wiem, co mam ci powiedzieć, Justin. Staram się być silna, jakoś sobie z tym poradzić. Minęło zaledwie kilka dni, wciąż mam do ciebie ogromny żal i pretensje, że jej na to pozwoliłeś - po jej słowach czuję się jeszcze gorzej, niż do te pory. Sam siebie za to nienawidzę - Amy jest podstępna, przebiegła. Nie wiem, jak to zrobiła, że jednak cię uwiodła, ale chyba nie powinnam być zaskoczona. Przecież od samego początku chyba właśnie o to jej chodziło, prawda?
- Nie wiem, aniołku, być może. Była bardzo zazdrosna, a kiedy ją odtrąciłem wkurzyła się, że potraktowałem ją w ten sposób, a to zapewne była zemsta. Nie wybaczę sobie, że jej uległem.
- Co się stało już się nie odstanie. Albo pójdziemy dalej albo wciąż będziemy to roztrząsać, a moje rany nigdy się nie zabliźnią. Może i powinnam ostrzej cię potraktować, odejść, uciec daleko stąd - kurwa! Na samą myśl mój żołądek wywija salto! Nie wyobrażam sobie, aby była gdziekolwiek indziej niż u mojego boku. Sama myśl wręcz wpędza mnie w panikę - Ale kocham cię, Justin, po prostu bardzo cię kocham. Po Theo nigdy nie zaufałam żadnemu facetowi, aż spotkałam ciebie. Jeśli ponownie mnie zawiedziesz, nawet moja miłość nie uratuje tego związku. Odejdę natychmiast.
- Wiem, Lena. Przysięgam, że nigdy więcej tego nie zrobię. Boleśnie dotarto do mnie, że mogłem cię stracić, a to byłaby najgorsza rzecz w moim życiu. Jesteś dla mnie najcenniejsza, wiesz?
- Więc nigdy więcej mnie już nie rań. Drugiego razu ci nie wybaczę - zatrzymuje się, staje na palcach i zarzuca dłonie na moją szyję - Wyjadę daleko stąd, nigdy więcej mnie nie zobaczysz.
- Cicho, nie mów mi takich rzeczy - burczę pod nosem, jak naburmuszone dziecko, a Lena chichocze - Koduję w głowie wszystko, co mówisz, Lena. Uwierz mi, żałuję swojego czynu dzień w dzień, a widok twoich łez, cierpienia wręcz łamał moje serce na milion kawałków. Liczysz się tylko ty, gdyby tak nie było, nie walczyłbym o ciebie. Pozwoliłabym ci odejść - wzdycha ciężko, patrzy na mnie smutno i dotyka opuszkami palców mojego policzka - Nie chcę bez ciebie żyć, aniołku. Fiksuję, gdy nie ma cię obok i czuję pustkę w sercu. Amanda nigdy więcej między nami nie namiesza.
- Mam taką nadzieję, nie znoszę jej. Ma w sobie coś takiego, co potwornie mnie denerwuje.
- Tak, to prawda. Czasami bywa aż nazbyt pewna siebie, a to momentami ją gubi. Nie zadręczaj się Amy, dobrze? Czas definitywnie się od niej odseparować, zakończyć naszą przyjaźń.
- Mówisz tak, jakby to była najprostsza rzecz na świecie. Oboje wiemy, że ona łatwo nie odpuści.
- Odpuści, postaram się o to - mrugam okiem, dociskam ją do siebie mocniej i całuję czule.

Lena wymyśla wypad do klubu. Tłumaczy, że chce się napić, potańczyć, rozluźnić. Nie mam nic przeciwko temu, a taka chwila szaleństwa dobrze nam zrobi. Szybko zmieniam zdanie, kiedy tylko widzę co na siebie założyła. Jest to kurewsko seksowna, krótka, bordowa sukienka na cienkich ramiączkach, a dekolt? Jasna cholera, jej piersi wypchnięte są do góry, seksowne, tak podniecające, że robię się twardy niemal w sekundę. Prawie dwadzieścia minut namawiam ją, aby założyła coś mniej pociągającego, ale nie słucha mnie, wsuwa stopy w czarne szpilki zasuwane na kostce czym doprowadza mnie do szaleństwa. Mam pewność, że ta noc na pewno nie skończy się dobrze.

