19.07.2016

Epilog

Lena POV:
Wchodzę do firmy i uśmiecham się do ochrony. Sammy, miły, starszy pan salutuje i życzy mi miłego dnia. Wjeżdżam windą na górę, wygładzam niewidzialną fałdkę na czarnej, dopasowanej sukience i zastanawiam się, czy ów dzień faktycznie zaliczę do miłych. Za parę minut czeka na mnie bardzo ważne spotkanie, z firmą, która zaoferowała współpracę. IntelCoreX chce zaopatrzyć swoją firmę w nasze procesory oraz programy, a to przyniesie kolosalne zyski. Mimo tego, iż firma mojego męża jest na szczycie, nie znaczy, że nie może być jeszcze wyżej. Nadal pniemy się w górę.
Wchodzę do biura, odkładam teczkę i włączam komputer. Muszę przygotować się do spotkania i wydrukować potrzebne dokumenty. Moje ręce drżą, pocą się i mam ochotę zabić Justina! Wyjechał na targi do Kanady, a spotkanie z tak ważną firmą zostawił mnie! Kiedy mi o tym powiedział, nie wierzyłam i za nic w świecie się nie zgodziłam. Jaka szkoda, że zawsze musi postawić na swoim, i tak oto mój stres wybija skalę! Wiem, że Justin bardzo we mnie wierzy, wciąż powtarza, jaka jestem zdolna i jest ze mnie dumny. To dlatego od ponad siedmiu lat razem prowadzimy firmę, której jestem współwłaścicielką. Dlatego musiałam dać z siebie wszystko i pozyskać nowego klienta.
- Dzień dobry! - wzdrygam się na radosny głos Glorii, która wchodzi do biura - Kawa, pani prezes? - unosi brew, a ja przewracam oczami. Nienawidzę, kiedy tak do mnie mówi, a ona uwielbia się ze mną droczyć! - Za dziesięć minut powinni być przedstawiciele IntelCoreX, zdążysz wypić.

- W porządku, może mocna kawa uspokoi moje nerwy. Zaprowadź ich proszę do konferencyjnej.
- Się wie - puszcza mi oczko, strzepuje z ramienia niewidzialny pyłek i opuszcza moje biuro.
Piszę szybką wiadomość do Justina, aby trzymał za mnie kciuki i dodaję, że nienawidzę go za to, że wyjechał i zostawił mi na głowie takie zmartwienie. Już wyobrażam sobie jego chytry uśmieszek.

Spotkanie przebiega w przyjemnej, luźnej atmosferze. Trevor Carter i Nico Davos to sympatyczni, młodzi mężczyźni, którzy nie omieszkają od czasu do czasu zerknąć a w mój dekolt. Całe szczęście, że nie ma tutaj mojego męża, inaczej współpraca szybko poszłaby się pieprzyć. Nawet po siedmiu latach potrafi być tak samo zazdrosny, jak na początku naszego związku, chociaż nie daję mu do tego powodów. Jednak Justin to Justin i jak to się mówi; "pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają".
-
Muszę przyznać, że robienie z Panią interesów to czysta przyjemność - Trevor całuje wierzch mojej dłoni, czym robi na mnie pozytywne wrażenie. W tych czasach to raczej wymierający gest - Myślę, że nasza współpraca będzie bardzo owocna. Proszę przekazać mężowi pozdrowienia.
- Oczywiście. Zrobię to po jego powrocie z Kanady. Proszę tędy - otwieram drzwi, opuszczamy salę konferencyjną i zatrzymujemy się przy ścianie z windami - W razie jakichkolwiek pytań proszę śmiało dzwonić. Jestem pewna, że mój mąż odpowie na każde z nich. Miło było Panów poznać.
- Cała przyjemność po naszej stronie. Na pewno jeszcze się zobaczymy, Pani Cross. Do zobaczenia.
- Do widzenia - oddycham z ulgą, kiedy drzwi windy zamykają się, a mężczyźni znikają z zasięgu mojego wzroku. Dopiero teraz oddycham z ulgą i spoglądam na Glorię - To było niezręczne.
- To mało powiedziane! Widziałaś ich? Ten wysoki i przystojniejszy pożerał cię wzrokiem.
- Więc lepiej dla niego, że nie było tutaj Justina. Zabiłby ich samym spojrzeniem - chichoczemy jak nastolatki, a Gloria wznosi oczy ku górze - Okej, uciekam, bo czeka mnie jeszcze sporo spraw.
- Nie ma sprawy, zajmę się resztą. Szef będzie dumny! Ma Pani za sobą pierwszą transakcję.
- Przestań się ze mną droczyć, wariatko - przewraca oczami, cmokam ją w policzek, a Gloria patrzy na mnie zdziwiona - Dziękuję ci za pomoc, bez ciebie nie dałabym sobie rady. Jesteś kochana.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć, Pani prezes.
- Okej, nawet nie zaczynaj - wystawiam palec na znak groźby, a Gloria wybucha śmiechem.

