27.03.2016

Rozdział 23

W domu wita mnie cisza. Rzucam torbę na szafkę, luzuję krawat i rozglądam się w poszukiwaniu Leny. Nie widzę jej na dole, Paula również nie ma, więc biegnę na górę, ale tutaj też jest pusto.
- Lena?! - wydzieram się, zdejmuję marynarkę i nie fatyguję się nawet, żeby powiesić ją na oparciu krzesła, jak to mam w zwyczaju. Chrzanić to! Teraz na głowie mam zupełnie inny problem - Kotku, gdzie ty jesteś?! - zaglądam do łazienki, garderoby, biblioteki, ale wszędzie pustka. Nerwowo przeczesuję włosy i mam dziwne przeczucie, że zwiała do siebie. Zawsze ucieka, kiedy coś się dzieje.


Pod jej mieszkaniem parkuję chwilę później. Moja złość sięga zenitu i jak tylko dorwę ją w swoje ręce, nie skończy się do dobrze. Naciskam dzwonek, uderzam w niego raz za razem, jednak nikt mi nie otwiera. Cóż, ponownie używam klucze, które dorobiłem, otwieram górny zamek i wchodzę do środka. Po Karen i Paulu ani śladu, ale to lepiej. Przynajmniej nikt mi nie przeszkodzi, kiedy będę rozmawiał z moją ukochaną. Wiem, że Karen zapewne by mi na to nie pozwoliła.
Wchodzę do pokoju Leny i oto proszę! Ukazuje mi się w całej okazałości, piękna i zaskoczona.
- To są chyba jakieś jaja! Co ty tutaj robisz i najważniejsze, jak wszedłeś? Drzwi były zamknięte!
- O to się nie martw, mam swoje sposoby. Lepiej powiedz mi, co to kurwa za zachowanie, huh?!
- Daj mi spokój, Justin. Chcę być teraz sama. Nie mam najmniejszej ochoty na kłótnie z tobą.
- Naprawdę? - mrużę oczy, podchodzę do niej i przypieram jej plecy do ściany - A może ja mam, co?- Wyluzuj z tymi swoimi władczymi zapędami. Jeśli chcesz się pieprzyć, idź do niej - co, kurwa?!
- Co ty powiedziałaś? - pytam z niedowierzaniem, a jej słowa potęgują moją złość. Kipi we mnie, mam ochotę coś rozpieprzyć albo wyżyć się w zupełnie inny sposób. I to właśnie robię. Gwałtownie wpijam się w jej usta, dociskam jej głowę do ściany, a moje dłonie ściskają jej cudowne cycki.
- Przestań! - rozłącza nasze usta i łapczywie chwyta oddech - Nie będę uprawiać z tobą seksu!
- Owszem, będziesz - burczę surowo, wsuwam dłoń pod jej spodenki i pieszczę zachłannie, mocno, szybko. Chcę ją pieprzyć i nic, co powie nie zmieni mojego zdania. Mój kutas jest gotowy, jestem napalony jak jasna cholera i mam zamiar dostać odrobinę przyjemności - Obiecałaś mi, że nigdy więcej nie będziesz mówić takich bzdur, a ponownie to zrobiłaś! - zrywam z niej koszulkę, odpinam stanik i biorę sutek do ust. Wije się, wbija palce w moje ramiona i chociaż zaprzecza, sama mnie pragnie. Lubi ze mną walczyć, lubi grać niedostępną chociaż nie mam bladego pojęcia po co! Czyżby w ten sposób chciała pokazać, że nie mam nad nią władzy? Śmieszne! Przekonała się, jakim typem człowieka jestem, zaakceptowała to, a mimo wszystko lubi się stawiać - Robisz się taka wilgotna.

- P-przestań - sapie ciężko, a jej biodra poruszają się zgodnie z ruchem moim palców.
- Naprawdę mam to zrobić? W porządku, zrobię! Odepchnij mnie od siebie, pokaż, że nie chcesz się ze mną pieprzyć. Na razie widzę coś zupełnie innego! - napieram na nią swoim ciałem, rozchyla usta, a jęki, które opuszczają jej słodkie usta są niczym melodia dla moich uszu. Czekam na jej ruch, słowo, cokolwiek, ale nic się nie dzieje. Obserwuję jej piękną, przepełnioną podnieceniem twarz i płonę, dosłownie płonę! Pożądanie przelatuje przez moje ciało niczym podmuch wiatru, a kiedy Lena pozbywa się mojej koszulki to znak, aby przestać się tak cackać. Zsuwam z niej spodenki wraz z bielizną, sam rozbieram się w mgnieniu okna i wracam do jej kuszącego ciała. Wsuwam dłonie pod je pośladki, a Lena odruchowo owija nogi wokół moich bioder nabijając się na mnie. Bezlitośnie wbija paznokcie w moje barki, przyjmuje mnie całego, a ja uderzam raz za razem, kompletnie się nie hamując. Lubi to, lubi, kiedy pieprzę ją właśnie w ten sposób i nie uwierzę, jeśli zaprzeczy. Gdyby naprawdę mnie nie chciała, za nic w świecie ta sytuacja nie miałaby miejsca, a ma! Widzę na własne oczy, jak przyjemność, którą jej funduję roztrzaskuje ją na kawałki - Otwórz oczy i nie waż się ich zamykać - rozkazują, a ona grzecznie ten rozkaz wykonuje. Mam ochotę się uśmiechnąć na jej posłuszeństwo, jednak daruję sobie i zachowuję kamienny wyraz twarz. Świdruje mnie spojrzeniem, oddycha w moje usta i oddaje mi się w całości - Podoba ci się? - gryzę jej dolną wargę, niechlujnie przytakuje głową, a jej powieki zaczynają opadać. Czuję, że jest blisko, napina mięśnie i zaciska się na moim kutasie - Ani mi się waż! - wzdryga się na surowy ton mojego głosu, dociska się do mnie, przyciskając piersi do mojego torsu - Powiedz to na głos, Lena. Chcę to usłyszeć z twoich ust.
- T-tak - ledwo skupia się na mówieniu, ponownie czuję skurcz jej mięśni, a po chwili dochodzi.
- Krzycz, aniołku. Pokaż mi swój orgazm - i faktycznie krzyczy, drżąc w moich ramionach.

W pokoju panuje cisza. Głowa Leny spoczywa na moim torsie, kreśli na nim wzorki i czuję ciepło bijącego od jej ciała. Zdążyliśmy dojść do siebie po spełnieniu, jednak od tego momentu Lena nie odezwała się nawet słowem. Kilka razy próbowałem wziąć się w garść, zacząć i wreszcie przerwać tę cholerną ciszę, ale za każdym razem, kiedy otwierałem usta brakowało mi słów. Bałem się tej rozmowy, bałem się tego, do jakich wniosków doszła moja ukochana. Wpadła do mojego biura z uśmiechem na ustach, a kiedy jej oczy natrafiły na Amy, uśmiech szybko szlag trafił. Nie ukrywam, sytuacja była beznadziejna, a gdyby weszła kilka minut wcześniej, zapewne nie leżelibyśmy tutaj razem, po zajebistym seksie. Co miałem jej właściwie powiedzieć? Przeprosić ją? Udobruchać?
- Jesteś z siebie zadowolony? - to ona przerywa ciszę, która zaczynała być przygnębiająca i dość niezręczna. Przekręcam głowę, patrzę w jej piękne oczy i próbuję zrozumień pytanie. Prycha wkurzona, podnosi się i znika w łazience. Przez całą drogę podziwiam jej seksowny tyłek, a kiedy wraca, jej ciało okrywa cienki szlafrok - Jak zawsze musisz postawić na swoim, prawda? - podchodzi do toaletki w rogu pokoju i chwyta szczotkę - Każde nieporozumienie chcesz załatwiać seksem?
- Nie miałem tego w planach, chciałem jedynie porozmawiać. Niestety sprawa się rypła, kotku.

- Nie powinnam być zaskoczona - szczotkuje włosy, skupia się na ich i okręca kosmyk na palcu - Jeśli chcesz mi coś powiedzieć, słucham. Chyba masz mi sporo do wyjaśnienia, prawda?
- Okej, pogadajmy - przecieram twarz rękami, podsuwam się w gorę i opieram plecy o wezgłowie - Nie spodziewałem się Amandy, przysięgam! Nie sądziłem, że odwiedzi mnie w biurze.
- Dlaczego? Przecież to takie jej w stylu, nie uważasz? Zabroniłeś jej tam przychodzić, Justin!
- Wiem! Niestety nic nie poradzę, że jest taką upartą suką! Nigdy mnie nie słuchała. Cała ona!
- W takim razie wyjaśnij, dlaczego jej po prostu nie wyrzuciłeś, hmm? Powinieneś to zrobić.
- Przyszła przeprosić mnie za wyrządzaną ci krzywdę, Lena. Pomyślałem, że jej wysłucham.
- Poważnie? Zadziwiające, ponieważ przeprosiny należą się mnie, a nie tobie! - wybucha, rzuca szczotkę na toaletkę i podchodzi do okna. Jest wściekła! - Widziałam twoje podniecenie - o kurwa! Zbliżamy się do punktu, którego obawiam się najbardziej. Nie mam pojęcia, jak z tego wybrnąć! - To przez nią stał? - odwraca się w moją stronę, a jej wzrok ciska pioruny - Odpowiedz mi, do cholery!
- Uspokój się, Lena. To nie tak - wzdycham ciężko, siadam na brzegu łóżka i okrywam się kołdrą.
- A jak?! Skoro stanął, musiała coś zrobić! Jestem ciekawa co! Zrobiła ci dobrze, mam rację?
- Zwariowałaś?! Nie! - podnoszę głos i zaciskam szczękę. Nie mogę przyznać, jak mało brakowało!
- W takim razie z jakiego powodu stał na baczność, huh?! Miałeś bardzo nietęgą minę. Co zrobiła?

- Nic! Wkurwiła mnie, zaczęła gadać jakieś głupoty i wyprowadziła mnie z równowagi. Wszystko!
- Wow! I od tego zdenerwowania aż ci stanął?! Niewiarygodne! Mów prawdę, bo mam kurwa dość!
- Dość? Co masz przez to na myśli? - mrużę oczy, a niepokój zaciska moje wnętrzności - No mów!
- Mam po dziurki w nosie tej dziewczyny. Jest tak potwornie irytująca, wtrąca się w nasz związek, prawi mi kazanie, jak troskliwa matka! Jak długo mam to jeszcze znosić, co? - wyrzuca ręce w górę, nie spuszczam z niej wzroku, a poczucie winy zalewa mnie od środka. Ma rację, nie zasłużyła sobie na takie gówno - Może powinniśmy zrobić sobie przerwę, aż nie wyprostujesz z nią swoich spraw?
- Nie ma kurwa mowy - zrywam się na równe nogi, podchodzę do niej, aż kurczy się pod moim spojrzeniem. Nie chcę jej straszyć, ale nie pozwolę na żadną, pierdoloną przerwę! - Nie zrobię tego, Lena! Nie mam z nią żadnych spraw, rozumiesz? Będzie trzymała się od ciebie z daleka.
- Pytanie; dlaczego nie może trzymać się z daleka od ciebie? Skoro mówisz jej, żeby do ciebie nie przychodziła, dlaczego wciąż to robi? Dlaczego nie może dać nam spokoju? O co jej chodzi?
- Nie wiem, aniołku. Jej zachowanie również mnie dziwi, nigdy nie odwalała takich chorych akcji.
- Jest bezczelna nachodząc ciebie, przychodząc do twojego domu, aby mnie nękać. To nie jest normalne - schyla głowę, oddycha głęboko i muszę przyznać jej rację - Co wydarzyło się w biurze?
- Nie odpuścisz, prawda? - podnosi głowę, zaciska szczękę, a jej mina mówi mi wszystko; "nie, nie odpuszczę" - Nic się nie wydarzyło, przysięgam. Do niczego między nami nie doszło.
- Jakoś trudno mi w to uwierzyć po tym, co zobaczyłam - w jej głosie pobrzmiewa smutek, który chwyta mnie za serce. Chcę jej to wyjaśnić, jednak nie mogę wyznać całej prawdy. Nie teraz!
- Kotku - ujmuję jej twarz w dłonie, przysuwam się i czule całuję w usta - Kocham cię, wierzysz mi?
- Wierzę, Justin, jednak w tym momencie to niczego nie zmienia - och! Jak to?! - Spójrzmy prawie w oczy. Potrzebujesz seksu, dużo seksu, a ona może ci go dać. Ja nie jestem taka jak ona.
- I właśnie dlatego z tobą jestem, ponieważ jesteś wyjątkowa, Lena. Nie chcę słuchać tego, co mówisz! Przerabialiśmy to kilka razy, prawda? Amanda mnie nie obchodzi, obchodzisz mnie ty! - podnoszę głos, a znajome ciepło roznosi się wzdłuż kręgosłupa. Nie chcę się złościć, chcę z nią porozmawiać - Poradzę sobie z nią, nie martw się. W gabinecie nie doszło do niczego więcej, po prostu chciała mnie sprowokować i zaczęła przywoływać naszą przeszłość - Lena uchyla usta zaskoczona, a ja modlę się, żebym nie strzelił sobie tym w stopę - Nie powinna tego robić, ale to w końcu Amy i ma w dupie to, co do niej mówię. Chcąc nie chcą mój kutas sam zareagował na jej słowa i po prostu obudził się do życia - nawijam jak katarynka, chcę to z siebie wreszcie wyrzucić i zakończyć temat. Czuję się jak palant okłamując osobę, którą tak bardzo kocham. Niestety sam jestem sobie winien, popełniłem błąd pozwalając Amy na tak wiele! - Przepraszam, skarbie.

