31.01.2016

Rozdział 7

W firmie melduję się dwanaście minut przed czasem. Wyjeżdżam windą na swoje piętro, przechodzę biały, długi korytarz i docieram do ogromnej sali, w której powoli zbiera się reszta pracowników. Moje serce natychmiast przyśpiesza, rozglądam się po ludziach, a przez głowę przelatuje mi myśl, czy coś podejrzewają. Czy wyglądam jakoś inaczej? Czy zmieniłam się przez weekend? W końcu wydarzyło się tak wiele, a minęło zaledwie dwa dni! Niewiele jak na tak poważne zmiany.
- Lena! - Gloria macha z końca sali, podchodzi i cmoka mnie w policzek - Wszystko już w porządku? - och, o czym ona mówi? - Szef wspominał, że w piątek źle się poczułaś i odesłał cię do domu.
- Ach, oczywiście! Już dobrze - chrząkam i biorę się w garść. Kompletnie wyleciało mi z głowy, że nie pojawiłam się w piątek w firmie, po tym, jak Justin dwukrotnie przeleciał mnie w swoim wypasionym domu - Czym się strułam. Dopadły mnie mdłości, więc szef zlitował się nade mną.
- Całe szczęście! Już się bałam, że weźmiesz wolne, a nam potrzeba takich zdolnych pracowników. A właśnie! Szef zatwierdził piątkowe kody, które napisałaś. Tutaj masz ciąg dalszy, nie musisz się śpieszyć. Jest ich całkiem sporo i są podzielone na dwie części. Masz na nie jakieś dwa tygodnie.
- Dziękuję - odbieram od niej plik kartek i uśmiecham się - Jest ich mało, to bułka z masłem!
- Wiedziałam, że to powiesz - mruga okiem, salutuje i zostawia mnie samą. Do dzieła!
Siadam przy swoim biurku, włączam komputer i zsuwam z ramion żakiet. Zdecydowanie potrzebuję większej dawki kofeiny, jednak skoczę do baru nieco później. Wciąż odczuwam skutki zmęczenia i najchętniej przespałabym cały tydzień! Niestety nie ma tak dobrze, muszę skupić się na pracy, bo mimo, iż kody są dość proste, potrzebuję czystego umysłu i pełnej koncentracji. Pytanie; jak to zrobić, skoro mój szef pracuje tuż obok? Oddycham głęboko i wyrzucam go ze swoich myśli.


Godzinę później obok mojego biurka pojawia się Gloria, uśmiecha się i wręcz mi białą kopertę.
- A co to takiego? - okręcam ją dookoła, jest pusta, nie ma nawet adresata - Kto Ci ją dał?
- Cross we własnej osobie - o, cholercia! - Nie wiem o co mu chodzi, mnie o to nie pytaj.
- Dziękuję - cmokam w powietrzu, Gloria przewraca oczami i zostawia mnie samą.
Rozglądam się po sali, wszyscy skupieni są na swojej pracy, a ja myślę, co znowu wymyślił Justin. Nie powinien aż tak się zapominać i wysyłać mi liściki za pomocą Glorii. Mógł wysłać sms'a!
Mimo to zżera mnie ciekawość, rozrywam papier drżącą ręką, a po chwili palą mnie policzki.



Siedzę przy biurku, mam mnóstwo pracy, ale na niczym nie mogę się skupić. Myśl, że jesteś tak blisko mnie, tuż za ścianą, nie pozwala mi na pracę. Nie wiem, co się ze mną dzieje, Lena! Zawróciłaś mi w głowie, wiesz o tym? Myślę, że wiesz, sama widzisz, jak cholernie na mnie działasz. Pragnę Cię każdą częścią mojego ciała. Teraz! Przyjdziesz do mnie?


Nie wierzę w to, co czytam. Naprawdę rozważa uprawianie seksu w biurze, kiedy jego pracownicy są w tym samym budynku? Oszalał! Jestem pewna, że uderzył się w głowę i to jest tego skutkiem!
Chowam kopertę do torebki, zasuwam zamek i wypuszczam wstrzymywane powietrze. Za nic w świecie nie pójdę do niego właśnie teraz, nie przyłożę palca do własnej zguby. Nie będę aż tak ryzykować, a któreś z nas musi zachować zimną krew. Jak widać Cross ma wszystko w dupie, co za facet! Wydawało mi się, że to on z naszej dwójki jest bardziej rozważny, widać się myliłam.


W południe robię sobie przerwę, idę do baru, zamawiam mocną kawę i kanapkę w kurczakiem. Siedzę w rogu sali, podpieram brodę na dłoni i podziwiam ten przepiękny widok. W dole samochody mkną szybko, ludzie się spieszą, chcą zdążyć na czas, a ja siedzę w prawie pustym barze, w którym panuje przyjemna cisza i jak najbardziej mi to odpowiada. Przeważnie większość jest już po lunchu, jednak przez ból głowy mój apetyt był marny. Nie znoszę poniedziałków i zdecydowanie to nie jest mój dzień, a muszę przecierpieć jeszcze dwie i pół godziny. 


W drodze powrotnej wstępuję do toalety. Robię siku, myję ręce, przeczesuję włosy i szczotkuję zęby, Tak, to może wydawać się dziwne, jednak zawsze mam przy sobie mini pastę oraz szczoteczkę. Matka zawsze karciła mnie, kiedy w dzieciństwie zapominałam myć zęby, dlatego teraz szczotkuję je częściej, niż potrzeba. Jak widać jej kazania nie poszły na marne i wzięłam je sobie do serca.
Chowam wszystko do torebki, poprawiam bluzkę, jednak mój wzrok trafia na kogoś, kogo się tutaj nie spodziewałam. Gapię się w lustro, a w jego odbiciu dostrzegam opartego o ścianę Justina.
- Co ty tutaj robisz, na Boga?! - przykładam dłoń do serca i próbuję uspokoić mój szalejący oddech. 
- Jestem? - odpowiada pytająco, wyjmuje ręce z kieszeni spodni i podchodzi do mnie - Uspokój się.
- Mówisz poważnie? Niby jak mam to zrobić? To damska toaleta, w każdej chwili ktoś może wejść.
- Ale nie wejdzie, ponieważ zamknąłem drzwi na zamek. Nikt nam nie przeszkodzi - układa dłonie na moim brzuchu, dociska moje plecy do swojego torsu i sunie ustami po mojej szyi - Tęskniłem.
- Och, to słodkie - uśmiecham się i układam dłonie na jego - Dostałam twój liścik. Co cię napadło?
- Nic, po prostu robię to, na co mam ochotę - szepcze do mojego ucha, przygryza jego płatek, a ja oddaję się tej chwili przyjemności. Wzdycham ciężko i najchętniej zasnęłabym tak, jak stoję - Jesteś zmęczona, kotku - Justin marszczy brwi, nasze oczy spotykają się w odbiciu lustra i widzę jego zmartwioną minę - Wykończyłem cię, moja maleńka. Przepraszam - odwraca mnie w swoją stronę, ujmuje moją twarz w dłonie i całuje czule, delikatnie, powoli. Staję na palcach, aby nieco pogłębić pocałunek, jednak przerywa go i układa moją głowę na swoim torsie - Chcesz pojechać do domu? Wyglądasz na wyczerpaną, musisz odpocząć i porządnie się wyspać. Taylor może cię odwieźć.
- Nie mogę wychodzić kiedy chcę. Obowiązuje mnie taki sam zakres obowiązków jak pozostałych.
- Mylisz się, jesteś zatrudniona na moich specjalnych warunkach - podnoszę głowę, marszczę brwi, a Justin posyła mi zadziorny uśmieszek - Przeprowadź się do mnie - och! Zaskakuje mnie tym, opiera czoło o moje i kołysze mnie w swoich ramionach - Nie mogę bez ciebie wytrzymać, Lena.
- Och, Justin - zaciskam usta i myślę, jak wybrnąć z tej sytuacji - Dlaczego tak bardzo tego chcesz? - przykładam dłoń do jego policzka, głaszczę czule, a on przymyka oczy - To za wcześnie, skarbie.