Dochodzi południe, a ja już jestem zmęczona. Czasu jest mało, Justin wraca o czternastej i muszę wykrzesać z siebie maksimum. Mam dla niego niespodziankę i zżera mnie ciekawość, czy coś podejrzewa. Dzisiaj wielki dzień, bo mamy co świętować. Pozyskałam nowego, zajebistego klienta i w dodatku od A do Z zrobiłam to sama! Poza tym dzisiaj są trzydzieste trzecie urodziny mojego kochanego męża, a ja zaplanowałam przyjęcie-niespodziankę, które odbędzie się w naszym ogrodzie. Mam z nim cudowne wspomnienia i cieszę się, że przekonałam go, abyśmy w nim zostali. Justin chciał kupić nowy dom, większy, bardziej wypasiony, ale nie zgodziłam się na to. Przecież w tym domu działa się magia i nie wyobrażałam sobie, żebym mogła zamieszkać gdziekolwiek indziej. Ustąpił i przyznał mi rację. Bywały momenty, w których był uległy jak baranek.

Parkuję przed domem mamy, wysiadam z samochodu i kieruję się do domu. Idę wzdłuż ozdobionej kwiatami alejki, unoszę głowę i spoglądam w niebo. Pogoda jest wspaniała, świeci słońce i nie ma grama wiatru. Liczę na to, że nagle nie spadnie deszcz i nie zepsuje długo planowanej niespodzianki.
- Mama! - uśmiecham się szeroko, kiedy ze środka niczym z procy wyskakuje Alex. Biegnie w moją stronę, kucam i pozwalam, aby wpadł w moje ramiona. Tulę go do siebie, głaszczę po pleckach i myślę, gdzie uciekł ten czas, skoro skończył już pięć lat - Wiesz, że babcia zabrała nas na lody?
- Och, naprawdę? A wiesz, że twoje gardło po paskudnej grypie nie doszło jeszcze do siebie?
- Wiem, ale babcia mówiła, że lody nie zaszkodzą, a wręcz pomogą na bolące gardło. Serio!
- To ciekawe, synku. Jaka szkoda, że mnie nie leczyła w ten sposób - burczę pod nosem, a Alex chichocze. Wchodzimy do domu, a w moje nozdrza natychmiast uderza zapach jabłek z cynamonem.
- Jesteśmy w kuchni! - Alex pociąga mnie za rękę i prowadzi do królestwa mojej mamy.
- Ależ pięknie pachnie! - zaciągam się zapachem, całuję mamę i skubię trochę ciasta.
- Hola, to dla twojego męża - karci mnie spojrzeniem i wystawia palec - Jak poszło spotkanie?
- Wspaniale. Mam ich w garści, podpisali umowę i niebawem wyciągnę od nich gruby szmal.
- Świetna wiadomość! Więc dochodzi kolejna rzecz do świętowania, Justin będzie szczęśliwy.
- Właśnie taką mam nadzieję. Liczę na to, że o niczym nie zapomniałam - podchodzę do blatu, na którym stoi fotelik i uśmiecham się do maleńkiej, ślicznej dziewczynki - Była grzeczna?
- Oczywiście, tylko ząbkowanie nie daje jej spokoju, co strasznie ją irytuje. Posmarowałam jej dziąsła tą maścią, którą zostawiłaś i było odrobinę lepiej. Spała dzisiaj prawie trzy godziny!
- Dziękuję, mamo. Bez ciebie bym sobie nie poradziła - całuję ją w policzek i ponownie kradnę trochę ciasta - No dobrze, zbieramy manatki i uciekamy. Trzeba się przygotować na powrót taty.
- Przyjedziemy z ojcem trochę wcześniej, pomogę ci ze wszystkim. Musi być idealnie.
- Stanowczo za bardzo rozpieszczasz swojego zięcia - przewracam oczami, a mama chichocze.