- O-ona jest nienormalna, Justin. Wiesz o tym? Jej desperacja zaczyna mnie cholernie niepokoić.
- Wiem. Jest wkurwiona jak diabli, źle ją potraktowałem i teraz chce się na mnie odegrać. Nigdy jej niczego nie obiecywałem, nie było między nami żadnych uczuć, a układ był jasny i sama na niego przystała. Teraz wstępuje w nią diabeł i przechodzi samą siebie! Niestety potrafi być mściwa.
- Mam to w nosie. Nie chcę, żeby się obok ciebie kręciła! Jeśli nadal będzie to robić... - przerywa, a w jej oczach dostrzegam coś dziwnego - Nie chcę brać w tym udziału. To dla mnie zbyt wiele.
- O czym ty mówisz? - przechylam głowę, wsuwam palce w jej włosy i przysuwam do siebie.
- Mimo tego, jak bardzo cię kocham, nie będę mogła z tobą być. Nie mam siły na taką walkę.
- Chyba sobie żartujesz, prawda? To żart, tak? - prycham z kpiną, ale jeśli myśli, że tak łatwo się mnie pozbędzie to się kurwa grubo myli! - Nigdy nie pozwolę ci odejść, Lena! Nigdy! Możesz o tym zapomnieć - złość, którą próbowałem opanować właśnie przejmuje nade mną kontrolę, aż kipię w środku! - Należysz do mnie i nic, ani nikt tego nie zmieni. A już na pewno nie Amanda! Nie wierzę, że coś takiego w ogóle przeszło ci przez usta! Kocham cię, to nic dla ciebie nie znaczy?!
- Oczywiście, że znaczy! Ale nie rozumiesz, że ona może wszystko zniszczyć? Jest bezwzględna, zazdrosna i będzie próbować namieszać między nami. Już to robi! Nie widzisz tego, Justin?!

- Widzę! Obiecuję, że postaram się z nią porozmawiać ponownie i wbić jej do głowy kilka rzeczy.
- Oboje wiemy, że to nic nie da. Jest na ciebie napalona, nie da ci spokoju! Chce cię mieć dla siebie.
- Mam to w dupie, nie będzie mnie miała! Jest mi całkowicie obojętna, to ciebie pragnę. Rozumiesz?! Niech nie przychodzą ci do głowy pojebane pomysły, aniołku. Zawsze cię znajdę, choćbyś ukryła się przede mną na pieprzonym końcu świata, i zabiorę z powrotem. Wiesz o tym, prawda?
- Tak, wiem. Wiedz jednak, że nie masz do tego prawda, ponieważ jestem wolnym człowiekiem.
- Tak ci się tylko wydaje! - mówię ostrzej niż zamierzałem, a jej oddech przyśpiesza - Powtórzę to; należysz do mnie, Lena, jesteś moją kobietą i za cholerę nie dopuszczę, aby dotknął cię inny frajer.
- Kto wie, może pewnego dnia obok mnie też zakręci się "kolega" i będzie podniecał słowami?
- Nie igraj sobie ze mną w ten sposób! To się nigdy nie wydarzy, rozumiesz? Po moim trupie!
- Sam widzisz, jak wygląda sytuacja. Tobie wolno, mnie nie. Jeśli zobaczę ją obok ciebie, nie...
- To co?! - gwałtownie przypieram jej ciało do ściany, aż krzywi się, kiedy jej plecy stykają się z lodowatą powierzchnią - Lepiej będzie, jeśli nie dokończysz swojej wypowiedzi, kochanie.
- Puść mnie - przekręca głowę, układa dłonie na moim torsie i napiera mocniej - Koniec rozmowy.
- O tym akurat zdecyduję ja, ale może się z tobą zgodzę? Mam dość gadania, wolę działać. 

- Działać? - pyta zaskoczona, jednak nie obdarza mnie spojrzeniem - Chyba nie myślisz o seksie?
- Tak, właśnie o tym myślę - jednym ruchem rozwiązuję pasek jej szlafroku i zsuwam go w dół. Oblizuję usta na widok jej nagiego, ciepłego ciała, które ponownie pragnę posiąść - Runda druga?
- Zdecydowanie nie - dąsa się, próbuje odsunąć, ale moja dłoń już wsuwa się między jej nogi i pieści te rozkosze fałdki - J-Justin, jestem zmęczona, poza tym nadal jestem na ciebie z-zła - jej głos drży, a uścisk na moich ramionach jakby osłabł. Zamyka oczy i szybko się poddaje - Nie rób tego, chociaż raz mnie posłuchaj - uśmiecham się pod nosem, kucam i przysysam się do wrażliwego guziczka. Krzyk ucieka z jej ust, wsuwa palce w moje włosy i pociąga mocno - N-nienawidzę cię, ty cholerny uparciuchu! - syczy przez zęby, mam w nosie jej gadanie, a do języka dołączam moje sprawne palce.
- Przestań mówić i zapamiętaj, do kogo należysz, Lena - podnoszę się, odwracam ją w stronę ściany i wbijam się w nią od tyłu. Nigdy nie będę miał jej dość, nigdy się nią nie nasycę.



Lena POV:
Wracamy do domu Justina. Po dwóch orgazmach moja złość odrobinę wyparowała, co nie znaczy, że zmartwienia również. Szkoda, że nie można przełączyć w głowie odpowiedniego przycisku i po prostu przestać się przejmować. Niestety życie nie jest takie proste i nie zawsze daje nam to, czego chcemy. A ja pragnę jedynie spokoju, który z dnia na dzień odebrała mi pewna natrętna, bezczelna dziewczyna. Słowa Justina nie robią na niej wrażenia i ponownie odwiedziła go w jego biurze. Kiedy ją tam zobaczyłam, moja złość dosłownie wykipiała i jedyne, na co miałam ochotę to po prostu jej przywalić, aby odpieprzyła się od mojego faceta! Była jak wrzut na tyłku, jak rzep, który przyczepił się do psiego ogonka. W dodatku miała w dłoniach naładowaną broń, w postaci przeszłości, która łączy ją z Justinem. To coś, na co nie mam wpływu, czego nie mogę wymazać z jego głowy, a ona wykorzystuje to przeciwko niemu. Wspomina, dręczy go tymi zapewne niesamowicie zmysłowymi chwilami które oboje przeżyli, a jego ciało samo reaguje. Słowa mają wielką moc, mogą zdziałać cuda, a kiedy wypowiada je taka kobieta jak Amy, ciało samo reaguje. Jestem pewna, że właśnie taką taktykę przyjęła. Pytanie, czy cokolwiek zdziała? Czy chce go odzyskać, skoro nie daje mu żyć?
Ta myśl wywołuje nieprzyjemne ciarki na moim ciele, szczelnie opatulam się sweterkiem i wychodzę nad basen. Układam się na jednym z leżaków, gapię przed siebie i zastanawiam, jaki będzie jej kolejny krok. Zaczęło się całkiem niewinnie, poznałam ją w Miami, uściskała moją dłoń i skomplementowała, jak bardzo jestem śliczna. A potem przyleciała do Nowego Jorku, wparowała do domu Justina i oświadczyła, że nie nadaję się na jego kobietę, jakby miała do tego pieprzone prawo! Potem posunęła się dalej wyrządzając mi krzywdę. Co jeszcze zaplanowała?



Cross POV:

Po wejściu do domu popędziłem do swojego biura, a Lena zajęła się sobą. Oczekuję ważnego e-maila od przedstawiciela firmy DTM, i chociaż moja skrzynka jest całkowicie zapełniona, interesującej mnie wiadomości nie ma. Nie ukrywam, jestem rozczarowany takim obrotem spraw i nie mam zamiaru się z nimi użerać. Jestem profesjonalistą, poważnie podchodzę do prowadzenia własnej firmy i jeśli umawiam się z kimś na konkretny termin, to go kurwa dotrzymuję! Widocznie firma DTM nie wyznaje podobnych wartości, dlatego nasza współpraca niebawem dobiegnie końca.
Już mam zamykam system, kiedy rozbrzmiewa sygnał nadejścia e-maila. Och, czyżby jednak zmienili zdanie i postanowili zachować się odpowiedzialnie? Nie, nic bardziej mylnego. E-mail jest od Amandy, a na jego widok zaciskam szczękę i zwijam dłonie w pięści. Występkiem w biurze doszczętnie zszargała moje dobre o niej zdanie, przekroczyła wszelkie granice i mimo tego, że ona doskonale o tym wie, i tak nic sobie z tego nie robi. Wciąż mam do siebie żal, że jednak jej uległem, zapomniałem się, oddałem w jej sprawne dłonie. Nigdy więcej nie mogę dopuścić do takiej sytuacji, ponieważ Amanda wie, jak mnie podejść, zmanipulować, oczarować. Jest piękną, przebiegłą kobietą, a jej sztuczki zawsze przynoszą upragniony efekt. Wie, co robi. Wie, jak doprowadzić mnie na skraj.
Odrzucam od siebie te myśli, klikam w wiadomości i chociaż nie chcę czytać, i tak czytam:


Cześć, skarbie. 
Jak się masz? Mam nadzieję, że u ciebie wszystko w porządku. Tak sobie pomyślałam, może masz ochotę wyskoczyć na drinka, hmm? Umówiłam się również z Paulem, tak dawno się z nim nie widziałam. Dołączysz do nas? Jak za starych, dawnych czasów?

Marszczę brwi, prycham pod nosem i nie dowierzam. Po pierwsze; jak zawsze zachowuje się jak "gdyby nigdy nic" i beztrosko zaprasza mnie na drinka! Nie powinienem być zaskoczony. Po drugie; umówiła się z Paulem? Zadziwiające. Dlaczego mam wrażenie, że gdzieś ukryte jest drugie dno?


Witaj, Amy. 
Dziękuję za propozycję, to naprawdę miłe z twojej strony. Jednak muszę odmówić. Mam nadzieję, że będziecie się świetnie bawić.

Zastanawiam się, dlaczego do mnie napisała. Martwi mnie to, że nie dociera do niej nic z tego, co mówię. Moje słowa wpadają jej do jednego ucha, a wypadają z drugiego. Amy to uparta kobieta, mam tego pełną świadomość, a ten mały fakt w niczym nie pomaga. Jak mam do niej wreszcie dotrzeć, aby zrozumiała? Powinna odpuścić, wyjechać, zapomnieć! Tak byłoby dla niej najlepiej.

Och, dlaczego? Przecież to tylko wypad na drinka, tak? Nic więcej, Justin. Daj spokójjesteśmy przyjaciółmi, tak? Sam tak powiedziałeś!
Nie bądź sztywniakiem!

Uśmiecham się pod nosem, ja i sztywniak? Dobre sobie! A naszą przyjaźń sama zniszczyła.