Wybieramy klub blisko naszego domku. Jest zatłoczony, jednak wyczuwam w nim dobrą aurę. Przeważa w nim łagodny odcień fioletu oraz bieli. Takie są właśnie światła, dodatki jak i sofy w loży, do której prowadzę Lenę. Rozgląda się zaciekawiona, jej uśmiech jest szeroki, a pod wpływem muzyki jej biodra lekko się kołyszą. Uśmiecham się pod nosem, a ona puszcza mi oczko.
Zamawiamy coś mocniejszego, stukamy się szkłem i wypijamy kilka szotów na raz. Mocny płyn rozchodzi się ciepłem po przełyku i spływa w dół, ogrzewając wnętrzności. Dawno nie byłem w klubie, zapomniałem już jak mocne bywają drinki. Chyba zostaję przy mojej ulubionej whisky.
- Chodź, zatańczymy - podaję jej dłoń, chwyta ją bez wahania po czym wchodzimy na parkiet, gdzie bawi się mnóstwo ludzi. Przytulam jej drobne ciało, a dzięki cholernie wysokim szpilkom jest zdecydowanie wyższa - Wyglądasz obłędnie! - krzyczę jej na ucho, wstydliwie wzrusza ramionami i przygryza wargę. Czuję jej piękny zapach, ociera się o mnie, a mój przyjaciel budzi się do życia. Nie ukrywam, moja ciemna strona wręcz dobija się do drzwi, pragnie wyjść na zewnątrz i uśmiechnąć się do niej szeroko. Niestety nie mogę pozwolić sobie na taki ruch, ponieważ po tym, co powiedziała czuję, że to nie będzie na miejscu. Chyba, że sama będzie tego chciała - Pragnę cię, aniołku!
- Musisz być dzielny! - przekrzykuje muzykę, odwraca się i dociska pupę do mojego krocza. Kurwa!
- Kusisz mnie! - układam dłoń na jej piersi, ściskam sutek przez materiał sukienki i natychmiast czuję, jak jej ciało się napina. Mam ogromną chęć wsunąć dłoń między jej nogi i przekonać się, że już jest wilgotna. Chcę to zrobić, jednak moje poczynania przerywa wibracja telefonu. Zaciskam szczękę z nerwów, wyjmuję go z kieszeni jeansów, a Lena odwraca się i marszczy brwi - Zaraz wracam! Ryan! - kiwa głową, przeciskam się przez tłum i wychodzę na zewnątrz - Co jest, stary?
- Dzwonię, aby przypomnieć ci o spotkaniu w poniedziałek. Za nic w świecie nie możesz nawalić.
- Rany Boskie, Ryan! Poważnie dzwonisz do mnie w sobotę o dwudziestej drugiej czterdzieści pięć?
- Tak? Co cię tak dziwi? Czasami miewasz dziwne zaniki pamięci, a to spotkanie jest bardzo ważne.
- Mam je zapisane w kalendarzu od przeszło miesiąca, przyjacielu. Na stówę go nie przegapię.
- Całe szczęście! - wzdycha teatralnie, a ja przewracam oczami - Hej, gdzie jesteś? Skąd ta muzyka?
- W klubie! Właśnie przeszkodziłeś mi w ważnej czynności i powinienem skopać ci za to dupę!
- Auć, już się boję! Nie masz ze mną szans! A tak w ogóle to sorry, musiałem ci o tym przypomnieć.
- Doceniam to, naprawdę. Jesteś moją prawą ręką, dbasz o firmę i troszczysz się o moją sklerozę.
- Się wie, za to mi płacisz! A teraz uciekaj do swojej ukochanej, a ja uciekam do pracy. Na razie!
- Na razie, stary - kończę połączenie, kręcę głową i wracam do klubu. Czasami ten facet solidnie przesadza, z drugiej zaś strony jest niezastąpiony. To spotkanie jest bardzo ważne, muszę na nim być i Ryan doskonale o tym wie. Mimo wszystko dzisiaj jest sobota, spotkanie w poniedziałek i to nie czas na rozmyślanie o tym. Szukam wzrokiem Leny, co łatwe nie jest ze względu na tłum. Mija chwila, zanim dostrzegam ją na parkiecie, w objęciach jakiegoś frajera. Zaciskam dłonie na barierce, a w moim ciele już gotuje się furia - Niech to szlag! - zbiegam ze schodów, przeciskam się przez tłum i odsuwam delikwenta od mojej kobiety. Facet patrzy na mnie zdezorientowany, ale kiedy tylko widzi mój morderczy wzrok wycofuje się niemal natychmiast - Co ty wyprawiasz, kochanie?! - wrzeszczę niemiłosiernie, głośna muzyka rozsadza mi bębenki, a ochota na zabawę ucieka w mgnieniu oka. Nie odpowiada, stoi zaskoczona, więc biorę ją za rękę i opuszczamy klub.