- Jezu, uwielbiam, kiedy mówisz do mnie w ten sposób - gwałtownie przyciąga mnie do siebie, unosi i sadza na blacie, tuż obok umywalki - Dlaczego tego chcę? To oczywiste! Szaleję za tobą i chcę cię mieć blisko siebie. Odkąd spałaś w moim łóżku, nie mogę zasnąć, kiedy ciebie w nim nie ma - orzesz! Po jego słowach mój brzuch zaciska niewidzialna pięść, a serce przyśpiesza - Co mam zrobić, żebyś się zgodziła? Wiesz, że zrobię wszystko, Lena. Choćbym miał poruszyć niebo i ziemię.
- Wiem, Justin, ale nie o to chodzi. Znamy się zbyt krótko, aby podejmować tak poważne decyzje. Poza tym obawiam się, że chcesz tego tylko dlatego, ponieważ pragniesz mojego ciała, nie mnie.
- Nie wierzę, że to powiedziałaś - kręci głową, prycha z kpiną, a na jego twarzy pojawia się złość - Mam świadomość, że faktycznie znamy się krótko, jednak od samego początku powtarzam ci, jak bardzo za tobą szaleję, jak cholernie mi się podobasz! Staram się, tak?! Zabrałem cię do swojej rodziny, aby pokazać ci, że traktuje cię poważnie - o, Boże! Więc dlatego zależało mu, abym poznała jego bliskich. Chciał udowodnić, że to na poważnie? - Wiem, że się boisz, że to tempo jest szalone, ale jestem z tobą szczery. Od pierwszego spotkania ciągnie mnie do ciebie jakaś siła, z którą nie potrafię sobie poradzić. Uwielbiam twój uśmiech, oczy, usta, ciebie całą. Seks to tylko dodatek, może i cudowny dodatek, ale liczysz się ty - dyszy ciężko i widzę, ile kosztuje go ta rozmowa.
- Doceniam to, naprawdę. Uwierz mi, doskonale wiem, o jakiej sile mówisz, bo mam dokładnie tak samo. Wciąż siedzisz w mojej głowie i nie chcesz z niej wyjść. Chciałabym, żeby nam wyszło, po prostu się boję. Mówisz o przeprowadzce, a my prawie w ogóle się nie znamy.
- Więc daj nam szansę na poznanie się, wszystko przed nami. Nigdzie nam się nie śpieszy, prawda? Obiecuję, że będzie cudownie, Lena! - pociera nosem o mój, a jego twarz rozświetla piękny uśmiech. O rany, jemu naprawdę na tym cholernie zależy! - Pragnę zasypiać i budzić się obok ciebie. Czuć twoją skórę obok mojej, jeść z tobą śniadania. Trzymać cię za rękę, rozpieszczać cię, uszczęśliwiać, zaspokajać - wow! Patrzę na niego lekko zszokowana, ale nie spodziewałam się po nim takiego wyznania. Nigdy w życiu nikt nie powiedział mi tak pięknych słów, w dodatku ledwo kilka dni od pierwszego spotkania - Lena, kotku, zgódź się. I tak spędzamy ze sobą bardzo dużo czasu, prawda?
- Tak, ale to coś innego. Spędziliśmy razem weekend, a teraz wróciłam do swojego mieszkania.
- I mieszkając ze mną będziesz mogła tam wracać, kiedy tylko zechcesz. Daj nam tylko szansę.
- Daję, Justin! - podnoszę głowę i patrzę mu w oczy - Przecież możemy się spotykać, nie mam nic przeciwko temu. Już to robimy, na dodatek posunęliśmy się o wiele dalej. Czego jeszcze chcesz?
- Ciebie! Ciebie dla siebie, codziennie! W każdej części pieprzonego dnia - mówi ostro, układa dłoń na tyle mojej głowy i wsuwa palce we włosy - Chcę, żebyś była moja. Tylko ja chcę cię dotykać. 
- Mówisz tak, jakby dotykał mnie inny facet, a nikt oprócz ciebie tego nie robi! - pocieram jego ramiona i próbuję nieco uspokoić. Skąd te nerwy? - Doskonale wiesz, że nie ma obok mnie nikogo innego, Justin. Poza tym beztrosko oświadczyłeś rodzicom, że ponoć jestem twoją dziewczyną. To ciekawe, ponieważ nie miałam o tym pojęcia. Coś mnie ominęło? Oświeć mnie, kochanie.
- Nic cię nie ominęło - oblizuje usta, przysuwa się i układa dłonie na moich plecach - Jesteś moją dziewczyną, prawda? - wygina usta w podkówkę i patrzy na mnie tym słodkim spojrzeniem.
- Chcesz tego? - niemal natychmiast przytakuje głową, wow! - Cóż, ja chyba też tego chcę.
- Chyba? - marszczy brwi i kręci głową niezadowolony - Musisz być tego pewna, kotku. Będziesz należeć tylko do mnie, z nikim się tobą nie podzielę - jego głos to melodia dla moich uszu. Cichy, zmysłowy, zachrypnięty. Mam ochotę zamknąć oczy i delektować się tym pięknym dźwiękiem - Będzie intensywnie, podniecająco i bardzo zmysłowo - jego słowa dziwnie na mnie działają, biorę głęboki oddech i nie spuszczam z niego wzroku
- Pokażę Ci mnóstwo cudownych miejsc, zabiorę Cię gdziekolwiek będziesz tylko chciała i... - zacina się, czuję jego dłoń na moim udzie, którą przesuwa z góry na dół, co potęguje napięcie - ...będę mocno pieprzył, kochanie - jezu! Zamykam oczy, opieram głowę o jego ramię i właśnie tego się boję. Wiem już, jakie są jego potrzeby i obawiam się, że nie podołam - Wiedz, że nigdy nie zrobię ci krzywdy. Nie zrobię nic, na co mi nie pozwolisz.
- Boję się, że nie dam rady. Twoje tempo jest zabójcze, a ja już teraz jestem potwornie zmęczona.
- Nie martw się, do wszystkiego można się przyzwyczaić. Jak sama powiedziałaś, uprawiałaś seks tylko raz, miałaś bardzo długą przerwę i masz prawo czuć zmęczenie. Dam ci trochę czasu, dobrze?
- Och, naprawdę? W porządku, chętnie skorzystam. Tak więc od dzisiaj zarządzam przerwę. Tydzień?
- C-co? - jąka się, a ja zaciskam usta ze śmiechu. To pewne, że nie wytrwa! - Może dwa dni? 
- Dwa dni? Przecież to żaden odpoczynek, wariacie! Naprawdę muszę odpocząć, Justin. 
- Boże, skarbie! Jak mam wytrzymać tyle czasu, skoro najchętniej w ogóle nie odrywałbym się od twoich ust, kuszącego ciała i cudownej cipki, która tak niesamowicie się wokół mnie zaciska.
- Justin! - uderzam go w ramię i karcę spojrzeniem - Musisz wyluzować! Tak nie da się żyć!
- Serio? Jemu to powiedz - spogląda w dół, bierze moją dłoń i przykłada do wybrzuszenia w swoich eleganckich spodniach - Widzisz? Pragnie cię, tak samo jak ja - jego głos przepełnia podniecenie, co natychmiast na mnie działa. Mimo tego, jak bardzo jestem zmęczona, działam pod wpływem chwili. Schodzę z blatu, rozpinam jego spodnie i zsuwam je razem z bokserkami. Widzę szok na jego pięknej twarzy, chce coś powiedzieć, jednak żadne słowa nie opuszczają jego ust. Chyba nie tego się spodziewał, klękam, zanim opuści mnie odwaga i biorę główkę do ust. Ssę mocno, delikatnie poruszam dłonią i odsłaniam zęby, aby przypadkiem go nie zadrasnąć. Dodatkowo synchronizuję ruchy z dłonią, wczuwam się, a moje ruchy szybko spotykają się z aprobatą. Justin porusza biodrami, oddycha głośno, szybko, chaotycznie, a ja prześlizguję językiem po całej długości i ponownie wsuwam go do ust. Klęczę przed nim, w dodatku w damskiej toalecie w jego własnej firmie, i czuję, jak bardzo jestem wilgotna. To szalone, że sprawiając przyjemność jemu, sama jestem podniecona - Kurwa, Lena! - syczy przez zęby, wsuwa palce w moje włosy i napiera mocniej, aż wsuwa się jeszcze głębiej - Właśnie tak. Robisz to niesamowicie - nadaje własne tempo, porusza biodrami, wbija się w moje usta, a ja staram się powstrzymać odruch wymiotny. Rozluźniam gardło, niestety Justin gwałtownie odsuwa się ode mnie, pomaga mi wstać i wlepia we mnie te piękne, czekoladowe oczy.
- Zrobiłam coś nie tak? - oblizuję usta i próbuję uspokoić oddech - Jeśli tak, przepraszam. 
- Nie przepraszaj, byłaś cudowna, skarbie. Tylko chwila dzieliła mnie od kurewsko dobrego orgazmu.
- Więc dlaczego przerwałeś? - przysuwam się do niego, prześlizguję językiem po jego pulchnych ustach i wślizguję go do środka. Pocałunek jest szybki, namiętny i wydusza cichutki jęk z ust Justina.
- Właśnie dlatego - odwraca mnie tyłem do siebie, opieram dłonie na blacie i wiem już o co mu chodzi. Raz dwa odpina guzik w moich jeansach, zsuwa je razem z bielizną i dotyka mnie palcami - Jezu, ależ jesteś mokra, kochanie - gryzie mnie w ramię i muszę zacisnąć usta, aby bezwstydnie nie jęczeć - Czyżby podnieciło cię to, jak sprawiałaś mi przyjemność? Powiedz mi, podobało ci się, jak pieprzyłaś mnie ustami? - napiera na mnie swoim ciałem, wbija we mnie długie palce, zgina je i trafia tam, gdzie trzeba - Mów, Lena. Musisz nauczyć się odpowiadać na moje pytania, kwiatuszku.
- T-tak, podobało mi się - dyszę ciężko, schylam głowę i wiję się po wpływem jego dotyku. 
- Widziałem, jak bardzo byłaś podniecona - nim się orientuję, czuję go w sobie. Długiego, grubego i mocno pulsującego - To jest moje miejsce kotku, w tobie. Cudownie się na mnie zaciskasz. Czujesz to? - przytakuję głową, wpatruję się w lustro, w którym nasze spojrzenia się spotykają, a to, że właśnie posuwa mnie od tyłu jest cholernie seksowne! Moje ciało porusza się pod wpływem jego pchnięć, piersi falują i pragnę, aby je dotknął - Jesteś taka cudowna, uwielbiam cię. Przeprowadź się do mnie, proszę - wreszcie ściska sutki przez materiał bluzki oraz stanika, jednak doskonale to czuję. Jeszcze chwila, a będzie po wszystkim - Zgódź się - wysuwa się ze mnie na całą długość i wślizguje z większą siłą. Cichy pisk ucieka z moich ust, pragnę spełnienia, a on ponowne mnie katuje. Jasna cholera, lubi to robić! - Powiedz to, czekam na twoją zgodzę - odgarnia moje włosy, składa czułe pocałunki na karku, ramieniu, a jego ruchy są powolne, leniwe i wiem, że w tym tempie nie dojdę. Po chwili zatrzymuje się całkowicie, schylam głowę i mam przeczucie, że robi to specjalnie. W końcu to pieprzony Cross, który lubi stosować różne sztuczki - Nie ruszę się, dopóki nie odpowiesz.
- Nie mogę, Justin. Dlaczego to robisz, co? Wykorzystujesz seks, żebym się zgodziła. To nie fair!
- Po prostu chcę, żebyś ze mną zamieszkała. To wszystko, czego od ciebie oczekuję, skarbie.
- To nie jest takie proste! Mam własne mieszkanie, które wynajmuję z Karen. Nie mogę zostawić jej tam samej, Justin! To byłoby... oooch! - wstrzymuję oddech, kiedy gwałtownie wbija się we mnie.
- Nie takiej odpowiedzi oczekiwałem, Lena - burczy surowo i ponownie zaczyna swój wyścig. Wbija się zbyt mocno, zbyt gwałtownie i zbyt nachalnie. Dodatkowo ściska moje sutki, które zrobiły się aż nazbyt wrażliwe - Może dzisiaj nie pozwolę ci dojść, hmm? Wiesz, tak za karę - wychodzi z mojego wnętrza, odwraca mnie w swoją stronę i zmusza, abym uklękła - Dokończ ustami - co takiego?!
- Nie ma mowy, możesz pomarzyć! - odsuwam się i poprawiam bluzkę - Zachowujesz się jak dupek!
- Nie wydaje mi się. To będzie twoja kara. Ja dojdę, ty nie - wzrusza ramionami i bierze swojego penisa do ręki - No dalej, kochanie. Mój orgazm na ciebie czeka - prycham z kpiną, poprawiam spodnie i zapinam guzik. Nie podoba mi się jego zachowanie i nie zatańczę tak, jak mi zagra.
- Nie zrobię tego. To będzie twoja kara za dziecinne zachowanie. Skoro chcesz się bawić w ten sposób, ja też mogę - puszczam mu oczko i opuszczam łazienkę. Jeden zero dla mnie, Cross!