Wychodzę z gabinetu, rozglądam się w poszukiwaniu Leny jednak nigdzie jej nie widzę. Sprawdzam każde pomieszczenie, zaczynam się niepokoić i wreszcie trafiam nad basem. Och! Leży na leżaku, zwinięta w kłębek, a jej oczy są zamknięte. Podchodzę bliżej, kucam i odgarniam kosmyki włosów, które opadły jej na twarz. Jest taka piękna, słodka, wyjątkowa. Mógłbym patrzeć na nią godzinami.
Jej rana na brwi nieco się zagoiła, ale nadal zakrywa ją mały plasterek. Ramię również wygląda ciut lepiej, chociaż nie raz widziałem, jak Lena krzywi się z bólu. Nie chcę, aby kobieta, którą tak bardzo kocham cierpiała. Zasługuje na wszystko, co najlepsze i to właśnie chcę jej dać.
Ostrożnie biorę ją w ramionach, wtula się we mnie i opiera głowę na moim ramieniu. Wchodzę do domu, docieram do naszej sypialni po czym układam ją w łóżku. Zapewne jest zmęczona, dwa orgazmy to nie byle co, ale jej zachowanie czasami doprowadza mnie do szaleństwa! Jeśli nadal będzie walczyć, wygadywać bzdury będę ją karał właśnie w ten sposób. Nie znam innej metody, swoje sprawy z kobietami rozwiązywałem właśnie tak i mam zamiar się tego trzymać.


W sobotę Lena postanawia odwiedzić swoich rodziców. Żegna mnie słodkim buziakiem, mruga okiem i już jej nie ma. Niechętnie podnoszę się z łóżka, biorę prysznic, wkładam na tyłek krótkie, czarne spodenki i zwykłą białą bokserkę. Schodzę na dół, drapię się po brzuchu i po zrobieniu mocnej kawy, siadam przed laptopem. Piszę kilka ważnych e-maili i przeglądam kody, które wysłała mi Gloria. Miałem zrobić to wczoraj, jednak za dużo się działo i po prostu o tym zapomniałem.

Po godzinie moją pracę przerywa dzwonek do drzwi. Przewracam oczami, idę otworzyć, a kiedy już to robię, przed moimi oczami pojawia się ktoś, kogo za cholerę się tutaj nie spodziewałem!
- Cześć - uśmiecha się niepewnie, a w jej policzkach robią się urocze dołeczki - Wpuścisz mnie?
- Nie wiem, czy to dobry pomysł, Amy. Dlaczego tuta przyszłaś, huh? Nie możesz tego robić!
- Och, daj spokój, dobrze? Wcześniej nigdy ci to nie przeszkadzało. Jesteśmy przyjaciółmi, tak?
- Sam już nie wiem - burczę pod nosem, a uśmiech Amy znika - Wspomniałem o przerwie.
- Nie chcę żadnej przerwy, Justin - zaciska usta, mija mnie i wchodzi do środka. Wspaniale!
- A może z łaski swojej uszanujesz mój wybór, co? Ja sobie życzę tej przerwy, zaakceptuj to.
- Tak ci się tylko wydaje, bo nadal jesteś na mnie zły - wzrusza ramionami, ignoruje mnie i siada na kanapie. Zastanawiam się czy ona ma problem ze słuchem - Będę grzeczna, okej? Rozluźnij się.
- Możesz wyjaśnić mi, jakim cudem nie dociera do ciebie nic, co mówię? Tak trudno to pojąc?
- Nie, ale nie chcę tego wszystkiego, Justin. Znamy się szmat czasu, nie chcę tego psuć, bo nagle znalazłeś sobie dziewczynę! Zależy mi na tobie, a ty odsuwasz mnie od siebie jakim nic nie znaczyła. Myślisz, że to miłe uczucie? - patrzy na mnie smutno, a w jej oczach dostrzegam tęsknotę. A może tylko mi się wydaje? - Byłeś ze mną przez ostatnie trzy lata, a teraz? BUM, do widzenia! Tak traktuje się przyjaciół? - przełykam ślinę, schylam głowę i muszę przyznać, że czuję się paskudnie!
- Przepraszam, Amy. Doskonale wiesz, że nie mogę zrobić nic więcej. Nie chciałem, żeby sprawy między nami tak się ułożyły. Wiedz, że również mi na tobie zależy, ale tylko jako na przyjaciółce. Nigdy niczego ci nie obiecywałem, a mimo to przekraczasz granice. To ty zepsułaś naszą przyjaźń atakując moją dziewczynę. Nie wierzę, że tak nisko upadłaś, aby robić coś takiego. To szalone!
- Wiem, zaślepiła mnie złość i stało się. Proszę, wybacz mi to i spraw, żeby było jak dawniej, Justin!
- Kto wie? Może jeśli zmienisz swojego zachowanie to da się coś naprawić? - po moich słowach jej oczy błyszczą, jakbym się jej co najmniej oświadczył! - Mówię o przyjaźni, niczym więcej.
- Wystarczy mi chociaż to. Nie chciałam cię zranić, przysięgam! Po prostu byłam na ciebie zła!
- Rozumiem to, miałaś prawo, ale Lena nie ma z tym nic wspólnego. Mogła tutaj teraz być!
- Ale jej nie ma, Justin. Daj spokój, nie mogę przyjść do domu przyjaciela, bo ona tu mieszka?
- Nie uważasz, że to nie na miejscu? Zrobiłaś jej krzywdę, chcę trzymać Lenę od ciebie z daleka.
- Mówisz tak, jakby miała w planach ją zabić, a nie mam! Przeprosiłam! Więcej tego nie zrobię.
- Właśnie taką mam nadzieję, więcej już ci nie wybaczę. Nie licz na to - mrużę oczy i wystawiam palec na znak groźby. Nie będzie sobie ze mną pogrywać - Okej, po co tak właściwie przyszłaś?
- Po prostu pogadać. Dlaczego nie wybrałeś się z nami na drinka? To chyba nic wielkiego, co?
- Owszem, ale nie miałem ochoty. Poza tym musiałem poważnie porozmawiać z Leną, a ta rozmowa wyprowadziła mnie z równowagi. Byłem zbyt wykończony, aby gdziekolwiek wychodzić.
- Ouć, twoja mina mówi wszystko! Ta dziewczyna ma charakterek, prawda? Jest pyskata!
- Nie przeszkadza mi to, dopóki nie przekracza mojej granicy. Wczoraj niestety to zrobiła.
- Naprawdę? Wiem, jak to się kończy. Przechodziłam to wiele razy, więc? Zrobiłeś to?
- Nie, nie poszedłem na całość jeśli o to ci chodzi. Po prostu porządnie ją przeleciałem.
- Musisz się przy niej hamować - stwierdza pewnie, przesuwa się bliżej mnie, aż stykamy się ramionami -To nie dobrze, Justin. Oboje wiemy, jakie masz potrzeby, a skoro nie są zaspakajane, pewnego dnia możesz wybuchnąć niczym wulkan i zasiać spustoszenie - cóż, chcąc nie chcąc muszę pochwalić ją za takie porównanie. Jest trafne jak diabli! - Pamiętasz, jak było z nami? - uśmiecha się uroczo, spogląda w dół i chwyta moją dłoń. Odruchowo chcę ją zabrać, jednak Amy nie pozwala mi na to i głaszcze ją kciukiem - Nigdy się nie hamowaliśmy, robiliśmy szalone rzeczy, nieprzyzwoite, wyuzdane. Byliśmy wolni i nie musieliśmy obawiać się konsekwencji. To był cudowny czas.
- Owszem, był - chrząkam i niespokojnie wiercę się w miejscu. Taka jest prawda, nie mam zamiaru zaprzeczać. Seks z nią był niesamowity, ostry, czasami wręcz brutalny, a ona nigdy nie narzekała i przyjmowała wszystko to, co miałem jej do zaoferowania. Była uległa, wykonywała polecenia, a moja ciemna strona syciła się jej posłuszeństwem. To nie tak, że z Leną jest źle, bo jest wyjątkowo. Kocham ją, a seks z miłości to zupełnie inna para kaloszy. Po prostu czasami, kiedy solidnie mnie wkurwi trudno jest mi kontrolować rządzę posiadania jej w sposób, w jaki pragnę i boję się, że pewnego dnia wybuchnę i zmiotę ze sobą wszystko, niszcząc i siebie i ją - Było minęło, Amy.
- Nie tęsknisz za tym? Nawet odrobinę? - gapię się w wypolerowaną podłogę i zastanawiam się nad jej pytanie. Czy tęsknię? Nie, nie tęsknię. Pragnę jedynie Leny, ona jest dla mnie najważniejsza, jej miłość do mnie, oddanie. Więc dlaczego przez mój mózg przebija się wspomnienie przywiązanej Amy, pasa odbijającego się od jej zaczerwienionej skóry i krzyków wypełniających pokój? - Pragniesz tego tak samo jak ja. Wiesz, dlaczego? Ponieważ jesteśmy tacy sami - układa dłoń na moim udzie, ściska je mocniej i sunie w górę. W mojej głowie zapala się alarm, nakazujący ucieczkę!






****************************************************
Hello! :)
Dawno nie było notki, ale przy okazji chciałam wam życzyć Wesołych Świąt :)

Jak myślicie, co zrobi Justin?
Posunie się dalej, czy się powstrzyma? :)

Buuziam was!
Kasia




25.03.2016

Rozdział 22

Parę minut po czternastej opuszczam swój gabinet. Lena pracuje do czternastej trzydzieści, chcę ją złapać i wchodzę do sali, gdzie wszyscy pracują. Przekręcam głowę w dobrze znanym mi kierunku i obserwuję, jak wpatruje się w monitor, a jej zwinne paluszki wciąż pracują. To niesamowite, że za parę minut kończy pracę, a ona nadal pracuje. Pozostali już szykują się do wyjścia, ale nie ona.
- Szefie? - przede mną pojawia się Gloria i wlepia we mnie te niebieskie oczy - Coś się stało?
- Nie, skąd. Po prostu przypadkiem przechodziłem i postanowiłem zajrzeć. Jak idzie praca?
- Bardzo dobrze. Myślę, że za dwa tygodnie program będzie gotowy. Mamy świetne tempo.
- Bardzo mnie to cieszy. Zespół jest pracowity, więc nie może być inaczej. Mam rację?
- Oczywiście - uśmiecha się i chrząka niezręcznie - To naprawdę przypadek czy może kontrola?
- Przypadek, przysięgam! - przykładam dłoń do serca, a Gloria kręci głową - Nie mam powodu do kontroli, ponieważ wspaniale radzisz sobie z ogarnięciem wszystkiego. Bardzo to doceniam.
- Cieszę się i staram jak mogę. W takim razie zostawiam Pana i uciekam do swojej pracy.
Gloria zostawia mnie samego, stoję przy drzwiach i wlepiam wzrok w Lenę. Nie podoba mi się to, że mnie nie posłuchała i przyszła do pracy. Naprawdę to rozcięcie nie wygląda dobrze, w dodatku ma skaleczone ramię i powinna odpuścić na kilka dni. A może po prostu chciała zrobić mi na złość? Pokazać, że może to zrobić, a ja nie mam nic do powiedzenia? Wcale by mnie to nie zdziwiło!