Kiedy tylko przekraczam próg naszego domu, Mia daje o sobie znać. Wybucha płaczem, przeciera oczka małymi piąstkami i żali się na cały, okrutny świat. Przytulam ją do siebie, kołyszę i próbuję uspokoić. Ząbkowanie to paskudna sprawa i chociaż wiem, że tak musi być, jest mi jest potwornie żal. Ma zaledwie osiem miesięcy, więc jeszcze sporo przed nami. Musi sobie z tym poradzić.
- Mamooooo, w przedszkolu będzie wycieczka do zoo, jutro jest zebranie. Przyjdziesz, prawda?
- Oczywiście, że przyjdę syneczku - czochram jego włoski i napawam się widokiem kopii Justina. To niesamowite, że jest do niego tak podobny! Nigdy nie zapomnę jego miny, kiedy powiedziałam mu o ciąży. Był lekko przerażony, ale przyjął to na klatę jak prawdziwy facet. Kochał mnie z całego serca i oznajmił, że zrobi mi tyle dzieci, ile tylko będę chciała. Cóż, byliśmy jeszcze młodzi, a na razie zatrzymaliśmy się na naszej cudownej dwójce. Justin był wspaniałym ojcem i nie mogłam napatrzeć się, kiedy tulił do siebie maleńką Mię i grał w piłkę z Alexem. Idealnie odnalazł się w tej roli - No dobrze, tata wraca za godzinę, więc trzeba przygotować się do przyjęcia. Idziemy? - Alex przytakuje głową, przeskakuje po dwa schodki na górę, a ja człapię za nim razem z Mią w ramionach. Na szczęście uspokoiła się i skupia uwagę na moim srebrnym łańcuszku z serduszkiem. 




Cross POV:

Wysiadam z samolotu i przeciągam się leniwie. Rozglądam się po płycie lotniska, schodzę ze schodów i kieruję się w stronę zaparkowanego nieopodal czarnego mercedesa. Wsiadam do środka, witam się z Taylorem i ruszamy do domu. Konferencja w Kanadzie trwała koszmarne, długie pięć dni, a to stanowczo za długo na rozłąkę z rodziną. Stęskniłem się za moją ukochaną żoną i dzieciakami. Nigdy nie opuszczałem ich na tak długi czas i ciężko było mi przyzwyczaić się do tej dziwnej ciszy w hotelu. Odkąd urodził się Alex mogłem pomarzyć o odrobinie odpoczynku. Ten dzieciak to wulkan energii i kiedy tylko wracam do domu wpada w moje ramiona i natychmiast zapominam o ciężkim dniu. I kiedy podrósł na tyle, że wreszcie mogłem się swobodnie wyspać, na świecie pojawiła się Mia. Cały proces zaczął się od nowa, jednak nie zamieniłbym tego za nic w świecie! Boże, kochałem moją rodzinę ponad wszystko! Lena od samego początku zawładnęła moim światem, wstrząsnęła nim i wywróciła do góry nogami. Wyszła za mnie, kochała mnie i w dodatku urodziła mi dwójkę, niesamowitych dzieci. Czego chcieć więcej? Byłem szczęśliwy i spełniony. 