******************************************
Hello! :)
Przypominam, że rozdziały będą pojawiać się w piątki i niedziele :)
Na razie będą dwa tygodniowo, ale jeśli okaże się, że to jednak za często, wtedy co nieco pozmieniam i zostanie jeden w tygodniu. 

Pewnie nie każda z was śledzi mojego aska, ale niedawno wywiązała się na nim mała "sprzeczka", Mianowicie ktoś zasugerował, abym usunęła osoby, które dostały zaproszenie, a nie komentują. Fakt, nagle był wysyp, bo ludzie zgłaszali się po zaproszenia. Mimo wszystko, od początku wiedziałam, że nawet połowa z tych osób nie zostawi po sobie śladu, byłam na to przygotowana. Zaproszeń wysłałam prawie 100, czym sama byłam zaskoczona. Jednak nie będę nikogo usuwać, bo to nie ma sensu. Wiem, że ta osoba chciała dla mnie dobrze ( za co dziękuję) i jest sporo racji w tym, co napisała, ale takie jest życie, prawda? Nic z tym nie zrobię. Trzeba iść do przodu :) 
To tylko tak dla wyjaśnienia sytuacji.

Ściskam was mocno!
Kasia



27.01.2016

Rozdział 6

Popołudniu Justin gdzieś mnie zabiera. Jest bardzo tajemniczy i unika odpowiedzi na moje pytania, dokąd właściwie się wybieramy. Karci mnie, każde się wyszykować i przestać wciąż wypytywać. Oczywiście nie miałam się w co ubrać, jednak zaskoczył mnie i dostarczył nową, śliczną sukienkę, bieliznę oraz seksowne, czarne szpilki. Wszystko w moim rozmiarze, dopasowane, drogie.
- Może uchylisz rąbek tajemnicy, hmm? Ładnie proszę - spoglądam na niego, ale skupiony jest na prowadzeniu samochodu. Wypasionego, eleganckiego i szybkiego. Nie powinnam być zaskoczona.
- Zaraz się przekonasz, prawie jesteśmy na miejscu - obdarza mnie przelotnym, czułym spojrzeniem, chwyta moją dłoń i splata nasze palce. Ciepło natychmiast rozlewa się po moim ciele, a serce przyśpiesza. Cieszę się, że go poznałam, że mam możliwość być z takim facetem, jednak gdzieś z tyłu głowy mam mnóstwo wątpliwości. Jeśli w firmie rozniesie się wieść, że łączy nas coś więcej, będzie to dla mnie potwornie krępujące. Co właściwie pomyślą sobie o mnie ludzie? Czy dojdą do wniosku, że wskoczyłam Justinowi do łóżka i dlatego przyjął mnie na staż? Nie chcę tego, ponieważ to byłoby bardzo niesprawiedliwe wobec mnie. Zapracowałam sobie na to własnym siłami, włożyłam w naukę mnóstwo czasu i energii. To mój własny, mały sukces z którego jestem dumna - Jesteśmy na miejscu, skarbie - Justin wyrywa mnie z moich myśli, unoszę głowę, a przed moimi oczami ukazuje się przepiękny, biały dom. Nic z tego nie rozumiem, nie mam bladego pojęcia cóż to za miejsce i dlaczego tutaj przyjechaliśmy! - Gotowa? - niepewnie przytakuję głową, Justin opuszcza samochód i otwiera drzwi od mojej strony, pomagając mi wysiąść. Uśmiecham się i wysiadam z gracją, mimo dość krótkiej sukienki - Wyglądasz obłędnie, ten kolor idealnie do ciebie pasuje - komplementuje mnie, wsuwa moją dłoń pod swoje ramię i prowadzi do drzwi. Kiedy pochyla się i szepcze tym zmysłowym głosem te kilka słów, zasycha mi w gardle - Kiedy tylko pomyślę, jak seksowną masz pod nią bieliznę, mam ochotę zawrócić i kochać się z tobą przez całą noc - próbuję wziąć się w garść, stłumić skurcz między nogami i odgonić brzydkie myśli. Karcę go spojrzeniem, śmieje się i otwiera przede mną drzwi. Wchodzimy jak do siebie, nie pukamy, nie dzwonimy dzwonkiem, a moja ciekawość jeszcze bardziej się potęguje - Haaaalooo?! Jest tu ktoś?! - Justin krzyczy niemiłosiernie, przechodzimy hol i docieramy do przepięknego salonu z kominkiem - Gdzie oni się podziali?
- Justin! - najpierw słyszę męski głos, a po chwili w salonie pojawia się chłopak, którego widzę na oczy po raz pierwszy. Jest wysoki, przystojny i bardzo podobny do Justina - Jak miło cię widzieć, braciszku - och, więc są braćmi?! To oznacza, że przywiózł mnie do swojego rodzinnego domu? Boże, nie! Zwariował?! - Ileż można czekać, co? Mama prawie zniosła jajko! Jest koszmarnie niecierpliwa - klepie Justina po plecach, a potem jego spojrzenie ląduje na mnie. Bez skrępowania lustruje mnie z góry na dół, czym mnie zawstydza - Hmm, co to za śliczna dziewczyna?
- Oczy w górę, Jaxo. To Lena, moja dziewczyna - o mój Boże! Czy on powiedział to na głos?!
- Miło mi cię poznać - Jaxo bierze moją dłoń i ściska ją pewnie - A to ci dopiero niespodzianka.
- Justin! - naszą rozmowę przerywa dziewczęcy pisk, a do salonu wpada urocza dziewczyna. Uwiesza się na Justinie, tuli się do niego i cmoka w policzek - Super, że przyjechałeś, braciszku.
- Też się cieszę, Jazzy - czochra jej długie, brązowe, falowane włosy, jednak ona strąca jego dłoń i morduje go spojrzeniem - Ach, zapomniałem! Twoje włosy to zakazany teren, wybacz.
- A to Lena, dziewczyna Justina. Dasz wiarę, siostra! Nasz brat wreszcie znalazł sobie kobietę!
- Naprawdę?! Och, Justin! Jestem z ciebie taka dumna! - prycha rozbawiona, podchodzi do mnie i przytula do siebie - Jesteś prześliczna, Lena. Cieszę się, że mój brat ma przy sobie taki skarb.
- No dobra, dość tych czułości. Chodźmy, rodzice czekają na nas w ogrodzie - Jaxo zarządza po męsku, rozsuwa ogromne drzwi, których wcześniej nie zauważyłam i wchodzimy do przepięknego ogrodu. Justin przez cały czas ściska moją dłoń przez co czuję się pewniej, mimo tego, że wciąż nie dowierzam, że jestem w jego domu. Ledwo mnie zna, a odważył się na taki krok? - Patrzcie, kogo wam przyprowadziłem! Wasz syn ma dziewczynę, a nie pisnął o tym nawet słowa! Bestia!
- Och! - pierwsza podchodzi do nas kobieta i przytula do siebie Justina. Ten widok mnie rozczula, bo widać, że mają ze sobą piękną więź - Więc? Masz dziewczynę, tak? - uśmiecha się, spogląda na mnie i bierze moje dłonie w swoje - Jesteś prześliczna, kochanie. Tak się cieszę, że tutaj jesteś.
- T-tak, ja również. Bardzo miło mi Państwa poznać - uśmiecham się, nieco bardziej przysuwam do Justina i staram się aż tak bardzo nie krępować. Powinien mnie uprzedzić, przygotowałabym się.
- Teraz moja kolej - przede mną pojawia się wysoki mężczyzna i doskonale wiem, kim jest. Podobieństwo do reszty dzieci wręcz bije po oczach - Jestem Mark, miło mi poznać dziewczynę mojego syna. Wreszcie doczekałem tego pięknego dnia. Mój syn to skryty dzieciak, nie będziesz miała lekko, moja droga - mruga okiem, a Justin przewraca oczami.