W domu melduję się kilka minut po piętnastej. Po drodze zajrzałem jeszcze do sklepu po prezent dla Leny. Może i jestem jeszcze na nią odrobinę zły, ale chcę poprawić jej humor małym drobiazgiem.
- Nie musisz się tym przejmować, Lena - w połowie drogi do kuchni zatrzymuje mnie głos Paula. Nie powinienem tego robić, ale chrzanię to! Przyklejam plecy do ściany i nasłuchuję - Ona nigdy więcej nie zrobi ci już krzywdy, Justin tego dopilnuje - och! A więc rozmawiają o mojej byłej przyjaciółce?
- Nie boję się jej, Paul - prycha z kpiną, a w jej głosie wyraźnie słychać wściekłość - Żałuję jedynie, że wtedy tak bardzo mnie zaskoczyła, bo nie byłam w stanie się obronić. Powinna się leczyć!
- Źle zrobiła, przyznaję. Ale Amy jest zraniona, zazdrosna, odtrącona. Bywa bardzo zaborcza.
- Szczerze? Mam to w dupie. Czy to jest powód do tego, aby rzucać się na mnie z łapami? Gdyby Justin zachował się tak wobec mnie, posłałabym go do diabła! - auć! - A już na pewno nie robiłabym krzywdy Bogu ducha winnej dziewczynie. Nic jej nie zrobiłam, a odegrała się właśnie na mnie.
- Rozumiem Cię, Lena. Amanda twierdzi, że zabrałaś jej Justina, dlatego nie może tego znieść.
- Poważnie? Z tego, co mi wiadomo, Justin do niej nie należał. Więc o co jej kurwa chodzi?
- Jak mówiłem, to pewnie z zazdrości, odrzucenia. Znamy się bardzo długo, a tym mnie zaskoczyła.
- Tak, Justin wspominał mi waszą przeszłość, jak świetnie się bawiliście. Jesteście nieźle popieprzeni.
- Ja tak nie uważam. Co w tym popieprzonego? Każdy ma inne upodobania, tak? To tylko seks, Lana.
- Seks, od którego jesteście uzależnieni. Zdajesz sobie z tego sprawę? Przecież to nie jest normalne, aby się pieprzyć trzy, cztery razy dziennie i wciąż mieć ochotę! Ja wysiadam po jednym razem!
- Nie masz takich potrzeb jak my, dlatego wydaje ci się to dziwne. Ja wcale nie narzekam, serio.
- Na pewno są na to jakieś leki - co takiego?! Czy ona zwariowała? - Powinieneś to sprawdzić.
- Leki? Boże, dziewczyno! - Paul wybucha śmiechem, a ja przewracam oczami - Nawet gdyby były, nie zamierzam ich brać. Mój styl życia bardzo mi odpowiada. Lubię seks, nic widzę w tym nic złego.
- Przeleciałeś już moją przyjaciółkę? - pyta ostro, wychylam głowę zza ściany i patrzę na nią. Nie ukrywam, jest nieźle wkurzona i zastanawiam się, co jest tego powodem - To było proste pytanie.
- Wiem, ale to chyba nasza sprawa, tak? - niezręcznie drapie się w kark, przekręca głowę i przyłapuje mnie. Przykładam palec do ust i kręcę głową, aby mnie nie wydał - Czemu cię to interesuje, hmm?
- Z prostego powodu, dbam o Karen, jest moją przyjaciółką i lepiej, żebyś jej nie skrzywdził. Już jeden dupek ją zdradził, a jeśli ty to zrobisz, skopię ci dupę! - cholera! Co się z nią dzisiaj stało?!
- Jezu, Lena, spokojnie! Nie mam zamiaru zrobić jej krzywdy, przecież mi na niej zależy, tak?
- Oby tak właśnie było - schyla głowę, oddycha głęboko i krzywi się - Dlaczego to tak boli?
- Nie powinnaś się denerwować - Paul układa dłoń na jej plecach i głaszcze delikatnie - Wkurzasz się, napinasz mięśnie, a to w niczym nie pomoże. Weź ciepłą kąpiel, zrelaksuj się i odpocznij.
- Tak, to dobry pomysł. Wzięłam dzisiaj chyba z pięć proszków, ale widocznie są za słabe.
- Co takiego?! - pytam z niedowierzaniem i wreszcie się ujawniam - Zwariowałaś, Lena? Pięć?! Te tabletki są na receptę i nie są słabe, wręcz przeciwnie! Nie może ich tyle łykać, przedawkujesz!
- Boże, Justin! Nie krzycz! Łeb mi pęka, zaraz wybuchnie i zdecydowanie mam dość na dzisiaj.
- Musimy poważnie porozmawiać, nie uważasz? - wlepiam w nią wzrok, niestety ona zdaje się mną kompletnie nie przejmować. Upija łyk soku i wsuwa do ust truskawkę. Kurwa! Dlaczego robi to tak seksowne, zmysłowo? Jej usta zaciskają się i wyglądają niesamowicie kusząco - Nie lekceważ mnie.
- Okej, więc w takim razie o czym chcesz porozmawiać? - ociera usta i patrzy na mnie ze złością.
- Może o tym, dlaczego do cholery poszłaś dzisiaj do firmy? Chyba jasno się wczoraj wyraziłem?
- Owszem. Powiedziałeś, żebym została w domu, a ja zrobiłam to, co uznałam za słuszne. Proste.
- Dlaczego mnie nie posłuchałaś? Prosiłem tylko, abyś odpoczęła, przecież to dla twojego dobra!
- Wiem. Jednak ten staż to mój obowiązek i to, że jesteśmy razem nie ma tutaj nic do rzeczy.
- Rozumiem to, jednak kilka dni wolnego chyba nie zrobi aż tak wielkiej różnicy, prawda?
- Dla mnie zrobi, dlatego nie odpuszczam. Mam do napisania kody, nie chcę tego olewać.
- Napisze je ktoś inny, w czym problem? - wzruszam ramionami, a Lena karci mnie spojrzeniem.
- W tym, że to moja działka i chcę to zrobić sama. Nie będę swojej pracy zwalać na inną osobę.
- Jak zwykle masz odpowiedź na wszystko, co? To aż takie trudne chociaż raz mnie posłuchać? Staram się dla ciebie, chcę dobrze, a ty i tak masz to w dupie. Kiedy zaczniesz mnie słuchać?!
- Nigdy? - odpowiada pytająco i mruży oczy - Wystarczająco długo słuchałam matki, a ona również chciała mnie kontrolować. Miałam tego po dziurki w nosie i wiesz co? Teraz też mam.
- Co takiego?! - podnoszę głos i spotykam rozbawione spojrzenie Paula. Och, dzięki stary!
- To, co słyszałeś, Justin. Mam dość twojego marudzenia, wiesz? Nie męcz mnie, bo i tak będę robić to, na co będę miała ochotę. A jeśli trudno ci się z tym pogodzić, wrócę do swojego mieszkania.
- Zapomnij! - tracę nad sobą panowanie i zaraz wybuchnę! - Nie pozwolę ci tam wrócić!
- Rób tak dalej, a wrócę - posyła mi obojętne spojrzenie i ponownie wcina truskawkę.
- Niech to szlag! Nie pogrywaj sobie ze mną, aniołku! - zaraz wyjdę z siebie i stanę obok. Jak to możliwe, że potrafi wyprowadzić mnie z równowagi tak szybko?! - Podejdź do mnie - przewraca oczami, bierze kolejną truskawkę i mruga okiem do Paula, który zaciska usta ze śmiechu. Oboje dobrze się bawią, tylko mi dym furii ucieka uszami! Dość tego! Podchodzę do niej, przerzucam ją przez ramię i opuszczam kuchnię. Wierci się i walczy jak zawsze - Spokój! - burczę pod nosem, a moja dłoń spotyka się z jej pośladkiem. Wcale nie robię tego delikatnie, wkładam w to całkiem sporo siły i uderzam raz za razem. To będzie mała kara za to, że jest taka uparta - Lubisz to, prawda?
- Pieprz się! - wydziera się i uderza pięściami w moje plecy. Nie robi to na mnie wrażenia - Puść!

- Cicho! - uderzam ponownie, ale już dawno przekroczyła granice. Moje granice - Nie będziesz zachowywać się w ten sposób, zrozumiano? Jeśli coś mówię, to tak ma być! Zacznij mnie słuchać.
- Zwariowałeś? Zapomnij - uśmiecham się, moja dłoń ponownie spotyka się z jej pośladkiem, a po domu roznosi się jej krzyk. Klapsy nie są mocne, ale wystarczające, aby zadać ból - To boli, kretynie!

- Kretynie? To bardzo ciekawe - wchodzę do naszej sypialni, rzucam ją na łóżko i mierzymy się spojrzeniami. Żadne z nas nie ustępuje - Wiesz, jak bardzo nie lubię kiedy mi się sprzeciwiasz!
- Jestem dorosła, zakoduj to sobie w łepetynie! Nigdy nie będę wykonywać twoich poleceń!
- To się jeszcze okaże, kochanie. Wiesz, jaki jestem, prawda? Muszę mieć kontrolę, kotku!
- Masz ją, jeszcze ci mało? - próbuje się podnieść, popycham ją z powrotem, więc postanawia zwiać przez drugą stronę łóżka. Na to również jej nie pozwalam - Kurwa, Justin! Nie zachowuj się tak!
- Ciii - uciszam ją, układam się na jej ciele i przygniatam do materaca. Szarpie się pode mną, próbuje uwolnić dłonie, ale jej wysiłki idą na marne. Sunę dłonią po jej boku, niestety leży na brzuchu w dodatku ma na sobie jeansy, a to nieco utrudnia mi sprawę. Jednak nie z takimi przeszkodami sobie radziłem, szybko odpinam guzik i wsuwam dłoń między jej nogi - Musisz być grzeczna, aniołku. Nie chcę z tobą walczyć, wiesz? Przecież cię kocham - leniwie poruszam palcami, przygryzam płatek jej ucha i właśnie rozbudzam w jej ciele podniecenie. Doskonale to czuję, robi się wilgotna i unosi pupę do góry - Podoba ci się? - cichutki jęk ucieka z jej ust, ale nie odpowiada - Powiedz to na głos.

- T-tak, ale niech nie chodzią mi po głowie sprośne myśli - to zaskakujące. Zaprzestaję pieszczot, wysuwam dłoń i przewracam ją na plecy. Uśmiecha się, kiedy widzi moją minę - Och, cóż to za naburmuszenie, hmm? Może to będzie kara za co, że zachowujesz się jak władczy dupek? - unosi brew i patrzy na mnie z pewnością siebie. Zaciskam usta, ale potwornie chce mi się z niej śmiać. Wygląda jak nadąsana nastolatka, której rodzice dali szlaban - Hej, bawi cię to?! Bosko! - przewraca oczami, próbuje mnie z siebie zepchnąć, ale tylko się niepotrzebnie męczy. Ignoruję jej sprzeciw, wsuwam dłoń pod koszulkę, po czym odchylam miseczkę stanika i ściskam sutek między palcami. Napina szczękę, nie spuszcza ze mnie wzroku i próbuje grać twardą - N-nie rób tego. Masz karę.
- Jesteś taka zabawna, aniołku - dociskam się do jej kobiecości i zaczynam poruszać biodrami. Ten ruch działa na nią niemal natychmiast! - A skoro już wspomniałaś o karze - przygryzam skórę na szyi, znęcam się nad sutkiem, a jej palce wsuwają się w moje włosy, zaciskając się w pięść - Może to ja powinienem ci ją zaserwować, hmm? Za twoje nieposłuszeństwo - odchylam głowę i patrzę jej w oczy. Oddycha szybko, gwałtownie i wiem, że pragnie więcej. Chcę jej to dać. Rozbieram ją raz dwa, sam pozbywam się ciuchów i podaję dłonie. Chwyta je bez wahania, przesuwam ją do wezgłowia łóżka i odwracam tyłem do siebie. Przez chwilę podziwiam jej ciało, idealny tyłek i jestem wdzięczny, że to wszystko należy tylko do mnie - Uklęknij, dłonie na wezgłowie - wykonuje moje polecenie, uśmiecham się i ustawiam przy jej wejściu. Wchodzę w nią mocnym pchnięciem, wyduszając z niej rozkoszny krzyk. Nie daję jej czasu na oswojenie się z uczuciem wypełnienia, moje biodra pracują jak dobrze naoliwiony mechanizm i wsuwają się w jej ciepłe wnętrze.

Lena zasypia, a ja biorę szybki, odprężający prysznic. Powinienem wyłączyć myślenie na tą krótką chwilę, niestety mój mózg odtwarza rozmowę Leny z Paulem. Zastanawiam się, dlaczego moja ukochana była taka wściekła i nawet oberwało się mojemu przyjacielowi. Starał się ją uspokoić, wyjaśnić powody zachowania Amandy, jednak nie dała się przekonać. Nie dziwię się, ma prawo być wkurzona. Amy zrobiła jej krzywdę, przez co zniszczyła naszą przyjaźń. Sądziłem, że dobrze ją znam, ale nie mogłem się bardziej mylić. Pokazała mi twarz, której nigdy wcześniej nie widziałem i która wcale mi się nie spodobała. Wiedziałem, że jest zaborcza, uparta, broni swego, ale w naszym przypadku to nie ma sensu. Nie należałem do niej, ani ona nie należała do mnie. Czysty układ, bez zobowiązań, zaangażowania, mydlenia sobie oczu. Nie przeszkadzało jej to, wciąż powtarzała, że nie oczekuje ode mnie żadnych deklaracji, których i tak nie mógłbym jej dać, i pasuje jej to, jak toczy się nasza znajomość. Więc co u licha się z nią stało, skoro nagle wstąpił w nią diabeł? Czy to zazdrość popycha ją do takich popieprzonych rzeczy? Nie może krzywdzić bliskich mi osób!

Przenoszę się do salonu, piję piwo i sprawdzam e-maile. Już w pracy odwołałem obiad u rodziców, jednak to nie jest odpowiednia pora na odwiedziny. Po pierwsze; moja matka nie przestałaby dręczyć nas pytaniami o to, co przydarzyło się Lenie, a jej nie łatwo wcisnąć kit. Po drugie; moja dziewczyna powinna teraz odpocząć, nie denerwować się i pomóc ranie dobrze się wygoić.
- Co tam, bracie? - podnoszę głowę i patrzę na wchodzącego do salonu Paula - Co co za mina?
- Normalna? Coś ci się zdaje. Lepiej powiedz, gdzie się tak odstrzeliłeś? Czyżby jakaś randka?
- A żebyś wiedział. Jestem umówiony z Karen - mruga okiem i poprawia kołnierzy w białej koszulce polo. Nie ukrywam, prezentuje się elegancko, ale na luzie - Myślisz, że powinienem kupić kwiaty?
- Myślę, że tak. Kobiety lubią dostawać kwiaty, tylko nie przesadź! Jakiś mały bukiecik wystarczy.