Taylor parkuje pod domem, ściskam jego dłoń i po chwili wchodzę do domu. Nareszcie!
- Tata, tata, tata! - Alex krzyczy radośnie, kiedy tylko przekraczam próg i wtula się we mnie mocno. Unoszę go, okręcam dookoła i całuję w czoło - Nareszcie jesteś! Nie zostawiaj nas więcej na tak długo, okej? - odchyla głowę, patrzy na mnie spod byka i mruży oczy. Ups, nabroiłem! 

- Obiecuję, syneczku! To się więcej nie powtórzy - mrugam okiem, stawiam go na podłodze i zdejmuję marynarkę. Kiedy wchodzę do salonu zastaję w nim moją żonę, która wygląda obłędnie! Cholera, co za laska! - Hej, kochanie - mój uśmiech jest ogromny, oblizuję usta i wręcz nie mogę oderwać od niej wzroku - Jestem zaskoczony takim powitaniem, ale nie śmiem narzekać. Wyglądasz przepięknie - przytulam ją do siebie, zarzuca dłonie na moją szyję i całują ją - Tęskniłem.
- Wiem, ja również - szepcze seksownie wprost do mojego ucha, a jej oddech odbija się od skóry.
- Mam nadzieję, że pokażesz mi, jak bardzo tęskniłaś za swoim mężem. Wariowałem bez ciebie.
- Naprawdę? - uśmiecha się chytrze i pociera nosem o mój - Podobało ci się zdjęcie, które dostałeś?
- Co to za pytanie, hmm? - ściskam jej seksowne pośladki, przyciągam do siebie, a jej widok rozpala we mnie podniecenie. Prawie dostałem zawału, kiedy wczorajszego wieczora dostałem od niej mms'a. Gapiłem się w wyświetlacz jak zahipnotyzowany, śledziłem każdy detal jej idealnego ciała odzianego jedynie w seksowną, czarną bieliznę i miałem wrażenie, że dojdę na sam jej widok. Cwana bestia! Wiedziała, co ze mną zrobić - Miałem ochotę wsiąść w samolot, wrócić i przelecieć cię tak, aż nie mogłabyś chodzić - wsuwam dłoń pod jej krótką, czerwoną sukienkę, a drugą ściskam pierś. Przelotnie zerkam na Alexa, który ogląda swoją ulubioną bajkę, a Mia przysypia w kojcu - Nie masz pojęcia, jak ogromną mam na ciebie ochotę - oblizuje usta, czym doprowadza mnie do szaleństwa!
- Przypominam ci, że tuż obok są nasze dzieci - sunie opuszką palca po moim torsie i ściska sutek przez materiał koszuli. Kurwa mać, zaraz wybuchnę! - Poza tym mam dla ciebie niespodziankę.
- Niespodziankę? Zaskakujesz - porusza brwiami, całuję jej słodkie usta i niechętnie się od niej odklejam - Więc pójdę wziąć prysznic i przebrać się. A! Wiedz, że jestem z ciebie cholernie dumny, aniołku. Odwaliłaś kawał dobrej roboty. Mam najcudowniejszą żonę na całe kuli ziemskiej. Jesteś idealna - wbija zęby w wargę i patrzy na mnie z tym błyskiem rozczulenia w oczach. Właśnie dlatego tak bardzo ją uwielbiam. Mimo tego całego gówna, które musiała przejść w swoim życiu, nie poddała się i jesteśmy dzisiaj w tym miejscu. Razem z naszymi dziećmi. Przysięgam, że nie spotkało mnie w życiu nic piękniejszego - Zaraz wracam - całuję ją w czoło, podchodzę do kojca i spoglądam na moją maleńką dziewczynkę. Jest taka urocza, a moja miłość do niej jest przeogromna. Wprowadziła w nasze życie tyle radośni i idealnie je uzupełniła. Zdecydowanie chcę mieć więcej dzieci.