Obiad mija w przyjemnej, luźnej atmosferze. Rodzice Justina, jak i jego rodzeństwo to naprawdę świetni ludzie. Rozgadani, roześmiani, sympatyczni. Z łatwością można wyczuć w ich domu tę miłość oraz rodzinną atmosferę. W moich myślach pojawiają się moi rodzice, którzy byli, jak i nadal są, surowi i wymagający. Rzadko okazywali mi jakiekolwiek uczucia, nie mówiąc o przytuleniu.
Tata wojskowy, z zasadami, twardy człowiek. Odkąd tylko pamiętam wciąż powtarzał, że nie wolno mnie zmiękczyć, zrobić ze mnie beksy i fajtłapy. Wychowywał mnie mocną ręką. W razie porażki absolutnie nie użalał się nade mną, karcił i mobilizował do działania. Czasami to pomagało, czasami wręcz przeciwnie, dobijało, smuciło. Byłam tylko dzieckiem, potrzebowałam czułości.
Mama, w przeciwieństwie do ojca, od zawsze była przewrażliwiona, nazbyt opiekuńcza. Wpajała mi do głowy, że jestem małą damą i tak powinnam się zachowywać. Zawsze ubierała mnie jak lalkę, jakbym była jej ozdobą, a nie dzieckiem. Kochałam ją i wiedziałam, że oni kochali mnie. Po prostu byli rodzicami z innej bajki, z własnymi zasadami i spojrzeniem na świat. Wiele zmieniło się po moim nieudanym związku, ponieważ mama kompletnie oszalała. Jej nadopiekuńczość sięgnęła zenitu, potwornie mnie denerwowała i próbowała kierować moim życiem. Byłam już dorosła, nie pozwoliłam jej na to i wyprowadziłam się z domu. To była najlepsza decyzją, jaką wtedy podjęłam.
- Lena? - podskakuję na głos Justina, który sprowadza mnie na ziemię - Jakie życzysz sobie wino?
- Może być białe, dziękuję - posyłam mu lekki uśmiech i dostrzegam troskę w jego spojrzeniu.
- Hej! A może odpoczniemy po obiedzie, a potem wykąpiemy się w basenie? Jest straszny upał.
- Poważnie? Nie masz dość po ostatnim? - Jaxo porusza brwiami i perfidnie nabija się z siostry.
- Goń się, Jaxo! Miej pewność, że odegram się na tobie. Wreszcie nadszedł dzień zemsty!
- Nie rozśmieszaj mnie, dzieciaku. Musisz jeszcze sporo poćwiczyć, aby mnie pokochać.
- Kto ma ochotę na deser? - ich uroczą kłótnię przerywa mama Justina, która wchodzi do ogrodu z kolorowymi pucharkami. Układam dłonie na brzuchu i nie ma szans, abym coś jeszcze zmieściła.

- Wszyscy, mamo! Co to za pytanie? Twoje desery są najlepsze na świecie! - Justin uśmiecha się szeroko i stawia przede mną pucharek. Wzdycham ciężko i będę musiała znaleźć trochę miejsca.

Po obiedzie i deserze, spalamy kalorie w basenie. Gramy w wodną siatkówkę, ciapiemy się i muszę przyznać, że bawię się świetnie! Jazzy pożyczyła mi jeden ze swojej pokaźnej kolekcji bikini, który pasuje wręcz idealnie. Polubiłam ją, tak samo jak i Jaxona. Są naprawdę zgranym rodzeństwem.


W drogę powrotną zbieramy się kilka minut po dwudziestej trzeciej. Opieram głowę na oparciu fotela, a uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Rodzice Justina wyściskali mnie serdecznie, zaprosili ponownie, a mama Justina szepnęła mi na ucho, że jestem wspaniała i cieszy się naszym szczęściem. Nie wiem, co mam o tym myśleć, ponieważ Justin nie powiedział im o mnie ani słowa. To była niespodzianka zarówno dla mnie, jak i dla nich. Całe szczęście, że nie okazała się być porażką.
- Uśmiechasz się - cieszę w samochodzie przerywa jego cichy, spokojny głos - Jak wrażenia?
- Och, to był naprawdę wspaniale spędzony dzień. Nie spodziewałam się, że zabierasz mnie do domu swoich rodziców i byłam w szoku, kiedy się zorientowałam. Powinieneś był mnie uprzedzić.
- Bałem się, że nie wyrazisz zgody, a bardzo zależało m na tym, abyś poznała moją rodzinę.
- Dlaczego aż tak bardzo ci na tym zależało, Justin? - patrzę na jego profil i marszczę brwi.
- Po prostu mi zależało - wzrusza ramionami i ponownie skupia całą uwagę na drodze.

Do apartamentu, który wynajmuję z Karen, docieramy czterdzieści minut później. Justin parkuje przed moją klatką, wyłącza silnik i zaciąga hamulec ręczny. Jestem padnięta i marzę o łóżku.
- Wcale mi się to nie podoba, wiesz? - burczy niezadowolony i przeciera twarz rękami - Wolałbym, żebyś została u mnie. Może jednak jest jakiś sposób, abym cię do tego namówił, hmm?
- Jestem zmęczona, Justin. Oboje wiemy, że gdybym została na noc nie dałbyś mi spokoju.
- Postarałbym się z całych sił, jakie tylko w sobie mam, aby trzymać ręce z dala od twojego ciała.
- Dobrze wiesz, że nic by z tego nie wyszło, mój drogi - uśmiecham się, pstrykam go w nos, a on przewraca oczami - Trochę oddechu od siebie dobrze nam zrobi. Ty również powinieneś odpocząć.
- Oj tam - kręci głową, opuszcza samochód i otwiera drzwi od mojej strony. Kiedy tylko wychodzę, opiera plecy o drzwi i przyciąga mnie do swojego ciała. Staję między jego nogami, opieram dłonie na jego torsie i natychmiast wyczuwam to dziwne napięcie między nami - Będę za tobą tęsknił.
- Aww, naprawdę? Przecież zobaczymy się jutro, tak? No chyba, że nie będzie cię w firmie?
- Oczywiście, że będę. To moja praca, muszę mieć na wszystko oko. Jaka szkoda, że tam muszę trzymać ręce przy sobie, a ja uwielbiam czuć twoje ciało blisko mojego - przysuwa się i delikatnie, czule muska moje usta. Uśmiecham się, bo ten pocałunek jest taki nie w jego stylu, że aż mnie nim zaskakuje - Och, ktoś się tutaj dobrze bawi, co? - mruży oczy, układa dłonie na moich pośladkach i zaciska je mocniej. No i wraca dobrze znany mi Justin - Mmm, pragnę cię - bez skrępowania wsuwa dłoń pod moją krótką sukienkę i odchyla materiał majtek. Jasna cholera, czy on ma zamiar zrobić to tutaj, na parkingu?! - Jak mam wrócić do domu, kochanie? Już jesteś wilgotna, a ja tak bardzo chcę znaleźć się w środku - gryzie mnie w wargę, czuję jego ciepły oddech, jednak nie całuje mnie. Po prostu porusza palcami, sprawia mi przyjemność i przygląda się, jak pod wpływem jego ruchów wyraz mojej twarzy się zmienia. Mój oddech przyśpiesza, rozchylam usta i poruszam biodrami, aby dopasować się do jego tempa. To szalone, jak bardzo na mnie działa - Jedźmy do mnie.
- Nie, Justin - kręcę głową, odsuwam się i próbuję pozbyć się jego palców, które wciąż poruszają się we mnie. Ledwo stoję na własnych nogach, a przyjemność z każdym ruchem się potęguje. Jest zbyt intensywnie, zbyt zmysłowo i zbyt morko, abym mogła ot tak zrezygnować - O, Boże! Proszę.
- O co mnie prosisz, kochanie? - szepcze do mojego ucha, dociska kciuk do łechtaczki i nie mogę powstrzymać jęku. Jak dobrze, że jest późno i jesteśmy tutaj całkiem sami. Spaliłabym się ze wstydu przed sąsiadami - Mam przestać? Chcesz więcej? Powiedz mi, Lena. Dam ci wszystko, czego tylko zapragniesz - jego słowa odbijają się echem w mojej głowie, jestem całkowicie skupiona na jego palcach, które dają mi tyle przyjemności. Od kiedy zrobiłam się tak nienasycona, wyuzdana jak on? - Chcesz dojść? Tutaj, teraz? - energicznie przytakuję głową i czuję zbliżający się orgazm. Wystarczy zaledwie kilka ruchów, a ciepło przeleje się przez moje ciało niczym fala tsunami - Poproś.
- Proszę - słowa same uciekają z moich ust. Zarzucam dłonie na jego szyję, zachłannie wpijam się w jego pulchne, słodkie usta i całuję zachłannie. Owija mnie ramieniem wręcz ściska jak imadło.
- Jesteś blisko - dyszy w moje usta, zwalnia tempo, za to więcej uwagi poświęca temu maleńkiemu punkcikowi, który doprowadza mnie do szaleństwa! - Właśnie tak, skarbie. Otwórz oczy, chcę widzieć twój orgazm - uchylam powieki, a nasze twarze dzielą zaledwie milimetry. Już mnie nie całuje, dotyka swoimi ustami moich, nasze oddechy mieszają się ze sobą i wreszcie nadchodzi to, czego tak bardzo chciałam. Czuję znajome ciepło, ten przyjemny dreszcz i skurcz w dole brzucha. Justin podsyca moje podniecenie i dolewa oliwy do ognia - Wiesz, co chciałbym teraz z tobą zrobić? Chciałbym zanurzyć się w tobie, w tej wilgoci, która jest przeznaczona tylko dla mnie. Wiesz, że powinien być to mój kutas, nie palce? - jasna cholera! Już prawie! - Zrobię to. Będę pieprzył cię każdego dnia, kochanie. Przygotuj się na to, sprawię ci mnóstwo przyjemności - pod wpływem tych podniecających, zmysłowych słów mój orgazm jest o wiele mocniejszy, o wiele intensywniejszy i o wiele dłuższy - Nie zamykaj oczu! - napinam wszystkie mięśnie, ściskam w dłoniach jego skórzaną kurtkę, a moje ciało drży od oczekiwanej tak długo przyjemności - Czuję, jak pulsujesz na moich palcach. Kurwa mać, nie wytrzymam, Lena! Potrzebuję być w tobie, rozumiesz? Zrób coś, błagam! - ledwo do siebie dochodzę, przełykam ślinę i oblizuję spierzchnięte usta. Chyba pod wpływem jeszcze trzymającego mnie podniecenia, rozpinam guzik w jego jeansach, a moja dłoń ląduje w jego bokserkach. To oczywiste, że jest twardy jak skała. Kiedy tylko go dotykam z jego ust ucieka przeciągły, seksowny jak diabli jęk - O Boże, tak! Właśnie tak, kotku. Nie przestawaj - ściska moje pośladki, przyciąga mnie do siebie i porusza biodrami, jakby chciał sprawić sobie jeszcze więcej przyjemności - Jest mi tak dobrze, och! - jęczy, nie hamuje się i ma w dupie to, gdzie się właśnie znajdujemy. Całkowicie mi się oddaje, wciska się w moją dłoń, a ja przyśpieszam - Mów do mnie.