- Dzięki, stary! Ratujesz mi życie. Nie znam się na tym, chociaż umawiamy się już jakiś czas.
- Do usług - kłaniam się, a Paul wybucha śmiechem - Jak wam się układa? Od kiedy się spotykacie wyglądasz na zadowolonego. I jestem ciekawy odpowiedzi na pytanie, które zadała ci Lena.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła - burczy pod nosem i przewraca oczami - Ale skoro jesteśmy prawie jak bracia, co tam, powiem ci. Tak, zrobiliśmy to! Było kurewsko dobrze!
- Wow, widzę to po twojej głupiej minie. Chyba nie poszedłeś na całość za pierwszym razem?
- Oczywiście, że nie! Karen jest wrażliwa, delikatna, wspaniała! Musiałem być ostrożny i chociaż preferuję coś ostrzejszego, seks z nią jest nieziemski. Powiem ci, że to całkiem miła odmiana.
- No widzisz? A jeszcze niedawno dziwiłeś mi się, jak daję radę z Leną. Da się? Da się!
- No dobra, niech ci będzie! Uciekam na randkę, nara! - wystawia dwa palce i już go nie ma.

Po wyjściu Paula przenoszę się do domowego biura i przeglądam zamówienie od ASIP. Uśmiecham się na widok umowy opiewającej na trzysta tysięcy dolarów. Zamówienie obejmuje czterdzieści dwie sztuki mojego oprogramowania, które jest na szczycie. Nigdy nie sądziłem, że właśnie ten jeden program wyniesie mnie na samą górę, na której trzymam się od sześciu lat. Rodzice zawsze powtarzali mi, że ciężka praca popłaca, i chociaż nie uważam, aby napisanie oprogramowania było męczące fizycznie, musiałem nad nim nieźle pogłówkować. A kiedy zobaczył je odpowiedni człowiek i przepowiedział, że to będzie światowy hit reszta potoczyła się jak po wciśnięciu przycisku przewijania. Przeżyłem spory szok, kiedy program został sprzedany, a zera na moim koncie rosły w zastraszającym tempie. Od tego właśnie się zaczęło, a teraz moja firma jest w pierwszej piątce najlepiej prosperujących na rynku informatycznym. To jak sen, o którym nawet nie śmiałem śnić. Do tej pory zastanawiam się, jakim cudem spotkało to właśnie mnie! Zwykłego dzieciaka, który wtedy ledwo zaczynał studia, myślał o dobrej zabawie, a już na pewno nie o kierowaniu własną firmą!
Moje wspomnienia przerywa dźwięk przychodzącego e-maila. Spodziewam się sprawozdania od Ryan'a, jednam to nie od niego dostaję wiadomość, a od osoby, która nie powinna do mnie pisać.

Cześć, skarbie. 
Przepraszam cię za moje zachowanie. Wiesz, że nie chciałam jej skrzywdzić, prawda?
Po prostu sytuacja wymknęła się spod kontroli i stało się. Wiedz, że jest mi bardzo przykro z tego powodu. Wybacz mi! Nie zniosę tego, że jesteś na mnie zły. Przecież doskonale wiesz, jak bardzo mi na tobie zależy. Proszę, spotkajmy się dzisiaj.
Pragnę Cię zobaczyć, tęsknię!

Opieram łokcie na biurku i czytam wiadomość jeszcze dwa razy. Jeśli sądziłem, że Amy odpuści to byłem w pieprzonym błędzie! Czego nie zrozumiała z tego, co wykrzyczałem jej w twarz? Dlaczego nie może po prostu odpuścić, wyjechać, zapomnieć? To zadziwiające, że nagle aż tak jej na mnie zależy, a wcześniej potrafiła milczeć tygodniami! Nagle uświadomiła sobie, że jej zależy?

Witaj, Amy.
Jestem zaskoczony twoją wiadomością. Co się z tobą stało, hmm? Nigdy nie zachowywałaś się w ten sposób, co się zmieniło?
Prosiłem Cię, abyś odpuściła, dlaczego nie możesz tego zrobić? Mam dziewczynę, jestem szczęśliwy i za nic w świecie nie pozwolę ci tego zepsuć. Rozumiesz mnie? Jesteś moją przyjaciółką i na tym etapie pozostaniemy. Musisz wyluzować.
Spotkanie to nie jest dobry pomysł. Powinniśmy przestać się widywać na jakiś czas. Tak będzie dla Ciebie najlepiej. Nie umiem tak łatwo wybaczyć ci tego, co zrobiłaś Lenie. Uderzyłaś w niewinną dziewczynę, Amy. Ona nic nie zrobiła! Pojawiła się w moim życiu i cholernie się z tego cieszę. Nie zabrała ci mnie, a wiesz dlaczego?
Bo nigdy do Ciebie nie należałem.

Wysyłam e-maila i coraz mniej podoba mi się ta sytuacja. Najlepiej będzie całkowicie odciąć ją od siebie, aby miała czas na przyzwyczajenie się do nowej sytuacji. Tylko w ten sposób będzie w stanie o mnie zapomnieć, pójść dalej. Jeśli nadal będziemy się widywać, Amy pomyśli, że być może zmienię zdanie, a to się nie stanie. Nie zależy mi na niej w ten sposób, w jaki zależy mi na Lenie.

Nie rób tego! Nie zachowuj się wobec mnie w ten sposób. Przecież tak długo się znamy, prawda? Chcesz to wszystko tak nagle przekreślić? Przez jedną dziewczynę? Czy to znaczy, że nigdy ci na mnie nie zależało? Chciałeś mnie tylko pieprzyć?! Naprawdę, Justin?! 

Zaczyna się! Tak czułem, że Amy wyciągnie przeciwko mnie najcięższe działa i spróbuje zagrać na moich uczuciach. Czy mi na niej zależało? Głupie pytanie! Zależało mi na naszym układzie, tak samo, jak i jej. Nigdy nie wspominała o żadnych uczuciach, a teraz nagle odwala jakieś gówno! 


Zawsze mi na Tobie zależało, Amy, ale tylko i wyłącznie jako na przyjaciółce. Przykro mi, nigdy nic do Ciebie nie czułem. Lubiłem Cię, dobrze się razem bawiliśmy. Prawda? Teraz sprawy się pozmieniały i musisz to uszanować, najwyższy czas. Tym co zrobiłaś bardzo mnie zraniłaś. Nigdy nie spodziewałem się tego, że możesz posunąć się tak daleko. Zraniłaś osobę, na której kurewsko mi zależy. Zniechęciłaś mnie do siebie, rozumiesz mnie?
Nie powinnaś była tego robić i musisz to pojąć.

Przeprosiłam, tak? Nie chciałam, Justin! Poniosło mnie, zdenerwowałam się i reszta sama się potoczyła. Proszę, nie każ mnie w tak bolesny sposób i nie odcinaj mnie od siebie. Porozmawiaj ze mną, wszystko ci wyjaśnię.
Spotkaj się ze mną.

Nie, nie mogę tego zrobić. Spotkanie to najgorsze, na co mógłbym się zgodzić. Doskonale ją znam, użyje na mnie tych swoich sztuczek, spróbuje uwieść. Jak na ironię zna moje ciało, wrażliwe punkty i wykorzysta to przeciwko mnie, a wtedy wszystko posypie się niczym domek z kart.


Nie, Amy. Przykro mi, spotkanie odpada. Na razie nie chcę cię widzieć. Przepraszam.

Wysyłam ostatniego e-maila i zamykam laptopa. Nawet nie chcę widzieć, co odpisała. Wcale nie chcę jej ranić, nie jestem kutasem bez uczuć. Jednak sama sobie na to zasłużyła, raniąc Lenę. 
- Kochanie? - gwałtownie podnoszę głowę i marszczę brwi na widok stojącej w drzwiach Leny. Uśmiecha się niepewnie, podchodzi do mnie i siada na moim kolanie - Znowu pracujesz?
- Nie, tylko coś sprawdzałem - odgarniam jej włosy i głaszczę po policzku - Jak się czujesz?
- Zdecydowanie lepiej. Drzemka dobrze mi zrobiła, a dzisiaj czułam się naprawdę fatalnie.
- Mówiłem ci, żebyś została w domu, prawda? Wielka szkoda, że nie chcesz mnie słuchać.
- To nie tak, że nie chcę cię słuchać. Po prostu nie powinnam odpuszczać pracy i tyle!
- Praca nie zając, nie ucieknie. Jutro piątek, zrób sobie wolne. To tylko jeden dzień, dobrze?
- To nie jest konieczne. Poradzę sobie z tym, jutro na pewno będę czuła się już lepiej.
- Nie rozmawiajmy o tym teraz, masz ochotę coś zjeść? - uśmiecha się szeroko i przytakuje głową - No to świetnie! Idziemy - biorę ja na ręce i stawiam na nogach dopiero w kuchni,


Po zjedzeniu kolacji odpoczywamy na kanapie. Dochodzi dwudziesta, w domu panuje cisza i to takie przyjemne uczucie, kiedy Lena leży na moim ciele, spokojna, najedzona, rozluźniona. Niestety na moją zgubę zaczyna się wiercić, ocierać o mnie, a to działa na mnie natychmiast.
- Kochanie, co się dzieje? Wiercisz się jak kura na jajach? - marszczę brwi, Lena odchyla głowę i posyła mi lekki, zmęczony uśmiech. Coś mi tutaj nie gra! - Hej, powiedz mi. Coś cię boli?
- Mhm, szwy zaczynają cholernie ciągnąć. To strasznie nieprzyjemne uczucie, takie dziwne.
- Zabiorę cię do łóżka, weźmiesz tabletkę i może zaśniesz - ponownie biorę ją na ręce, wchodzę na górę i odkładam do naszego łóżka. Okrywam ją po samą szyję i czule całuję w czoło.