Wracamy do domu, Lena idzie obok mnie, ale tempo jest szybkie i musi prawie truchtać.
- Justin, zwolnij! - wybucha nagle i próbuje wyrwać dłoń z mojego uścisku - Co ci odbiło, huh?!
- Jesteś głupia czy udajesz? - prycham wkurzony, otwieram drzwi naszego domu i przepuszczam ją pierwszą. Zapalam światło, rzucam klucze na stolik i zsuwam z ramion marynarkę.
- Dlaczego tak do mnie mówisz? Nie zrobiłam nic złego, więc z łaski swojej przestań się wściekać!
- Wyprowadziłaś mnie z równowagi, to wystarczy. Dlaczego dałaś dotknąć się temu frajerowi?

- Justin! On tylko położył dłonie na mojej talii, nie włożył mi kurwa ręki w majtki! Co ty mówisz?!
- Tylko by spróbował, a rozpierdoliłbym go jednym ciosem! - Lena uchyla usta zaskoczona moimi słowami, podchodzę do barku i nalewam szklaneczkę whisky - Nie masz mi nic do powiedzenia?
- Nie, nie mam. Nic się nie wydarzyło, po prostu do mnie podszedł i chciał zatańczyć. Ot co!
- Należysz do mnie! Nikt oprócz mnie nie może dotykać twojego ciała! Zakoduj to sobie w głowie.

- Och, naprawdę? A to nie działa przypadkiem w dwie strony? Ciebie Amanda może dotykać?!
- Lena - opada mi szczęka, zamieram w połowie podnoszenia szklanki do ust i patrzę jej w oczy. Oddycha ciężko, przeczesuje włosy i wygląda na wściekłą - Masz rację, przepraszam. Poniosło mnie.
- Masz szczęście, że chociaż umiesz przeprosić - prycha wkurzona, podchodzi do okna i zakłada ręce na piersiach - Nie chcę wciąż wypominać ci Amandy, bo to cios poniżej pasa. Jednak nie możesz tak przesadnie reagować na każdego faceta, który mnie dotknie. Ja nie rozkładam przed nimi nóg, Justin! Nigdy tego nie zrobię - przekręca głowę, patrzy na mnie smutno, przez co czuję się jak idiota.
- Wiem, przepraszam. Wiesz, że bywam wybuchowy - wypijam drinka jednym haustem, odstawiam szklaneczkę i podchodzę do niej, po czym przytulam do siebie i wsuwam nos w jej pachnące włosy - Po prostu jestem zazdrosny, jesteś taka piękna i widzę, jak faceci ślinią się na twój widok.
- Niech się ślinią, ja wybrałam ciebie - odchyla się, ujmuje moją głowę w dłonie i po prostu całuje. Czule, ale namiętnie i zmysłowo, na nowo rozpalając we mnie pożądanie - Zabierz mnie do łóżka.