- O-okej - jąkam się, jednak tym mnie zaskoczył. To on jest dobry w rozmowie podczas seksu, ja się do tego kompletnie nie nadaję! Jasny gwint, muszę pójść na żywioł - Jesteś już blisko, skarbie. Czuję cię tak dobrze - szepczę wprost w jego usta, prześlizguję po nich językiem i przygryzam.
- Kurwa! To takie seksowne, kiedy to mówisz! Mów jeszcze, chcę więcej. Już prawie!
- Wiem - ponownie przyśpieszam, poruszam dłonią, a jego ciało napina się jak struna - No dalej, chcę poczuć twoje spełnienie na mojej dłoni. Takie ciepłe, gęste. Teraz ja pieprzę cię dłonią, podoba ci się?
- Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo! Mocniej! - syczy przez zęby, zaciska pięści na moich włosach i dochodzi z głośnym jękiem. Czuję na dłoni ciepło, odchyla głowę i teraz przez jego ciało przelewa się ta cudowna rozkosz. Zwalniam ruchy, teraz są delikatne, zmysłowe, czułe. Opieram głowę na jego torsie, zamykam oczy i wsłuchuję się w rytm jego przyśpieszonego serca.

Nazajutrz pobudka budzi mnie zbyt szybko. Niechętnie opuszczam ciepłe łózko, biorę gorący prysznic i przygotowuję się do pracy. Wciąż jestem obolała, wyczerpana, jednak ten weekend był bardzo intensywny. Muszę porozmawiać z Justinem i poprosić, aby odrobinę zwolnił, inaczej mnie wykończy. Moje mięśnie są jak z warty, wnętrze boleśnie się zaciska i nieco krzywię się na to dziwne uczucie. Mimo tego dyskomfortu na wspomnienie wczorajszego wieczoru uśmiech sam wkrada się na moje usta. Wciąż nie dociera do mnie, że to wszystko tak szybko się potoczyło. Jak to możliwe, że Justin tak bardzo mnie pragnie? Przecież jestem zwykłą dziewczyną, mam mnóstw kompleksów, a on patrzy na mnie jakbym była najlepszym kąskiem na całym świecie. On sam wygląda jak model żywcem wyjęty z okładki popularnego magazynu. Jak można być aż tak idealnym?

Po kąpieli zastanawiam się, co dzisiaj na siebie włożyć. Przeszukuję szafę i wreszcie decyduję się na uroczą bluzeczkę w kropki i z kołnierzykiem, do tego dopasowane, ciemne jeansy i klasyczne, czarne szpilki. Zgarniam żakiet, torebkę i człapię do kuchni, w której zastaję Karen. Oddycham głęboko i próbuję przygotować się na jej przesłuchanie. Jestem pewna, że za nic w świecie mnie nie oszczędzi.
- No proszę, wyglądasz kwitnąco - unosi brew, upija łyk kawy i posyła mi chytry uśmieszek - Mów!
- Och, poważnie? Teraz? - przewracam oczami, nalewam trochę kawy do kubka i dodaję mleko oraz cukier - Za dwadzieścia minut muszę być w pracy. Wybacz, musimy przełożyć to na wieczór.
- O ile w ogóle będziesz w domu - mówi smutno, schla głowę i obraca w palcach zapałki.
- Będę, Karem - wzdycham ciężko, jednak poczucie winy trochę mnie przygniata - Po prostu ten weekend tak szybko przeleciał, nawet nie wiem kiedy! Przepraszam, że tak nagle zniknęłam z klubu.
- Oj masz za co przepraszać. Nigdy więcej tego nie rób, martwiłam się o ciebie. Ulotniłaś się, szukaliśmy cię, a tu pojawia się Cross. Żałuj, że nie widziałaś mojej miny. Prawie zeszłam na zawał.
- Domyślam się. Całe szczęście, że nic ci nie jest. Justin miałby poczucie winy z twojego powodu.
- Ha, ha, ha, bardzo zabawne. Lepiej powiedz, co was łączy, skoro tak nagle nie wracasz do domu.
- Sama nie wiem, to wszystko wydaje się być szalone. Wydarzyło się tak wiele od czwartku.
- Co masz przez to na myśli? - prostuje się i wlepia we mnie wzrok - O, kurwa! Bzykałaś się z nim!

- To samo wyszło, naprawdę! Nie planowałam tego, ale Cross to naprawdę seksowny skurczybyk.
- Mów mi jeszcze! Wiem, widziałam go na własne oczy i pomyślałam to samo. Jednak bardziej zadziwiasz mnie ty, moja droga. Przez długie, pieprzone, trzy lata nie dopuściłaś do siebie żadnego faceta. Theo straszliwie zrył ci psychikę, na szczęście już go nie ma. Coś się zmieniło, Lena?
- Być może - wzruszam ramionami, zakładam żakiet i chwytam torebkę - Może po prostu czas, aby pójść do przodu? Zapomnieć raz na zawsze i spróbować ułożyć sobie życie z facetem?
- Nie masz pojęcia, jak długo czekałam na te słowa - wachluje twarz, aby się nie rozpłakać, zeskakuje z krzesełka i mocno przytula mnie do siebie - Jestem z ciebie dumna - szepcze cicho, kołyszemy się na boki i samej zbiera mi się na płacz. To naprawdę ważny krok w moim życiu.




24.01.2016

Rozdział 5

Czuję dłonie na plecach, które przesuwają się z góry na dół. Poruszam ramionami, mruczę pod nosem i orientuję się, że pod moją głową jest mięciutka poduszka, a ciało okryte ciepłym kocem. 
- Lena, skarbie, musimy się zbierać. Dochodzi trzecia rano - szept Justina nieco mnie budzi, uchylam powieki, mrugam kilka razy i dostrzegam jego uroczy uśmiech - Wciąż spisz na podłodze, potem będziesz obolała - chichocze beztrosko, wpatruję się w niego, jednak wygląda inaczej. Przebrał się w białą koszulkę, która opina jego mięśnie oraz jasne jeansy. Wygląda obłędnie! - Zabiorę cię do domu, śpij - odkrywa koc i jednym ruchem bierze mnie na ręce. Opuszcza biuro, schodzi ze schodów i wychodzi wyjściem dla personelu. Pod klubem czeka na nas podstawiony samochód z kierowcą w środku - Zawieź nas do domu, Taylor - wślizguje się na tylne siedzenie, jednak nie wypuszcza mnie z objęć. Sadza na mnie na kolanach i przytula do swojego torsu.