W pracy od rana kocioł. Ledwo przekroczyłem próg budynku, a już spotkanie za spotkaniem. Z drugiej strony może to i lepie? Dzięki temu nie mam czasu na bzdurne myślenie.
- Panie Justinie - Roma odciąga mnie od przeglądania najświeższych wiadomości informatycznych i wchodzi do mojego biura - Ma Pan gościa, to Pani Amanda - zaciskam szczękę i staram się zachować spokój. Czy ona kompletnie zwariowała?! - Mam ją wpuścić? Oświadczyła, że się stąd nie ruszy.
- Więc wpuść ją - kręcę głową, przecieram twarz rękami i szykuję się na nieprzyjemną rozmowę. Po chwili Amy wchodzi do środka, ubrana w krótką szarą spódniczkę oraz dopasowaną bluzkę, która swoją drogą opina jej świetne cycki. Na nogach zamiast szpilek ma trampki, czym szczerze mnie zaskakuje. Amy kocha szpilki! - Co cię sprowadza? Czy ostatnim razem nie wyraziłem się jasno?
- Wyraziłeś. Niestety nie chciałeś się ze mną spotkać, więc postanowiłam odwiedzić cię tutaj.
- Skoro nie chciałem się z tobą zobaczyć, dlaczego do cholery tego nie uszanowałaś, huh?
- Nie traktuj mnie tak, jakby była dla ciebie obcą osobą, Justin - złości się, odsuwa moje krzesło i opiera pupę o kant biurka. Unoszę brew, ponieważ znowu pozwala sobie na zbyt wiele! - Pogadamy?
- A mamy jeszcze o czym? Wydaje mi się, że powiedziałem wszystko, co chciałem. Czyż nie?
- Tak się składa, że nie. Przeprosiłam cię za swoje zachowanie, co mam jeszcze zrobić?
- Nic, Amy - wzdycham ciężko i poluźniam krawat. Ostatnie, na co mam ochotę to znowu się powtarzać - Przyjmij do wiadomości, że nie chcę się z tobą widywać. Przynajmniej na razie. To, że przeprosiłaś niczego nie zmienia, czasami to jedno słowo nie wystarcza. Wciąż jestem zły.
- Wiem - mówi smutno i schyla głowę - Nigdy nie pomyślałabym, że nasza znajomość zawiśnie na włoski, w dodatku przez przypadkową dziewczynę. Myślałam, że to, co nas łączy jest mocne.
- Po pierwsze, i najważniejsze; Lena nie jest przypadkową dziewczyną. Jest osobą, na której mi zależy. Po drugie; łączył nas seks i przyjaźń. To było mocne, ale sama to zepsułaś. Mam rację?
- Tak, poniosło mnie i przyznaję się do tego. Wkurzyłam się, a sam wiesz, że czasami nie panuję nad nerwami. Proszę, zapomnij o tym. Nie odcinaj mnie od siebie, Justin! Zależy mi na tobie.
- Zależy ci na mnie? W jakim sensie? Jako na przyjacielu czy może chodzi ci o coś więcej?
- Och - przygryza wargę, bawi się rąbkiem bluzki i uśmiecha lekko - Zdecydowanie coś więcej.
- Tak myślałem - przykładam dłoń do czoła i masuję je zbyt nerwowo. Miałem przeczucie, że oczekuje ode mnie czegoś, czego nie mogę jej dać - Mam dziewczynę, Amy. Kocham ją i nie chcę jej skrzywdzić. Uszanuj to, nie nachodź jej więcej i zostaw w spokoju. Musimy zrobić sobie przerwę.
- Przerwę? - marszczy brwi i patrzy na mnie zaskoczona - Jaką znowu przerwę? Co chcesz zrobić?
- Nie będziemy spotykać się przez pewien czas. Tak będzie lepiej, uwierz mi. Moja złość któregoś dnia minie i może wtedy między nami będzie jak dawniej. W sensie, będziemy przyjaciółmi.
- Tylko przyjaciółmi? - wpatruje się we mnie intensywnie, a ja doskonale znam "to" spojrzenie.
- Tak, tylko przyjaciółmi. Musisz mieć tego świadomość i nie chcę, abyś coś kombinowała.
- Cholera, Justin. Tak dobrze było nam razem, nie brakuje ci tego? Tych cudownych, ostrych zabaw w twoim ulubionym pokoju w Miami - jezu! Mój kutas pulsuje na samo wspomnienie - Tego, jak przywiązywałeś mnie, robiłeś ze mną to, co chciałeś - uwodzi mnie głosem, umie to robić i wie, że zawsze to na mnie działało. Dociera do mnie, że jestem w pułapce - Pamiętasz ten dzień, kiedy pierwszy raz mnie tam zaprowadziłeś? Byłam taka nieśmiała, zagubiona, ale ty zaopiekowałeś się mną, a to, co działo się później... - przerywa, oblizuje usta i pochyla się, a jej cycki znajdują się dosłownie przed moją twarzą. Gapię się w nie jak sparaliżowany i mam ogromną ochotę na seks - Brałeś mnie od tyłu, krzyczałam twoje imię, ale ty nie przestawałeś - układa dłoń na moim kutasie, ściska go, a z moich ust ucieka jęk. Jasna cholera, mój mózg ucina sobie drzemkę, wyłącza się i pozostawia mnie samemu sobie. Nie jest dobrze - Przypomnij sobie, jak pierwszy raz pieprzyłeś mnie w tyłek - szepcze wprost do mojego ucha, siada na moich kolanach, a ja wstrzymuję oddech. To wspomnienie wręcz rozsadza mnie do środka! - Było tak ciasno, niewygodnie i kurewsko boleśnie, a tobie się to podobało. Podobał ci się mój krzyk bólu. Przejąłeś nade mną kontrolę, uwielbiasz to - opiera dłonie na oparciu fotela i zaczyna poruszać biodrami. Dociska się do mojego kutasa, ociera o niego, a podniecenie szturmem rozlewa się po moim ciele. Nie wiem jakim cudem jeszcze oddycham - Wiem, że tego chcesz, Justin. Widzę to w twoich przepełnionych pożądaniem oczach - gryzie płatek mojego ucha, dyszę ciężko i zapominam o całym, pieprzonym świecie - Dotknij mnie - bierze moją dłoń, wsuwa między swoje nogi i dociska do kobiecości. Palcem odchylam jej kusą bieliznę i wbijam się w nią, wcale nie robiąc tego delikatnie. Odchyla głowę, nabija się na nie i zmysłowo porusza biodrami - Widzisz? To wszystko dla ciebie, kochanie. Jestem taka mokra dzięki tobie - patrzy mi w oczy, rozchyla usta, a ja wsuwam się w nią jeszcze głębiej. Marszczy brwi, oddycha szybko i ściska w palcach sutki. Przysięgam, jeszcze chwila a nie będę umiał się powstrzymać. Zerżnę ją na tym biurku, aż będzie wrzeszczeć z bólu i błagać mnie o koniec. To nie byłby pierwszy raz - No dalej, Justin. Zrób to, jestem na ciebie gotowa - jednym ruchem rozsuwa rozporek, wyjmuje mojego kutasa i porusza dłonią. Zaciskam usta, patrzę w dół, a ten widok jest wręcz niesamowity.
- Kurwa, Amy! - syczę przez zęby, kiedy przyśpiesza i ledwo mogę usiedzieć - Nie rób tego.
- Naprawdę? Więc odepchnij mnie, powstrzymaj. Dlaczego do cholery poddajesz się temu, huh?
- Niech to szlag, jesteś taka nieposłuszna! - zaciskam szczękę i dokładam trzeci palec. Wije się jak kotka, porusza biodrami, a jej jęki doprowadzają mnie do szaleństwa. Chcę się w niej zanurzyć, poczuć, jak bardzo jest mokra i ukarać za to, że pozwala sobie na zbyt wiele. Przy niej nie będę musiał się hamować, będę mógł pozwolić sobie dosłownie na wszystko, nawet na jej piekielnie seksowny tyłek! Jednak w tym momencie dzieje się coś dziwnego. Mój mózg wybudza się z drzemki, przeciąga leniwie i sprzedaje mi mentalny policzek - Ja pierdolę! - wyjmuję z niej palce, chwytam za biodra, stawiam na nogi i chowam kutasa. Przerażenie ogarnia moje wnętrzności, wyrzuty sumienia wyżerają mnie od środka i wręcz nie wierzę, że dałem jej się omamić! - Wyjdź stąd.
- Dlaczego? - patrzy na mnie zaskoczona i obsuwa spódnicę w dół - Przecież było ci dobrze, skarbie.
- Nie mów tak do mnie, wyjdź i nie przychodź tutaj. To, co robisz jest paskudne i nigdy więcej ci na to nie pozwolę! Dość tego, zrozumiałaś?! Przechodzisz samą siebie, nie masz szacunku do siebie?
- Dziękuję, Roma - nagle przez drzwi dociera do mnie głos Leny, która wchodzi do środka - Cześć, Kochanie. Postanowiłam cię odwie... - zamiera w połowie słowa, kiedy dostrzega Amandę. Natychmiast wyczuwa, że coś jest nie tak. Spogląda raz na nią, raz na mnie i na mojego kutasa, przebijającego się przez spodnie. Kurwa mać! - Chyba przeszkodziłam. Już mnie nie ma.
- Lena! Poczekaj! - krzyczę za nią, nie słucha mnie i po prostu wychodzi - Zostaw mnie samego.
- Jesteś taki marudny, wiesz? - znudzona przewraca oczami, podchodzi do mnie i układa dłoń na moim torsie - Oboje wiemy, że mało zabrakło, a byś mnie przeleciał. Przybiegniesz do mnie szybciej, niż myślisz - całuje mnie w policzek i wychodzi. Płonę ze złości i uderzam pięścią w ścianę.





20.03.2016

Rozdział 21

Lena przygotowuje przekąski. Układa kawałki sera na tacy, winogrona i robi maleńkie kanapeczki na jeden kęs. Obserwuję ją uważnie, wypijam pół butelki i wciąż dochodzę do siebie po orgazmie.
- Wyjaśnisz mi, co miał oznaczać ten napad na mnie, kochanie? Od kiedy jesteś taka śmiała, hmm?
- Och, więc napadłam na ciebie? - unosi brew i chichocze rozbawiona - Ciekawe określenie, ale skoro tak twierdzisz, niech będzie. Po prostu siedziałeś na leżaku, w samych spodenkach, taki seksowy i w końcu pociekła mi ślinka - wzrusza ramionami, wlewa do szklaneczek pepsi i dorzuca trochę lodu. Uśmiecham się jak debil, a jej słowa łechtają moje ego - Jesteś zły? Wiem, że lubisz kontrolę.

- Ależ skąd, jak mógłbym być zły, skoro było tak niesamowicie, hmm? Poza tym miałem kontrolę przez cały czas, poddałaś mi się - odstawiam butelkę wody, pochodzę i przytulam się do niej od tyłu - Widok ciebie pieszczącej się pode mną przyśpieszył mój orgazm. Uwielbiam cię taką - szepczę jej na ucho, próbuje odepchnąć mnie pupą, ale nie pozwalam jej na to - Co ty ze mną zrobiłaś?
- Nie mam pojęcia, ale chyba powinnam to samo pytanie zadać tobie! Zepsułeś mnie i spójrz, co ze mnie wychodzi. Mimo wszystko cieszę się, że tak na ciebie działam. Może dzięki temu tak szybko się mną nie znudzisz i nie pójdziesz do innej, aby się pocieszyć? - jasna cholera!
- Coś ty powiedziała? - gwałtownie odwracam ją do siebie, aż włosy uderzają ją w twarz - Nie waż się mówić tego nigdy więcej, Lena. Nic takiego nie będzie miało miejsca, rozumiesz mnie?
- Rozumiem, nie denerwuj się. Proszę - opiera głowę na moim torsie i owija ramiona wokół pasa.
- Jak mam się nie denerwować, skoro mówisz mi coś takiego? Doskonale wiesz, co do ciebie czuję!
- Wiem, przepraszam. Te słowa same nawinęły mi się na język. Nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało.
- Taką mam nadzieję - burczę pod nosem, chwytam jej szczękę i składam na ustach pocałunek - Jeśli powiesz coś takiego jeszcze raz, zaknebluję cię, zwiążę i nie okażę grama litości. Uważaj.
- Mmm zabrzmiało interesująco - gryzie mnie w brodę i uśmiecha się szeroko. Czy ją to bawi?
- Czyżby? - mrużę oczy i jednym ruchem sadzam ją na blacie - Skąd ta odwaga? Nie boisz się?
- Dlaczego miałabym się bać? Kochasz mnie, a ja kocham ciebie. Nie zrobisz mi krzywdy, prawda?
- Oczywiście, że nie! Ale przed chwilą wspomniałem o kneblowaniu, nigdy tego nie robiliśmy.
- Wiem, jednak powiedziałeś mi, że na wszystko przyjdzie odpowiednia pora, tak? Na to również.
- Masz ochotę na coś ostrego, kochanie? - przysuwam się i układam dłoń na jej karku - Nie mów mi takich odważnych rzeczy, ponieważ bardzo na mnie działają. Możesz obudzić we mnie bestię.
- Wydaje mi się, że ta bestia kawałek po kawałku wychodzi z ciebie za każdym razem. - Być może pewnego dnia wyjdzie całkowicie, a tobie się to spodoba? - mrugam okiem, zawstydza się i schyla głowę - Nie zrobię nic, czego byś nie zniosła. Za bardzo cię kocham.




                                                                           ******

Lena POV:
Kolejny miesiąc mija zdecydowanie zbyt szybko. Pozostało mi zaledwie miesiąc stażu, potem sesja i błogi odpoczynek. Jestem bardzo zadowolona z pracy tutaj, szansy, jaką dostałam. Nauczyłam się naprawdę sporo, a ekipa, z którą pracuję jest świetna! Zżyłam się z nimi i będę za nimi tęsknić.

Wchodzę do domu, odkładam torebkę na komodę, zsuwam buty i podwijam rękawy w bluzce. Kiedy docieram do salonu wita mnie szeroki, uroczy uśmiech Paula. Ponownie nas odwiedził, polubiłam go i muszę przyznać, że zyskuje przy bliższym poznaniu. Co ciekawe, przylatuje już nie tylko do nas, ale i do mojej przyjaciółki. To niesamowite, że ich znajomość tak szybko się rozwinęła, ale bardzo im kibicuję. Paul się stara, a Karen wygląda na szczęśliwą. Lepiej dla niego, żeby tego nie spieprzył.
- Hej, mała! Jak tam dzionek w pracy? Właściwie gdzie zgubiłaś Justina? Powinien już wrócić.
- Hej. Dzionek w pracy całkiem sporo, a Justin został dłużej ze względu na ważne spotkanie.
- Rola szefa - mruga okiem i przeciąga się leniwie - Umieram z głodu! Może coś zjemy?
- To jest świetny pomysł. Chodź, upitrasimy coś na szybko, żeby już całkowicie nie paść.