Dwadzieścia minut później schodzę na dół. Wykąpany, przebrany w świeżą, białą koszulę i czarne, eleganckie spodnie. wyczuwam nosem, że coś się święci, jednak nie mam bladego pojęcia, cóż to takiego. Lena odstrzeliła się w seksowną sukienkę, Alex również wyglądał inaczej, niż na co dzień, więc moja żona miała plan. Szukam jej wzrokiem, rozglądam się, jednak w salonie nie ma żywej duszy. Jest też podejrzanie cicho, a odkąd są dzieciaki, u nas nigdy nie bywa tak cicho!
- Kochanie, gdzie jesteś?! - wołam ją, odwracam się w stronę wejścia do ogrodu i zamieram. Widzę przez szybę coś, co mnie szokuje, rozsuwam drzwi, a w moje uszy wdziera się radosny wrzask.
- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!!!!! - zebrani biją brawo, wypuszczą konfetti i klaszczą.
- O rany - drapię się kark, ale naprawdę jestem w szoku! Wszyscy tulą mnie do siebie, składają życzenia i wręczają mnóstwo prezentów. Nie sądziłem, że Lena wpadnie na tak zwariowany pomysł.
- Wszystkiego najlepszego, mężu - podchodzi do mnie i całuje czule - Oto twoja niespodzianka.
- Jesteś szalona, wiesz? Kocham to w tobie - wsuwam palce w jej włosy i całuję mocno, zachłannie, namiętnie. Niestety jest to krótki pocałunek, ponieważ goście patrzą wprost na nas - Dziękuję wam wszystkim za przybycie. Nie ukrywam, jestem zaskoczony, ale bardzo szczęśliwy - rozglądam się po zebranych i wyłapuję moich rodziców, rodziców Leny, moich znajomych - To naprawdę cudowna niespodzianka i cieszę się, że mogę spędzić swoje urodziny właśnie z wami - rozlegają się głośne brawa, a Paul gwiżdże jak nastolatek. Spoglądam na Karen, która puszcza mi oczko i tuli w ramionach ich syna, który przyszedł na świat zaledwie dwa miesiące temu. Pobrali się trzy lata po naszym ślubie, co cieszyło zarówno mnie, jak i Lenę. Wszystko układało się wspaniale i w spokoju mogłem cieszyć się rodziną. Amanda odsiedziała swoje dwa i pół roku, nie miałem z nią żadnego kontaktu jedynie doszły mnie słuchy, że jej ojciec porządnie się wkurwił i chociaż była dorosła, ponoć surowo ją za to ukarał - Och, a kto to? - moje rozmyślenia przerywa moja mama, która podaje mi Mię - Moja maleńka, urocza, ząbkująca dziewczynka - unoszę ją do góry, śmieje się głośno i próbuje dosięgnąć mojego nosa - Chodź, skarbie. Zjedzmy coś wreszcie - biorę Lenę za rękę, wszyscy siadamy przy stole, a głośne rozmowy wprowadzą luźny, rodzinny klimat. Sadzam Mię na kolanach, Paul podaje mi butelkę piwa i wystawia kciuk ku górze. Właśnie tak wygląda szczęśliwe życie. Z przyjaciółmi, rodziną, moją cudowną żoną i dziećmi. Nic więcej mi nie potrzeba. 







K  O  N  I  E  C 




**********************************************************

Hello! :)

No i dzisiaj  przyszedł czas na pożegnanie :)
Miałam mnóstwo wątpliwości odnośnie tego opowiadania. W sumie zawsze mam, ale to było 18+ i moje obawy były ogromne! Cieszę się jednak, że wam się spodobało i byłyście ze mną przez te wszystkie rozdziały. Chwile lepsze i te gorsze. Jestem mega szczęśliwa, że mam takich wspaniałych czytelników i wciąż dziwię się, że nie macie mnie jeszcze dość, hahaha :D

Dziękuję, dziękuję, dziękuję! ♥

Więc... wychodzi na to, że teraz zostajemy już tylko z SAUS :)


Buuzia!
Kasia