Budzi mnie cudowny aromat świeżo zaparzonej kawy. Uśmiecham się, przeciągam leniwie i dopiero teraz czuję, jak bardzo obolałe jest moje ciało. Nic dziwnego, miałam długą przerwę, a Justin niemiłosiernie mnie wymęczył. To szalone, że przeleciał mnie w klubie! Czy on ma jakieś granice?
- Dzień dobry, piękności - zaciskam usta na jego słowa, uchylam powieki i przyglądam mu się. Ma na sobie krótkie spodenki, jest bez koszulki i właśnie stawia tacę na łóżku - Jak się czujesz?
- W porządku - podsuwam się wyżej, opieram o wezgłowie i odbieram filiżankę kawy - Dziękuję.
- Naprawdę? Mam nadzieję, że nie zrobiłem ci wczoraj krzywdy? - och! Marszczy brwi i patrzy na mnie zmartwiony - Nie przesadziłem? Nie chciałbym, abyś przeze mnie odczuwała dyskomfort.
- Nie przejmuj się, naprawdę czuję się dobrze - posyłam mu lekki uśmiech, upiłam łyk kawy i postanawiam przemilczeć temat mojego obolałego ciała. To całkowicie normalna sprawa.
- Cieszę się - mruga okiem, wgryza się w rogalik i kawałek wsuwa również w moje usta - Wczoraj powiedziałaś, że należysz do mnie - schylam głowę, wpatruję się w czarny napój i przypominam sobie ten moment. Naprawdę byłam potwornie zmęczona i marzyłam o tym, aby mi odpuścił. Nie przywiązuję do tych słów wielkiej wagi, jednak mam przeczucie, że dla Justina znaczą zdecydowanie więcej - Nie zapominaj o tym, Lena. Nawet na chwilę. Nie mam zamiaru z nikim się tobą dzielić, skarbie - przełykam ślinę, ponieważ nie bardzo to rozumiem. Znamy się zaledwie cztery dni, a on mówi to śmiertelnie poważnie! - Jesteś niesamowicie piękną kobietą, wiesz? - zawstydza mnie i już czuję, jak na moje policzki wypełza rumieniec. Justin bierze filiżankę z moich dłoni, odkłada ją na tacę, a tacę na szafkę nocną. Przysuwa się do mnie, odgania kosmyk moich włosów i owija go sobie wokół palca - Wręcz nie mogę oderwać od ciebie wzroku i chcę, abyś była obok mnie w ciągu dnia. Dlatego wpadłem na pewien pomysł. Co powiesz na przeprowadzkę? - o mój Boże!
- C-co? - jąkam się i patrzę na niego jak na wariata. Nie dowierzam, że naprawdę to powiedział, że bierze to szaleństwo pod uwagę! Co jest nie tak z tym człowiekiem? To nie jest normalne, aby proponować kobiecie przeprowadzkę po kilku dniach znajomości - Nie mogę się na to zgodzić. Po pierwsze; zbyt krótko się znamy. Po drugie; jesteś moim szefem. Po trzecie; w ogóle nie powinniśmy ze sobą sypiać, to szalone! Jestem stażystką w twojej firmie, nasza relacja może to zepsuć!
- Jak sama wspomniałaś, jestem twoim szefem. Zapewniam cię, że nie musisz bać się o staż, na którym tak bardzo ci zależy. Nawet w tej chwili możesz z niego zrezygnować, a ja bez wahania przyjmę cię na stałe. Masz niesamowite umiejętności, jesteś bardzo zdolna i świetnie sobie poradzisz.
- Nie żartuj sobie ze mnie, dobrze? To nawet nie wchodzi w grę, Justin. Po prostu chcę zdobyć doświadczenie, nauczyć się czegoś nowego, a twoja firma jest na światowym poziomie.
- Zgadzam się, owszem jest. Dlatego zdobędziesz doświadczenie, a potem możesz dla mnie pracować. To ja jestem szefem i tylko ja mogę zdecydować o twoim losie, jak i pozostałych.
- Właśnie o tym mówię! Przeleciałeś mnie, Justin. To naprawdę nie powinno się zdarzyć.
- Żałujesz tego? - pyta surowo, pociąga za moje kostki i opadam na łóżko. Natychmiast układa się na moim ciele, nieco przygniata i nie spuszcza ze mnie wzroku. Zastanawiam się nad jego pytaniem, jednak odpowiedź może być tylko jedna. Nie, nie żałuję. Może i jest strasznie absorbujący, koszmarnie niewyżyty i czasami zbyt ostry, mimo wszystko właśnie to jest w nim tak pociągające, że wciąż chce się więcej. Nigdy nie czułam czegoś tak intensywnego, podniecającego, erotycznego, a czasami nawet bolesnego. Dlatego skłamałabym mówiąc, że żałuję. Mam świadomość, że nie powinnam była do tego dopuścić, ale teraz i tak już jest na wszystko za późno. Stało się - Wyglądasz tak spokojnie, kiedy odlatujesz myślami daleko stąd. Więc! Do jakich wniosków doszłaś?
- Nie żałuję tego. Nigdy nie przeżyłam czegoś tak wyjątkowego. Mimo to jesteś moim szefem i boję się, że pewnego dnia wszystko rozniesie się po firmie i będziesz miał nieprzyjemności. Ja zresztą też.
- Pamiętaj, że to ja rządzę, to moja firma, Lena. Nikt nie ma tutaj nic do powiedzenia, to ja decyduję i jeśli komuś coś nie pasuje, droga wolna. Na jedno miejsce jest mnóstwo chętnych, wierz mi - prycha rozbawiony i składa na moich ustach czułego buziaka - Tak więc proszę cię, nie martw się tyle, dobrze? Pragnę cię, jesteś niesamowita i nie chcę być z dala od ciebie - unosi się lekko, odsuwa nakrycie z mojego ciała i wygodnie mości się między moimi nogami. Natychmiast czuję wybrzuszenie w jego spodenkach i wręcz nie wierzę, że ponownie ma ochotę na seks! Naprawdę zaczynam się o niego martwić! Czy to normalnie, że jest wiecznie napalony? - Czujesz? - dociska się do mniej mocniej, przygryzam wargę i przytakuję głową - To właśnie ty, kotku. To twoja wina, tak na mnie działasz. Dosłownie wariuję - pochyla się i całuje mnie żarliwie. Wpycha język w moje usta, pieści mój, gryzie jego czubek a później ssie, aby załagodzić nieco ból. To niewiarygodne, jak szybko potrafi mnie podniecić - Chodź - podnosi się, podaje mi dłoń, którą bez wahania chwytam i opuszczam ciepłe, wygodne łóżko. Podchodzimy do białych drzwi, które znajdują się w pokoju, Justin uchyla je, a moim oczom ukazuje się piękna łazienka. Wybieramy prysznic, wchodzimy do kabiny, Justin odkręca wodę, a kiedy spada na moje obolałe ciało, wreszcie się rozluźniam. Myjemy się wzajemnie, uśmiechamy do siebie i wciąż nie wierzę, że to dzieje się naprawdę. Całkiem niedawno byłam sama, moje życie było poukładane, spokojne, czasami nawet monotonne, aż nagle na mojej drodze pojawia się ten przystojny skurczybyk i kompletnie mąci mi w głowie! Jakim cudem udało mi się tak szybko wpuścić go swojego życia? Po przykrych przeżyciach powinnam być bardziej ostrożna - Lena? Jesteś gotowa? - jego cichy głos wyrywa mnie z moich myśli, szybko spłukuję pianę z włosów i opuszczam kabinę - Podejdź do mnie - przełykam ślinę, zmuszam nogi do ruchu i staję przed nim. Wyciera mnie puchatym, czerwonym ręcznikiem, owija mnie nim i przyciąga do swojego ciała. Wtula nos w zagłębienie mojej szyi i czuję na niej jego ciepły oddech - Uwielbiam twój zapach, twój smak, twoją delikatną skórę - przesuwa dłońmi po moich ramionach, schodzi w dół i unosi mnie do góry. Odruchowo owijam nogi wokół jego bioder, a kiedy czuję przy kobiecości jego podniecenie, z moich ust ucieka przeciągły jęk. Zaciskam usta, Justin uśmiecha się i opuszcza łazienkę. Wchodzi do pokoju, siada na beżowym fotelu i układa mnie na swoich kolanach. Przez to wsuwa się kawałek po kawałeczku, zrywa ze mnie ręcznik i rzuca go gdzieś obok. Odchylam głowę, poruszam biodrami, a palce zaciskam na jego umięśnionych ramionach. Rozciąga mnie, wypełnia całą, a to uczucie jest tak dobre! - Podoba mi się ta pozycja - przenosi dłoń na moje plecy, drugą na pierś, którą ściska i przysysa się do sutka. Nabijam się na niego bezwstydnie, przyśpieszam i gonię za spełnieniem, które jest już tuż tuż - Niech to szlag! Mam ochotę pieprzyć cię dzień i noc, maleńka - wsuwa palce w moje włosy, całuje mnie i pozwala, abym tym razem to ja doprowadziła go do końca.

Po "seksie na dzień dobry" jemy przepyszne śniadanie. Zajadam się tostem, niestety ciszę w jadali przerywa dzwonek mojego telefonu, który leży obok mnie. Zerkam na wyświetlacz, a kiedy widzę zdjęcie Karen, wiem już, ze mam cholerne kłopoty! Oblizuję palec i dobieram połączenie.
- Lena, co ty wyprawiasz? - karci mnie, zanim mam szansę się przywitać - Gdzie jesteś?!
- Spokojnie, nie krzycz. Wszystko jest w porządku, naprawdę. Jestem w domu przyjaciela.
- Przyjaciela? A to dobre! Wiem, że jesteś w domu pieprzonego Cross'a! Jak do tego doszło?!
- Hej, skąd o tym wiesz? - marszczę brwi i spoglądam na Justina. Czy to właśnie jego sprawka?
- Sam mi to powiedział - och, więc wszystko jasne! - Zaniknęłaś tak nagle, wszędzie szukaliśmy cię z Jamesem, aż nagle znikąd pojawia się Cross i beztrosko oświadcza, że zabiera cię ze sobą.
- Mhm - chrząkam niezręczne i wiercę się na krześle - Przepraszam, Karen. Nie powinnam tak znikać bez słowa, ale procenty zaszumiały mi w głowie, wyszłam na zewnątrz i wpadłam na Justina.

- Wpadłaś na Justina? Wiesz, że nie wierzę w takie przypadki? Co Cię z nim łączy, huh?
- To nie jest rozmowa na telefon. Pogadamy jak wrócę do domu, pasuje ci taki układ?
- Och, bardzo! Możesz być pewna, że wyciągnę z ciebie najmniejsze szczegóły. Ty i Cross!
- Boże, Karen - muszę odsunąć słuchawkę od ucha, inaczej jej pisk wywali mi bębenek! - Wariatka! Muszę kończyć, do zobaczenia później w domu - cmokam w słuchawkę i kończę połączenie.
- Wątpię, abyś wróciła dzisiaj do domu - gwałtownie podnoszę głowę i uchylam usta.
- Dlaczego miałabym nie wrócić? Jutro poniedziałek, muszę przygotować się do pracy.
- Chciałbym, żebyś została u mnie na noc - o mój Boże! To idzie zdecydowanie za szybko!
- Nie mogę, nie mam świeżych ubrań na jutro, poza tym jestem potwornie zmęczona - wzdycham ciężko i przeczesuję wciąż wilgotne włosy - Potrzebuję odpoczynku, wykończyłeś mnie!
- Wiem, widzę to - uśmiecha się, chwyta moją dłoń i całuje wierzch - Tak na mnie działasz, to wyłącznie twoja wina. Mówiłem ci, że wariuję na twoim punkcie i masz tego idealny dowód.
- Jak to możliwe, że jesteś tak nienasycony, hmm? Naprawdę masz aż tak wielkie potrzeby?
- Nie ukrywam, ale tak. Seks jest dla mnie bardzo ważny, po prostu go lubię. A to, że wciąż mam na niego ochotę, cóż, taki już jestem. Wiedz jednak, że nie pieprzę przypadkowych panienek.
- Wydaje mi się, że ja również jestem przypadkową panienką - mówię cicho, schylam głowę i bawię się palcami. W moim brzuchu pojawia się dziwny uścisk, ponieważ nie chcę, żeby się mną zabawił. Nie chcę cierpieć, nie po tym, co musiałam przejść w przeszłości. Po nieudanym związku obiecałam sobie, że nigdy więcej nie będę płakać przez faceta, nie dam się skrzywdzić. Niestety sypiam z własnym, cholernie przystojnym, młodym szefem i mam przeczucie, że to sprowadzi na mnie mnóstwo kłopotów. Jestem pewna, że Justin jest marzeniem nie jednej dziewczyny w firmie, w końcu jest atrakcyjny, ma pieniądze, władzę i wygląda jak bóg seksu! Co nie zmienia faktu, że pieprzenie się z szefem nie brzmi dobrze i to pewne, że to nie ma prawa się udać - Właśnie po to mnie chcesz? Żebym była na każde twoje zawołanie, na zaspokajanie twoich potrzeb? Powiedz mi to wprost.
- Spójrz na mnie - jego głos brzmi łagodnie, spokojnie, unoszę głowę i patrzę w jego piękne oczy - Nie jesteś ani przypadkową panienką, ani kimś, kto ma rozkładać przede mną nogi na zawołanie. Jesteś cudowną, wartościową, zdolną dziewczyną, Lena i zakoduj to sobie w głowie - podaje mi dłoń, podnoszę się i siadam na jego kolanach - Kiedy zobaczyłem cię w swoim biurze, prawie ścięło mnie z nóg. Poczułem w środku coś dziwnego, coś, czego nie rozumiem. Wiem jedno; pragnę ciebie i tylko ciebie, kochanie. Zaopiekuję się tobą, nie bój się. Przysięgam, że nie pozwolę, aby stała ci się jakakolwiek krzywda - zaciskam usta, a łzy na siłę cisną mi się do oczu. Czyż to nie są słowa, które chciałaby usłyszeć każda kobieta? - Wiem, że nasza znajomość rozwija się w zawrotnym tempie, ale jakie to ma teraz znaczenie? Potrzebuje cię w swoim życiu i chrzanię resztę. Daj nam szansę na poznanie siebie - pociągam nosem, uśmiecham się i lekko przytakuję głową. Stawiam wszystko na jedną kartę, idę na żywioł i mam cichą nadzieję, że nie przyjdzie mi tego gorzko pożałować - Och, Lena. Nigdy wcześniej nie szalałem za żadną kobietą, a teraz zachowuję się jak szczeniak! - chichoczę, zmieniam pozycję i siadam na nim okrakiem. Zarzucam dłonie na jego szyję, tulę się do jego umięśnionego ciała, a on głaszcze moje plecy dając mi wsparcie, pocieszenie i bezpieczeństwo. Świadomość, że jest ktoś, komu na mnie zależy ściska mnie za gardło i pierwsze łzy spływają po moich policzkach. Tak dawno nie płakałam, widocznie przyszedł czas, aby pozbyć się tego ciężaru, który jest gdzieś w środku mnie - Ciii, nie płacz, proszę. Chcę widzieć tylko twój piękny uśmiech, nie łzy - kołysze mnie w swoich ramionach, zamykam oczy i oddycham z ulgą
 - Zapewniam, że nie chcę cię tylko dla seksu. Po prostu cię chcę - po tych słowach uśmiecham się i wbijam zęby w wargę.