Czterdzieści minut później wraca Justin. Odkłada torbę z laptopem na kanapę, poluźnia krawat i zsuwa marynarkę. Wyczuwam, że jest zdenerwowany i zastanawiam się, cóż znowu się stało.
- Cześć, skarbie. Co się stało? - podchodzę do niego, masuję ramiona i czuje całuję w usta.
- Nic wielkiego, aniołku. Po prostu spotkanie z klientem wyprowadziło mnie z równowagi, zdarza się. Nie przejmuj się tym, jest dobrze - pocieram nosem o mój i nieco się odpręża.

W sobotę wybieram się na zakupy. Rodzice Justina zaprosili nas na niedzielny obiad i postanowiłam zafundować sobie nową sukienkę. Akurat na moje konto wpłynęło wynagrodzenie za staż, chociaż suma absolutnie mi się nie zgadza. Wiem, ile powinnam zarabiać, a kwota jest trzykrotnie większa. To jasne jak słońce, czyja jest to sprawka i nie podoba mi się to, że Justin traktuje mnie inaczej niż resztę swoich stażystów. Owszem, jestem jego dziewczyną, jednak w pracy powinien zachowywać się profesjonalnie. Cóż, ciągłe pisanie wiadomości o chęci przytulenia się do moich piersi lub natychmiastowe wzywanie mnie do swojego biura, w wiadomym celu, raczej nie można nazwać profesjonalizmem. Już mnie to nie szokuje, przyzwyczaiłam się, no bo to w końcu cały Justin.

Po dwóch godzinach wędrówek po sklepach wreszcie kupuję śliczną sukienkę w kolorze pudrowego różu. Zachowuję się w niej niemal od razu i myślę, że spodoba się Justinowi chociaż nie odsłania zbyt wiele, a on woli mnie w bardziej kusym wydaniu. To kolacja z jego rodzicami, więc na pewno nie założę zbyt krótkiej kreacji. Dobre wrażenie to podstawa!
Uśmiecham się na tę myśl, wkładam torbę do bagażnika i kiedy chcę wsiąść za kierownicę, czuję mocny uścisk na ramieniu. Odwracam się za siebie, unoszę wzrok i zamieram. Przede mną stoi Amanda i patrzy na mnie z tą pewnością, wyższością siebie, jakby była dosłownie nikim, przeszkodą. Jestem potwornie zaskoczona jej widokiem, od miesiąca nie pojawiła się w zasięgu mojego wzorku i zastanawiam się, co u licha robi tutaj teraz?! I najważniejsze; czego ode mnie chce?
- Co ty wyprawiasz? Puść mnie! - próbuję uwolnić ramię, jednak ona wzmacnia uścisk - Amanda!
- Zamknij się, musimy poważnie porozmawiać. Idziemy! - szarpie mnie i ciągnie za sobą. Rozgląda się nerwowo, wchodzimy w wąską alejkę między kamienicami i z przerażeniem orientuję się, że to paskudne miejsce - Czy nie mówiłam ci, abyś odeszła od Justina? Nie posłuchałaś mnie, Lena.
- A dlaczego do cholery miałabym to zrobić? Nie ma prawa decydować o jego życiu!
- On należy do mnie, rozumiesz! - podnosi głos i uderza dłonią w ścianę, tuż obok mojej głowy - Miałam go przez trzy lata, aż nagle pojawiasz się znikąd i myślisz, że mi go zabierzesz?
- Nie zabrałam ci go! Justin powiedział mi, że nigdy do ciebie nie należał, to był tylko seks.
- Jesteś taka pyskata! - odchyla moje plecy i ponownie uderza nimi w ścianę, och! Cichy jęk bólu ucieka z moich ust i naprawdę zaczynam się bać. Wygląda na wściekłą! - Dostaniesz porządną lekcję. Powinnaś była mnie posłuchać i po prostu odejść, a ty zagrałaś mi na nosie! - prycha oburzona, przyglądam jej się z obawą i spoglądam w stronę wyjścia z uliczki - Nawet o tym nie myśl, jeszcze z tobą nie skończyłam - uśmiecha się, wyjmuje mały nóż zza paska spodni i po prostu rozcina nim skórę na moim ramieniu. Piszczę, kiedy ból roznosi się nieprzyjemnym szczypaniem, Amy zasłania mi usta dłonią i przygląda mi się z dziwnym wyrazem twarzy - Trzeba było posłuchać mojej rady, a teraz nic takiego nie miałoby miejsca. Boli? - wbija palce w moje zakrwawione ramię, zaczynam walczyć, szarpać się i nie dać jej tej pieprzonej satysfakcji, że mnie pokonała. Niestety Amy jest wyższa, silniejsza i moje wysiłki nie sprawiają jej trudności - Odejdziesz od niego, Lena.
- Pierdol się! Nie zrobię tego, ty chora suko! - wrzeszczę w jej twarz, zaciska szczękę i widzę, jak podziałały na nią moje słowa. Bez wahania policzkuje mnie, a cios jest naprawdę mocny.
- Nie powinnaś była tego mówić - syczy przez zęby, jednak mało do mnie dociera. Mrugam kilka razy, aby wziąć się w garść, niestety czuję na twarzy coś ciepłego, spływającego, a Amy się śmieje - Och, cóż za pech! Widocznie mój piękny, podarowany przez ukochaną babcię pierścionek wyrządził ci małą krzywdę - dotyka opuszką palca rany na brwi, sprawiając mi koszmarny ból - Pójdę już. Myślę, że dobitnie zrozumiałaś moją aluzję, kochanie - całuje mnie w policzek i po prostu odchodzi.
- Boże - odsuwam się po ścianie, siadam na zimnym betonie i przykładam dłoń do twarzy. Palce szybko pokrywa krew, a ja wpadam w panikę. Co ta suka mi zrobiła?! - Niech cię szlag, dziwko - oddycham głęboko, zbiera mi się na płacz, jednak najważniejsze to wydostać się z tej alejki. Niestety nie poprowadzę samochodu, skoro nic nie widzę przez tę przeklętą krew i lekkie oszołomienie. Wyjmuję telefon, wybieram numer Justina i dzwonię. Jeden sygnał, drugi, trzeci, czwarty, poczta. Ponawiam połączenie, a po trzecim razie się poddaję. Mam ochotę zadzwonić po Karen, ale o tej godzinie jest na zajęciach. Och, Paul! Wykręcam numer do niego, na szczęście odbiera niemal natychmiast - Paul? M-mógłbyś po mnie przyjechać? Jestem przy galerii "Century 21". Proszę?
- Oczywiście, przyjadę. Stało się coś? Pojechałaś na zakupy samochodem, nie mów, że zdechł?
- Opowiem ci jak będziesz, dobrze? Pośpiesz się, Justin nie odbiera, a Karen jest na zajęciach.
- Hej, nie przejmuj się. Już wsiadam w samochód, Lena. Czekaj na mnie, będę za pięć minut.

Paul faktycznie zjawia się w mgnieniu oka. Dostrzega mnie niemal natychmiast, stoję oparta o ścianę i chowam się w alejce. Nie chcę, aby ludzie dziwnie na mnie patrzyli, ani tym bardziej nie chciałam brać taksówki. Cieszę się, że chociaż Paul był uchwytny i jest w stanie mi pomóc.
- Matko Boska, Lena! - uchyla usta, delikatnie chwyta moją brodę i widzę szczery szok na jego twarzy - Co się do cholery stało?! Ta rana jest na bank do zszycia, krew nie przestaje lecieć!
- Po prostu mnie stąd zabierz - zaciskam usta, a nieproszone łzy i tak spływają po policzkach.

Paul zabiera mnie do szpitala. Lekarz przyjmuje mnie od razu, pyta, co się wydarzyło, a ja kłamię jak z nut. O upadku ze schodów przy metrze, o uderzeniu w kant schodka, o rozcięciu skóry. Wzdycha ciężko, zakłada sześć szwów i każde przyjść na kontrolę za kilka dni. Przepisuje również środki przeciwbólowe, które na pewno po zejściu znieczulenia bardzo mi się przydadzą.
- Lena! - przerażony głos Justina dociera do mnie, kiedy tylko wychodzę z gabinetu. Zrywa się na równe nogi, podchodzi do mnie i ogląda moją twarz - Boże, co się stało, skarbie?! Skąd ta rana?
- Cii, nie krzycz, błagam. Zabierz mnie do domu, proszę. Nie mam siły na jakąkolwiek rozmowę.
- Już jedziemy - przytula mnie do siebie i całuje w czubek głowy - Powiedz tylko, co się stało.
- Amanda - jej imię działa na Justina jak płachta na byka. Wiedziałam, że się zdenerwuje.
- Chcesz powiedzieć, że ona ci to zrobiła? - pyta z niedowierzaniem i patrzy mi w oczy. Przytakuję głową, zaciska szczękę i widzę w jego oczach gniew - Jedziemy do domu. 




Cross POV:
Kiedy tylko przekraczamy próg domu, Lena układa się w salonie i podkurcza nogi. Patrzę na nią, w moich żyłach buzuje złość, szok i wręcz nie pojmuję do czego tym razem posunęła się Amanda.
 - Kotku - oddycham głębiej, podchodzę i odgarniam jej włosy - Powiedz mi o tym coś więcej?
- Byłam na zakupach, wracałam już z galerii, kiedy nagle dorwała mnie przy samochodzie - przełyka ślinę i przykłada dłoń do ramienia - Wciągnęła w uliczkę, powiedziała swoje, a potem rozcięła skórę na moim ramieniu - kurwa mać! Więc ta rana na łuku barwionym to nie wszystko?! Zsuwam rękaw bluzki i dostrzegam na ramieniu opatrunek. Ledwo nad sobą panuję - Potem wykrzyczałam, że jest chorą suką, bo naprawdę jest, spoliczkowała mnie, a pierścionek rozciął skórę. Koniec historii.
- Boże, tak mi przykro, kochanie. Amy przekroczyła wszelkie granice, porozmawiam sobie z nią - to to tak, że jej w pięty pójdzie! Cholerna suka! - Odpocznij, dobrze? Potrzebujesz czegoś?
- Raczej nie. Możesz mnie tylko okryć kocem? Jest mi zimno - wzdryga się, a ja sięgam po koc.
- Zaraz będzie cieplej - otulam ją po samą szyję, całuję w czoło i przetrzymuję pocałunek. Zamykam oczy, a moje serce zaciska niewidzialna pięść, Lena cierpi. Przeze mnie, przez Amandę! Niech to szlag, mam ochotę udusić ją gołymi rękoma! - Prześpij się, zaraz do ciebie wrócę - uśmiecham się resztką sił i przechodzę do kuchni, w której Paul opiera się o szafki i kręci głową - To są chyba jakieś jaja, stary! - syczę przez zęby, wsuwam palce we włosy i płonę ze złości - Co ona sobie wyobraża?
- Sam chciałbym to wiedzieć, to szaleństwo! Przeszła samą siebie. Naprawdę musisz ją ogarnąć.
- Właśnie taki mam kurwa zamiar. Porozmawiam z nią i wynajmę ochronę dla Leny. Co myślisz?
- Biorąc pod uwagę fakt, że podniosła na nią rękę to bardzo dobre rozwiązanie. Kto wie, co Amy jeszcze chodzi po głowie? Jest zraniona, odtrącona, a to może posunąć ją jeszcze dalej.
- Nie pozwolę jej na to, nigdy w życiu! Przykro mi, że przeze mnie cierpi, poważnie! Lubiłem ją, spędziliśmy ze sobą sporo czasu, ale nasza przygoda dobiegła końca. Nie może robić takich rzeczy.
- Oby rozmowa cokolwiek pomogła. Amy musi wziąć się w garść, inaczej słabo to widzę.

Umawiam się z Amy natychmiast. Paul zostaje z Leną, ufam mi i wiem, że zaopiekuje się nią na tą chwilę, kiedy mnie nie będzie. Zresztą! Nie mam zamiaru tracić na Amy zbyt wiele czasu.
- Cześć, skarbie - uśmiecha się, odgarnia włosy i próbuje pocałować mnie w policzek.
- Zapomnij o tym. Jesteś bezczelna, skoro zachowujesz się jak gdyby nigdy nic, po tym, co zrobiłaś. Co ty sobie do cholery wyobrażasz, huh?! Jakim prawem skrzywdziłaś moją dziewczynę?! 