- Do łóżka powiadasz? - szepczę do jej ucha, sunę po jej boku i docieram do interesującego mnie miejsca. Wsuwam dłoń między jej nogi i pieszczę przez cieniutki materiał stringów. Porusza biodrami, ściska palce na moich ramionach, a z jej słodkich usteczek uciekają podniecające jak diabli jęki. To niesamowite, jak bardzo jest wrażliwa i jak łatwo jest ją rozpalić. Wystarczy zaledwie kilka ruchów, a jej ciało przepełnia podniecenie - Nie wierć się, aniołku - gryzę ją w wargę, obniżam się i podsuwam jej sukienkę na biodra. Schyla głowę, patrzy na mnie zaskoczona, a ja pozbywam się jej majtek i zasysam wrażliwy guziczek. Natychmiast wsuwa palce w moje włosy, zaciska pięści aż krzywię się z bólu, Zdaje się tego nie zauważać, po prostu oddaje się przyjemności, którą teraz jej funduję. A mam zamiar doprowadzić ją dzisiaj do szaleństwa, aby wciąż chciała więcej, i więcej, i więcej - Wystarczy - odsuwam się od niej, dyszy ciężko i wreszcie uwalnia moje włosy - Zdejmij sukienkę, zostaw buty - robię krok w tył, obserwuję ją, a po chwili sukienka opada u jej stóp. Podaję jej dłoń, chwyta ją i lekko zawstydza, kiedy bezwstydnie ją obserwuję - Podobasz mi się taka, kochanie. Naga, w szpilkach, które są nie mniej seksowne niż sukienka, której się właśnie pozbyłaś. Pięknie - chodzę wokół jej ciała, dotykam opuszkami paluszkami jej pleców, piersi, brzucha, ud. Stoi przede mną z pochyloną głową, jej oddech jest ciężki, wolny, a brzuch unosi się i opada pod wpływem podniecenia - Rozbierz mnie - czekam na jej ruch, mija kilka sekund, a zabiera się do roboty. Po kolei pozbywa się części mojej garderoby i po chwili oboje jesteśmy nadzy - Podejdź do ściany - mówię wprost do jej ucha, gryzę płatek, aż podskakuje. Posłusznie wykonuje moje polecenie, a ja buduję napięcie, aby wykrzesać z niej jeszcze więcej podniecenia - Odwróć się w moją stronę i uklęknij - przytakuje głową, robi co mówię i opada na kolana. Podchodzę do niej, a moje podniecenie jest wystarczającą wskazówką do tego, czego od niej oczekuję. Skoro zostawiliśmy przeszłość za sobą, mam zielone światło. Lena bierze mnie do ust, pomaga sobie dłonią, a ja wsuwam palce w jej włosy, które przeczesuję, a po chwili owijam je na swoim nadgarstku. Wsuwam się w jej usta nieco głębiej, czuję skurcz gardła, a mimo to się nie krztusi. Już dawno pozbyła się tego odruchu, co jest sporym ułatwieniem. Teraz mogę pozwolić sobie na ciut więcej, przyśpieszam i poruszam biodrami o wiele zachłanniej, niż ona głową. Jej język owija główkę, dreszcz przebiega wzdłuż mojego kręgosłupa, a to zwiastuje tylko jedno. Coś, czego jeszcze teraz nie chcę, dlatego wysuwam się z jej ust i robię krok w tył. Unosi wzrok, patrzy na mnie z podnieceniem wymalowanym na twarzy, a ślina ścieka z jej ust. Och, wygląda obłędnie! - Chodź do mnie - pomagam jej wstać, odwraca tyłem do ściany i zatracam się w niej. Moje biodra pracują szybko, sprawnie, doprowadzając nas oboje na krawędź. Ściskam w palcach wrażliwe sutki, Lena drży w moich ramionach i napina mięśnie. Czuję to tak dobrze, owija się na mnie przez co jest jeszcze ciaśniej, o ile to w ogóle możliwe - Dobrze ci, kotku? Powiedz mi.
- T-tak - jej głos ledwo dociera do moich uszu, jest tak cichutki, zmysłowy, rozkoszny - B-bardzo.
- A będzie jeszcze lepiej - wysuwam się z jej wnętrza, chociaż próbuje mnie zatrzymać uściskiem na biodrach - Bądź cierpliwa, chodź - pociągam ją za sobą, podchodzimy do ogromnej, szarej kanapy z dużymi poduchami, kładę się na niej, a Lena stoi przede mną. Jej policzki pokrywają rumieńce, jest skrępowana i tak niepewna - Zdejmij buty - kiwam na niego głową, rozsuwa zameczki na kostkach i po chwili jest bosa - A teraz połóż się na mnie - marszczy brwi, pomagam jej i układam na sobie to drobne, lekkie jak piórko ciałko. Przekręca głowę, nasze oczy się spotykają tak samo jak i usta. Całuje mnie jak szalona, jest spragniona orgazmu, który na nią czeka. Wsuwam się w nią na nowo, rozsuwam jej nogi i zabezpieczam kolanami, aby nie zsuwała ich z powrotem. Wije się na mnie, porusza niespokojnie i co rusz wypycha piersi do przodu. Pieszczę te wrażliwe guziczki, czym potęguję podniecenie. Mam zamiar solidnie ją dzisiaj zmęczyć.