***************************************************
Hello :)
Dzisiaj rozdział "nieco" spokojniejszy, ale takie też będą :)
Się Justin rozgadał, ajajaj :D 


Następny rozdział w środę

Dziękuję, że tutaj jesteście :*
Wciąż jestem zaskoczona, że tak wam się to podoba lol :P
Ściskam mocno!
Kasia

23.01.2016

Rozdział 4

Przełykam ślinę, kiedy spotykam jego surowe spojrzenie. Kręci głową i kiwa palcem, abym zeszła na dół. Moje ciało natychmiast reaguje, jakby instynktownie mu się poddało. Ostrożnie schodzę ze podestu, chwytam jego dłoń i pozwalam się prowadzić przez korytarz, na drugie piętro. Cross otwiera drzwi magnetyczną kartą, przepuszcza mnie pierwszą i włącza przycisk, po czym robi się nieco jaśniej. Zastanawiam się, skąd posiada dostęp do tego pomieszczenia, które wygląda na biuro. Ściana naprzeciwko jest przeszkolona, a kiedy podchodzę bliżej dostrzegam bawiących się w dole ludzi.
- Zechcesz wyjaśnić mi to, co się przed chwilą wydarzyło? - niepewnie odwracam się w stronę Cross'a, który zaciska szczękę i wpatruje się we mnie niczym morderca w swoją ofiarę.
- Wyjaśnić? Nie wiem, o czym mówisz - wzruszam ramionami i rozglądam się po biurze.
- Nie wiesz?! - podnosi głos, aż się wzdrygam. Rusza w moją stronę, chwyta za ramiona i przyciąga do siebie - Więc pozwól, że ci przypomnę. Powiedziałem, że chcę, abyś należała tylko do mnie, Lena. Nie chcę, żeby jakiś obcy frajer cię dotykał, ani tym bardziej oglądał. Czy to jasne?
- Zwariowałeś, wiesz? Nie jestem twoją własnością, Panie Cross. Nie możesz mieć mojego ciała na wyłączność, przykro mi. Moje ciało należy tylko do mnie i tak pozostanie. Pogódź się z tym.
- Och, czyżby? - uśmiecha się chytrze i przesuwa palcem po moim ustach - Chcesz się przekonać?
- Przestań. Pracuję dla ciebie, naprawdę zależy mi na tym stażu i nie chcę niczego zepsuć. Wczoraj posunęliśmy się za daleko, doskonale o tym wiesz! Nie masz pojęcia, jak ciężko na to pracowałam.
- Wiem o tym, skarbie. Jednak zapewniam cię, że posuniemy się jeszcze dalej - patrzę mu w oczy i nie dowierzam, że ja mówię jedno, a on drugie. Czy on mnie w ogóle słucha? - Nie masz powodu do obaw, przysięgam. Zaopiekuję się tobą, będzie ci ze mną wspaniale, zobaczysz. Jesteś ze mną bezpieczna i możesz być spokojna o swój staż - och! Nim mam szansę zapytać, co ma przez to na myśli, pochyla się i szepcze wprost do mojego ucha - Nie traktuj tego aż tak poważnie, Lena. To tylko zabawa - mój brzuch zaciska się na jego słowa i zbiera mi się na płacz. Cholerny dupek!
- Zabawa? Więc właśnie tym dla ciebie jestem, tak? Chcesz się mną zabawić, a potem rzucić!
- Oczywiście, że nie! Powiedziałem ci już, jak bardzo mi się podobasz, prawda? Kiedy zobaczyłem cię w swoim biurze po raz pierwszy, wiedziałem, że zrobię wszystko, aby cię zdobyć. Kręcisz mnie, Lena. Nie mogę myśleć o niczym innym, wciąż przed oczami mam twoje kuszące ciało, czuję twój zapach i smak - o, cholera! Patrzę na niego jak zahipnotyzowana, a jego słowa wciąż dźwięczą mi w głowie - Pragnę cię w każdej minucie pieprzonego dnia! Siedzisz mi w głowie, nie mogę skupić się nawet na pracy, co wcześniej mi się nie zdarzało. Naprawdę jesteś wyjątkową kobietą.
- To miłe, że tak uważasz, jednak zapominasz, że jesteś moim szefem. To wszystko zmienia.
- Nie, to niczego nie zmienia. Przestań to wciąż powtarzać, dobrze? Pomyśl, że jestem zwykłym facetem, którego poznałaś w klubie i tej wersji się trzymaj - puszcza mi oczko i po prostu mnie całuje. Tak, jak lubi. Mocno, gwałtownie, nieco brutalnie. To jest jednak jego styl i chociaż nasza znajomość trwa bardzo krótko, zdążyłam rozpoznać, że ostra jazda to jego działka. To nie jest słodki, uroczy chłopiec, wręcz przeciwnie, ma w sobie coś tajemniczego i mrocznego - Nie myśl o niczym, oddaj się w moje ręce - przenosi dłonie na moje pośladki i sadza na ogromnym, drewnianym biurku. Kiedy tylko czuję na dole jego palce, z moich ust ucieka jęk przyjemności - Właśnie tak, skarbie. Czuję, jak bardzo jesteś już mokra, a to potwornie mnie podnieca - jego głos przepełnia pożądanie, wiję się pod wpływem jego dotyku i próbuję wziąć dla siebie jeszcze więcej przyjemności. Zamykam oczy, wbijam zęby w wargę i ściskam jego ramiona. Bez ostrzeżenie wsuwa we mnie dwa palce, kciukiem pieści łechtaczkę, a moje ciało przyjmuje to, co mi daje. Płonę przez niego i nie wierzę, że to znowu się dzieje! - Otwórz oczy, skarbie - mówi w moje usta i bardzo powoli uchylam powieki. Widzę w jego oczach ogromne podniecenie, pożądanie i to, jak mnie pragnie. Właśnie mnie! - Zabawmy się - mruga zadziornie, wyjmuje ze mnie palce i odsuwa się. Chwyta moje dłonie i stawia mnie na nogach. Dyszę ciężko i próbuję wziąć się w garść - Rozepnij guzik od moich spodni i zsuń je razem z bokserkami - wydaje polecenie i nie wiem, dlaczego wykonuję je posłusznie - Grzeczna dziewczynka - głaszcze mnie czule po policzku i cmoka w usta - A teraz uklęknij i weź mnie do ust - o, Boże! Co takiego?! Gapię się na niego zszokowana, ale nigdy nie robiłam czegoś takiego! - Nie każ mi czekać, Lena - mój oddech szaleje, jestem zaskoczona i nie wykonuję żadnego ruchu. Justin przysuwa się do mnie, przenosi dłonie na moje pośladki i dociska mnie do siebie - Hmm, nie zrozumiałaś mojego polecenia, kochanie? - pyta, a jego oddech owiewa moją szyję. Odchyla dłoń i mocno uderza w mój pośladek. Piszczę, bo kompletnie mnie tym zaskoczył, a klaps wcale nie był lekki - Chcesz więcej? - od razu kręcę przecząco głową - Na pewno? - przełykam ślinę i nim się orientuję, czuję następnego klapsa, och! Znowu piszczę, bo bolał bardziej niż ten poprzedni. Co on wyprawia do cholery?! - Zrobię to po raz trzeci, jeśli nie zrobisz tego, o co cię wcześniej poprosiłem.