- Nie zamierzałam robić jej krzywdy, Justin! Chciałam tylko porozmawiać, ale zaczęła się szarpać i mnie wkurzyła. Reszta potoczyła się już sama. Przepraszam, okej? Jest mi bardzo przykro.
- Och, daruj sobie te brednie! Nie wierzę ci. Ja wiem, że zrobiłaś to specjalnie. Jesteś zazdrosna, tak? Zastąpiłem cię kimś innym i szlag cię trafia, bo nie masz na to żadnego wpływu.
- Tak! Zadowolony?! - wyrzuca ręce w górę i patrzy na mnie ze złością - Dziwi cię to?! Zraniłeś mnie, a ja też mam uczucia, nie pomyślałeś o tym?! Rzuciłeś mnie z dnia na dzień!
- Z dnia na dzień? O czym ty mówisz? Nie widzieliśmy się ze trzy miesiące, dziewczyno! Dla twojej informacji, nie dzwoniłaś, nie pisałaś, nie próbowałaś nawiązać kontaktu. Może się mylę? 

- Okej, miałam małe problemy i po prostu zaniedbałam naszą znajomość, ale teraz chcę to naprawić. Chcę, żebyś był mój, jak dawniej. Pragnę cię w swoim życiu - mówi czule i dotyka kciukiem mojej wargi - Wiesz, że mogę doprowadzić cię do szaleństwa, prawda? - układa dłoń na moim kutasie i wręcz nie wierzę, że nie dociera do niej sens moich słów - Umiem cię zadowolić, wiesz o tym!
- Przestań! - odpycham ją i robię krok w tył. Bezpieczna odległość jest wskazana - Moja dziewczyna również umie mnie zadowolić. Jest niesamowita, nie potrzebuję żadnej innej, zakoduj to sobie! Nie dopuszczę, abyś zbliżyła się do niej nawet na centymetr, a jeśli to zrobić, pójdę na policję!
- Naprawdę mógłbyś to zrobić?! Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy? Nie wierzę w to, Justin! 

- Więc uwierz. Zrobiłaś coś bardzo złego, posunęłaś się zbyt daleko, ale widocznie taki był twój plan. Uderzyłaś w niewinną dziewczynę, która tutaj nie zawiniła. To ja cię zostawiłem, nie Lena!
- Ale to wszystko przez nią! Gdyby nie ona nadal bylibyśmy razem! Zwariowałeś przez nią!
- Raczej dla niej, Amy! To chciałaś usłyszeć? Zawróciła mi w głowie, kocham ją i jest dla mnie najważniejsza! - wybucham, ale mam po dziurki w nosie tej rozmowy. Muszę postawić sprawę jasno, aby dała mi spokój raz na zawsze - Mam nadzieję, że wszystko co powiedziałem jest dla ciebie jasne. Nigdy więcej nie chcę żebyś odpieprzała takie chore akcje. Zrozumiano? - zaciskam szczękę, a Amanda milczy jak grób - Nie mam nic więcej do dodania - wsiadam do samochodu i odjeżdżam.

Wchodzę do domu, wciąż jestem nabuzowany jak diabli i próbuję wziąć się w garść. Mam ochotę na mocnego drinka, a może i nawet pięć, ale najpierw chcę zobaczyć Lenę. Nie ma jej w salonie, marszczę brwi, idę do kuchni i ku mojemu zaskoczeniu, właśnie tutaj ją znajduje. Zmieniła bluzkę, dzięki temu w moje oczy rzuca się jej opatrunek na ramieniu jak i na brwi. Na jej twarzy wymalowane jest lekkie zmęczenie mimo to i tak wygląda pięknie!
- Justin? - dociera do mnie jej cichy głos i podnoszę głowę - Dlaczego tak stoisz? Stało się coś?
- Nie, kotku. Wszystko w porządku - wysilam się na uśmiech, podchodzę i przytulam się do jej pleców. Zamykam oczy i wdycham zapach jej skóry. Liczy się tylko ona - Jak się czujesz?
- Biorąc pod uwagę niedawny incydent, to całkiem dobrze. Bolała mnie rana więc wzięłam tabletkę.
- Nie masz pojęcia, jak bardzo jest mi przykro, Lena. Przepraszam, to nie powinno się wydarzyć.
- Hej, przecież to nie twoja wina - odwraca się, ujmuje moją twarz w dłonie i posyła uroczy uśmiech - To nie ty zrobiłeś mi krzywdę tylko ona. Nie masz mnie za co przepraszać.
- Oj, mam. Amanda była moją przyjaciółką. Gdybym nie zabrał cię do Miami, nie poznałaby cię.
- Daj spokój, proszę. Nie obwiniaj się, nie pozwalam ci na to. Dam radę, to nic wielkiego.
- Och, Lena - przytulam ją do siebie, chowam w ramionach i tak bardzo chciałbym cofnąć czas, aby ją ochronić. Im dłużej o tym myślę, tym złość na nowo się we mnie rozbudza. 

- No już, weź się w garść. Naprawdę nic mi nie jest - odchyla się, pstryka mnie w nos i puszcza mi oczko. Mimo wszystko stara się uśmiechać, jest wyjątkowa! - Zrobiłam szybki obiad, zjemy, a potem niestety czeka mnie prasowanie. Muszę przygotować ciuchy do pracy.
- Do pracy? Chyba nie mówisz poważnie, Lena? Po czymś takim masz zamiar pójść do firmy?
- Oczywiście, przecież to mój obowiązek, tak? Zależy mi na stażu, a opuściłam już kilka dni.
- Rozumiem to, ale ta opcja nie wchodzi w grę. Musisz odpoczywać, masz rozcięty łuk brwiowy!
- I co z tego? - wzrusza ramionami, ponownie się odwraca i miesza gotujący się makaron - Mówiłam ci już, że to nic wielkiego i dam sobie z tym radę. Nie mam zamiaru opuszczać więcej pracy.
- Nie ma mowy! Nie pójdziesz do firmy, Lena. Wrócisz za tydzień, może dwa, jak wyzdrowiejesz.
- Ale ja nie jestem chora, Justin! Poza tym to ja decyduję o sobie, zapamiętaj to proszę.
- Kotku, nie denerwuj mnie, błagam! Ledwo nad sobą panuję, a ty mi wciąż dokładasz!
- Wybacz, taka już jestem. Musisz wyluzować - burczy wkurzona, oddycha ciężko i przykłada dłoń do czoła - Zdecydowałeś za mnie z przeprowadzką, nie pozwolę, abyś mnie sobie podporządkował.
- Nie chcę tego robić, Lena. Po prostu się o ciebie martwię i robię to z troski o ciebie, kochanie!
- I ja to doceniam, naprawdę! Mimo wszystko jestem dorosła i chcę sama o sobie decydować.
- Nie chcę się z tobą o to spierać - odklejam się od niej, podchodzę do lodówki i wyjmuję zimny sok. Kiedy się odwracam, Leny nie ma. Marszczę brwi, odkładam karton i opuszczam kuchnię. Mam przeczucie, że znowu się na mnie obraziła, a ja nie chcę źle! Szkoda, że znowu twierdzi, że chcę za nią decydować, a ja jedynie staram się dla niej! - Skarbie?! - wchodzę na górę, odpowiada mi cisza, a kiedy przekraczam próg sypialni, przewracam oczami. Stoi przed szafą, przegląda białe koszule i decyduje się na tę w czarne kropki - Jesteś na mnie zła? - opieram się ramieniem o futrynę, zakładam ręce na piersiach i wlepiam wzrok w jej plecy. Ignoruje mnie, dobiega do koszulki czarną spódnicę i wyjmuje żelazko z komody. Nie ukrywam, mimo tego, iż jest ode mnie młodsza ma ten swój charakterek i potrafi pokazać pazurki. Właśnie to wywołuje konflikty między nami. Lena jest twardą sztuką, ma swoje zdanie, jest samodzielna i nie lubi, kiedy ktoś nią steruje. Co za ironia, że trafiła akurat na mnie. Na człowieka, który uwielbia kontrolę - Przepraszam, że taki jestem.
- Nie musisz, Justin. Zaakceptowałam twoją chęć dominacji, ale poradzę sobie z tobą - odwraca się i posyła mi pewny siebie uśmieszek. Cóż za zmiana! - Nie myśl sobie, że będę potulna jak baranek.
- Gdzieżbym śmiał! - prycham rozbawiony, podchodzę do niej i przyciągam ją. Przekonałem się, jaka zadziorna z ciebie kobieta, jednak ty również nie myśl, że tak łatwo się poddam. Będziesz grzeczna?
- Oczywiście - przygryza wargę, sunie palcem po moim ramieniu i mam wrażenie, że nie będzie.
- Wiedz, że chcę dla ciebie jak najlepiej, Lena. Nie robię tego, aby zrobić ci na złość, wiesz?
- Wiem, skarbie. Wiem - wzdycha ciężko, opiera głowę na moim torsie i już nic nie mówimy.

Nazajutrz praca wre. Mam dzisiaj cztery spotkania, dwa już za mną i liczę na to, że kolejne dwa będą równie owocne. umowy niedawno podpisane opiewają na sporo zer, a firma nadal pnie się w górę.
- Panie Justinie - podnoszę głowę, Roma wchodzi do mojego biura i po jej minie wnioskuję, że coś nie gra - Pan Orson właśnie odwołał spotkanie - świetnie! - Tłumaczył, że ma rodzinny problem.
- Trudno, jego stara. No dobrze, co dalej? Mam ponad dwie godziny do kolejnego spotkania.
- Zgadza się. A może życzy pan sobie kawę i kawałek szarlotki? Sama piekłam.
- Och, chętnie. Uwielbiam twoje ciasta - mrugam okiem, Roma chichocze i opuszcza moje biuro. Lubię ją, jest ze mną od samego początku i bardzo cenię jej pracę. Jest rzetelna, odpowiedzialna i zajebiście zorganizowana. Pilnuje terminów moich spotkań, dba o firmę i co tu dużo mówić, świetnie się uzupełniamy. Prawda jest taka, że dobra sekretarka to podstawa!
Podchodzę do okna, podziwiam panoramę Nowego Jorku i zatłoczone ulice. To jest to, co kocham. Zdecydowanie to miasto ma w sobie coś wyjątkowego, przyciągającego. Te wysokie budynki, sięgające aż do chmur, atmosfera, ludzie. Mam ogromne szczęście, że dane tutaj mieszkać.
- Szefie? - moje rozmyślenia przerywa wchodząca do środka Gloria. Gestem dłoni zapraszam ją na fotel, siadam za biurkiem i odbieram od niej plik kartek - Świeżutkie kody. Muszę przyznać, że w tym roku nasi stażyści to bardzo uzdolnieni, młodzi ludzie. Czy zostawimy kogoś na stałe?
- Wciąż się zastanawiam. Mam dwóch faworytów. Maxymiliana oraz Lenę. Co o nich myślisz?
- Oboje świetni! Max jest zdolny no a Lena przebija wszystkich. Dzisiaj pisała bez przerwy!
- Dzisiaj? - patrzę na nią zaskoczony i zwijam dłoń w pięść. Kurwa! - Więc jest w pracy?
- Tak, a dlaczego miałoby jej nie być? - Gloria marszczy brwi i dziwnie mi się przygląda.
- Widziałem ją ostatnio na mieście. Miała opatrunek na brwi, myślałam, że zrobi sobie wolne.
- Ach, to! Powiedziała mi, że to jakiś nieszczęśliwy wypadek. Spadła ze schodów przy metrze.
- Nie powinna była dzisiaj przychodzić. Ta rana nie wygląda zbyt dobrze, zapewne ją boli.
- Lena jest bardzo pracowita. Poważnie podchodzi do stażu, a takich ludzi się ceni.
 - Tak, masz rację - wysilam się na uśmiech, ale już za sobie z nią porozmawiam - Dzięki za kody.
- Nie ma za co, wracam do naszych pracusiów - kiwa głową i opuszcza moje biuro.
- Pańska kawa i szarlotka - pojawia się Gloria, stawia na biurko tacę, chociaż mój apetyt znika.
- Dziękuję - Roma szybko się ulatnia, jakby wyczuła moje zdenerwowanie, a ja zrywam się z fotela. Chodzę tam i z powrotem, wsuwam palce we włosy i wściekam się, że Lena jednak przyszła do pracy, a moje słowa miała w dupie! To dlatego nie dyskutowała, nie kłóciła się? I tak miała plan pojawić się w firmie, wolała odpuścić i postawić na swoim - Niech to szlag - burczę pod nosem i najchętniej ukarałbym ją w dobrze znany mi sposób. Zostawić ją przywiązaną na długie godziny, aby cokolwiek do niej dotarło. Niestety nie mogę tego zrobić, więc pozostaje mi opanować złość.