- Nigdy tego nie robiłam - mój głos brzmi cicho, niepewnie i spinam się. Nie mam doświadczenia.
- Nie obawiaj się, to nic trudnego - odchyla głowę i posyła mi uroczy uśmiech. Układa dłonie na moich ramionach i zmusza, abym uklękła. Jestem zaskoczona swoim zachowaniem, robię to i nie sprzeciwiam się. Kiedy tylko staję twarzą w twarz z jego męskością, zaczynam się bać - Weź go do ręki, włóż do ust i ssij - mówi szybko i bardzo powoli wsuwam jego penisa do ust. Jest ogromny i ledwo się tam mieści. Jednak delikatnie liżę go językiem, ssę i pomagam sobie dłonią. Słyszę jego głośne jęki, przenosi dłoń na moją głowę i zwiększa tempo - Kurwa, robisz to niesamowicie! - och, naprawdę? Dyszy ciężko i nieco bardziej się spina. Nie przestaję, bo nawet mi na to nie pozwala. Mocno trzyma tył mojej głowy i wkładam go jeszcze głębiej. Odruch wymiotny natychmiast daje o sobie znać i krztuszę się. Wyjmuję go i przełykam ślinę - Wszystko w porządku, kwiatuszku? - podnosi moją głowę, patrzy mi w oczy, a ja przytakuję. Bierze swojego penisa i znowu przysuwa go do moich ust. Wsuwa go do środka i zaczynam pieszczoty od nowa. To dziwne uczucie i całkiem mi nieznane, jednak nie jest to nieprzyjemne czy obrzydzające. Zadziwia mnie, jak działa to na Justina, bo zaczyna poruszać biodrami i ściska w dłoni moje włosy - Jezu, Lena! Zwariuję przez ciebie - syczy przez zęby i przyśpiesza. Jednak po chwili dzieje się coś, czego się nie spodziewam. Czuję w ustach gęstą słoną, ciecz i dociera do mnie, że właśnie doszedł! Kurwa! Chcę odsunąć się od niego, ale nie pozwala mi na to. Niech to szlag, co on wyprawia?! Układam dłonie na jego udach i wreszcie się uwalniam. Oddycham głęboko, a trochę białej cieczy skapuje mi na sukienkę i mam ją na ustach - Niesamowicie kusząco teraz wyglądasz - podnosi moją głowę i natychmiast się zawstydzam. Właśnie połknęłam jego spermę, kurwa mać! Co to ma być? - Wstań. chusteczki są na biurku.
- Dlaczego to zrobiłeś? - prycham wkurzona, wyjmuję kilka chusteczek i wycieram ślady z sukienki.
- Bo chciałem - no tak! Jakież to proste. Czuję jego dłonie na moich plecach, przejeżdża z góry na dół i chwyta mój pośladek - Nie myśl, że to koniec - jasna cholera! Jak to możliwe, że jest tak cholernie niewyżyty?! - Teraz twoja kolej - odwraca mnie w swoją stronę, sadza na biurku i popycha, abym się na nim położyła. Wykonuję jego polecenie, podciąga moją sukienkę na biodra i odsłania dla siebie widok mojej kobiecości. Przesuwa po niej palcem, odsuwa majtki na bok i wbija zęby w wargę - Jesteś wilgotna, Lena. C
zyżby podnieciło cię to, co przed chwilą zrobiłaś? - spogląda w moje oczy i dostrzegam, jak bardzo jego pociemniały z pożądania - Wiem, że tak. Jesteś napalona i bardzo mi się to podoba - pochyla się i czuję na dole jego język. Zarzuca moje nogi na swoje ramiona i bezlitośnie mnie pieści. Jego język sprawnie porusza się i wysyła mnie w pieprzony kosmos! Dyszę, wiję się, zwijam dłonie w pięści, ale jestem na skraju. Boże, jest tak dobrze! Jak on to robi?!

- Justin! - krzyczę, kiedy trafia w mój wrażliwy punkt. Jestem wykończona przez jego pieszczoty, ale ma mnie w nosie i znęca się bezlitośnie. Chcę orgazmu, tu i teraz! Chrzanić to, co właśnie wyprawiam z własnym szefem! Teraz nie ma to już znaczenia - Nie dam rady, proszę.
- Mmm,
 uwielbiam, kiedy prosisz - odrywa się ode mnie i wbija jednym, mocnym ruchem. Krzyczę, bo bardzo mnie tym zaskoczył. Wypełnia mnie całą, unosi nogi nogi i owija je sobie wokół bioder. Porusza się szybko, gwałtownie, mocno. Nie mogę skupić uwagi na niczym innym i oddaję się cudownej przyjemności, która rozlewa się po moim ciele - Powiedz, że jesteś moja, Lena - jego głos jest surowy, ale ledwo do mnie dociera - Powiedz to! - wsuwa się we mnie mocno i muszę wbić zęby w wargę, aby znowu nie krzyczeć - Zmuszę cię do tego, kochanie - co? Wysuwa się z mojego wnętrza, chwyta moje dłonie i stawia na nogach. Boże! Jestem zdezorientowana, patrzę mu w oczy i próbuję unormować mój szalejący oddech. Rany, co on ze mną zrobił? Mruga zadziornie, odwraca mnie tyłem do siebie, opieram dłonie na biurku i wszystko zaczyna się od nowa. Zaczyna swój wyścig i mocno uderza w mój pośladek. Jeden raz, drugi, trzeci. Zduszam pisk i zaciskam palce na brzegu biurka - Czekam, Lena. Powiedz to wreszcie! - rozkazuje, ale nie rozumiem, dlaczego tak bardzo chce, abym to powiedziała - Nie chcesz się ze mną bawić - ma rację, nie chcę. Po tonie jego głosu po moim ciele przebiega dreszcz. Odchyla dłoń i ponownie uderza w mój pośladek. Auć!
- Justin! - piszczę, ale szczypie niemiłosiernie. Ból miesza się z przyjemnością i przytłacza mnie to uczucie - Proszę, zwolnij - błagam go i prostuję się. Układa dłonie na moim brzuchu i dociska mnie do siebie mocniej. Opieram tył głowy na jego ramieniu i zamykam oczy. Jestem zmęczona.
- Czyżbyś miała dość? - szepcze do mojego ucha, przygryza jego płatek i dyszy głośno - To dopiero początek. Będziemy cudownie się ze sobą bawić - mruczy seksownie i zwalnia ruchy. Teraz porusza się zmysłowo, powoli, mozolnie. Przenosi palce na moją łechtaczkę i pociera ją leniwie. To prawdziwa tortura i już sama nie wiem, co jest gorsze. Czy jego szaleńcze tempo, czy to wolne i cholernie męczące - Och, maleńka - odkleja mnie od siebie, znowu pochyla i przyśpiesza. Rany! Moje nogi są jak z waty i bardzo chcę spełnienia! Dlaczego mnie tak męczy? - Czekam na to, co masz mi do powiedzenia - nie daje za wygraną i wiem, że nie da mi spokoju 
- Jesteś cudowna i bardzo chcę usłyszeć to z Twoich ust. Zrób to, proszę! - przesuwa dłońmi po moich plecach, zatrzymuje się na ramionach i wbija w nie palce. Rany! Nogi uginają się pod ciężarem mojego ciała, Justin natychmiast przytrzymuje mnie i układa na miękkim dywanie. Napiera na mnie mocno, ale nie wychodzi nawet na sekundę. Wręcz przeciwnie, wsuwa dłoń pod mój brzuch i dociera do wrażliwego miejsca. Pieści mnie i naprawdę mam dość tej zabawy - Poddajesz się mojemu dotykowi, to takie podniecające - przygniata mnie ciężarem swojego ciała i ponownie przyśpiesza. 
- Justin, proszę - błagam go, bo nie mam siły na więcej! Najchętniej zasnęłabym w tym momencie!
- O co mnie prosisz? Mam przestać? - szepcze do mojego ucha, kiedy nagle przez moje ciało przebiega fala cudownej przyjemności. Ściskam dłonie w pięści, podnoszę się nieco, a włosy opadają mi na twarz. Jestem mokra, spocona i właśnie bzykam się z własnym szefem - Powiedz mi, Lena. 

- N-nie, nie przestawaj - ledwo słyszę swój własny głos, a jego palce poruszają się zwinnie. 
- Sprawię Ci mnóstwo przyjemności, pokochasz to - mówi surowo i nie przestaje się poruszać - Ale musisz wypowiedzieć te słowa. Powiedz, że należysz do mnie - gryzie skórę na mojej szyi i mocniej zaciskam dłonie na dywanie - Powiedz to, do cholery! - podnosi głos, czym nieco mnie zaskakuje. Jednak dodatkowo zwiększa ruchy, dobija głęboko, sprawia mi ból, ale orgazm już się czai - Jeśli nie powiesz, nie pozwolę ci dojść - jak na zawołanie, przestaje się poruszać i pieścić mnie. Uczucie niedosytu, dziwnego bólu od razu zalewa moje ciało. Nienawidzę go w tym momencie. 
- Justin - szepczę zmęczona, a orgazm wisi na włosku. Poruszam biodrami na ile tylko mogę. Muszę go poczuć! Pragnę tego! Ale on czeka na ruch z mojej strony i wiem, że nie powoli mi dojść. Wiem, że źle robię i będę tego żałować, ale... - Należę do ciebie - poddaje się, bo brak mi sił.
- Och, tak! - natychmiast przyśpiesza, wślizguje się głęboko i dochodzę. Jęczę głośno, zamykam oczy i pochłania mnie cudowna rozkosz! Orgazm trwa i trwa i ciężko dojść mi do siebie - Kurwa - dyszy ciężko, napiera na mnie mocno, w
ysuwa się i podwija wyżej moją sukienkę. Po chwili czuję coś ciepłego na moich pośladkach i orientuję się, że doszedł, och - Właśnie tak. Nawet nie masz pojęcia, jaki cudowny mam teraz widok - dotyka mojej skóry i masuje ją czule. Pochyla się nade mną, całuje w szyję i podnosi z mojego ciała. Ja wciąż leżę na dywanie i nie mogę wykonać żadnego ruchu.

Jasna cholera, co to było?!







*************************************************************
Hey, hi, hello! :)
Tak, to znowu ja i nowy rozdział haha :D

Tak, więc
... mamy kolejną, namiętną scenę.
Na początku opowiadania tego seksu jest sporo, ale potem zacznie dziać się  więcej.
Odpowiadając na pytanie Niny "Chciałabym więcej dialogów między nimi", spokojnie. Wszystko niebawem się rozkręci i tych dialogów będzie w cholerę. Trochę cierpliwości :)
Na razie Justin jest zafascynowany Leną i w głowie ma tylko "jedno" :P




Ściskam was i przypominam, że jutro również będzie rozdział :)
Kasia